Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dariusz Doliński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dariusz Doliński. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 września 2011

Darkar II tom


Jakiś czas temu miałam przyjemność przeczytać książkę "Darkar. Poświęcenie" dzięki uprzejmości portalu nakanapie.pl oraz autorowi - Dariuszowi Dolińskiemu. Recenzję można znaleźć tutaj, a wywiad w tym poście - Dariusz Doliński w przybliżeniu.

Obecnie powstaje drugi tom "Darkara", a poniżej dla wszystkich zainteresowanych autor udostępnił prolog wraz kilkoma stronami pierwszego rozdziału.

Miłej lektury


Prolog

I nastąpiło coś, czego nikt od wielu lat, a nawet wielu wieków nie mógł pamiętać, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziano, bo nigdy się nie zdarzyło coś takiego w tym świecie. Nastąpiło coś, co było niezwykłe, inne niż wszystko, co się zdarzyło dotychczas i, co najważniejsze dla tych istot, dawało – nadzieję na lepsze jutro.

W środku najczarniejszej z najczarniejszych nocy – rozbłysło oślepiające światło na niebie. Lecz, ku ogólnemu zdziwieniu, nie było to słońce, nie było to nic, co normalnie wydałaby na ten świat matka natura, to było coś zgoła innego, nienaturalnego a w swojej nienaturalności niosło to zdarzenie ładunek czegoś pierwotnie pięknego. Wielu ze świadków tego wydarzenia, by pełniej je doświadczyć swoimi ułomnymi zmysłami, wyszło z chałup na podwórza, by móc czerpać pełnymi garśćmi z przeżycia tej chwili w nadziei, że oto spełniała się wreszcie przepowiednia Hironiusza.

Ci, co wyszli przed swoje obejścia, tak przynajmniej im się wydawało, widzieli małą postać, która tam, hen daleko, gdzieś przed siebie podążała. Ta postać była nie wysoka i licha o niezwykle odstających uszach, lecz nie była ona sama. Towarzyszyła jej dwójka innych istot z tej samej, zapewne, rasy. Jedni ze świadków tych zdarzeń, później pochwyceni przez siepaczy Imperatora, twierdzili, że była to samica i małe dzieciątko – zapewne dziewczynka, inni znów twierdzili, że nic nie ujrzeli…

Tak samo, jak nagle w środku tej pamiętnej nocy pojawiło się to niezwykłe światło, tak samo nagle i niespodziewanie zgasło. A wszystkich tych, którzy wylegli z chałup na podwórza zalała wszechobecna ciemność.

Nikt z tych, którzy doświadczyli tych cudów, nie mogło się spodziewać, że oto, gwałtownie i wbrew ich woli, nastąpiła zmiana w ich losie. Nie mogli przecież wiedzieć, że przeznaczenie na ich własnych oczach, rozpoczyna dzieło kreacji Mściciela. A to działanie, w którym tak wielu uczestniczyło, w roli świadków, miało zmienić losy tego świata i innych równoległych bytów.

Spełniła się bowiem pierwsza część przepowiedni Hironiusza, że pogardzana istota poświęci się dla innych istot tego świata, by odkupić ich winy i grzechy. Dzięki czemu, mógł narodzić się Mściciel na plaży Oceanu Otchłani Północy. Zarazem wszystkie istoty światła tego świata nie mogły wiedzieć, że Czarny Pan spuścił ze swej smyczy zagony swej przybocznej gwardii, że oto są świadkami brutalnej i bezlitosnej wojny między dobrem a złem. Wielu z tych, którzy byli świadkami tych zdarzeń miało już niebawem zostać zarżniętych na ołtarzach nowych panów w roli ofiar dla ich nowego boga – Ojca Imperatora. Nie mogli też wszak wiedzieć, że Czarny Pan wysłał w pogoni za Mścicielem, nie tylko swe wojska, wysłał coś znacznie potworniejszego – najemnika, będącego na usługach ojca Imperatora…

Rozdział I

Narodziny

Zatrzymaj Czarne Rumaki !

Proszę ciebie o to, o mój Panie.

Stań na ich drodze,

I swym ciałem zdzierż ich upiornej sile.

To one ciągną istoty światła,

W kajdanach narzuconej wolności ku zatraceniu,

Byśmy tam mogli umierać,

A oni mogli tam żyć.

Proszę, wyciągnij swą stal

I walcz z tą siłą ciemności,

Która niesie trwogę w nasz świat

Na karych rumakach zła

I zwycięż byśmy nadal mogli tutaj trwać.

A potem rozkuj łańcuchy

Z wolności narzuconej siłą

I daj odpocząć swej wierze,

Byś znów, jeśli taka będzie potrzeba,

Zniszczył na swej drodze Czarne Rumaki zła!

Pieśń religijna mieszkańców Klimazonii.

– Lama oti kara’ti me ? – zapytał się nieznajomy Czarnego Pana.

– Przecież wiesz Seehiaszu, że nie lubię rozmawiać w starym narzeczu! – zaperzył się nie na żarty Imperator.

Przyjrzał się, zarazem bardzo uważnie, swojemu rozmówcy. Mówca był przedstawicielem najstarszej z ras, jaka kiedykolwiek zamieszkiwała ten świat lub inne ze światów, rasy mal’ach. Byli oni posłańcami boga, który powołał do życia ten i inne światy. Jednak po Wielkiej Wojnie, której przyczyną był sprzeciw jednego z nich narcystycznemu bogu, wielu z rasy mal’ach została sługami jego ojca.

Tak samo Seehiasz był na usługach jego ojca. Jednak w odróżnieniu od wielu innych, nie był sługą z własnej, nieprzymuszonej woli, ale służył jego ojcu z konieczności. Służył, bo wypowiedział słowa: nieodpowiedzialnie i bez dłuższego przemyślenia, których nie powinien był nigdy rzec. To ostatecznie przypieczętowało jego los na długie stulecia. Teraz jednak, dzięki temu zleceniu, jakie miał za chwilę dostać, otrzymywał od losu olbrzymią szansę, by wreszcie odzyskać wolność i możliwość samostanowienie o sobie.

– Wiem o tym, ale czy to jest moim problemem? Przecież to ty mnie potrzebujesz, a nie ja ciebie! Więc postaraj się dostosować do mnie, tym bardziej, że to jest język mej rasy.

– Czy aby na pewno nie mylisz się w ocenie sytuacji, kto powinien się do kogo dostosować, mój przyjacielu? – zapytał się ironicznie Imperator swojego gościa. – Myślę, że to, co jestem ci w stanie w tej chwili zaoferować, będzie, zwłaszcza, dla ciebie bardzo pożądaną zapłatą za wykonanie dla mnie tego jednego zadania, jak dla ciebie niezbyt trudnego, tak więc? – zachęcał posłańca Imperator.

Seehiasz podniósł swój wzrok na Czarnego Pana.

Jednak zgodnie z naszym wyobrażeniem, to nie były oczy w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie były to oczy w sensie narządu wzroku akceptowalnego dla istot światła czy ciemności, nie były bowiem w żaden sposób, choćby podobne z wyglądu do tego zmysłu. Gdybyśmy spojrzeli w nie to dostrzeglibyśmy, zamiast białka i źrenic – bezkresną, pustą i przerażającą ciemną materię.

– Zatem nie zwlekaj Imperatorze ze swą propozycją dla wiernego sługi władcy istot ciemności – ukłonił się w sposób dworski Czarnemu Panu. Jednak w tym ukłonie można było odczytać element jawnej złośliwości, jakby chciał rozdrażnić nie tylko swoim sarkazmem w wypowiedzianych słowach –Czarnego Pana. Lecz ten nie poruszony zachowaniem mal’ach kontynuował bez cienia nerwowości dalej swoją wypowiedź.

– Czy wiesz, ze rozpoczyna się wojna?

– Losy tego świata i istot go zamieszkujących mnie nie interesują Imperatorze. Mam w swoim wiecznym życiu poważniejsze sprawy na swojej głowie. Dla mnie to wszystko wokół to tylko marne robactwo, które należałoby wybić do nogi. Rozłazi się, pleni bez umiarkowania u mych stóp. Zresztą, jak myślisz komu to zawdzięczam, że tutaj jestem i tobie służę ? – zapytał się ze złowieszczym uśmiechem na twarzy Seehiasz.

– Jednak chciałbym, byś to wiedział zanim usłyszysz co masz uczynić dla mnie.

– Słucham zatem ciebie panie!

– Masz zlokalizować i zgładzić Mściciela, który pojawia się w moich snach z girlandami kwiatów na szyi.

– Widzę, że to cię boli; przepowiednia sędziwego Hironiusza tak wielce ciebie nęka, jak wielki, bolący wrzód na własnej dupie. Zaiste, ty istota władcza, zło skondensowane tego świata, pełna mocy ciemności, boisz się, co ja mówię, przecież ty nie jesteś nawet pewny swego bytu nieśmiertelnego. Wreszcie zdajesz sobie sprawę, że może jednak jest istota, zapewne śmiertelna, licha i wątła, która jest w stanie jednak ciebie i twego ojca pokonać. Ale jak to może uczynić? Czyżbyś jednak nie był tak wszech potężny, jakby tobie się to wydawało? – nie kończył pasma złośliwości posłaniec. Jednak Imperator zdawał się nie słyszeć cynizmu i sarkazmu w wypowiedziach swojego gościa. Przynajmniej tego po sobie nie okazywał. Kontynuował dalej swoje wywody, jak gdyby nic.

– Jakie to ma znaczenie dla ciebie, jeśli ci powiem, że odzyskasz, po wykonaniu tego zadania, po tak przecież, długim czasie, swoją wolność i nie będziesz już zmuszony służyć ani dla mnie ani dla mego ojca? Zwolnimy ciebie z twojej przysięgi, którą tak nie opatrznie złożyłeś… Czy nie jest to zaiste wspaniała dla ciebie nagroda? – na ustach Czarnego Pana zawitał uśmiech. Wiedział doskonale, że Seehiasz zrobi wszystko, by to osiągnąć.

– W takim razie z wielką chęcią wykonam twoje zlecenie, mój panie.

– Powodzenia mal’ach. Liczymy na ciebie.

Nie zdążył dokończyć tego zdania a w komnacie już nie było posłańca. Ze smyczy spuszczono najpotężniejszego z przeciwników Darkara. Czy los będzie nadal sprzyjał Mścicielowi?

***

Wokół grodu, który został założony na obrzeżach moczarów, na granicy Klimazonii i Bagien Palonii, nic się nadzwyczajnego nie działo. Całą okolicę zalegała naturalna o tej porze nocy, tuż przed jutrznią – cisza. Był to stan przyrody, który nie wzbudzał w strażnikach rozmieszczonych na ostrokole grodu, absolutnie żadnego zaniepokojenia.

Nadchodził nieubłaganie, jak co dzień – świt.

Znad bagien unosiła się poranna mgła. Szarówka z początku bardzo powoli, acz niepowstrzymanie przechodziła w słoneczny dzień. Był przecież środek upalnego lata.

Cały teren wokół miasta budził się do życia. Strażnicy umęczeni całonocną wartą na wałach i ostrokołach grodu, znudzeni i bez większego zainteresowania, wpatrywali się przed siebie bez jakiekolwiek wiary, że do końca ich służby coś interesującego może się jeszcze wydarzyć. Część z wystawionej tej nocy warty, spała smacznie w niewidocznych, znanych im tylko zakamarkach, ukrytych dla wzroku dowódców. Była to typowa praktyka, cóż przecież mogło im się stać w czasie pokoju? Dotychczas żadne znaki na niebie i ziemi nie zapowiadały, iż cokolwiek mogłoby się zmienić o świtaniu akurat tego nadchodzącego dnia.

Jednak w ten zwodniczy na pierwszy rzut oka spokój otaczającej miasto przyrody oraz codzienność wkradł się niespodziewany element, którego nikt się w ogóle nie spodziewał. Oczekiwanie na zmianę warty początkowo zakłóciły tylko pojedyncze krzyki, gdzieś tam z oddali od strony moczarów. Potem niespodziewanie dla ospałej warty na tle szarego, coraz intensywniej jaśniejącego pierwszymi promieniami słońca nieba, zaczęły błyskać z początku ledwo widoczne jęzory ognia. To zaczęła płonąc sadyba, która egzystowała od wieków na ziemi niczyjej pomiędzy Bagnami Palonii a Klimazonią. Z mijającym nieubłaganie czasem krwawa poświata oraz dobiegające uszu odgłosy zgrozy, przerażenia i mordu zaczęły być coraz bardziej intensywne i niepokojące dla straży grodu.

Wartownicy gwałtownie zbudzeni tym niespodziewanym i bezwzględnym widowiskiem poczęli zbierać się grupkami na ostrokole grodu. Dzwony w świątyniach gwałtownie zabiły na nutę trwogi, by zbudzić mieszkańców w tej przerażającej i niepewnej dla ich przyszłości chwili, by byli gotowi na każdą ewentualność nawet tę najgorszą.

Wtem całą uwagę zgromadzonych na ostrokole, skupił na sobie początkowo mały punkt, zbliżający się na złamanie karku od strony bagien w stronę bram miasta. Nie minęła chwila a tuman kurzu stał się na tyle duży, że można było w nim rozpoznać majaczące sylwetki pojedynczych ludzi. Wreszcie usłyszano głosy nawołujące w stronę zgromadzonych strażników.

– Otwórzcie bramę ! Proszę, otwórzcie!

Ta prośba wywołała konsternację ze strony zwykłych żołdaków. Uczucie solidarności z ofiarami kazało im spełnić ich prośbę, znali jednak karę za złamanie regulaminu. Postanowili wezwać dowódcę, by podjął decyzję.

Nim rozkazodawca przybył na bramę, zbierające się pod nią istoty światła błagały, by je wpuścić. A na tle ich sylwetek krwiożerca łuna tworzyła upiorne tło. Gdy wreszcie komendant przybył na ostrokół to w pierwszej chwili zaniemówił. Oniemiał, nie mogąc wykrztusić choćby jednego słowa z jakąkolwiek decyzją; oniemiał, obserwując – był przecież młodym dowódcą nie miał jeszcze żadnego doświadczenia wojennego – ten poniżej kłębiący się tłum, płaczące dzieci na matczynych rękach; oniemiał, gdy zobaczył pokrwawione kobiety i samice w ciąży, błagające, by dać im schronienie a zarazem szansę dla ich potomstwa do dalszego życia.

Wreszcie nakazał – Rozewrzeć podwoje!

Wartownicy ochoczo ruszyli do wykonania komendy.

***

Młody rozkazodawca podejmując tę decyzję nie wiedział, że to była już wojna, wojna w wykonaniu Czarnego Pana: pełna podstępu, pułapek i braku skrupułów czy też litości. Ta wojna nie przewidywała zasad i reguł walki, które obowiązują cywilizowane nacje. Tu nie było reguł gry, dzielących strony konfliktu na: cywilów i orężnych. Niezależnie od tego kto kim, by nie był wszystkich czekała bezlitosna eksterminacja oraz całkowita zagłada. Nie było więc nic, co mogłoby ocalić to nadgraniczne miasteczko. Nie było nic, co by pozwoliło im na przetrwanie, dało jakąkolwiek szansę na ocalenie. Ich los został przypieczętowany. Jedyna zasada, jaka obowiązywała wojska Imperatora, to była zasada darowania życia czterem szczęśliwcom, by mogli innym przekazać nowinę, co ich spotka ze strony wojsk Imperatora, gdy zawczasu nie poddadzą miasta najeźdźcą.

Los, jaki spotkał mieszkańców pogranicznego grodu, był nie do pozazdroszczenia. Mieszkańcy sadyby, którzy błagali o wejście do grodu były podstępnymi asemami i estriami ( dalej w wampirze mgle ukrywały się hordy baitali oraz innych, gorszych a zarazem potworniejszych wampirów). Podstępni krwiopijcy zostali spuszczeni ze smyczy przez Czarnego Pana na swój wielki żer. Zajęły cały gród, w chwilę po otwarciu bramy, nim zdążyła w całej sytuacji połapać się straż. Nim straże pojęły, co właściwie się stało, już nie żyli.

Jedynie niemym, przymusowym świadkiem następujących potem po sobie wydarzeń – rzezi grodu – był młody komendant. Gdy obserwował skrępowany, zwłaszcza wysysanie kilkuletnich dzieci przez estrie ( zjawiskowo piękne kobiety – potwory ) po jego policzkach spływały łzy. Czuł się winny tej zagładzie. Wieczorem przybyły oddziały orków oraz mugrów, które pożywiły się tym, co pozostało po wampirze uczcie. Rankiem wszyscy napastnicy odeszli.

Czterech szczęśliwców, wśród których był i komendant, zostało uwolnionych. Rozkazodawca błąkał się trzy dni po zniszczonym grodzie, całkiem niedawno oddanym mu pod opiekę. Po całym dramacie, jaki przeżył w ciągu ostatniej doby, jego poczucie winy i pojawiające się przed oczami – obrazy, nie dały mu wytchnienia.

Wreszcie nie wytrzymał tego bagażu koszmarnych doświadczeń. Wieczorem trzeciego dnia, od momentu uwolnienia, powiesił się w tym przeklętym miejscu.

W kronikach tę rzeź nazwano później – Rzezią z Morgryt. Za tę datę przyjmuje się, w źródłach historycznych, jednocześnie chwilę rozpoczęcia się wojny pomiędzy istotami światła i ciemności, wojny innej niż dotychczasowe, wojny bez jeńców, wojny gwałtownej i bezwzględnej. Wojny o przetrwanie tych zaatakowanych.

Zgodnie z przepowiednią Hironiusza rozpoczął się czas miecza i topora.

***

cdn

środa, 14 września 2011

Dariusz Doliński w przybliżeniu


Tym razem przedstawiam wywiad z Dariuszem Dolińskim, autorem książki "Darkar. Poświęcenie", której drugi tom ukaże się wkrótce


- Jak rodzą się pomysły na książki?
Pomysły na książki są związane z moimi doświadczeniami życiowymi. Bazują też na wielu obserwacjach współczesnego nam świata. Pisząc, niejako, dzielę się swoimi spostrzeżeniami z czytelnikiem. Zresztą, uważam, ze świat jest pełen opowieści, które należy tylko spisać i pokazać ... Świat, po prostu jest pełen pomysłów. Tylko trzeba czerpać i pisać. W tej chwili jestem na etapie pisania II tomu Darkara pod tytułem Darkar - Narodziny. Potem w planach są III tom Darkara a zaraz po nim dwie powieści współczesne.

- Skąd czerpie Pan inspiracje?
Jak powiedziałem wcześniej z otaczającego nas świata. Jest tego wiele. Wiele pomysłów pisze życie.

- Którą pozycję ze swojego dorobku literackiego najchętniej widziałby Pan na dużym ekranie?
Trudno w tej chwili stwierdzić. Po pierwsze napisałem dopiero I książkę. Co prawda mam już w głowie pomysły na kilka innych dzieł, co zresztą wspomniałem wcześniej. Jednak pod kątem dobrej zabawy , rozrywki na pewno Darkar, miałby szanse się sprzedać i spodobać widzowi. Z innej jednak strony być może ktoś powinien sfilmować moją współczesną prozę ( w planach do napisania), która z sobą na pewno niesie wizje naszego świata współczesnego. Obraz polski.

- Proszę podać 3 tytuły ulubionych książek. Odegrały w Pana życiu ważną rolę? Darzy je Pan sentymentem? Proszę zdradzić szczegóły.
Mika Waltari - Egipcjanin Sinuhe, Ceram - Bogowie, groby i uczeni, Nikos Kazantzakis - Ostatnie Kuszenie Chrystusa, Michał Bułhakow - Mistrz i Małgorzata.Jednak z tych wymienionych najważniejsza dla mnie jest powieść Kazantzakisa. A to dlatego, że podejście greckiego pisarza do historii życia naszego zbawiciela jest inne. Wymiar tej postaci jest tak ludzki, niepodobny do boskości, która dla nas jest dogmatem, nie podlegającym dyskusji. Warto przeczytać. Zwłaszcza dla każdej osoby wierzącej jest to lektura obowiązkowa.

- Którego z pisarzy (polskich i zagranicznych) darzy Pan największym autorytetem?
Jest ich zbyt wielu, by wymienić.

- Gdyby nie był Pan pisarzem to... no właśnie, kim chciał Pan zostać?
Pisarzem jestem po godzinach. Z pisarstwa, niestety, nie żyję. Na razie traktuję to jako hobby i spełnienie marzeń.Kiedyś bardzo chciałem być lekarzem...

- Jaki jest Pan ulubiony film? Dlaczego właśnie ten?
Uwielbiam kino. ulubionych filmów mam co najmniej kilka. Jednak najbardziej lubię kino Malicka. Jak choćby "Cienka czerwona linia". Film jest wstrząsający. Zwłaszcza scena zdobywania obozu japońskiego przez amerykan. prawdziwa poezja. Bardzo mocne. polecam.
A seriale? Lubi je Pani oglądać? Jeśli tak, to jaki jest Pana zdaniem najlepszy, oraz który z emitowanych obecnie zasługuje na uwagę.
Nie lubię seriali.

Jaki gatunek muzyki jest Pan najbliższy? Proszę podzielić się z nami swoimi ulubionymi wykonawcami.
Rock i metal. Ale w zasadzie słucham teraz wszystkiego, co warte posłuchania. Polecam: U2,Lamb, Metalica, Clanad, Pink Floyd i wiele innych.
Domyślamy się, że największą pasję stanowi pisanie. A poza nim? Ma Pana inne hobby?
Filmy, kino, ogród, piłka nożna.

- Największe marzenie? Już zrealizowane? Czy może jeszcze przed Panią?
Dotychczas było nim napisanie książki. Właśnie je zrealizowałem.

Pani motto życiowe?
Czasami, gdy wstaję widzę czerwony świt,
Jeźdźców skłębionych kolumbusami chmur,
A na horyzoncie jest miasto,
Szare betonem ludzką maską,
Tak dalekie, tak bliskie w chęci bycia sobą - Chciałby Pan coś jeszcze powiedzieć naszym czytelnikom
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.




czwartek, 21 lipca 2011

Bohater wielu historii

„Darkar. Poświęcenie”

Jest pewna opowieść znana, chociażby z nazwy, miliardom ludzi. O jej słowa opierają się religie, mające ogromne rzesze wyznawców, w jej imię prowadzono wojny i modlono się, na nią nawracano całe narody. O jakiej historii mowa? O Biblii, najczęściej czytanej książce świata. Czytając pierwsze strony "Darkara. Poświęcenie" ma się wrażenie, że zdania przypominają biblijne przypowieści, ale czy na pewno? W końcu na długo przedtem nim zostały spisane były przekazywane ustnie, a może to inne legendy stały się kanwą dla tej książki? W końcu walka jasnej i ciemnej strony zaczęła się u zarania ludzkości, nosi różne imiona, jednak trwa wiecznie, tak samo jak wiara w boga, w jednej lub wielu postaciach. Niewykluczone zatem, że zbieżność jest przypadkowa, chociaż ... Przekonać się o tym można tylko w jeden sposób - poznając opowiadanie, które już na wstępie prowokuje tyle zapytań.

Fantastyka kojarzy się z ultranowoczesnymi elementami, rzadziej z przeszłością, a szkoda. To co już się wydarzyło może być równie dobrym punktem wyjścia do wykreowania świata, który z jednej strony wydaje się znajomy, lecz z drugiej jest pełni autonomiczny. Kto jest głównym bohaterem? Tytułowy Dakar, a może ktoś inny? I na czym będzie polegało poświęcenie? Kolejne pytania, a odpowiedź ukryta w historii, będącej przede mną. Od początku towarzyszy czytelnikowi tajemnica, a raczej ich liczba mnoga, a opowieść sięgająca do motywów biblijnych robi zwrot o sto osiemdziesiąt stopni. W ten sposób szybko trzeba przywyknąć do nagłych zwrotów akcji, jakie będą chyba częste. Dzięki temu nuda nie grozi, w końcu nawet najciekawsza historia, ale z przewidywalnym tokiem, staje się mniej

Los, a raczej przepowiednia, skrzyżowały ścieżki Darkara i Sinoe Mnemetha, każdy z nich ma do wypełnienia swoją misję, ale także są uzależnieni wzajemnie od siebie. Mogłoby się wydawać, że jeden z nich ma przewagę nad drugim, bo w czym może pomóc niziołek wojownikowi? Jednak czy tylko wzrost się liczy w walce, w której przeciwnik nie jest do końca istotą materialną? To co z początku może wydawać się mesjanizmem przeradza się w opowieść całkiem innego rodzaju, takiej gdzie kołek i krwiopijcy są w centrum uwagi. Przejścia między wątkami nie tyle są płynne co stanowią logiczną kontynuację perypetiibohaterów, nasuwa się tylko pytanie co czeka jeszcze i główne postacie i czytelnika? Przecież wszystko zdarzyć się może, bo wyobraźnia autora jest niczym nieograniczona. Faktycznie dalsze perypetie są równie ciekawe co niesamowite.

Świat Darkara jest magiczny, ale jednocześnie brutalny i groźny. Pomimo, że zamieszkują go elfy, krasnale i inne baśniowe istoty, to daleko mu do sielskiej krainy. Motywy historyczne, kulturowe, literackie i mityczne tworzą barwną mozaikę, nie ma w niej zapożyczeń dosłownych, a raczej tylko zabawa wzorcami. Nie "odgrzewane" schematy, lecz wykreowanie całkowicie nowej historii, gdzie to co znane, tak naprawdę okazuje się czymś całkowicie innym. Zaskakiwanie czytelnika to stały element tej książki, raz ma się wrażenie, że jest się w czasach średniowiecznych, raz w starożytności. Czasem wydaje się, że cień jeźdźców Apokalipsy zaznaczył swoją obecność, a czasem, iż mamy przed oczyma bohaterów z całkiem innej bajki, a raczej wojny. Prawie co stronę pojawia się coś co wydaje się znajome, lecz tak naprawdę jest elementem większej całości, w której nie tyle nabiera innego charakteru, co widzimy go w całkiem nowym i świetle i kontekście. „Darkar. Poświęcenie” to pierwsza część trylogii, po jej przeczytaniu nasuwa się pytanie, co czeka czytelników w kolejnych częściach, bo fantazja podsuwa wiele rozwiązań, ale na pewno nie są one nawet w połowie tak interesujące jak te, które znajdą się w kolejnych książkach.



Za możliwość przeczytanie książki dziękuję portalowi Na kanapie