wtorek, 6 października 2026

I nic już nie będzie takie jak było

Nowość:

„Wurdolak”

Robert Ziębiński

 

Ciemność nie nadchodzi od razu. Pojawia się falami coraz mocniej rysując się na horyzoncie. Wydaje się znana i oswojona, ale czy na pewno tak jest? Może to jedynie zręczna iluzja, oszukująca zmysły oraz rozum, by coś ukryć?

 

Czarny Staw raczej nie jest spokojnym miejscem, chociaż większość jego mieszkańców zdaje się tego nie zauważać. Ci, którzy dostrzegli mroczniejszą stronę miasteczka walczą z tym, co niewidoczne, ale wciąż wpływający na wszystko i wszystkich. Tym razem paczka przyjaciół zdaje się być przygotowana na kolejna rundę z odwiecznym złem. Stoczyli już kilka potyczek i sądzą, że wiedzą z czym przyjdzie im się mierzyć, ale czy na pewno tak jest? Tym razem są czujni, starają się przewidzieć co może wydarzyć się, a jednak niepokojące zdarzenia są coraz częstsze coraz bardziej niepokojące. Tak jakby zło nie tylko nabrało sił, lecz i dojrzało. Coraz mocniej odczuwalna jest jego siła i przebiegłość. Jak nie zostać za nim w tyle i zyskać przewagę? Czarny Staw po raz kolejny staje się miejscem walki, ale przeciwników jest coraz więcej, sprzymierzeńców natomiast ubywa. Czy można stawić czoła temu, co najgorsze, kiedy tak wielu jest tego nieświadomych? Cena za bycie odważnym bywa bardzo wysoka, może zbyt wysoka dla niektórych.

 

To już nie jest opowieść z pogranicza, bo granica została wyraźnie przekroczona, pytanie tylko czy jeszcze da się zza niej powrócić? Mrok przeszedł w ciemność, taką z gatunku gęstych, wciągających tak, że każdy ruch jedynie pogarsza sytuację, ale to widzi się dopiero po czasie, oblepiającą wszystko i przede wszystkim wszystkich. Czytelnicy dostrzegają zło, okrzepnięte jak się okazuje niedające za wygraną, a jedynie biorące głęboki wdech, kiedy nastąpi wydech czy zmiecie wszystko wokół siebie? „Wurdolak” ma w sobie to, co zainteresowało nas w poprzednich częściach, ale to nie prosta kontynuacja, opierająca się jedynie na sprawdzonych wątkach, one są poprowadzone dalej, ale od nich odchodzą nowe. Prawdziwa pajęczyna, wpierw prawie niewidoczna, później wydająca się mało groźna, a kiedy pokazuje się w całości nie można się już z niej wydostać. Pułapka doskonała. Robert Ziębiński łączy intrygujące fragmenty w opowieść, gdzie strach ma konkretne imiona, zdziera maski normalności i pokazuje rzeczywistość z filtrem zła. Bohaterowie na oczach czytających dojrzewają, stają coraz bardziej świadomi tego, co dzieje się w ich najbliższym otoczeniu oraz odpowiedzialności, jaką nie do końca świadomie wzięli na swoje barki. Czy ciężar tego ostatniego będzie dla nich za duży? To już nie jest kolejna potyczka, a otwarta wojna, w niej jak wiadomo płaci się cenę za odwagę i ponosi niestety ofiary. W „Wurdolaku” ciemność nie puka do drzwi, nie czeka na zaproszenie, ona po prostu wsącza się przez każdą szczelinę, wypełnia je, równocześnie karmi się złością, pychą i ludzkimi słabościami. Rośnie w siłę, czy zwycięży? W tym momencie następuje to, czego jako czytelnicy nie lubimy, lecz co wzmaga apetyt na więcej… Co będzie dalej? Jeszcze nie wszystko zostało powiedziane.

 

 

poniedziałek, 28 września 2026

Sekrety ubrań

„Od podszewki. 

Prawdziwa historia naszych ubrań”

Sofi Thanhauser

 


Podszewka, szara eminencja ubrań i świata mody. Niby nie gra głównej roli, a często decyduje o sukcesie lub porażce ubrania. Królowa drugiego planu i kulis. Ta, o której wszyscy wiedzą, ale bardzo mało mówią lub wręcz milczą. Pierwszoplanową rolę odgrywa to, co widzimy czyli tkanina wierzchnia ubrań wraz z krojem, kolorem i oczywiście stylem, w skrócie odzienie, niby oczywistość, a jednak nie. Jaka historia kryje się za tym, co nosimy na co dzień i od święta?

Kim są? Mistrzyni i
mistrzowie zakulisowych rozgrywek? Oczywiście, że tak, ale i tej otwartej rozgrywki. Warto więc poznać dzieje ubrań, bo daleko im do prostoty, oczywistości i roli, jaką pełnią. Sofi Thanhauser nie idzie na skróty i w swojej książce nie zajmuje się modą, chociaż ona też się pojawia, ale nie jest punktem głównym i nie wokół niej budowano narrację. W centrum zainteresowanie jest odzież, ale nie oczekujcie wykładu o swetrach, spódnicach, spodniach czy też pozostałych jej rodzajów. One są tłem dla tkanin, a te zaś prowadzą nas do swoich źródeł pochodzenia i tu zaczyna się kolejny rozdział - przemysł oraz ludzie. Niecodzienne podejście prawda? Co kryje się za wełną, lnem, wiskozą, syntetykami i innymi materiałami? Powiązania, o jakich rzadko kiedy myślimy w kontekście odzienia, co nie znaczy, że one są drugorzędne, po prostu łączone są częściej z innymi tematami. Każda z tkanin to osobne zagadnienie, pokazane szerzej niż tylko jako podstawa ubrania. Tam gdzie zazwyczaj kończy się to, co uważa się za najważniejsze dopiero robi się ciekawie. Autorka odsłania kulisy wraz z ich zakamarkami, gdzie nikt nie zagląda, a szkoda. „Od podszewki. Prawdziwa historia naszych ubrań” jest okazją by naprawdę poznać naszą odzież, nie od strony stylu, koloru, marki, ceny i użyteczności, a tego co niesie jej produkcja, jak wpływa na społeczeństwo, co ma wspólnego ekonomią i gdzie zaczyna się jej wpływ na politykę. Haute couture i fast fashion to jedynie czubek góry lodowej, a jak wiadomo ta najwięcej skrywa pod powierzchnią wody. Co więc stoi naszymi ubraniami? To, co zaczyna się na metce, lecz na niej nie kończy się.


                              Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

czwartek, 24 września 2026

Morze sekretów

Nowość:

„Kobieta z morza krwi”

Malwina Chojnacka

 

Czy łatwo dokonujemy osądów? Niestety zbyt często tak. Czasem sugerujemy się pozorami, półprawdami lub zręcznym oszustwem, noszącym wszystkie znamiona prawda. U niektórych pojawia się częściej, inni potrafią zapanować albo też dostrzegają coś, co wstrzymuje ich przed popełnieniem błędu. A co w sytuacji, kiedy jednak wydamy przysłowiowy „wyrok” i wymierzymy niezasłużoną karę?

 

Małe miejscowości kryją równie dużo tajemnic jak metropolie, ale kiedy dochodzą do głosu skutki widoczne są mocniej. Brutalna śmierć matki i dziecka budzi strach w Czarnej Wodzie i dawne lęki dają o sobie znać. Podejrzanych nie ma dużo, dokładnie jest jeden, a jego tożsamość jest szokiem dla lokalnej społeczności. Inez prowadzi twórcze warsztaty w swoim nadmorskim pensjonacie niedaleko gdzie wydarzył się ta rodzinna tragedia, jest ona równie zaniepokojona, co pozostali mieszkańcy. Zwłaszcza, iż sprawca pozostaje na wolności. Obława policyjna nie przynosi efektów, co jeszcze zwiększa i tak duże napięcie. Bezpieczeństwo staje pod znakiem zapytania, a poczucie zagrożenia narasta. Dlaczego więc kobieta na kilka godzin znika w nocy? Jej siostra nie potrafi tego zrozumieć, tak samo jak i schowanych wycinków gazet sprzed lat. Co wydarzyło się kiedyś i czy ma związek z obecnymi wydarzeniami? Inez skłamała policji, a uczestnicy warsztatów zdają się coś ukrywać. Okolice Czarnej Wody nie są tak spokojne za jakie chcą uchodzić, a prywatne dochodzenie może odsłonić zbyt dużo i ktoś za to zapłaci…

 

Jak wygląda prawda? Ta rzeczywista, a nie przekłamana? Czy łatwo ją zmanipulować? Zabójstwo już zostało popełnione, napięcie wcale nie maleje, wzrasta z każdym rozdziałem. Ten kto zabił jest podany na tacy, nie ma żadnych wątpliwości. Punkt wyjścia dla kryminału dobry i jak się szybko okazuje mający, drugie tło oraz skrywający, co najmniej kilka tajemnic. Wrażenie, że zło jedynie się przyczaiło nasila się z każdą kolejną stroną. Malwina Chojnacka nie tworzy prostych historii, zamiast prostej drogi fabularnej są krzyżujące się ścieżki, wiodące na złamanie karku w dół i wymagające pilnej obserwacji podczas wspinania się nimi w górę. „Kobieta z morza” to nie zlepek kilku wątków, a starannie przemyślana opowieść o zbrodni, w liczbie mnogiej, tej, o której wiemy oraz tych, jakie być może wydarzą się, bo tu nic nie jest pewne. Napięcie nie tylko narasta, lecz przede wszystkim gęstnieje, tak samo jak i emocje, te dobre i oczywiście negatywne. Z jednej strony morze, z drugiej las, nie zupełne odludzie, grupa ludzi i równocześnie wyobcowanie, nie takie widoczne od razu, chociaż czytelnik zaczyna je zauważać dość szybko i widzi kolejne znaki zapytania. No i oczywiście sekrety, nie zawsze widoczne, za to odczuwalne i rzucające cień na wszystkich oraz wszystko. „Kobieta z morza” to nie klasyczny kryminał, to także nie kolejny thriller jak od sztancy, cechy obu łączą się tworząc opowieść wielowarstwową, w jaką im dalej zagłębiamy się tym więcej niewiadomych, podejrzeń, przypuszczeń i wątpliwości pojawia się. No i oczywiście finał, jaki nie jedną sceną, a serią zdarzeń, mniejszych i większych, nie do końca wyciszających, lecz przynoszących z sobą odpowiedzi, czy wszystkie?

 

                                           Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:


poniedziałek, 21 września 2026

Magia nauki


Przedpremierowo:

„Epoka alchemii. 

Jak magia stała się nauką”

Kit Chapman

 

Doświadczenia, zapiski, przekazywanie ich uczniom. Nauka? Tak i nie. Dla jednych to szarlataneria, dla drugich jak najbardziej wiedza, inni natomiast widzą w tym źródło właśnie współczesnej nauki. A jak to naprawdę było?

 

Pamiętamy o osiągnięciach naukowych sprzed lat, lecz jakoś najczęściej nie sięgamy zbyt daleko, raptem kilka wieków. No bardziej wytrwali przypominają sobie o osiągnięciach sięgając dalej czyli do starożytności, ale to bardziej w formie pojedynczych wynalazków, nie jakieś ciągłości. Jednak prawda wygląda więcej niż trochę inaczej. Zacznijmy od ognia i to, czego stał się podstawą, a potem prozaicznych skórzanych butów… Pierwsze na myśl przychodzi nic wielkiego, bo jak to porównać ze szczepionkami albo odkryciem nowych pierwiastków? No właśnie by to miało miejsce były potrzebne przełomowe pomysły, chociaż nikt ich tak nie nazywał, po prostu niekiedy przypadek, częściej obserwacje i w ten sposób przez stulecia, tysiąclecia. Kit Chapman nie skupił się na ciekawostkach, a historii i nauki, lecz nie samych dat oraz suchych faktów, a intryguje czytelników konkretnymi przykładami i ich konsekwencjami w czasie, o których rzadko kiedy lub raczej nigdy nie myślimy. „Epoka alchemii” to nieszablonowy przewodnik po nauce, ale nie taki jak sądzimy zazwyczaj, bo nie wiedzie nas od jednego  odkrycia do drugiego w linii prostej, lecz poprzez zdarzenia na pozór mało istotne lub wręcz w ogóle takie, jakie na pierwszy rzut oka wcale nie mają ze sobą nic wspólnego. Autor potrafi pokazać świat nauki od strony naprawdę fascynującej oraz interdyscyplinarnej i co równie istotnej wielokulturowej. Zgodnie z tytułem poznajmy ścieżkę do współczesnej definicji nauki właśnie od alchemii acz nie tylko niej, gdyż sięgnięto o wiele dalej w czas i rozwój ludzkości. Nic nie jest oczywiste w tej książce i równocześnie tak dużo zaczynamy dostrzegać powiązań pomiędzy różnymi dziedzinami, niekiedy dalekimi od siebie. Nie pomijani są także ludzie, stojący za tym, co obecnie uważamy pewne, zwyczajne, dalekie od nowości, czym się nie zachwycamy. To dzięki innowatorom, przypadkowym odkrywcom, ale i marzycielom oraz rzemieślnikom i majstrom zawdzięczamy cegiełki do obecnego kształtu naukowego świata.


                                                               Premiera: 

                                 23 września

                                                Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:



czwartek, 17 września 2026

Świat kart

Nowość:

„Przysięga zemsty”

Jaclyn Rodriguez


Niektórych do przekroczenia granic skłania ciekawość, drudzy kierują się interesem, inni mają osobiste powody, o jakich głośno nie mówią. Zemsta. Tak, ona potrafi napędzać jak mało co na świecie, karmi się bólem, strata, krzywdą i myślą, że gdy zostanie dopełniona rachunek za te pierwsze zostanie co najmniej wyrównany…

 

Plan Rune Ryker nie jest prosty, tak naprawdę wymaga poświęcenia wszystkiego, co jeszcze  pozostało. A jednak dziewczyna nie waha się by dokonać wyboru, który całkowicie zmieni jej przyszłość. Dzięki determinacji i rzuceniu na szalę samej siebie trafia dokładnie tam gdzie chciała, chociaż czy na pewno? Zwracanie na siebie uwagi raczej nie sprzyja temu, co zamierza, a z pewnością gdy zaczyna się wyróżniać to, co zamierzała może być zagrożone. Odnalezienie rodziny, jaką straciła lata temu i to w brutalny sposób, sprzyja raczej cisza, pozostawanie w cieniu, nie na pierwszym planie. Jednak moc Rune wyróżnia ją nie jedynie w Kuźni, ale w całym królestwie Druidów. Ten dar to przekleństwo czy błogosławieństwo? Na to pytanie mógłby odpowiedzieć Draven, książę ma identyczny talent, lecz jest arogancki, podstępny i bardzo ambitny, daleko mu do osoby, której warto zaufać. Tych dwoje rozpoczyna niebezpieczną grę, a wielu czeka na potknięcie dziewczyny, reszta chciałaby wykorzystać jej niezwykłe i cenne zdolności. Coś jeszcze rzuca cień, tajemnice i przeszłość, groźne gdy się ich nie zna, ale jeszcze niebezpieczniejsze gdy się stanie z nimi twarzą w twarz. Jaką cenę przyjdzie zapłacić za zemstę? Czy da się stracić jeszcze więcej niż do tej pory?

 

Podobno najlepsza jest na zimno, bywa, że ma gorzki smak, a jaka jest gdy równocześnie trzyma przy życiu i stanowi jego jedyny cel? Dla bohaterów „Przysięgi zemsty” jest wszystkim, dosłownie, nie w przenośni, wpisana w nich i napędzająca do działania. Jaclyn Rodriguez doskonale wykorzystuje ten motyw do stworzenia sylwetek zapadających w pamięć, skomplikowanych, pełnych sprzeczności, ale jednocześnie zdeterminowanych by osiągnąć swój cel. Co istotne również niepokojących, z wieloma sekretami, przekraczających granice i kierujący się ku zagrożeniu jak ćmy do światła. Takie postacie zasługują na odpowiednią fabułę i ta ani na moment nie zawodzi, aczkolwiek wielokrotnie zwodzi. Detale i niuanse dodają tajemniczości, pomagają wskazywać tropy, jakie okazują się zgoła inne niż czytelnik spodziewa się. Dorzućmy do tego watki, jakim daleko do prostoty, bardziej przypominają kręte ścieżki nad głębokim urwiskiem, gdzie każdy krok może prowadzić wprost w przepaść, lecz cofnięcie się jest pewnym upadkiem w nią. Jakie to było dobre? Nieskromnie powiem, że jeszcze lepsze. "Przysięga zemsty" to książka z gatunku fantasy napisana z ogromnym rozmachem, całkowicie nieprzewidywalna i z gatunku tych historii kuszących by zajrzeć na koniec, ale to i tak nic by nie dało. Zbyt wiele dzieje się po drodze i tak naprawdę to, co przed chwilą było pewniakiem okazuje się czymś zgoła odmiennym za sekundę. Przemyślane w każdy szczególe uniwersum, doskonale łączące się z bohaterami, z przeszłością ściśle z nimi związaną oraz łańcuchem przyczynowo-skutkowym spajającym wszystko i wszystkich. Tam nie ma luk, pojawiają się niedopowiedzenia, będące zapowiedzią tego jeszcze co wydarzy się, ale nie gotowym jednym scenariuszem, a kilkoma co najmniej opcjami i intrygującą niewiadomą.


                                     Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję: