Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melvin R. Starr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melvin R. Starr. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 listopada 2014

Średniowieczne śledztwo

"Ślad atramentu"
Melvin R. Starr


Skarbem może być wszystko. To, co dla jednych jest drogocenne, inni uważają za bezwartościowe, ale bywają takie przedmioty, których wartość była, jest i będzie ogromna. Czasem jednak pieniądze to tylko dodatek, bo liczy się coś o wiele cenniejszego, czego nie da się wycenić ...

Spokój nie jest pisany mistrzowi Hugh, chociaż jak zawsze nic nie zapowiadało jego kolejnych przygód. Rządca z Bampton miał całkowicie inne plany jak zagospodarować jesień roku Pańskiego tysiąc trzysta sześćdziesiątego piątego. Przede wszystkim czas spędzony w Oxfordzie zamierzał poświęcić sprawom osobistym i jakby popatrzeć z boku to w istocie tak było, lecz jedynie wąskie grono wiedziało, iż całkiem co innego zajęło jego uwagę. Kolejna zagadka kryminalna pojawiła się w najmniej spodziewanym momencie, a jedynie w Hugh z Singleton pokładano wiarę na jej rozwiązanie. Kto odważył się skraść cały księgozbiór rektora oksfordzkiego kolegium i w jaki sposób to uczynił? Wbrew pozorom nie te pytania są najważniejsze, przede wszystkim dla mistrza Johna Wycliffe`a liczy się sprawa gdzie znajdują się jego księgi. Profesor nie może pogodzić się ze stratą dorobku całego swego życia oraz ludzką nikczemnością. Dlaczego spotkało to tak szanowanego uczonego? Nikt nie jest w stanie wyjaśnić tej kradzieży, ostatnia nadzieja pojawia się wraz z przybyciem rządcy z Bampton. Hugh już nieraz zasłynął z talentu detektywistycznego, chociaż otrzymywał w zamian dość bolesne nauczki. Jak jednak odnaleźć skradziony skarb gdy nie ma żadnego śladu? Złodziej, bądź złodzieje, nie pozostawili po sobie jakiekolwiek tropu albo tak się wydaje postronnym. Jednak gdy ktoś baczniej spojrzy na miejsce przestępstwa i jego okolice to być może dostrzeże pewne poszlaki. Oczywiście są one niezbyt wyraźne, a na dodatek wiele niewiadomych je otacza, lecz to już postęp w śledztwie.

Poczynania mistrza Hugh niejednokrotnie już ściągały na niego problemy, tym razem również komuś nie w smak jego zainteresowanie utraconym księgozbiorem. Zresztą nie tylko to jest przyczyną kłopotów młodego rządcy. Czy i tym razem uda mu się rozwiązać sprawę i zdobyć coś, o czym marzył? Niełatwo jest jednocześnie prowadzić śledztwo, układać sobie życie osobiste oraz nade wszystko uniknąć śmierci. Wrogowie są aż nazbyt blisko i zrobią wszystko by pozbyć się niewygodnego detektywa, czyżby był on blisko wskazania sprawców niecnych czynów, jakie ostatnio wstrząsnęły spokojnymi mieszkańcami Oksfordu? Blisko, coraz bliżej, jest Hugh z Singleton odkrycia prawdy, a raczej zdobycia dowodów na potwierdzenie swoich przypuszczeń. Czy i tym razem ocali siebie oraz odda w ręce sprawiedliwości winowajców?

Średniowiecze mało kojarzy się z kryminalną zagadką lub też szerzej z sensacją. Jednak kiedy sięga się po książki Melvina R. Starra okazuje się, że epoka kojarzona prawie wyłącznie z mrokiem ma do zaproponowania ciekawe kulisy, a historie w niej osadzone intrygują. "Ślad atramentu" to trzecia książka z cyklu o średniowiecznym chirurgu, który ma dość nietypowe hobby - bycie detektywem. Autor zadbał o oddanie z detalami średniowiecznego klimatu, ale to drugi plan, w pierwszym umieścił bohatera, jednocześnie pasującego idealnie do swoich czasów, z drugiej wciągającego czytelnika w swoje dochodzenia. Motyw sensacyjny nie jest elementem pobocznym, lecz stanowi oś akcji i to wokół niego zbudowana jest fabuła. Melvin Starr umiejętnie buduje intrygę, a czytający wraz z Hugh z Singleton mają jedno zadanie - rozwiązać kryminalną zagadkę. Kolejna porcja przygód średniowiecznego detektywa to lektura ciekawa i nieschematyczna. Ci, którzy lubią bardzo rzetelnie oddane realia historyczne dodatkowo otrzymują bonus w postaci ciekawostek. Należy przyznać autorowi, że "Ślad atramentu" to przede wszystkim kryminalna opowieść osadzona w interesująco przedstawionej epoce, z postaciami będącymi i ludźmi tamtych czasów i wizjonerami.

Za możliwość przeczytanie książki dziękuję

wyd. PROMIC 

piątek, 3 maja 2013

W cieniu zbrodni

"W cieniu kaplicy"
Melvin R. Starr


Zbrodnia towarzyszy człowiekowi od zawsze, nie da się od niej uciec, zawsze jest tuż obok, tak jakby stanowiła mroczne alter ego ludzkiej natury. Łatwo zapomnieć o niej, uznać, że nie istnieje albo dotyczy innych nie nas, aż do momentu kiedy stajemy z nią twarzą w twarz. W takiej chwili przypomina się pierwsze z nią spotkanie i pytanie czy obecne będzie ostatnie? Jest zbrodnia, więc musi być i sprawca oraz motyw, jaki połączył zbrodniarza z ofiarą, w tym wszystkim brakuje kogoś jeszcze - osobę, której zadaniem będzie odnalezienie tego kto stoi za zbrodniczym czynem i powodu nim kierującego, kiedy odbierał komuś życie. Czasem trzeba z pozornie niezwiązanych ze sobą fragmentów ułożyć morderczą mozaikę, w jakiej jest miejsce na ludzkie pragnienie zdobycia tego czego się pragnie i to za wszelką cenę.

Bampton nie wyróżnia się niczym wśród miasteczek średniowiecznej Anglii, ludzie żyją w nim zgodnie z porami roku oraz dniami wyznaczanymi przez wschody i zachody słońca. Dzień po dniu pracują ku chwale najwyższego, by wypełnić obowiązki wobec dziedzica oraz związać koniec z końcem we własnym obejściu. Proste życie, w jakim wszystko ma swoje miejsce i czas, płynące jak miejscowy strumień szybko i bez zbędnych przeszkód, aż do chwili kiedy natrafia na przeszkodę w postaci ... zwłok. Śmierć nie jest niczym nadzwyczajnym, przychodzi często i nie dziwi zbytnio nikogo, ale gdy nie jest naturalna to sprawa nie jest już tak oczywista. Przed mistrzem Hugh z Singleton kolejna zagadka do rozwiązania. Chociaż to, co przytrafiło się Alanowi wygląda na zgon z powodu napaści dzikiego zwierzęcia wcale nie jest takim w rzeczywistości. Po pierwsze o wilkach nie słyszano w bliższej i nawet dalszej okolicy od kilku dziesięcioleci, niedźwiedzia takoż nikt nie ogląda poza polowaniami i głuchą knieją, a po drugie pewne ślady każą sądzić, że za tą zbrodnią stoi raczej dwunożna istota. Jednak nie tak łatwo wskazać mordercę, bo tropy dość nikłe i nikogo wyraźnie nie wskazują, lecz od czego spostrzegawczość Hugh i jego zapał do odkrywania tajemnic? Spokojne włości lorda Gilberta Talbota mają też i ciemniejsze strony, które znowu przyjdzie odsłonić jego rządcy.

Jak się okazuje w cieniu małej kaplicy św. Andrzeja żyje nie tylko duchowny John Kellet, także inni są związani z tym poświęconym miejscem. Dochodzenie nie jest łatwe, no i nie stanowi głównego zajęcia Hugh. Jednak pomiędzy zabiegami chirurgicznymi, pilnowaniem pracy siewców grochu i zapędzaniem owiec na nowe pastwisko, znajduje się czas na szukanie tropów związanych ze śmiercią Alana. Powoli obserwacje miejscowej ludności dają efekty, czasem wystarczy spojrzeć na prowadzone prace w przydomowym ogrodzie, a czasem na twarze ludzi lub na to, co mają na nogach. Niby nic, ale w ostatecznym rozrachunku wszystko się liczy, dodatkowym dowodem obrania właściwej drogi jest także pewne bardzo nieprzyjemne i dotkliwie bolesne spotkanie w nocy. Ale widać już światełko w tunelu, chociaż w krwawym jest ono kolorze, kolejne zabójstwo wydaje się nie mieć związku z pierwszym, lecz Hugh ma całkowite inne zdanie czy słusznie? Jaką rolę odegrał rządca i chirurg lorda Talbota w tej zbrodni? Podwójna zabójcza zagadka wymaga dużej uwagi ze strony prowadzącego śledztwo, a inne sprawy również zaprzątają jego uwagę, jak chociażby wdzięki pewnej uroczej sklepikarki z Oxfordu czy też dziecka, któremu pomogło się, a jakie stało się piękną dziewczyną. No, a nocna wyprawa przynosi więcej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać, dworskie lochy w końcu będą mieć odpowiednich lokatorów ...

Drugie spotkanie ze średniowiecznym chirurgiem oraz detektywem Hugh z Singleton okazuje się mieć przebieg jeszcze bardziej intrygujący niż pierwsze. Po raz kolejny średniowiecze pokazuje trochę inne oblicze niż mogłoby się wydawać. Zamiast życia w cieniu chorałów gregoriańskich i danse macabre jest egzystencja w jakiej nie brak zagadek, tajemniczych zbrodni oraz sekretów, dość niechętnie odkrywanych przed obcymi. Autor postawił na autentyczność realiów i dzięki temu czytelnik ma wrażenie, że czyta zapiski z wydarzeń, które miały miejsce dokładnie w tym czasie, a nie w innym. Nie można zapomnieć o samych bohaterach, bo oni wraz z intrygą, jakiej są uczestnikami, grają główna rolę. Są dziećmi swojej epoki, ze wszystkimi jej wadami i zaletami, posługują się narzędziami znanymi w średniowieczu i wiedzą wtedy dostępną. Działają na podstawie tego co jest im wiadome, krok po kroku starając się odkryć motyw oraz sprawców zbrodni. Jedyną przewagą jaką mają to ich umysł, spostrzegawczość i otwartość na to co nowe i nieocywiste. Hugh już nie jest nowicjuszem w swoim fachu, jego życie uległo zmianom, a kolejne już czekają by pojawić się w nim. Następne perypetie średniowiecznego chirurga zapowiadają się równie interesująco, co dwie dotychczas opisane historie. Średniowiecze w wydaniu Melvina R. Starra to nie mrok i zabobon, lecz życie wcale nie tak odległe od współczesnego, lecz z własnym charakterem, który został zachowany w żywej postaci, a muzealnej posągowości. Prawdziwemu detektywowi, niezależnie od epoki, niewiele potrzeba by odkrył prawdę, ale czasem przydaje się twarda głowa, ciekawość świata i patrzeniu tam, gdzie inni boją się zajrzeć.

Baza recenzji Syndykatu ZwB
Za możliwość przeczytanie książki dziękuję
wyd. PROMIC 
 
 

niedziela, 22 lipca 2012

Średniowieczne dochodzenie

"Niespokojne kości"
Melvin R. Starr


Zbrodnia to nie wynalazkiem naszych czasów, była, jest i będzie. Od czasów gdy Kain podniósł rękę na Abla jest wpisana w ludzkie działanie, zawsze gdy ma miejsce rodzi te same pytania - kto jest sprawcą i dlaczego ktoś ją popełnił. Średniowiecze wydaje się odległą epoką, tak inną od pozostałych, a jednocześnie traktowaną jako mniej ciekawą od innych. Ciemna, wręcz mroczna, w której człowiek ginął pośród toczonych wojen i następujących po sobie raz zarazem epidemii śmiertelnych chorób. Jednak gdy się przyjrzeć bliżej można dostrzec wiele intrygujących szczegółów, dających barwny obraz czasów dalekich od naszej rzeczywistości, ale z wydarzeniami, jakie zdarzają się i dziś.

Jaką wybrać życiową drogę gdy jest się czwartym synem mało majętnego rycerza? Najpewniejsza wydaje się kariera duchownego, szczególnie dobrze rokująca w przypadku chłopca lubiącego naukę i książki. Ale gdy nie czuje się powołania do opieki nad nieśmiertelnymi duszami bożych owieczek, pozostaje jeszcze zajęcie się prawem. Radca prawny na królewskim dworze to zawód dający wiele profitów, jednakże mający jedną wadę - często prawnicy najjaśniejszego pana tracą głowy i to dosłownie. Jednak przeznaczenie, a może tylko przypadek sprawiają, że jeszcze szansa na dalszą egzystencję jest dana Hugh z Singleton. Niespodziewany spadek, w postaci pewnej księgi, wskazuje inny kierunek młodzieńcowi, może nie jest tak szacowny jak wcześniej brane pod uwagę, lecz również daje profity, pozwalające na wygodne życie. Nikt nie spodziewa się tego co ma być udziałem czwartego syna.

Opatrzenie rany lorda Gilberta jest początkiem znajomości, która odsłoni zbrodnię, a młodemu adeptowi chirurgicznego rzemiosła pozwoli wykazać się na umiejętnościami, jakich nie uczą w Oksfordzie. Kiedy na zamku odnajdują się ludzkie kości nie jest to sytuacja zwyczajna, wprost przeciwnie, odkrycie ich pochodzenia zostaje zlecone właśnie Hugh. Jakiekolwiek byłoby zdanie chirurga opinia jego dobroczyńcy jest ważniejsza. Znajomość anatomii może pomóc nie tylko żywym, lecz również zmarłym, a spostrzegawczość pozwala zauważyć to co innym umknęłoby. Znalezione kości świadczą, że doszło do zbrodni, a to pociąga za sobą pytanie - kto jest jej autorem i kim jest ofiara? Jedyną osobą, która może znaleźć odpowiedzi wydaje się znowu Hugh, czy tego chce czy nie musi podjąć się dochodzenia. Jak znaleźć zbrodniarza gdy ma się tak niewiele śladów, a właściwie tylko jeden - kości? Nikt z zaginionych nie pasuje ani wiekiem, ani płcią do odnalezionych szczątków, a i motywu brak. Detektyw z przypadku ma przed sobą nie lada wyzwanie, ale od czego otwarty umysł i dociekliwość? Krok po kroku rysuje się historia, w której ważną rolę odgrywa uczucie i stan urodzenia, ale czy to właściwy trop? Wszystko wskazuje, że mordercą jest właśnie ten, a nie inny człowiek, lecz na pewno? Znowu przypadek daje o sobie znać, a sprawa, która wydawała się już rozwiązana nagle nabiera całkiem innych barw. Prawda zawiera o wiele więcej niż mogłoby się wydawać, za zasłoną strachu przed wymierzeniem kary, kryje się bardziej skomplikowana historia. Ludzie są tylko ludźmi, a źródła człowieczych czynów nie zmieniają się mimo upływu czasu.

Średniowiecze poznawane poprzez zapiski ówczesnego chirurga jest intrygujące, szczególnie gdy spojrzy się na tę epokę z punktu widzenia człowieka żyjącego w tamtym okresie. Autor starał się jak najwierniej oddać atmosferę epoki, jest to widoczne i w zastosowanym słownictwie, jak i tłu kulturowemu. "Niespokojne kości" nie starają się "wybielić" średniowiecznych zwyczajów, wprost przeciwnie są one ukazane takimi jakimi były, lecz dzięki temu opowieść nabiera autentyczności. Mogłoby wydawać się, że osadzenie fabuły w takim przedziale czasowym nie jest dobrym pomysłem, bo sensacja i średniowiecze wcale nie wydają się współgrać ze sobą. Jednak wbrew pozorom właśnie taka sceneria nie szkodzi wątkowi kryminalnemu, a nadaje mu wyjątkowości. Śledztwo bez komputerów, baz danych, a nawet linii papilarnych, słowo dedukcja także nie pada, ale czytelnik nie zauważa tego, bo wraz z głównym bohaterem pochłonięty jest szukaniem rozwiązania kryminalnej zagadki. Melvin R. Starr drobiazgowo oddał średniowieczne warunki, a pierwszoosobowa narracja sprawia, że ma się wrażenie, iż jest się naocznym świadkiem poczynań Hugh z Singleton. Średniowiecze to nie jedynie mrok i legenda o Robin Hoodzie, a wręcz przeciwnie, patrząc na chwile w historii poprzez pryzmat zbrodni i poszukiwania jej sprawców nabiera całkowicie innych barw. Przez wieki zmieniło się wiele, ale pewne ludzkie pragnienia pozostają takie same i nadal są oraz będą źródłem kryminalnych zagadek.

"Niespokojne kości" to opowieść łącząca w sobie historię z suspensem, tocząca się od wschodu do zachodu słońca, zgodnie z jego rytmem, jednak myli się ten kto zakłada, że w fabule nie ma zwrotów akcji. Średniowieczny chirurg ma wiele pracy i to nie tylko w swoim zawodzie, szczególnie gdy zabiera się za śledztwo, a jedynym jego atutem jest nieprzeciętny umysł i chęć odkrycia tego co naprawdę miało miejsce.

Baza recenzji Syndykatu ZwB


Za możliwość przeczytanie książki dziękuję
wyd. PROMIC