Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Prószynski i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Prószynski i S-ka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 sierpnia 2026

Pod wiatr i z wiatrem

Nowość:

„Jak nie przeminęło z wiatrem.

Sekrety z życia Margaret Mitchell”

Jarosław Molenda

 

Pisarz i książka. Czasem lepiej znamy autora niż dzieło, które wyszło spod jego pióra, bywa i odwrotnie. Twórca pozostaje w cieniu swego dzieła. Jednak niekiedy sława tego drugiego nie przyćmiewa tego pierwszego, chociaż miewa gorzki smak.

 

Ta historia wydarzyła się naprawdę, scenariusz napisało życie, napędzane niezwykłą pracowitością i talentem. Czy można być autorem tylko jednej książki i wejść do historii literatury, kina, kultury? Książka przeszła do historii literatury. Bohaterowie stali się ikonami. Ekranizacja pobiła niejeden rekord. A kim była pisarka, która wcale nie stała w cieniu? Dama, buntowniczka, konserwatystka... Jak faktycznie była? Margaret Mitchell portret z wieloma tajemnicami i niejedną kontrowersją. Patrząc wstecz zdaje się nam, że dostrzegamy więcej i mamy prawo do oceny z uwagi na to, co, między innymi, wydarzyło się później. Rzetelna biografia, jakiej nie przybrałaby formy, po części również ma w sobie swego rodzaju punktację. W końcu łączy się osobę, jej pracę oraz to, jaki wywarła wpływ, a także niejednokrotnie jak po latach jest postrzegany sam twórca. Jarosław Molenda nie jest tych, którzy skupiają się na jednym elemencie życiorysu, bądź pieją peany lub też odwrotnie skupiają się na negatywach. Ogromne uznanie za pokazanie Margaret Mitchell z naprawdę wielu punktów widzenia, tak osobowych, jak i społecznych oraz dziejowych. Od samego początku widzimy nie ikonę, a człowieka, osadzonego w konkretnym epoce, miejscach i przede wszystkim w z korzeniami. Ma to swoje konsekwencje, podstawową jest szeroki obraz, ale też ani na moment nie stracenie z oczu samej głównej bohaterki. „Jak nie przeminęło z wiatrem. Sekrety z życia Margaret Mitchell” nawiązuje już samym tytułem do książki, jaka stała się jednocześnie, lecz nie równocześnie błogosławieństwem i swego rodzaju przekleństwem. To ostatnie doskonale zaczynamy rozumieć poznając pisarkę dzięki temu, czego dowiadujemy się o niej, a co jest zasługą Jarosława Molendy. Tu nie ma taniej sensacji, chociaż jest ona pokazana, na pierwszym planie jest cały kobieta, której imię i nazwisko widnieje na okładce oraz wszystko, co doprowadziło do momentu, gdy stała się bestsellerem, a było tego dużo. Inaczej też zaczynamy patrzeć na samą książkę, to nie jedynie fikcyjna opowieść, lecz o wiele więcej niż dekada jej tworzenia. Podwójna biografia, w jakiej nie brakuje sekretów, rodzinnych tajemnic, kulis warsztatu literackiego oraz życiorysu barwnego oraz społecznej panoramy i dziejowych zawirowań. Bogate źródła faktograficzne, ilustracje i kilka perspektyw pokazuje Margaret Mitchell tak, by czytelnicy mogli sami wyrobić sobie opinię o niej, jej pracy albo dostali ku temu bardzo solidne podstawy.

  

                                          Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:



wtorek, 23 czerwca 2026

Trudna prawda

Nowość:

„Stosy kości”

J.D. Kirk

 

Zło rzadko kiedy uderza na ślepo, chociaż nie zawsze stoi za nim dopracowany plan. Niekiedy wystarczy okazja, chwila nieuwagi kogoś innego lub po prostu splot okoliczności, jaki w innej sytuacji nie przyniósł niczego negatywnego. Jednak w tej konkretnej sytuacji nic nie działa na rzecz ofiary, co wykorzystuje ten, który zamierza skrzywdzić. Prosty schemat na pierwszy rzut oka, lecz za tym kryje się dramat…

 

Zaginięcie dziecka  stawia w najwyższej gotowości policję, liczy się czas, bo odliczanie już się rozpoczęło i trzeba zrobić wszystko by odnaleźć je jak najszybciej. Starszy komisarz Jack Logan ma doświadczenie w takich sprawach i osiągnął spektakularne wyniki w ich rozwiązywaniu. Najnowsze dochodzenie zdaje się stawiać pod znakiem zapytania te dokonania. Łudząco przypomina porwania zakończone zabójstwami, ale przecież sprawca został ujęty i to właśnie Logan do tego doprowadził. Zaistniała pomyłka śledcza czy ktoś naśladuje dawne zbrodnie? Czas ucieka, rodzice są na skraju załamania, dziennikarze zadają zbyt dużo pytań i żądają odpowiedzi, jakie są jeszcze nieznane. Presja rośnie z godziny na godzinę, niewygodne myśli pojawiają się coraz częściej, poszlaki wskazują kilka kierunków dochodzeniowych, ale wciąż nic nie jest pewne, a wątpliwości są coraz silniejsze. Jednak Jack nie zamierza się nikomu tłumaczyć, wie, co wydarzyło się kiedyś i o jaką stawkę walczy obecnie. Tego policjanta nie zatrzyma żadna przeszkoda, potrafi przyznać się do błędu, nie zawsze wprost, lecz w końcu ważne są intencje, czyż nie? A te przy tym porwaniu są jasne, będzie zrobione dosłownie wszystko by dziecko wróciło do domu!

 

Malownicze szkockie Higlands, pełne uroku i surowości, wprost stworzone do filmowych kadrów. Tym razem są tłem dla mrocznego kryminału, rasowego, pełnego ostrych kadrów, w którym nie ma miejsca na uprzejmości, a w samym centrum jest śledztwo i ofiara, cała reszta jest temu podporządkowana. Naturalnie to nie wszystko, a jedynie wstęp, mocny i działający na wyobraźnię tym, co stoi za pierwszymi wydarzeniami, bo niezbitych faktów na razie znamy, lecz już one same już uruchamiają ciąg przyczynowo-skutkowy. To drugie stanowi wielką niewiadomą, chociaż zauważamy pewne poszlaki, chociaż mają dwa oblicza, przeczące sobie nawzajem. Teraz czas na główną postać, starszy inspektor Jack Logan, jaki widział za dużo i zna ludzie lepiej od tej gorszej strony niż lepszej, wciąż widzi cień z przeszłości, jaki nie pozwala mu zamknąć drzwi do niej. Autor coraz mocniej zaciemnia obraz, pojawiają się znaki zapytania, a wątpliwości jeszcze każą zastanowić się czy dochodzenie opiera się właściwych założeniach. „Stosy kości” nie mają czarno-białej fabuły, prostych pytań i łatwych wyborów, przewidywalność to, coś co nie występuje w tej historii. Pewność rozmowa się w strugach deszczu, ferowane sądy zdają się być dalekie od prawdy, a jednak czytelnik wierzy, iż stróż prawa podąża właściwą ścieżką. J.D. Kirk zbudował sylwetkę postaci z mocnych elementów: intuicji, wiary w siebie, postępowaniu zgodnie ze swoimi zasadami, silnego indywidualizmu, ale potrafiącego działać w zespole, gdy zachodzi taka potrzeba. Detektyw jak z kryminału noir, chociaż nie do końca, ale wpisujący się w jego ramy na indywidualnych prawach Coraz mocniej wyczuwa się napięcie, atmosfera zagęszcza się i w końcu, kiedy dochodzi do odsłonięcia finalnego obrazu widzimy jak wszystkie warstwy zazębiły i równocześnie dostrzegamy, że cień przeszłości nie zniknął i wciąż będzie obecny, chociaż drzwi do przeszłości zamknęły się.


Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:



czwartek, 7 maja 2026

Tam, gdzie diabeł mówi dzień dobry

Nowość:

„Mamuna”

Krystian Stolarz

 

Mur milczenia i pogodzenie się z tym, co wydarzyło się. Czy ktoś odważy wyłamać się z tego schematu? Małe społeczności nie lubią, gdy ktokolwiek zaczyna się nimi interesować oraz ingerować w sprawy, o których nie mówi się głośno. Jednak czasem to jedyna droga do prawdy, jakakolwiek by nie była.

Nawidów jest jednym z tych punktów na mapie, jakie rzadko, kto zauważa, a ich mieszkańcy są z tego zadowoleni, chociaż właściwiej byłoby powiedzieć pogodzeni. Co w takim prowincjonalnym miejscu będzie miał do roboty komisarz Sokół? Wyzwań dla siebie raczej nie znajdzie, bo i jakie mogą one być? No cóż jak zawsze pozory mogą mylić, podobnie zresztą jak i pierwsze wrażenie. Tutaj większość jest po przejściach i z przeszłością, tyczy się to również jego podwładnych w komisariacie. Zło ma się tu dobrze, zwłaszcza, iż ma doskonałą przykrywkę, tłumaczącą wszystko i wszystkich. Legendy, dokładnie rzecz mówiąc słowiańską Mamunę, ona ma stać za mroczną stroną Nawidowa. Czy Sokół uwierzy w taką wersję rzeczywistości? Długo była wygodna, stanowiła też doskonałą wymówkę dla dramatycznych zdarzeń. Tyle, że nowy komendant miejscowego posterunku właśnie zaczyna podkopywać mur milczenia, chroniący zbrodniarza. Obcych tutaj nie lubią, oni są poza nawiasem społeczności, silnie związanej strachem, kłamstwami i zbrodnią… Czy uda się poznać prawdę, jaka by ona nie była?

Hermetyczna społeczność. Obcy. Zaginięcia dzieci. Śledztwo, które ma rozbić mur milczenia i strachu. W tej historii lęk miesza się ze słowiańskimi mitami, a prawdy zdaje się, że nikt nie chce poznać. To z pewnością nie jest prosta zagadka kryminalna i od początku czytelnicy są tego świadomi. Tak samo jak i tego, iż właśnie ktoś rzuca wyzwanie status quo, jakie ma bardzo głębokie i rozłożyste korzenie. Kto kryje się za tytułową „Mamuną”? Droga do tej informacji jest długa, kręta i przede wszystkim pełna detali, znaczących, lecz dostrzeganych przez nielicznych. Z kolejnymi stronami i rozdziałami zagłębiamy się w historię gdzie współczesność splata się z legendami w hermetycznej społeczności, w jakiej obcym nie mówi się nic. Tajemnica okazuje się mieć więcej warstw niż czytający mogli początkowo przypuszczać, równocześnie są one częścią większej całości i samodzielnymi bytami. Każdy z nich to osobna zagadka, jakiej wyjaśnienie rozjaśnia odrobinę mrok, w której skrywa się tytułowa Mamuna, legenda i rzeczywistość, istniejące równolegle i przenikające się. Policyjne śledztwo skupia się na faktach, lecz towarzyszące mu nastroje mieszkańców oraz atmosfera w lokalnym komisariacie nie da się i nie powinno się od nich oddzielać. Czasem tam gdzie zawodzi logika trzeba sięgnąć do tego, co podpowiada intuicja. Krystian Stolarz konfrontuje czytelników z kryminałem, w jakim niepokój jest stałym elementem, sekrety to zwykły element codzienności, a lokalna wspólnota nie wzbudza zaufania, lecz zarazem wydaje się być uwięziona w pajęczynie zła, z której nie potrafi lub też nie chce się wydostać.


                                     Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:



piątek, 1 maja 2026

Prawda i krew

Nowość:

„Zatruta krew”

Marta Reich

 

Pozory mogą ukryć naprawdę dużo, zwłaszcza jeśli komuś zależy by prawda nie wyszła jaw. Jej iluzja bywa realniejsza od rzeczywistości i na pierwszy rzut oka wszystko się w niej zgadza. Pod jednym warunkiem wszakże warunkiem, że ktoś nie przyjrzy się wszystkiemu z bliska i nikt nie zada sobie trudu by sprawdzić fakty.

 

Tej tragedii nic nie zapowiadało. Wprost przeciwnie wszyscy byli pewni, że to prawdziwa bajka, taka współczesna, gdzie dwoje młodych ludzi darzy się uczuciem, zakłada rodzinę i potem już pozostaje „i żyli długo oraz szczęśliwie”. Jednak czy naprawdę tak było? W grudniowy poranek lekarka pogotowia ratunkowego stwierdza śmierć Małgosi, nagłą, w domu, bez wyraźnej przyczyny. Dramatyczny splot okoliczności i nic więcej, rzadko, lecz zdarza się, chociaż czy na pewno? Bartek obudził się obok martwej żony, niczego nie zauważył, nie było żadnego znaku ostrzegawczego, zresztą zauważyłby go bez trudu, jako ratownik medyczny i student medycyny. Niestety nie tym razem, tak bywa czasami, ale rodzina zmarłej ma pytania i nie chce zadowolić się odpowiedziami, które jej udziela się. Pierwsze rysy na idealnym portrecie rodzinnym czy po prostu ból po stracie córki? Prokurator i lekarka nie zadawalają się tym, co mówią wszyscy i szukają prawdy, rzeczywistej, a nie tej, w jaką wierzy większość. Co wydarzyło się w spokojnym domu na przedmieściach w małżeństwie jak z reklamowego obrazka?

 

Pozory i prawda. To pierwsze zręczne, przemyślane i wiarygodne, natomiast czy drugie jest takie jak wygląda? Łatwo można skrzywdzić kogoś posądzeniami, jakie nie mają pokrycia w rzeczywistości, natomiast pozostawienie tego, co wzbudza podejrzenia bez weryfikacji może okazać się ogromnym błędem. Dylemat trudny do rozstrzygnięcia, a do tego dochodzi jeszcze aspekt moralny i czasem także kryminalny, co jeszcze komplikuje już i tak niełatwą sytuację. „Zatruta krew” inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami, gdzie właśnie między inny takie wątki są poruszane, ale to wstęp do skomplikowanej historii, w której wyrachowanie i złudne poczucie bezpieczeństwa są na pierwszym planie. Tym bardziej uderza myśl, iż akcja książki sięga do tego, co realnie miało miejsce. Sfabularyzować taką historię oznacza skonfrontować z sobą dwie różne perspektywy i równocześnie pokazać kulisy, lecz nie w dokumentalnej formie z podziałem na czerń i biel, a z wszystkimi niuansami oraz całym wachlarzem emocji od pewności, poprzez zawahanie się, aż do dojścia do prawdy. Do tego dodajmy ogrom detali składających się na drugi i trzeci plan, oddanie głosu bohaterom, nie wymyślonych, lecz mających odbicie w rzeczywistości. Marta Reich każdy z tych elementów wprowadziła do fabuły i jednocześnie uzupełniła znakomicie wszelkie luki. Czytelnicy podczas lektury konfrontowani są z faktami, ale nie suchymi albo kolejnymi stronami policyjnych akt, a z wydarzeniami, w których widać ich wielowarstwowość i przede wszystkim ludzkim czynnikiem. To on jest w centrum kryminalnego śledztwa, sięgającego osobistych doświadczeń, które nie pozostają bez znaczenia, w końcu niekiedy jedynie upór człowieka prowadzi do poznania prawdy. Ona nie zawsze jest widoczna, czasem potrzebna jest determinacja by dostrzegli ją inni...     


                                    Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:





                      

sobota, 24 lutego 2024

Tamte dni, tamte lata, tamci ludzie

Nowość:

„Rozstajne drogi. 

Nie ma powrotu do domu”

Elżbieta Jodko-Kula

 

Kto mógł przypuszczać, że w tak krótkim czasie wielowiekowe współistnienie kilku narodów legnie w gruzach? Nie tak dawno odzyskano niepodległość, kolejne lata przynosiły spokój, chociaż egzystencja wcale nie była łatwa. Jednak wizja katastrofy raczej nie była brana pod uwagę, a z pewnością nie na taką skalę, raczej odległą w czasie i w kilometrach. Nic bardziej błędnego…

 

Na progu dorosłości jednocześnie patrzy się szeroko otwartymi oczami dookoła i w dal, lecz także skupia się na sobie. Zbyszek, Stefan i Jerzy wcale nie byli wyjątkami, przed nimi było całe życie, dosłownie, właśnie rozpoczynali podejmowanie decyzji, mniej i bardziej ważnych, ważnych w tym momencie. Jednak nie przypuszczali jak za niedługo przyjdzie stawić im rzeczywistości, na jaką nie mogli być przygotowani. Wojna zastała ich w ławach szkolnych i studenckich, nagle to, co wydawało się odległe okazało się mieć całkiem znajomą niekiedy twarz. Czy odnajdą się w czasach tak innych od tych jakie miały nastać? Spokojne do tej pory domy, gdzie wracali na wakacje stały się czymś zgoła odmiennym. Nikt ich nie przygotował, tak samo zresztą jak wielu ich rówieśników oraz starszych generacji na egzystencję w nieustannym strachu o siebie i przede wszystkim bliskich. Jak egzystować kiedy wróg okazuje się mieć dobrze znaną twarz i gdy traci się to, co było po części korzeniami? Kresy, na jakie patrzono z perspektywy literackiej sielanki i spokojnego współistnienia kilku narodowości odchodzą w zapomnienie. Jak potoczą się losy trojga przyjaciół, którzy jeszcze nie tak dawno urządzali szczeniackie żarty, a teraz prawie z dnia na dzień stali się mężczyznami z obowiązkami, do jakich mieli dopiero dojrzeć?

 

Mieli przed sobą całe życie lub czas kiedy mogli cieszyć się owocami swojej pracy i patrzeć jak kolejne pokolenie wchodzi w dorosłość. Młode lata i te dojrzałe, jedno i drugie warta równie wiele. Wszystko zmieniła wojna. Prawie w mgnieniu oka sąsiedzi stali się wrogami, koledzy przeciwnikami, równie szybko trzeba było dorosnąć i podjąć trudne wybory, zresztą dotyczyły wszystkich, bez względu na wiek. Niektórzy nie potrafili pogodzić się z nowymi realiami, drudzy rozpoczęli walkę, jeszcze inni poszli na kompromisy, czasem bolesne i pozostawiające po sobie uczucie wstydu i porażki. Elżbieta Jodko-Kula doskonale połączyła tło historyczne, prawdziwe sylwetki ludzi oraz fikcyjne postacie w jedną opowieść, w jakiej odbijają się losy tych, których losy zbyt często zostały zapomniane lub zatarł je wicher wielkiej historii, chociaż ona właśnie składa się z nich. „Rozstajne drogi. Nie ma powrotu do domu” jest zapisem Drugiej Wojny Światowej, jednak nie od takiej strony od jakiej najczęściej ukazana. To nie bezpośredni front, lecz to jedynie pozory, to też nie walcząca Warszawa, a Wilno, Lida oraz polskie dwory rozsiane na Kresach północno-wschodnich. A przede wszystkim ludzie, rodziny, przyjaciele, znajomi, jak się okazało w trudnej chwili zostały zweryfikowane więzi jakimi byli oni wszyscy połączeni. Oczywiście wiadomo co tam się działo, ale czy pamiętamy? Pisarka przedstawia je nie tylko z subiektywnego punktu widzenia swoich bohaterów, przekazuje również sporą porcję obiektywnych wiadomości historycznych. Jedne i drugie składają się na trudną prawdę o tym, co miało miejsce i wpłynęło na kolejne pokolenia oraz wbrew pozorom wciąż odbija się echem.

 

Za możliwość przeczytania książki 

    dziękuję:
 

środa, 14 lutego 2024

Między tym, co było, a może być

Nowość:

„Między tobą a mną. 

Na przekór losowi”

Manula Kalicka

Kiedy to, co najgorsze wydaje się być za nami próbujemy zmienić punkt widzenia na świat. Staramy się spojrzeć z nadzieją w przyszłość i zostawić za sobą uczucie strachu. Jednak nie tak łatwo zapomnieć o trudnych czasach, zwłaszcza jeśli pozostawiły one wyraźne ślady w otoczeniu i co ważniejsze w ludziach.

 

Uzdrowiskowa miejscowość, nawet tuż po wojnie wydaje się dobrym miejscem gdzie da się próbować robić kroki w nowej rzeczywistości. Oczywiście to już nie jest to samo co kiedyś, chociaż wielu patrzy wciąż wstecz. Jacek Zalewski aż za dobrze pamięta przeszłość, zanim wszystko co jemu i innym było znane, runęło w okrutnej otchłani. Nowa rzeczywistość rozczarowuje go, lecz na razie inna zbyt wyraźnie nie rysuje się na horyzoncie. Zosia Nowak także stara się dopasować do tego, co przynosi los, ale nie jest to aż tak proste jak mogłoby się wydawać. Pierwsza miłość przychodzi do niej nagle i z nieoczekiwanej strony. Jędrzej próbuje odnaleźć swoje miejsce i nadrobić lata wojny. Ich spotkanie daje im namiastkę normalności w momencie, kiedy pragną jej, lecz zdają sobie sprawę, że daleko do niej w teraźniejszości, w której przyszło im żyć. Okoliczności w jakich muszą funkcjonować są źródłem nie tylko dziwnych sytuacji, lecz także tych zagrażającej ich kruchej stabilizacji. Prowincji daleko do spokoju, ludzkie wady i tutaj dają one o sobie znać, a niekiedy wystarczy niewiele by kłopoty zburzyły to, co ocalało z niedawnej pożogi i powoli zaczęło się odradzać. Jak uniknąć pułapek i odnaleźć się w świecie całkowicie innym od tego, za jakim tęskni się?

 

Powojenne realia i oczekiwania powrotu do tego, co było w zderzeniu z nowymi realiami. Starsi i młodsi bohaterowie, którym udało się przetrwać wojenną zawieruchę, a teraz próbują poskładać rozbite przez nią marzenia, plany i przede wszystkim samych siebie. „Między tobą a mną. Na przekór losowi” to kronika losów osób rzuconych z dala od domów, a raczej ich gruzów, lecz wbrew pozorom nie jest ona czarno-biała. Pełna emocji, często skrywanych, dawnych i nowych sekretów oraz przede wszystkim zwrotów akcji, odzwierciedlających historyczne kulisy. Pisarka splotła sylwetki postaci z ówczesną codziennością, w jakiej nie brakowało niebezpiecznych chwil, będących pokłosiem tego, co dopiero zakończyło się, ale i co przyniosło z sobą. Czytając „Między tobą a mną. Na przekór losowi” wchodzimy w przeszłość, gdzie nic nie jest oczywiste, a podejmowanym wyborom daleko do łatwych. Bohaterowie konfrontują się ze swoimi lękami, marzeniami i innymi ludźmi. Ich dzień powszedni to nieustanne próby wpasowania się w narzucone schematy, lecz także zachowanie siebie samego i odpowiedzenia sobie na pytanie jaką dalej podążyć droga. Stare sprawy wciąż dają o sobie znać, a to, co nowe splata się czasami z nimi w niebezpieczne okoliczności. Manula Kalicka oddała w ręce czytelników intrygującą powieść, w której momenty szczęścia przeplatają się z zagrożeniami, mogącymi zniszczyć kruche status quo.

 

 

Za możliwość przeczytania książki 

    dziękuję:
 

 

czwartek, 25 stycznia 2024

Teraz ja!

Nowość:

„Nigdy nie jest za późno 

na siebie”

Izabela Zeiske

 

Ile razy machnęliśmy ręką na swoje plany, marzenia? A może sięgniemy pamięcią, wcale nie trzeba szukać w jej odległych zakamarkach, i przypomnimy sobie jak pragnęliśmy zmiany, nawet często dość konkretnej? No i znowu jakoś „rozeszło się po kościach”, bo czas nie ten, inne sprawy są ważniejsze. Wymówek jest dużo, każdy ma swoją, aż nadchodzi moment i patrzymy wstecz żałując, że czego nie zrobiliśmy. A jakby tak wcielić w życie swoje pomysły?

 

Codzienność jakoś się toczy, bez jakiś większych wzlotów oraz upadków, równia pochyła to to nie jest, jednak Belli nie do końca odpowiada. Oczywiście trudno narzekać jeśli patrząc z boku obiektywnym okiem niby nie ma na co, ale… No właśnie co nieco lub nawet więcej można by zmienić, problem w tym, iż trzeba przejść od rozmyślań do konkretów. Taką chwilą dla kobiety jest wydarzenie, jakie innych by zatrzymało, lecz w jej przypadku oznacza przełom. Pytanie jedynie czy mąż jest na to gotowy. Zdzisławowi nie przeszkadzała monotonia, jaka doskwierała jego żonie, a po jej udarze tym bardziej spokój byłby mile widziany. Nic z tego, czas na rewolucję. Co wyniknie z zapału Belli do zmian? Z pewnością nie nuda, jeśli ktoś liczył, że to jedynie efekt przejściowy to niestety będzie musiał przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości. A to dopiero początek!

 

Pełna humoru i nieoczywistych perypetii historia Belli, kobiety w kwiecie wieku, która jeszcze nie powiedziała wszystkiego. Taka właśnie jest książka Izabeli Zeiske podczas lektury, której z pewnością niejednokrotnie czytelnik roześmieje się głośno i serdecznie, ale to nie wszystko. „Nigdy nie jest za późno na siebie” to tytuł doskonale oddający główny motyw historii, w jakiej jest miejsce nie tylko na humorystyczne wątki, lecz również na poważniejsze obserwacje zgrabnie wplecione w całość. W czasie czytania poznajemy główną bohaterkę vel sprawczynię całego zamieszania, która nadaje rytm i cały czas  znajduje się w centrum zainteresowania czy tego by chciała czy nie, co jest ogromnym plusem. Pozostałe postacie jedynie pozorne znajdują się w jej cieniu, w odpowiednich momentach dochodzą do głosu i jak się okazuje również mają swój udział w tworzeniu fabuły, wcale nie marginalny.  „Nigdy nie jest za późno na siebie” jest książką, gdzie lżejsze i poważniejsze tony łączą się w opowieść o marzeniach, drodze do ich spełnienia oraz smaku, nie zawsze tak słodkim jak się by mogło wydawać.

 

 

 

Za możliwość przeczytania książki 

    dziękuję: