piątek, 27 lutego 2026

W gałęziach wierzby

Nowość:

„Dzieci wierzby”

Małgorzata Stasiak

 

Prawda ma to do siebie, że w końcu daje o sobie znać. Zbyt długo skrywana wybiera najmniej spodziewany moment by pokazać się, czasem jedynie w fragmencie, lecz i tak często niesie z sobą chaos, zdezorientowania i niestety ból. Za nią idzie przełom w życiu, relacjach, czy oczyszczający? Z pewnością niejednokrotnie przemeblowujący wiele, niektórym daje wolność, inni uwalniają się od starych lęków. Niezamknięte drzwi do przeszłości otwierają niekiedy drzwi do przyszłości…

 

Niektórzy wbrew wszystkim i wszystkiemu, nawet samym sobie, po prostu ogarniają rzeczywistość. Dlaczego nie dają sobie spokoju z tym i nie skupią się na sobie? Może tkwi to w ich DNA albo po prostu bardzo wcześnie wzięli na swoje barki ciężar, bo nikt inny tego nie zrobił? Karolina nie potrafi odciąć się od swojej rodziny, nie to, co Kuba, chociaż i on wraca, kiedy wymaga tego sytuacja. Nic nie jest prostego w ich życiu, jakoś próbują pogodzić codzienność z kolejnymi trudnymi sprawami, jakie raz za razem pojawiają się, kiedy myślą, że już widzą światełko w krętym tunelu, zwanym dorosłością i dojrzałością. Tyle, że to drugie bardziej dotyczy ich niż bliskich. Czy w takich okolicznościach da się zauważyć coś, co pojawia się niespodziewanie i kiełkuje na mało żyznej ziemi oraz najmniej sprzyjających warunkach? Problemów nie ubywa, a tych dwoje zaczyna dostrzegać, że oprócz całego chaosu wokół nich, jaki nieustannie próbują ogarnąć, ważni są też oni sami. Tyle, że los lubi zaskakiwać, a prawda wpisuje się doskonale właśnie w takie niespodziewane i mało chciane dary. Czy da się napisać całkiem nowy rozdział, kiedy znowu okazało się, iż jest pod górkę zamiast z górki?

 

Zaskakująca, nieoczywista i przede wszystkim bez lukru, upiększania, za to pełna prawd, od jakich zbyt często odwracamy głowę, bo są trudne i wymagają stawiania czoła trudnym sytuacjom. Zamiast ucieczki branie się za barki z życiem, dalekim od ideału, a nawet tego, co uważamy za szarą rzeczywistość. „Dzieci wierzby” to nie kolejna powieść obyczajowa, przed lekturą można mieć niejedne skojarzenie, lecz lektura szybko weryfikuje i to na ogromny plus nasze oczekiwania. To nie jest prosta historia, sięga daleko i głęboko, wyciąga na światło dzienne tłumione emocje, niechciane uczucia, ostre słowa i bolesne wspomnienia. Tylko lub aż tyle, odsłania tak dużo w stosunkowo niedługim czasie, ale nie jest przeładowana i równocześnie nie jest stonowana. Małgorzata Stasiak po prostu pokazuje swoich bohaterów bez upiększeń, bez niedomówień, takimi jacy są. Dalecy od ideału i po prostu ludzcy, mający za sobą niejeden błąd i z pewnością przed sobą także, radzący sobie na tyle ile potrafią lub mogą z siebie dać w danej chwili. „Dzieci wierzby” to historia o rodzinie, z krwi i wyboru, gdzie jedni są ratownikami i opiekunami codzienności, drudzy uciekinierami w mniejszym lub większym stopniu. W tym nieidealnym świecie pojawia się też uczucie, które dodaje odwagi, ale i przynosi z sobą kolejną porcję prawdy, znów niełatwej, czy doda ona siły, a może odbierze resztkę nadziei? Jaki będzie finał tej nieszablonowej sagi rodzinnej, gdzie spokój pojawia się na chwilę przed przysłowiową burzą, która odkrywa staranne kłamstwa i zmusza by w końcu być szczerym z samym sobą, bliskimi i zaprzestać ucieczki.

 


                                     Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję: