środa, 14 października 2026

Zamknąć za sobą drzwi

Patronat

Nowość:

„Wróżda”

Małgorzata Micior

 

Czasem przeszłość wciąż jest obecna w teraźniejszości. Jeśli nowy rozdział w życiu ma zostać zapoczątkowany bez złowrogiego cienia dawnych wydarzeń muszą zostać podjęte radykalne kroki. Nie da się zamknąć do niej drzwi licząc na to, iż zło nie powróci…

 

Czy da się zapomnieć o najgorszych w życiu chwilach i ruszyć dalej nie oglądając się za siebie? Klara i Anastazja nawet nie próbują tego pierwszego, bo nie da się usunąć z pamięci tego, co było ich udziałem. Natomiast co do drugiego, po prostu muszą spoglądać kto za nimi podąża gdyż to kwestia czasu kiedy ktoś będzie chciał je skrzywdzić. Siostry rozdzielone w dzieciństwie, które połączyły więcej niż dramatyczne wydarzenia, teraz stawiają czoła rodzinnym więzom i tego, co z sobą niosą. Ich największym wrogiem jest brat, powinien być im najbliższy, jest brutalnym przeciwnikiem mającym jeden cel i dążącym do jego realizacji bezwzględnie. Komisarz Marek Hardykowski mierzy się z serią morderstw. Już jedne zabójstwo nie jest codziennością, a co dopiero kilka powiązanych z sobą i z niecodziennymi śladami. Gdzie doprowadzą policję pozostawione tropy? Niekiedy zagrożenie jest bliżej niż ktokolwiek podejrzewa i jak ma to w zwyczaju atakuje znienacka. Klara i Anastazja wiedzą o tym doskonale, a Hardykowski dopiero przekona się o jego podstępności. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a ten kto za tym stoi zdaje się być przekonanym, iż on ma przewagę nad wszystkimi. Czy tym razem zwycięży mroczna strona?

 

W tej historii nie ma półśrodków. Zło jest wyraźne i jego cel jest jeden. Gra nie rozpoczyna się od nowa, bo ona wciąż trwała, ale na innym poziomie, wyższym, z równie morderczymi zasadami. „Powrozy” pokazały jak mroczna strona ludzkiej natury rodzi się i odziera z człowieczeństwa, aż do momentu, gdy pozostaje jedynie potwór z twarzą człowieka. „Wróżda” ilustruje jak osacza się ofiarę, słowo po słowie, gest po geście, aż do momentu, kiedy traci to, co najcenniejsze. Jednak w życiu rzadko występują prosty podział na czerń i biel, pojawia się czerwień krwi i szarość, która bywa często walką o wszystko, bezpardonową, bo życie tak łatwo nam odebrać. Pojawia się też pytanie ile granic są w stanie przekroczyć bohaterowie by ocalić siebie i innych. Małgorzata Micior łączy dwa gatunki w opowieść, w jakiej nie mroczna strona wydaje się znana, podobnie jak i jej przeciwieństwo, lecz łączą je nici wcale nie tak łatwe do zerwania. Dodajmy do tego atmosferę niepewności kiedy zło po raz kolejny uderzy i gdzie pojawi się. Strach przed konkretna osobą i lęk przed tym, co nieuchronne i czemu będzie trzeba stawić czoła, gdyż nie ma innej drogi ucieczki poza jedną, ale jej cena jest wysoka. „Wróżda” to thriller kryminalny, w jakim obserwujemy z jednej strony śledztwo, a z drugiej strony bohaterowie są w stanie oczekiwania na atak, nieuchronny i nie do przewidzenia. Co wyróżnia tę książkę od innych? Dopracowanie w każdym szczególe, budowanie napięcia oraz misterne połączenia wątków detalami niespotykanymi zazwyczaj. Tu nic nie pojawia się bez powodu, każdy ruch postaci ma znaczenie, a nawet najmniejsze decyzje w końcowym rachunku okazują się istotne. Autorka po mistrzowsku pokazuje do czego zdolny jest człowiek kiedy czyni zło i gdy broni się. Czasem jest się zmuszonym przekroczyć nieprzekraczalną granicę, bo zasady zostały złamane przez wroga.

                                            Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:
Małgorzaciew Micior

poniedziałek, 12 października 2026

Paris, Paris

Nowość:

„Paryż. Lata 20, lata 30. 

Taniec na wulkanie”

Marta Orzeszyna

 

Istnieje od wieków. Zmieniają się epoki, rządy, kolejne pokolenia następują po sobie. Monumentalne zabytki, urokliwe uliczki i światła, podkreślające magię miasta. Paryż. Jedno słów i tysiące skojarzeń. No i lata dwudzieste oraz trzydzieste ubiegłego roku, dwie dekady pełne przełomów, sprzeczności, nowych kierunków w szeroko pojętej sztuce, kulturze, zasadach społecznych.

Czy w historii były dwa dziesięciolecia, następujące po sobie, które jednocześnie zmieniły wszystko lub prawie wszystko i jednocześnie nadały kierunek na kolejne dziesiątki lat? Początek to koniec Wielkiej Wojny, jak wówczas nazywano Pierwszą Wojnę Światową, natomiast finał został wyznaczony przez wybuch Drugiej Wojny Światowej, a pośrodku jeszcze Wielki Kryzys. Ogromne kontrasty i równocześnie fundamenty pod epokę pełną buntu i niepokorności wobec zasad. No i teraz wchodzi na scenę Paryż, miasto świateł, mody i bohemy, ale oczywiście to ogromny skrót myślowy, bo kryje się za nim jeszcze nieodłączny skandal, polityka oraz nauka, chociaż to i tak nie wyczerpuje całej listy. Olśniewający, jedyny w swoim rodzaju, prawdziwy wzorzec rozmachu i glamour, po prostu ich definicja. Ale co tak naprawdę kryje się w paryskiej historii dwudziestolecia międzywojennego? Marta Orzeszyna doskonale odsłania znane i nieznane oblicza tego fascynującego okresu z każdej strony. „Paryż. Lata 20, lata 30. Taniec na wulkanie” to nie skrót i wyłącznie ciekawostki, tak naprawdę lektura zaskakuje nas na każdym kroku swoim rozmachem tematycznym. To nie prosta monografia, a wielowymiarowy portret miasta uchwycony w barwnych dekadach i momencie, jaki zapisał się w światowych dziejach niezwykle mocno. Równocześnie występuje kultura i polityka, haute cuture i wynalazki, rewolucja i konserwatyzm, można by wymieniać, a i tak pojawią się kolejne przykłady ukazujące istotę paryskiej magii. Jednak uderza nas podczas lektury jak bardzo autorka dołożyła starań by czytelnicy dostrzegli istotę miasta, którego jednym z najlepszych odzwierciedleń były właśnie szalone lata dwudzieste i taniec na wulkanie lat trzydziestych dwudziestego wieku. Łatwo jest rzucać datami, przywoływać ówczesne ikony, trudniej natomiast przekazać portret świata, jakiego już nie ma, lecz który odcisnął tak wyraźny ślad oraz stał się inspiracją na kolejne dekady.

 

                                            Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:

 

wtorek, 6 października 2026

I nic już nie będzie takie jak było

Nowość:

„Wurdolak”

Robert Ziębiński

 

Ciemność nie nadchodzi od razu. Pojawia się falami coraz mocniej rysując się na horyzoncie. Wydaje się znana i oswojona, ale czy na pewno tak jest? Może to jedynie zręczna iluzja, oszukująca zmysły oraz rozum, by coś ukryć?

 

Czarny Staw raczej nie jest spokojnym miejscem, chociaż większość jego mieszkańców zdaje się tego nie zauważać. Ci, którzy dostrzegli mroczniejszą stronę miasteczka walczą z tym, co niewidoczne, ale wciąż wpływający na wszystko i wszystkich. Tym razem paczka przyjaciół zdaje się być przygotowana na kolejna rundę z odwiecznym złem. Stoczyli już kilka potyczek i sądzą, że wiedzą z czym przyjdzie im się mierzyć, ale czy na pewno tak jest? Tym razem są czujni, starają się przewidzieć co może wydarzyć się, a jednak niepokojące zdarzenia są coraz częstsze coraz bardziej niepokojące. Tak jakby zło nie tylko nabrało sił, lecz i dojrzało. Coraz mocniej odczuwalna jest jego siła i przebiegłość. Jak nie zostać za nim w tyle i zyskać przewagę? Czarny Staw po raz kolejny staje się miejscem walki, ale przeciwników jest coraz więcej, sprzymierzeńców natomiast ubywa. Czy można stawić czoła temu, co najgorsze, kiedy tak wielu jest tego nieświadomych? Cena za bycie odważnym bywa bardzo wysoka, może zbyt wysoka dla niektórych.

 

To już nie jest opowieść z pogranicza, bo granica została wyraźnie przekroczona, pytanie tylko czy jeszcze da się zza niej powrócić? Mrok przeszedł w ciemność, taką z gatunku gęstych, wciągających tak, że każdy ruch jedynie pogarsza sytuację, ale to widzi się dopiero po czasie, oblepiającą wszystko i przede wszystkim wszystkich. Czytelnicy dostrzegają zło, okrzepnięte jak się okazuje niedające za wygraną, a jedynie biorące głęboki wdech, kiedy nastąpi wydech czy zmiecie wszystko wokół siebie? „Wurdolak” ma w sobie to, co zainteresowało nas w poprzednich częściach, ale to nie prosta kontynuacja, opierająca się jedynie na sprawdzonych wątkach, one są poprowadzone dalej, ale od nich odchodzą nowe. Prawdziwa pajęczyna, wpierw prawie niewidoczna, później wydająca się mało groźna, a kiedy pokazuje się w całości nie można się już z niej wydostać. Pułapka doskonała. Robert Ziębiński łączy intrygujące fragmenty w opowieść, gdzie strach ma konkretne imiona, zdziera maski normalności i pokazuje rzeczywistość z filtrem zła. Bohaterowie na oczach czytających dojrzewają, stają coraz bardziej świadomi tego, co dzieje się w ich najbliższym otoczeniu oraz odpowiedzialności, jaką nie do końca świadomie wzięli na swoje barki. Czy ciężar tego ostatniego będzie dla nich za duży? To już nie jest kolejna potyczka, a otwarta wojna, w niej jak wiadomo płaci się cenę za odwagę i ponosi niestety ofiary. W „Wurdolaku” ciemność nie puka do drzwi, nie czeka na zaproszenie, ona po prostu wsącza się przez każdą szczelinę, wypełnia je, równocześnie karmi się złością, pychą i ludzkimi słabościami. Rośnie w siłę, czy zwycięży? W tym momencie następuje to, czego jako czytelnicy nie lubimy, lecz co wzmaga apetyt na więcej… Co będzie dalej? Jeszcze nie wszystko zostało powiedziane.

 

 

poniedziałek, 28 września 2026

Sekrety ubrań

„Od podszewki. 

Prawdziwa historia naszych ubrań”

Sofi Thanhauser

 


Podszewka, szara eminencja ubrań i świata mody. Niby nie gra głównej roli, a często decyduje o sukcesie lub porażce ubrania. Królowa drugiego planu i kulis. Ta, o której wszyscy wiedzą, ale bardzo mało mówią lub wręcz milczą. Pierwszoplanową rolę odgrywa to, co widzimy czyli tkanina wierzchnia ubrań wraz z krojem, kolorem i oczywiście stylem, w skrócie odzienie, niby oczywistość, a jednak nie. Jaka historia kryje się za tym, co nosimy na co dzień i od święta?

Kim są? Mistrzyni i
mistrzowie zakulisowych rozgrywek? Oczywiście, że tak, ale i tej otwartej rozgrywki. Warto więc poznać dzieje ubrań, bo daleko im do prostoty, oczywistości i roli, jaką pełnią. Sofi Thanhauser nie idzie na skróty i w swojej książce nie zajmuje się modą, chociaż ona też się pojawia, ale nie jest punktem głównym i nie wokół niej budowano narrację. W centrum zainteresowanie jest odzież, ale nie oczekujcie wykładu o swetrach, spódnicach, spodniach czy też pozostałych jej rodzajów. One są tłem dla tkanin, a te zaś prowadzą nas do swoich źródeł pochodzenia i tu zaczyna się kolejny rozdział - przemysł oraz ludzie. Niecodzienne podejście prawda? Co kryje się za wełną, lnem, wiskozą, syntetykami i innymi materiałami? Powiązania, o jakich rzadko kiedy myślimy w kontekście odzienia, co nie znaczy, że one są drugorzędne, po prostu łączone są częściej z innymi tematami. Każda z tkanin to osobne zagadnienie, pokazane szerzej niż tylko jako podstawa ubrania. Tam gdzie zazwyczaj kończy się to, co uważa się za najważniejsze dopiero robi się ciekawie. Autorka odsłania kulisy wraz z ich zakamarkami, gdzie nikt nie zagląda, a szkoda. „Od podszewki. Prawdziwa historia naszych ubrań” jest okazją by naprawdę poznać naszą odzież, nie od strony stylu, koloru, marki, ceny i użyteczności, a tego co niesie jej produkcja, jak wpływa na społeczeństwo, co ma wspólnego ekonomią i gdzie zaczyna się jej wpływ na politykę. Haute couture i fast fashion to jedynie czubek góry lodowej, a jak wiadomo ta najwięcej skrywa pod powierzchnią wody. Co więc stoi naszymi ubraniami? To, co zaczyna się na metce, lecz na niej nie kończy się.


                              Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

czwartek, 24 września 2026

Morze sekretów

Nowość:

„Kobieta z morza krwi”

Malwina Chojnacka

 

Czy łatwo dokonujemy osądów? Niestety zbyt często tak. Czasem sugerujemy się pozorami, półprawdami lub zręcznym oszustwem, noszącym wszystkie znamiona prawda. U niektórych pojawia się częściej, inni potrafią zapanować albo też dostrzegają coś, co wstrzymuje ich przed popełnieniem błędu. A co w sytuacji, kiedy jednak wydamy przysłowiowy „wyrok” i wymierzymy niezasłużoną karę?

 

Małe miejscowości kryją równie dużo tajemnic jak metropolie, ale kiedy dochodzą do głosu skutki widoczne są mocniej. Brutalna śmierć matki i dziecka budzi strach w Czarnej Wodzie i dawne lęki dają o sobie znać. Podejrzanych nie ma dużo, dokładnie jest jeden, a jego tożsamość jest szokiem dla lokalnej społeczności. Inez prowadzi twórcze warsztaty w swoim nadmorskim pensjonacie niedaleko gdzie wydarzył się ta rodzinna tragedia, jest ona równie zaniepokojona, co pozostali mieszkańcy. Zwłaszcza, iż sprawca pozostaje na wolności. Obława policyjna nie przynosi efektów, co jeszcze zwiększa i tak duże napięcie. Bezpieczeństwo staje pod znakiem zapytania, a poczucie zagrożenia narasta. Dlaczego więc kobieta na kilka godzin znika w nocy? Jej siostra nie potrafi tego zrozumieć, tak samo jak i schowanych wycinków gazet sprzed lat. Co wydarzyło się kiedyś i czy ma związek z obecnymi wydarzeniami? Inez skłamała policji, a uczestnicy warsztatów zdają się coś ukrywać. Okolice Czarnej Wody nie są tak spokojne za jakie chcą uchodzić, a prywatne dochodzenie może odsłonić zbyt dużo i ktoś za to zapłaci…

 

Jak wygląda prawda? Ta rzeczywista, a nie przekłamana? Czy łatwo ją zmanipulować? Zabójstwo już zostało popełnione, napięcie wcale nie maleje, wzrasta z każdym rozdziałem. Ten kto zabił jest podany na tacy, nie ma żadnych wątpliwości. Punkt wyjścia dla kryminału dobry i jak się szybko okazuje mający, drugie tło oraz skrywający, co najmniej kilka tajemnic. Wrażenie, że zło jedynie się przyczaiło nasila się z każdą kolejną stroną. Malwina Chojnacka nie tworzy prostych historii, zamiast prostej drogi fabularnej są krzyżujące się ścieżki, wiodące na złamanie karku w dół i wymagające pilnej obserwacji podczas wspinania się nimi w górę. „Kobieta z morza” to nie zlepek kilku wątków, a starannie przemyślana opowieść o zbrodni, w liczbie mnogiej, tej, o której wiemy oraz tych, jakie być może wydarzą się, bo tu nic nie jest pewne. Napięcie nie tylko narasta, lecz przede wszystkim gęstnieje, tak samo jak i emocje, te dobre i oczywiście negatywne. Z jednej strony morze, z drugiej las, nie zupełne odludzie, grupa ludzi i równocześnie wyobcowanie, nie takie widoczne od razu, chociaż czytelnik zaczyna je zauważać dość szybko i widzi kolejne znaki zapytania. No i oczywiście sekrety, nie zawsze widoczne, za to odczuwalne i rzucające cień na wszystkich oraz wszystko. „Kobieta z morza” to nie klasyczny kryminał, to także nie kolejny thriller jak od sztancy, cechy obu łączą się tworząc opowieść wielowarstwową, w jaką im dalej zagłębiamy się tym więcej niewiadomych, podejrzeń, przypuszczeń i wątpliwości pojawia się. No i oczywiście finał, jaki nie jedną sceną, a serią zdarzeń, mniejszych i większych, nie do końca wyciszających, lecz przynoszących z sobą odpowiedzi, czy wszystkie?

 

                                           Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:


poniedziałek, 21 września 2026

Magia nauki


Przedpremierowo:

„Epoka alchemii. 

Jak magia stała się nauką”

Kit Chapman

 

Doświadczenia, zapiski, przekazywanie ich uczniom. Nauka? Tak i nie. Dla jednych to szarlataneria, dla drugich jak najbardziej wiedza, inni natomiast widzą w tym źródło właśnie współczesnej nauki. A jak to naprawdę było?

 

Pamiętamy o osiągnięciach naukowych sprzed lat, lecz jakoś najczęściej nie sięgamy zbyt daleko, raptem kilka wieków. No bardziej wytrwali przypominają sobie o osiągnięciach sięgając dalej czyli do starożytności, ale to bardziej w formie pojedynczych wynalazków, nie jakieś ciągłości. Jednak prawda wygląda więcej niż trochę inaczej. Zacznijmy od ognia i to, czego stał się podstawą, a potem prozaicznych skórzanych butów… Pierwsze na myśl przychodzi nic wielkiego, bo jak to porównać ze szczepionkami albo odkryciem nowych pierwiastków? No właśnie by to miało miejsce były potrzebne przełomowe pomysły, chociaż nikt ich tak nie nazywał, po prostu niekiedy przypadek, częściej obserwacje i w ten sposób przez stulecia, tysiąclecia. Kit Chapman nie skupił się na ciekawostkach, a historii i nauki, lecz nie samych dat oraz suchych faktów, a intryguje czytelników konkretnymi przykładami i ich konsekwencjami w czasie, o których rzadko kiedy lub raczej nigdy nie myślimy. „Epoka alchemii” to nieszablonowy przewodnik po nauce, ale nie taki jak sądzimy zazwyczaj, bo nie wiedzie nas od jednego  odkrycia do drugiego w linii prostej, lecz poprzez zdarzenia na pozór mało istotne lub wręcz w ogóle takie, jakie na pierwszy rzut oka wcale nie mają ze sobą nic wspólnego. Autor potrafi pokazać świat nauki od strony naprawdę fascynującej oraz interdyscyplinarnej i co równie istotnej wielokulturowej. Zgodnie z tytułem poznajmy ścieżkę do współczesnej definicji nauki właśnie od alchemii acz nie tylko niej, gdyż sięgnięto o wiele dalej w czas i rozwój ludzkości. Nic nie jest oczywiste w tej książce i równocześnie tak dużo zaczynamy dostrzegać powiązań pomiędzy różnymi dziedzinami, niekiedy dalekimi od siebie. Nie pomijani są także ludzie, stojący za tym, co obecnie uważamy pewne, zwyczajne, dalekie od nowości, czym się nie zachwycamy. To dzięki innowatorom, przypadkowym odkrywcom, ale i marzycielom oraz rzemieślnikom i majstrom zawdzięczamy cegiełki do obecnego kształtu naukowego świata.


                                                               Premiera: 

                                 23 września

                                                Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:



czwartek, 17 września 2026

Świat kart

Nowość:

„Przysięga zemsty”

Jaclyn Rodriguez


Niektórych do przekroczenia granic skłania ciekawość, drudzy kierują się interesem, inni mają osobiste powody, o jakich głośno nie mówią. Zemsta. Tak, ona potrafi napędzać jak mało co na świecie, karmi się bólem, strata, krzywdą i myślą, że gdy zostanie dopełniona rachunek za te pierwsze zostanie co najmniej wyrównany…

 

Plan Rune Ryker nie jest prosty, tak naprawdę wymaga poświęcenia wszystkiego, co jeszcze  pozostało. A jednak dziewczyna nie waha się by dokonać wyboru, który całkowicie zmieni jej przyszłość. Dzięki determinacji i rzuceniu na szalę samej siebie trafia dokładnie tam gdzie chciała, chociaż czy na pewno? Zwracanie na siebie uwagi raczej nie sprzyja temu, co zamierza, a z pewnością gdy zaczyna się wyróżniać to, co zamierzała może być zagrożone. Odnalezienie rodziny, jaką straciła lata temu i to w brutalny sposób, sprzyja raczej cisza, pozostawanie w cieniu, nie na pierwszym planie. Jednak moc Rune wyróżnia ją nie jedynie w Kuźni, ale w całym królestwie Druidów. Ten dar to przekleństwo czy błogosławieństwo? Na to pytanie mógłby odpowiedzieć Draven, książę ma identyczny talent, lecz jest arogancki, podstępny i bardzo ambitny, daleko mu do osoby, której warto zaufać. Tych dwoje rozpoczyna niebezpieczną grę, a wielu czeka na potknięcie dziewczyny, reszta chciałaby wykorzystać jej niezwykłe i cenne zdolności. Coś jeszcze rzuca cień, tajemnice i przeszłość, groźne gdy się ich nie zna, ale jeszcze niebezpieczniejsze gdy się stanie z nimi twarzą w twarz. Jaką cenę przyjdzie zapłacić za zemstę? Czy da się stracić jeszcze więcej niż do tej pory?

 

Podobno najlepsza jest na zimno, bywa, że ma gorzki smak, a jaka jest gdy równocześnie trzyma przy życiu i stanowi jego jedyny cel? Dla bohaterów „Przysięgi zemsty” jest wszystkim, dosłownie, nie w przenośni, wpisana w nich i napędzająca do działania. Jaclyn Rodriguez doskonale wykorzystuje ten motyw do stworzenia sylwetek zapadających w pamięć, skomplikowanych, pełnych sprzeczności, ale jednocześnie zdeterminowanych by osiągnąć swój cel. Co istotne również niepokojących, z wieloma sekretami, przekraczających granice i kierujący się ku zagrożeniu jak ćmy do światła. Takie postacie zasługują na odpowiednią fabułę i ta ani na moment nie zawodzi, aczkolwiek wielokrotnie zwodzi. Detale i niuanse dodają tajemniczości, pomagają wskazywać tropy, jakie okazują się zgoła inne niż czytelnik spodziewa się. Dorzućmy do tego watki, jakim daleko do prostoty, bardziej przypominają kręte ścieżki nad głębokim urwiskiem, gdzie każdy krok może prowadzić wprost w przepaść, lecz cofnięcie się jest pewnym upadkiem w nią. Jakie to było dobre? Nieskromnie powiem, że jeszcze lepsze. "Przysięga zemsty" to książka z gatunku fantasy napisana z ogromnym rozmachem, całkowicie nieprzewidywalna i z gatunku tych historii kuszących by zajrzeć na koniec, ale to i tak nic by nie dało. Zbyt wiele dzieje się po drodze i tak naprawdę to, co przed chwilą było pewniakiem okazuje się czymś zgoła odmiennym za sekundę. Przemyślane w każdy szczególe uniwersum, doskonale łączące się z bohaterami, z przeszłością ściśle z nimi związaną oraz łańcuchem przyczynowo-skutkowym spajającym wszystko i wszystkich. Tam nie ma luk, pojawiają się niedopowiedzenia, będące zapowiedzią tego jeszcze co wydarzy się, ale nie gotowym jednym scenariuszem, a kilkoma co najmniej opcjami i intrygującą niewiadomą.


                                     Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:

niedziela, 13 września 2026

Smak zwycięstwa i porażki

Nowość:

„Mieszko. Mroczne czasy”

Daniel Komorowski

Droga do władzy rzadko kiedy jest prosta i łatwa. Częściej wymaga poświęcenia, wytrwałości i nierzadko przebiegłości. Tak naprawdę ona nie kończy się gdy już ma się ją w końcu w rękach, to jedynie pierwszy etap. Kolejny bywa jeszcze trudniejszy, bo wrogów nie brakuje, starych zastępują nowi…

 

Wygrane bitwy i wojny przynoszą sławę i chwałę. Jednak i przysparzają wrogów. Kiedy jedna potyczka dobiega końca, druga już się tli, wrogowie nigdy nie dają za wygraną. Mieszko, książę Polan to już nie wygnaniec, dawnych przeciwników zastąpili nowi, potężniejsi, bardziej bezwzględni i patrzący łakomym okiem na władzę jaką ma w ręku. Dagome wyszedł  cienia, poznał smak chwały i niejednokrotnie go zagrzewała do walki i prowadziła po krwawym szlaku, gdzie niejednokrotnie prowadziła go pomsta. To wszystko miało prowadzić do pokoju, ale ten był księciu dany na krótko. Przed nim trudne momenty, trwające dłużej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Czy pomyślność odwróciła się od dotychczasowego niepokonanego zwycięzcy? Wiadomym jest, iż książę jest człowiekiem ambitnym i nie nawykłym na osiadaniu na laurach, ale lata walk o dziedzictwo przysporzyło mu nieprzyjaciół. Ci nie zamierzają stać z boku i cieszyć się jego potęgą, wprost przeciwnie rzucają wyzwanie i są przygotowani do trudnej rozgrywki. Tym razem zbrojne starcie przynosi z sobą coś zgoła innego niż zazwyczaj. Zmartwienia pojawiają się także poza polami bitewnymi, tak jakby bogowie odwrócili się od swego ulubieńca. Czy przyjecie strat z godnością jest w stanie udźwignąć hardy władca, który do tej pory rozdawał karty? Starzy wrogowie i nowi, potężniejsi przeciwnicy, wiedzą jak uderzyć by zabolało i pozostało w pamięci, nie tylko tego, kto poniósł porażkę.

 

Historia kołem toczy się, a klęski i zwycięstwa przeplatają się, tworząc ścieżkę dla sławy i chwały oraz hańby pokonanych. Nie zawsze każde zdarzenie zostaje odnotowane w annałach, zwłaszcza tam gdzie są początki często brakuje kronik, a jedynie opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie są jedynym śladem tego, co miało miejsce. W końcu powstaje i zapis, czy obejmujący wszystko, co miało miejsce? Na to pytanie starają się odpowiedzieć archeolodzy, historycy, pisarze również, uzupełniając białe plamy, odkrywając to, co zaginęło w chaosie kolejnych stuleci i tysiącleci. Postać legendarnego Mieszka, założyciela piastowskiej dynastii, budzi ogromne zainteresowanie z racji osiągnięć, ale i wielu niewiadomych wokół jego osoby. Daniel Komorowski sięgnął po tę część polskich dziejów, które legły u podstaw znanych nam wydarzeń i pokazał je z perspektywy nie kronikarskiej, a samego bohatera. Kolejne tomy pokazują trudną ścieżkę po władzę, ale i bardziej osobiste obszary, gdzie tłem są pierwsze grody, puszcze, jeszcze nie do końca przetarte szlaki. Tam gdzie kończą się historyczne ślady i zostają domniemania oraz poszlaki autor tworzy z nich fabularną wersję zdarzeń. „Mieszko. Mroczne czasy” to nie tylko odsłanianie kulis, lecz pokazanie sylwetki człowieka, z krwi i kości oraz znającego słodki smak zwycięstw i gorzki porażek. Daniel Komorowski łączy fakty, ze scenariuszami tego, co mogło wydarzyć się oraz swoją wyobraźnię w całość, intrygującą, nad wyraz prawdziwą i przede wszystkim pokazującą polskie pradzieje barwnie, wielowymiarowo i nie pomnikowo.


                                           Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:


wtorek, 8 września 2026

Koniec i początek

Przedpremierowo:

„Nie pytaj, co się stało”

Katarzyna Michalak

 

Czasem nie ma się już nic do stracenia, poza sobą i nie widzi się wyjścia z tej sytuacji. Nie ma żadnej przyjaznej duszy, brakuje siły do walki. Zresztą o co walczyć jeśli odniosło się klęskę i jest nadto aż dowodów. Po prostu nie widzi się żadnego światełka w tunelu, bo ostatnie zgasło i nie ma jak nikogo by je zaświecić na nowo.

 

Kiedy w najgorszym momencie dotychczasowego życia ktoś wyciąga pomocną dłoń nie każdy w nią wierzy. Jednak pokazanie tego, co można osiągnąć dzięki wsparciu oraz cierpliwość potrafią przebić się poprzez nieufność, rany i blizny. Nela, Sandra i Matylda doświadczyły chwil zwątpienia, bólu i przede wszystkim skorzystały z oferty, jaka przyszła w najgorszych dniach, nieoczekiwanej i dającej o sobie znać gdy wszystko inne zawiodło. Ada pomogła, dała nadzieję na więcej niż jedynie spokojniejsze jutro, otoczyła kobiety opieką i dała szansę, jakiej nie oczekiwały i nawet o niej nie marzyły. Czyż nie brzmi to jak bajka? No cóż niekiedy pojawia się rzeczywista dobra wróżka i są te, które mogą uwierzyć w magię dobroci, ale znajdzie się też łyżka dziegciu. Czasem oczekuje się nie tylko wdzięczności, lecz również podporządkowania, a wtedy zamiast tego pierwszego pojawia się gniew, frustracja i poczucie bycia w klatce. Ada z dobrodziejki zmienia się w kogoś, kto wymierza precyzyjną zemstę i to w najmniej spodziewanej chwili tym, którym pomogła. Trzy kobiety otrzymały pomoc, ale czy była ona tak bezinteresowna jak myślały? Już raz utraciły wszystko, teraz znowu muszą stawić czoła temu, co może je zniszczyć. Tym razem nie mają co liczyć na pomoc, chociaż czy na pewno? Dobro ma to do siebie, iż nie zawsze wraca, ale ma również dość nieoczekiwane oblicza…

Trzy listy, bolesne sekrety, kilka kobiet, jedna śmierć i skutki decyzji o wiele bardziej dalekosiężne niż ktokolwiek przypuszczał. Zgliszcza egzystencji albo koszt wyborów, nieoczekiwany i burzący z trudem wypracowaną spokojną rzeczywistość. W tej historii emocje odgrywają główną rolę, chociaż nie zawsze są na pierwszym planie, zawsze rzucają bardzo długi cień na bohaterów i ich życie. Jednak „Nie pytaj, co się stało” to opowieść o przyjaźni, takiej z przeszłością i jak się okazuje po przejściach, niejednoznacznej oraz specyficznej, wymagającej dużo, można nawet zbyt wiele, ale przychodzącej wtedy, gdy zło zaczyna triumfować. Tu nie ma bajki, chociaż jedna z bohaterek zdaje się mieć cechy postaci z tego gatunku, ale to wrażenie zaczyna być zastępowane przez inne, odwrotne. Katarzyna Michalak zaskakuje zwrotami akcji oraz kierunkami rozwoju fabuły, dalekimi od prostych i przewidywalnych. Na światło dzienne zostaje wydobyte to, co niewygodne, pomijane, dalekie od prostego równania pomocy i wdzięczności za nią. Autorka odsłania ciemniejszą stronę, o jakiej rzadziej się mówi czyli sytuacji kiedy za tym pierwszym nie stoi wyłącznie bezinteresowność, a to drugie staje się długiem do spłacenia z narastającymi odsetkami. Ale byłoby to uproszczeniem takie podsumowanie, bo tak naprawdę to jeden z wątków, silny, widoczny, lecz nie jedyny. „Nie pytaj, co się stało” odkrywa przed czytelnikami skomplikowane relacje nie jedynie pomiędzy kilkoma kobietami, to też historia o trudnych doświadczeniach, nie do końca zabliźnionych ranach, przyznawaniu się do błędów i radzeniu sobie z konsekwencjami własnych czynów.


                                   Premiera: 9 września


                                          Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:






sobota, 5 września 2026

Nowoczesna czyli?

Przedpremierowo:

„Na co patrzymy? 

150 lat sztuki nowoczesnej 

w mgnieniu oka”

Will Gompertz

 

Nowoczesna, ale czy jeszcze sztuka? Nowoczesna czyli jaka? Nowoczesna zrozumiała tylko dla koneserów i znawców? Sztuka nowoczesna to jeden prąd artystyczna i nie wyłącznie jedna dziedzina. Malarstwo, rzeźbiarstwo, wzornictwo, instalacje i performans oraz muzykę, teatr. Więcej niż się na co dzień zauważamy? No właśnie w tym może problem ze sztuką nowoczesną, że pewnych jej nurtów nie zauważamy, inne utożsamiamy ją bezwarunkowo, a o reszcie w ogóle nie myślimy w jej kategoriach. Jak więc „ogarnąć” tak szeroki gatunek i półtora wieku czasie oraz przestrzeni? Will Gompertz wie jak to zrobić albo raczej potrafi w przystępny sposób przybliżyć tym, którzy ze sztuką mają mało wspólnego tak szeroki zakres tematyczny i równocześnie pomóc go zrozumieć.

 

Wydaje się nam, że doskonale wiemy co sztuką nowoczesną jest, a co się do niej nie zalicza. Pierwszeństwo  w tym wiedzie abstrakcja, po prostu wygodny wytrych do wszystkiego co z nią związane, ale tu pojawia się ktoś, kto stawia czoła mitom, pokazuje przykłady, a w ogóle obala obiegowe opinie. Otwarcie przyznaje, że zaczął nie wiedząc nic, a skończył wiedząc coś, takie słowa napisane przez byłego dyrektora Tate Gallery i redaktora działu sztuki BBC wskazują kierunek. Nie akademicki, nie kuratorski, lecz taki, w jakim nie ma głupich pytań, natomiast celem odpowiedzi jest rzeczywiste przekazanie wiedzy w sposób przystępny. Sto pięćdziesiąt lat na około czterystu stronach to wyzwanie. Zamiast definicji przykłady, w miejsce pretensjonalności trochę humoru i anegdot, odsłonięcie kulis oraz pokazanie źródeł. Dorzućmy do tego postawę przeciwną do stricte eksperckiej, a po prostu pokazanie pasji do sztuki i odkrywanie przed czytelnikami jej smaczków oraz przedstawienie dzieł poprzez ich twórców oraz dokładnie na odwrót. Przewodnik po sztuce czyli „Na co patrzymy? 150 lat sztuki nowoczesnej w mgnieniu oka” daje nam podstawy by ponownie spojrzeć na to, co wydawało się niezrozumiałe, zaburza proste ramy i przekracza granice klasyki. W żadnym razie nie jest sztywnym wykładem, natomiast rozdział za rozdziałem uczy jak spojrzeć na obraz, rzeźbę, mebel, zdradza zamiary ich twórców. Podróż po dekadach i w czasie z możliwością poznania utalentowanych ludzi, nie tylko tych znanych, lecz i zapomnianych chociaż dzięki temu co stworzyli nadali temu szerokiemu nurtowi kierunki, jaki obecnie uważamy za synonimy sztuki nowoczesnej. Co istotne Will Gompertz naprawdę potrafi pokazać różnorodność, ale i podkreślić cechy wspólne co nie jest takie łatwe jeśli porównamy prace na przykład Moneta i Warhola. Impresjonizm i pop-art.? Skrajności, ale właśnie ukazujące istotę, jak często jest niewiadomą.

 


                       Premiera: 8 września


                                          Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:



środa, 2 września 2026

Miasto, a w nim

Nowość:

„Miasto”

Paulina Świst Piotr C.

 

Co było, a nie jest podobno nie pisze się w rejestr. No chyba, że to serce i umysł ludzki oraz dotyczy zadanych sobie ran, głębokich i wciąż niezabliźnionych. W tym przypadku upływ czasu wcale nie leczy, chociaż pozwala dostrzec gdzie popełniono błąd, ale nauka na błędach wcale nie jest łatwą sztuką. Niektórzy z pełną świadomością robią go po raz kolejny, chociaż czy na pewno?

 

Nie łączy ich w sumie nic. Tak jakby nic. Wspólna kancelaria, rozwód i jak się okazuje wspólny klient. Ten ostatni jest z kategorii takich, jakim lepiej nie odmówić współpracy. Coś jeszcze łączy eks współmałżonków. Warszawa, miasto wcale nie takie same jak inne i kryjące więcej tajemnic niż większości się wydaje. Wtajemniczona mniejszość zaczyna się wykruszać i to w dość niepokojącym tempie, pytanie tylko co takiego wiedzieli, że tak szybko pożegnali się z tym padołem. Dla Pauliny i Piotra to nie jedyna zagadka z jaką muszą się zmierzyć, kolejne są o wiele bardziej istotne. Można by rzec, iż są śmiertelnie poważne, bo kiedy posady przestępczego imperium zaczynają drżeć to niejeden pożegna się z tym światem. Pierwszy trup rzadko kiedy jest tym ostatnim i ci konkretni prawnicy zdają sobie z tego lepiej sprawę niż ci, którzy przyswoili sobie tę wiadomość zbyt późno. Tym razem trzeba zawrzeć sojusze, niechętne i dalekie od tego, co zwykło się za nie uważać, ale czasem po prostu trzeba pójść na ustępstwa. Jedno i drugie Paulinie i Piotrowi nie przypada do gustu, lecz ten kto uwierzył, że będą grzeczni i dadzą się prowadzić na sznurku chyba się przeliczył!

 

Dwoje jak najbardziej do pary, ale w tym momencie od dłuższego czasu już nie w parze. Dorzucamy Warszawę, denata w liczbie mnogiej i pewnego gangstera, mającego na oku pewnych prawników. Ciąg dalszy historii, gdzie nic nie jest dziełem przypadku, a intryga wcale nie jest grubymi nićmi szyta, chociaż stają za nie takie właśnie pieniądze. Po prostu „Miasto”, jakiego jeszcze nie znacie od tej strony, gdzie lojalność bywa jednocześnie jest gwarancją przetrwania, kartą przetargową, lecz również mocno przereklamowana. Duet pisarzy Paulina Świst i Piotr C. oddali czytelnikom nie tylko drugą część cyklu, ale równocześnie kopalnią cytatów, takich w punkt, doskonale podsumowujących akcję i oczywiście same postacie. Te drugie wykreowane tak, by przyciągały wzrok i zapadały w pamięć, kontrastowe, nie dające się pomylić z kimkolwiek innym oraz oczywiście mające swoje sekrety, niebezpieczne i niekiedy stanowiące zagrożenie, a te jak wiadomo wielu chce zlikwidować, ostatecznie i bez śladu swego udziału. „Miasto” to lektura, gdzie śmiech pojawia się szybko, humor może i czarny, ale za to jaki! Udziela się on czytelników i nie opuszcza on nas do samego końca, ten następuje zdecydowanie za szybko, pozostawiając po sobie pytanie „co dalej?”. Odpowiedzi jest tyle ilu czytających, natomiast szansa by trafić właściwą jest mniejsza niż szóstka w totka. Paulina Świst i Piotr C. doskonale wiedzą jak zaskoczyć, gdzie podnieść przysłowiowe ciśnienie, bo takiego obrotu spraw nikt nie spodziewał się, pomimo, że należy spodziewać się wszystkiego. Tyle, że wyobraźnia autorów jest szersza, większa i nie wie, co to znaczy granice, oznacza to jedno: za każdym razem okazuje się, że da się wyciąć więcej niż niezły numer czytelnikom.

niedziela, 30 sierpnia 2026

Pod wiatr i z wiatrem

Nowość:

„Jak nie przeminęło z wiatrem.

Sekrety z życia Margaret Mitchell”

Jarosław Molenda

 

Pisarz i książka. Czasem lepiej znamy autora niż dzieło, które wyszło spod jego pióra, bywa i odwrotnie. Twórca pozostaje w cieniu swego dzieła. Jednak niekiedy sława tego drugiego nie przyćmiewa tego pierwszego, chociaż miewa gorzki smak.

 

Ta historia wydarzyła się naprawdę, scenariusz napisało życie, napędzane niezwykłą pracowitością i talentem. Czy można być autorem tylko jednej książki i wejść do historii literatury, kina, kultury? Książka przeszła do historii literatury. Bohaterowie stali się ikonami. Ekranizacja pobiła niejeden rekord. A kim była pisarka, która wcale nie stała w cieniu? Dama, buntowniczka, konserwatystka... Jak faktycznie była? Margaret Mitchell portret z wieloma tajemnicami i niejedną kontrowersją. Patrząc wstecz zdaje się nam, że dostrzegamy więcej i mamy prawo do oceny z uwagi na to, co, między innymi, wydarzyło się później. Rzetelna biografia, jakiej nie przybrałaby formy, po części również ma w sobie swego rodzaju punktację. W końcu łączy się osobę, jej pracę oraz to, jaki wywarła wpływ, a także niejednokrotnie jak po latach jest postrzegany sam twórca. Jarosław Molenda nie jest tych, którzy skupiają się na jednym elemencie życiorysu, bądź pieją peany lub też odwrotnie skupiają się na negatywach. Ogromne uznanie za pokazanie Margaret Mitchell z naprawdę wielu punktów widzenia, tak osobowych, jak i społecznych oraz dziejowych. Od samego początku widzimy nie ikonę, a człowieka, osadzonego w konkretnym epoce, miejscach i przede wszystkim w z korzeniami. Ma to swoje konsekwencje, podstawową jest szeroki obraz, ale też ani na moment nie stracenie z oczu samej głównej bohaterki. „Jak nie przeminęło z wiatrem. Sekrety z życia Margaret Mitchell” nawiązuje już samym tytułem do książki, jaka stała się jednocześnie, lecz nie równocześnie błogosławieństwem i swego rodzaju przekleństwem. To ostatnie doskonale zaczynamy rozumieć poznając pisarkę dzięki temu, czego dowiadujemy się o niej, a co jest zasługą Jarosława Molendy. Tu nie ma taniej sensacji, chociaż jest ona pokazana, na pierwszym planie jest cały kobieta, której imię i nazwisko widnieje na okładce oraz wszystko, co doprowadziło do momentu, gdy stała się bestsellerem, a było tego dużo. Inaczej też zaczynamy patrzeć na samą książkę, to nie jedynie fikcyjna opowieść, lecz o wiele więcej niż dekada jej tworzenia. Podwójna biografia, w jakiej nie brakuje sekretów, rodzinnych tajemnic, kulis warsztatu literackiego oraz życiorysu barwnego oraz społecznej panoramy i dziejowych zawirowań. Bogate źródła faktograficzne, ilustracje i kilka perspektyw pokazuje Margaret Mitchell tak, by czytelnicy mogli sami wyrobić sobie opinię o niej, jej pracy albo dostali ku temu bardzo solidne podstawy.

  

                                          Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:



wtorek, 25 sierpnia 2026

Złap mnie jeśli potrafisz

Nowość:

„Możesz uciekać”

Rebecca Zanetti

 

Przed kim trzeba strzec się? Zło zbyt często ma znajomą twarz, ale też potrafi się doskonale kamuflować. Czasem nie daje żadnego znaku, mijamy codzienne potwora, a widzimy jedynie doskonałą maskę, po prostu człowieka, jednego z wielu. Jednak on nie jest jeszcze jedną osobą spotkaną przypadkowo bądź też nie. On ma plan i cel, jedno jest przemyślane, a drugie konkretne, jeśli dojdzie do skutku zostanie nazwane zbrodnią…

 

Zbrodnia doskonała, bo nikt o niej nie wie? Do momentu, gdy przypadkowo zostają odnalezione zwłoki kilku ofiar. Dla agentki Lauren Snow szybko staje się jasne, że w pobliżu jej rodzinnej miejscowości grasuje seryjny morderca. Pogoda i miejsca gdzie zostały porzucone ofiary nie ułatwiają dochodzenia, a dodatkowo jest to sprawa kilku służb. Na styku wielu interesów niekiedy to, co najważniejsze zepchnięte jest na dalszy plan, bo walka o władzę pochłania czas. Jednak dla Laurel najważniejsi są zmarli, żywi, których może ochronić oraz oczywiście sprawca. W tym dochodzeniu nie ma niczego oczywistego, zabójca jest więcej niż krok przed śledczymi, natomiast krąg podejrzanych poszerza się, pytanie czy wytypowano właściwych ludzi? Uczucia zdają się zaciemniać obraz sytuacji i prowadzić do niewłaściwych wniosków, ale intuicja podpowiada coś, co logika dopiero składa w całość. Mordercza rozgrywka kosztuje życie niewinnych, czas nie stoi po stronie agentki Snow, lecz ten kto ją nie doceni przekona się jaką siłę ona posiada i jak trudno ją przechytrzyć!

 

Macie takie lektury, które już na początku wywołują uśmiech jak u Jokera i zacieralibyście rączki, ale właśnie trzymacie książkę? Właśnie „Możesz uciekać” jest taką pozycją. Czytacie prolog i już wiecie, że trzeba przygotować sobie na wyciągnięcie ręki herbatę lub kawę, zapewnić sobie wygodne siedzisko, a potem zaczynacie czytać i już nie przerywacie, bo pierwszy rozdział Was już upewnia na sto procent, iż nie oderwiecie się. Dlaczego ta historia tak wciąga? Mistrzowskie, słowo wcale nie na wyrost, połączenie kryminalnej zagadki, napięcia i oczekiwania na to, kiedy zbrodniarz znowu da znać o sobie, a nastąpi to oczywiście w momencie najmniej spodziewanym. Dodajmy do tego surową naturę, niewielkie miasto prawie u stóp gór, zimową aurę – taką z prawdziwego zdarzenia czyli z mrozem, śniegiem, a nawet śnieżycami. Drugi plan mamy, klimat również jest odczuwalny, pozostaje więc oś akcji i tutaj niespodzianka, gdyż okazuje się, że śledztwo ma nie tylko tych zwyczajowych dobrych oraz złych stróżów prawa, ale i zbiegają się interesy kilku służb dochodzeniowych, więc wiemy czym to pachnie. No i przechodzimy do sedna czyli bohaterów, jednych poznajemy od razu, tożsamość innych dopiero odkrywamy po czasie, ale tutaj uwaga: pozory mogą mylić, a emocje stawiają pod znakiem zapytania to, co mówi rozum. Tu nie ma nieistotnych postaci, wszystkie informacje mogą się przydać, lecz także potrafią zmylić. Czerń i biel wcale takie nie muszą być, jedynie czerwień krwi jest zawsze realna. Rebecca Zanotti prowadzi z czytelnikami wirtuozerską grę w odkrywanie prawdy, ta wcale nie jest prosta, ma kilka zaułków, mrocznych i kryjących niespodzianki. No i kilka słów o finale, ten zasługuje na kilka osobnych słów, zostawia po sobie nowe pytania i obietnicę, że to jeszcze nie koniec…


                                    Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję: