sobota, 11 lipca 2026

Zło nie odchodzi

Nowość: 

„Zakon”

Cykl: Sztorm

Paulina Hendel

 

Zło tak szybko nie daje za wygraną. Raz pokonanie rzadko kiedy uznaje swoją porażkę za sygnał do wycofania się. Wprost przeciwnie, może i na chwilę nie jest dostrzegalne, ale z pewnością działa w ukryciu by dać o sobie znać w najbardziej dla siebie dogodnym momencie, siejąc strach i zbierając tragiczne żniwo ludzkich krzywd i bólu.

 

Spokój bywa pozorny oraz zwodniczy, chociaż pora sucha w Liberii, jak i całej Ćwiartce Północnej, nie do końca odpowiadała definicji tego słowa. Jednak patrząc wstecz na ubiegły rok, to jest dobrze, po prostu zwyczajnie i naczelnik Sztorm wcale aż tak nie narzeka. Tyle, że ktoś znowu wziął sobie do serca zbiór Krwawych Baśni. Już tytuł wskazuje, że to nie lektura z odpowiednim morałem i ten, kto wykorzystuje jej motywy raczej dobra nie czyni. Bestia z buszu czy też inna istota macza w tym swoje place? Sztorm skłania się ku tej drugiej opcji, a jego doświadczenie, intuicja oraz współpracownicy także wskazują na ten kierunek.  Do tego jeszcze odebrał sobie życie lokalny dziennikarz, a ten znowuż grzebał w przeszłości, co rzadko kiedy spotyka się z entuzjazmem. Kolejni denaci nie wpływają na dobry nastrój mieszkańców Liberii, do tego niezbyt sprzyjająca pora roku i jeszcze pewna niewytłumaczalna przypadłość części obywateli Ćwiartki Północnej dokładają się do niepokoju w okolicy. Śledztwo naczelnika bacznie obserwowane jest przez władze, społeczeństwo i tych, którzy zakulisowo pragną rozdawać karty. No cóż czas stawić czoła złu, po raz kolejny i czy ostatni?

 

Jakie to było dobre! Może i hasło często pojawiające się w kontekście przeczytanych książek, ale to doskonale. W końcu świetne lektury powinno się chwalić, a zadowolenie po ich poznaniu niech trwa jak najdłużej. A kiedy to samo mówi się o drugiej części, bądź kolejnej, to już radość podwójna. „Zakon” Pauliny Hendel to nie lada gratka dla czytelników. Ci, którzy poznali pierwszy tom cyklu Sztorm „Wzgardę” mają okazją znowu spotkać się z Pokojową wartą i wraz z nimi poprowadzić dochodzenie. Czasem koniec oznacza jedynie przerwę przed nowym rozdziałem, bo zło rzadko uznaje swoją porażkę i pojawia się znowu. Przekonują się o tym bohaterowie i oczywiście czytający, krwawe baśnie dają o znać po raz wtóry. Autorka zaprasza do wirtuozersko wykreowanego świata,  oddanego w szczegółach, bez jakichkolwiek przypadkowych elementów, za to z niuansami dopełniającymi imponujące uniwersum. Mogłoby się wydawać, że tak drobiazgowe przedstawienie umknie odbiorcom, nic bardziej mylnego. Drugi, a nawet trzeci plan, dopełnia ten pierwszy i co istotniejsze również bohaterów. W cyklu Sztorm nie ma żadnej przypadkowości, wszystko ma z sobą związek, nie zawsze widoczny na pierwszy rzut oka, lecz jest on dostrzegalny w odpowiedniej chwili. Do tego niuansowe nawiązania, nie kalki, nie odwzorowania, ale delikatnie widocznej nitki, która łączy z autorskim wątkiem. Jednak najważniejsza naturalnie jest sama opowieść i tutaj „Zakon” oferuje czytelnikom wielowarstwowość, niespodziewane zwroty akcji oraz przede wszystkim barwne postacie, z przeszłością, po przejściach i egzystujących w świecie, jaki z jednej strony wydaje się prosty, z zasadami nam oczywistymi, a z drugiej będący nieidealnym ideałem. No i rzecz jasna kanwa czyli walka ze złem, jakie nosi wiele masek, stosuje nieczyste zagrania, doskonale umiejące grac na emocjach i wykorzystujące do swoich niecnych celów uprzedzenia, mity i wierzenia.

 


                                 Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

wtorek, 7 lipca 2026

Sława i śmierć

Nowość:

„Beth nie żyje”

Katie Bernet

 

Na pewne momenty w życiu nikt nie jest gotowy, zwłaszcza jeśli w samym ich centrum jest ktoś nam bliski. Śmierć wydaje się czymś nierealnym, a gdy jeszcze jest gwałtowna i  z czyjeś ręki szok przeradza się w pytanie dlaczego? Niektórzy czekają na udzielenie odpowiedzi, drudzy zaczynają szukać jej sami.

 

Kiedy wydarzy się tragedia zaczyna się często szukanie przyczyny takiego stanu rzeczy. Bliżej czy dalej znajduje się źródło tego, co miało miejsce? Kto zawinił, czego nie dostrzeżono w porę, dlaczego nie zapobiegnięto dramatowi? Oskarżanie przychodzi czasem bardzo łatwo, ale działanie pod wpływem emocji jeszcze gmatwa sytuację, nie łatwo jednak kierować się jedynie logiką gdy sprawa nas dotyka osobiście i przyglądanie się z boku w ogóle nie wchodzi w grę. W takiej właśnie sytuacji znalazły się Amy, Jo i Meg, ich siostra Beth została zamordowana, a one nie zamierzają jedynie czekać na wyniki oficjalnego śledztwa. Na pierwszy rzut oka nie ma jakiekolwiek motywu tej zbrodni, całkowicie bezsensowna i tragiczna, lecz czy na pewno? Siostry zaczynają przyglądać się swojemu otoczeniu i niejeden znajomy, nawet przyjaciel lub bliska osoba mogła mieć pretekst do wyrządzenia krzywdy ofierze. Urażona przyjaciółka, chłopak, znajomy siostry, każde z nich mogło być mordercą. Meg, Amy i Jo nawet na siebie patrzą z podejrzliwości, w końcu do ukrycia też mają co nieco albo przynajmniej tak uważają. No i co z ich ojcem, jaki nie tak dawno nie zawahał się i opisał swoje córki w bestsellerowej książce, która z miejsca uczyniła go sławnym, ale nie obyło się bez kontrowersji… Kim jest zabójca nastoletniej córki ambitnego pisarza, nie wahającego się opisać swoje dzieci i rzucić je, nawet jeśli metaforycznie, żądnej krwi publice?

 

Retelling jakiego nikt nie spodziewa się albo raczej zaczerpnięcie niektórych wątków i postaci. Cykl powieściowy sprzed ponad półtora wieku i współczesność, do tego opowiedziana na nowo oraz oczywiście całkowicie inny gatunek. Cała reszta nie jest dodatkiem, a interesującym wypełnieniem fabuły, w jakiej bez trudu da się dostrzec odbicie teraźniejszości, lecz również echa z pierwowzoru. Ambicja, sława, pieniądze. Kontrowersyjna książka. Cztery siostry, matka, ojciec, bliscy.  Wiele niewiadomych, jeszcze więcej domysłów, by nie rzec plotek. No i dwa podstawowe pytania: kto zabił i dlaczego dopuścił się takiego czynu? Podejrzanych jest bardzo wielu, każdy ma coś do ukrycia albo przynajmniej tak myśli, nikt nie wydaje się niewinny, ale też czy mógł zabić? A co z motywem? Co go stanowi? Czy faktycznie to, co zrobił ktoś inny mogło być przyczyną odebrania życia nastolatce? Może prawda ukryta jest w pragnieniach bohaterek? Ich marzeniach, wyborach jakich dokonały lub nie odważyły się na nie? Katie Bernet przy pomocy postaci przedstawia nam sekwencję wydarzeń z różnych punktów widzenia, subiektywnych, nasyconych emocjami, co podnosi napięcie i równocześnie sprawia, że śmierć tytułowej Beth staje się jeszcze bardziej skomplikowana niż wydawało się na początku. Kolejne tropy wydają się prawdopodobne, zwłaszcza, iż prawie każdy zdaje się mieć jakiś sekret i coś na sumieniu, czy to mógł być motyw lub jego geneza? Zabójstwo obnażyło wszystko to, co do tej pory było ukrywane, bagatelizowane lub po prostu niedopuszczane do głosu, a przynajmniej wyraźnie wypowiedziane i wzięte pod uwagę. Do samego końca wątki się zazębiają, a fragmenty prawdy ujawniają jak dużo spraw jest przemilczanych i niedostrzeganych w rodzinie. Kto zabił i dlaczego? Tego dowiemy się w finale, a historia zatoczy koło…

 

                                            Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

 

sobota, 4 lipca 2026

Moc księgi

Nowość:

„Królestwo śmierci. Okrutny sen”

Stacia Stark

 

Czasem wyciągnięta ręką to nie ratunek, a kruchy sojusz, bardziej wojna podjazdowa niż tymczasowy pokój. Gdy nie ma się innego wyjścia i coś więcej niż życie wisi na włosku pakt taki przyjmuje się bez skarg, przynajmniej tych głośnych. Nadejdzie moment, kiedy będzie można go zerwać i dotrzymać złożonych wcześniej przysiąg. Jednak czy naprawdę tak łatwo zostanie zerwana powstała więź?

 

Zwyciężczyni z wczoraj, dzisiaj znajduje się w więzieniu z cierni i grubych murów. Przegrana? Nigdy tak o sobie nie myślała i nawet teraz, kiedy jej wrogom wydaje się, iż jest przegraną, ona daleka jest od by się za taką uważać. Czeka na odpowiedni moment, chociaż jej koszmar trwa i cały czas jest go świadoma. Pomoc przychodzi ze strony kogoś, kto nie robi tego bezinteresownie. Wprost przeciwnie, jest to transakcja wiązana, jedna ze stron zostaje postawiona przed faktem dokonanym, natomiast druga ma konkretne oczekiwania. Jak długo potrwa ten układ? Z pewnością takie początki nie wróżą długiego terminu ważności, ale liczy się cel, a ten jest wbrew pozorom taki sam. Problem w tym, iż ktoś będzie musiał ustąpić lub po prostu zostać do tego zmuszonym. Tym razem nie może być dwóch zwycięzców, a porażka to, coś więcej niż urażona duma. Stawką jest świat lub jego zagłada. Czy w takich okolicznościach brak zaufania i próby działania na własną rękę mogą być niespodzianką? Podstępy, intrygi, w tej rozgrywce wszystkie chwyty są dozwolone, lecz jaką przyjdzie za to zapłacić cenę?

 

Niepamięć. Brak wspomnień. Przeszłość, w której kryje się tajemnica. Śmiertelnie groźne sojusze. Kiedy już myślisz, że jedyne, co pozostało by znowu spotkać bohaterów jednej z ulubionej serii, może pojawić się niespodzianka z gatunku tych, o jakich nikt, poza autorem, nie myślał. Cykl w tym samym uniwersum, z częścią znanych postaci, lecz tak naprawdę to, co było jest wstępem do dalszej historii i równocześnie całkiem nowej opowieści.  Tym razem jest mroczniej, więcej odczuwamy niepewności i przede wszystkim znane nam osoby prezentują nowe oblicza, w których widzimy walkę o siebie oraz dobro wyższe. Mamy więcej osobistych motywacji i bohaterów, jacy myśleli, że ostateczne bitwa za nimi, a tak naprawdę ta najważniejsza dopiero czeka na rozpoczęcie. „Okrutny sen” to nie dopełnienie, a swego rodzaju kontynuacja, bo zło tak łatwo nie poddaje się i odradza się w innym miejscu, czasie oraz pod kolejnymi maskami. Natomiast dobro ma surową twarz, ciało naznaczone bliznami i zamierza wymierzyć sprawiedliwość, bez litości i dawania jeszcze jednej szansy. Stacia Stark pokazuje bohaterów z przeszłością i po przejściach, poszukujących swojej tożsamości i odkrywających sekrety, których są centralnym punktem, chociaż nie do końca są świadomi, co za nimi kryje się. Pierwszy tom niejednokrotnie przynosi zwrot akcji, intrygi, gniew oraz przysięgi, jakie mają dalekosiężne skutki, a także pakty, których finał jest jednym wielkim znakiem zapytania.

 

                                      Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:


 

środa, 1 lipca 2026

Kiedyś i teraz

Nowość:

„Na fali wspomnień”

Magdalena Witkiewicz

 

Przeszłość często jest pełna nostalgii, lecz także niedokończonych spraw. Niekiedy tli się w nas niepewność, co do scenariuszy, które nigdy nie urzeczywistniły się lub gdzieś kołacze się w głowie pytanie „a gdyby tamto lato potoczyło się inaczej?”. Uchylić drzwi do tego, co było czy domknąć je?

 

Poukładane i udane życie też czasem ma wyblakłe kolory. Monika naprawdę dużo osiągnęła, lecz czy cena za to nie jest zbyt wysoka? A to po prostu ulega tęsknocie za czymś, co w ogóle nie miało miejsca i jedynie jest projekcją nastoletnich marzeń? Jedno jest pewne niektóre uczucia wymagają zastanowienia się, sprawdzenia dokąd mogą doprowadzić jeśli posłucha się tego co szepcą, już nie cicho, lecz głośniej i mocniej niż kiedykolwiek wcześniej od tego pamiętnego lata. Nie da się cofnąć czasu, ale może trzeba stawić czoła temu, co kiedyś zostało niedopowiedziane, zawieszone z jakiś powodów? Doświadczenie życiowe, minione lata, a nawet dekady na każdym odcisnęły swój ślad, jednak tamto lato także wpłynęło na wszystkich. Czy teraz nadszedł moment by wrócić i zweryfikować wspomnienia? Ile będzie kosztowało spojrzenie na siebie i bliskich z innej perspektywy? Łatwo oceniać innych, lecz Monika też dokonywała wyborów lub wstrzymywała się od nich, teraz ma szansę skonfrontować siebie z teraźniejszości i dziewczyną sprzed lat. Jaki będzie wynik tego powrotu do letnich dni sprzed lat kobiety starszej o trzy dekady i z życiowym bagażem, który zastąpił dawne marzenia?

 

Kto z nas nie ma wspomnień, do jakich wracamy od czasu do czasu chcąc spotkać ludzi, jacy są ich częścią. Niekiedy to nostalgia, kiedy indziej pojawiające się pytanie „co by było gdyby?” lub też jakaś niezakończona sprawa. A jeśli tak skonfrontować się z przeszłością? Jeszcze raz wejść do tej samej wody, chociaż doskonale wiemy, że to już nie to samo, gdyż czas nieubłaganie upłynął, lecz może uda się ukoić tę niewypowiedzianą tęsknotę i na chwilę powrócą tamte dni? Kto jak nie Magdalena Witkiewicz po mistrzowsku potrafi oddać takie właśnie rozterki i refleksje z nich wypływające? Nie ma w nich zbędnych elementów, lecz jest wszystko to, co sprawia, iż są prawdziwe. Głębia, wielowarstwowość, barwność i niuanse, jest w nich miejsce również na zawahanie i niepewność. Jednocześnie są odczuciami bohaterów i naszymi własnymi, znajomymi, co nie oznacza, iż oswojonymi, bywają niewygodne, czasem burząc wygodne półprawdy oraz skłaniają do zastanowienia się nad naszymi wyborami. „Na fali wspomnień” to nie powieść rozrachunkowa, a otwierająca drzwi nie tyle do tego, co było, a bardziej do tego, co nie zostało powiedziane i do czego, nie doszło. Pewna część przeszłości dostaje okazję by dojść do głosu, wypowiedzieć się, a bohaterowie korzystają z niej na własnych zasadach. Kiedyś i teraz, jak porównać wydarzenia gdy miało się osiemnaście lat i gdy się ma trzy dekady więcej? Wtedy było się prawie białą kartką, obecnie jest już na niej sporo zapisków. Magdalena Witkiewicz perfekcyjnie łączy z sobą emocje po tym, co przeminęło, nie było dane albo nie dostało prawa głosu z współczesnymi dylematami. Nie ma głośnych krzyków, wyrzutów, są za to trudne decyzje podejmowane co można stracić, błędy, jakie miał być niepowtórzone, ale i przyznanie się do nich. Po prostu opowieść o życiu, które potoczyło się taką nie inną drogą, nie złą, gorszą, po prostu inną, na jakiej pojawia się skrzyżowanie z tym, co już wydarzyło się i zakrętem, za którym czekają nas konsekwencje wyborów, podejmowanych w bieżącej chwili.

 

                                       Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:



wtorek, 23 czerwca 2026

Trudna prawda

Nowość:

„Stosy kości”

J.D. Kirk

 

Zło rzadko kiedy uderza na ślepo, chociaż nie zawsze stoi za nim dopracowany plan. Niekiedy wystarczy okazja, chwila nieuwagi kogoś innego lub po prostu splot okoliczności, jaki w innej sytuacji nie przyniósł niczego negatywnego. Jednak w tej konkretnej sytuacji nic nie działa na rzecz ofiary, co wykorzystuje ten, który zamierza skrzywdzić. Prosty schemat na pierwszy rzut oka, lecz za tym kryje się dramat…

 

Zaginięcie dziecka  stawia w najwyższej gotowości policję, liczy się czas, bo odliczanie już się rozpoczęło i trzeba zrobić wszystko by odnaleźć je jak najszybciej. Starszy komisarz Jack Logan ma doświadczenie w takich sprawach i osiągnął spektakularne wyniki w ich rozwiązywaniu. Najnowsze dochodzenie zdaje się stawiać pod znakiem zapytania te dokonania. Łudząco przypomina porwania zakończone zabójstwami, ale przecież sprawca został ujęty i to właśnie Logan do tego doprowadził. Zaistniała pomyłka śledcza czy ktoś naśladuje dawne zbrodnie? Czas ucieka, rodzice są na skraju załamania, dziennikarze zadają zbyt dużo pytań i żądają odpowiedzi, jakie są jeszcze nieznane. Presja rośnie z godziny na godzinę, niewygodne myśli pojawiają się coraz częściej, poszlaki wskazują kilka kierunków dochodzeniowych, ale wciąż nic nie jest pewne, a wątpliwości są coraz silniejsze. Jednak Jack nie zamierza się nikomu tłumaczyć, wie, co wydarzyło się kiedyś i o jaką stawkę walczy obecnie. Tego policjanta nie zatrzyma żadna przeszkoda, potrafi przyznać się do błędu, nie zawsze wprost, lecz w końcu ważne są intencje, czyż nie? A te przy tym porwaniu są jasne, będzie zrobione dosłownie wszystko by dziecko wróciło do domu!

 

Malownicze szkockie Higlands, pełne uroku i surowości, wprost stworzone do filmowych kadrów. Tym razem są tłem dla mrocznego kryminału, rasowego, pełnego ostrych kadrów, w którym nie ma miejsca na uprzejmości, a w samym centrum jest śledztwo i ofiara, cała reszta jest temu podporządkowana. Naturalnie to nie wszystko, a jedynie wstęp, mocny i działający na wyobraźnię tym, co stoi za pierwszymi wydarzeniami, bo niezbitych faktów na razie znamy, lecz już one same już uruchamiają ciąg przyczynowo-skutkowy. To drugie stanowi wielką niewiadomą, chociaż zauważamy pewne poszlaki, chociaż mają dwa oblicza, przeczące sobie nawzajem. Teraz czas na główną postać, starszy inspektor Jack Logan, jaki widział za dużo i zna ludzie lepiej od tej gorszej strony niż lepszej, wciąż widzi cień z przeszłości, jaki nie pozwala mu zamknąć drzwi do niej. Autor coraz mocniej zaciemnia obraz, pojawiają się znaki zapytania, a wątpliwości jeszcze każą zastanowić się czy dochodzenie opiera się właściwych założeniach. „Stosy kości” nie mają czarno-białej fabuły, prostych pytań i łatwych wyborów, przewidywalność to, coś co nie występuje w tej historii. Pewność rozmowa się w strugach deszczu, ferowane sądy zdają się być dalekie od prawdy, a jednak czytelnik wierzy, iż stróż prawa podąża właściwą ścieżką. J.D. Kirk zbudował sylwetkę postaci z mocnych elementów: intuicji, wiary w siebie, postępowaniu zgodnie ze swoimi zasadami, silnego indywidualizmu, ale potrafiącego działać w zespole, gdy zachodzi taka potrzeba. Detektyw jak z kryminału noir, chociaż nie do końca, ale wpisujący się w jego ramy na indywidualnych prawach Coraz mocniej wyczuwa się napięcie, atmosfera zagęszcza się i w końcu, kiedy dochodzi do odsłonięcia finalnego obrazu widzimy jak wszystkie warstwy zazębiły i równocześnie dostrzegamy, że cień przeszłości nie zniknął i wciąż będzie obecny, chociaż drzwi do przeszłości zamknęły się.


Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:



piątek, 19 czerwca 2026

Gra

Nowość:

„Forced”

Monika Magoska-Suchar

 

Cień dostrzegamy zazwyczaj dopiero wtedy kiedy już dawno pojawił się obok nas. Ludzie kryjący się za nim wykorzystują go do własnych celów. Niekiedy jednak ma on ukryć dużo więcej niż ktokolwiek spodziewa się i nawet ci, którzy go wykorzystują nie wiedzą wszystkiego o nim.

 

Adrenalina, chłodna kalkulacja, plan i działanie. Życie Bezimiennego od lat toczy się od zadania do zadania, poza pracą nic nie liczy się. Najnowsza misja nie jest podobna do innych, bo tam gdzie jest polityka większość zasad to jedynie puste słowa kierowane do wyborców. Walka o władzę jest brutalna i nikt nie bierze w niej jeńców, a ofiary po prostu znikają. Czy w takich okolicznościach uda się osiągnąć wyznaczony cel, zwłaszcza gdy pojawia się Astrid Dulles, ktoś równocześnie funkcjonujący w tym świecie, lecz nie będący częścią tej mrocznej układanki? Tych dwoje stanowi dla siebie śmiertelne zagrożenie, ryzykują zbyt dużo dla czegoś, co dla innych jest słabością i daje możliwość ataku, ale czy tak jest rzeczywiście? Sekrety są obosieczną bronią, jeśli się o tym zapomina cios nadejdzie w najmniej spodziewanym momencie i ze strony gdzie nigdy nie było zagrożenia…

 

Sekrety, polityczna fikcja, uczucie, zdrada, spiski na najwyższych szczeblach władzy. Nie, to nie jest wysokobudżetowy film akcji, a najnowsza książka Moniki Magoskiej – Suchar. Kulisy władzy, te brudne, o jakich nikt głośno nie mówi i ukrywanie niewygodnych faktów, wykorzystywanie zaufania społecznego pod płaszczykiem pełnienia służby dla narodu dla własnych, brudnych, interesów i właśnie w taki świat wkracza z misją Bezimienny, agent nie mający przeszłości, niezwykle skuteczny. To pierwsza warstwa, pełna sekretów, gdzie zdrada to oczywistość, zaufanie jest wadą, natomiast jakiekolwiek nieposłuszeństwo karane jest śmiercią. Druga wydaje się z całkiem innej bajki czyli piękna kobieta, będąca w samym środku intryg, ale czy ich świadoma mimo tego, iż jest córką dyrektora FBI? Zaczyna robić się więc jeszcze ciekawiej niż przed momentem, a to dopiero wstęp do historii gdzie rzadko czego można być pewnym, poza tym, że prawda ma niejedno oblicze, a miłość potrafi pokonać niejedną przeszkodę, ale czy także zło, wychodzące spod ręki tym, którym najbardziej ufa się. Jeśli lubicie kontrastowe wątki, szybką akcję, niespodziewane zwroty oraz mocną kreską zarysowane postacie to „Forced” będzie lekturą, z którą spędzicie doskonale czas. W tej historii nie ma miejsca na nudę, za to jest opowieść o ludziach wchodzących w relacje rzucających wyzwaniu wszystkiemu, co było dla nich do tej pory oczywiste. To również motyw nieoczekiwanego stawianie przez bohaterów czoła własnej tożsamości, pragnieniom i odpowiadaniu na pytanie kim tak naprawdę jesteśmy i czego tak naprawdę chcemy od życia. Autorka łączy sferę prywatną z politycznymi rozgrywkami na szczytach władzy, czytelnicy stają się obserwatorami szarady, gdzie ludzie są jedynie pionkami w rękach polityków, chociaż czy i oni nie są czyimiś marionetkami? 


                                                  Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:

Autorce - Monice Magoskiej-Suchar
oraz
 

wtorek, 16 czerwca 2026

Ukryta prawda

„Ukryta natura”

Nora Roberts

 

Czasem by pokonać własne demony trzeba się zmierzyć z cudzymi. Kiedy wychodzi się ze strefy komfortu to, czego baliśmy się bywa, że okazuje się mniej groźne, łatwiejsze w przezwyciężeniu. Jednak należy pamiętać by być czujnym, bo łatwo nasz lęk wykorzystać przeciw nam, ale to również może być nasza broń…

 

Kilka sekund niekiedy dużo zmienia w życiu. Sloane doświadczyła tego niedawno i teraz wie jak ono jest cenne oraz jak niewiele potrzeba by je stracić. W gronie bliskich dochodzi do zdrowia, powoli, krok za krokiem zamiast szybko. Odpoczynek dla kogoś tak aktywnego nie jest łatwy, jak się okazuje ma swoje plusy. Spokojna okolica i znajome twarzy dają poczucie bezpieczeństwa, w końcu to małe miasto, gdzie nic nie dzieje się. Poza jednym, znika młoda kobieta i okazuje się, że to nie pierwszy taki przypadek. Sloane patrzy na tę sprawę trochę inaczej nie większość, z racji bycia policjantką zaczyna się interesować tą sprawą. Wystarczy skrawek informacji, coś niepokojącego, co dostrzegamy i zapamiętujemy, nie z jakiegoś konkretnego powodu, ale intuicja wychwytuje niepokojące sygnały. Właśnie tego doświadcza kobieta i gromadzi tropy. Pomaga jej sąsiad i rodzina, wychwytują niepokojący wzór. Czy to możliwe, że tak urokliwe miejsce ma inne oblicze? Tu nikt nie spodziewa się zagrożenia, a przecież wystarczy chwila by ktoś odebrał nam to, co najcenniejsze. Co kryje się w sercu gór i czy da się odkryć prawdę nim będzie za późno?

 

Dwie bohaterki, jedna na pierwszym planie, druga nieco z tyłu. Codzienność, małe miasteczko, zwykłe troski i radość z mniejszych i większych rzeczy. Nic nadzwyczajnego, ale otula czytelników dobrymi emocjami, wywołującymi uśmiech na twarzy. Gdzieś obok, niedaleko dochodzi do niepokojącego zdarzenia, jednego, drugiego, trzeciego. Piękne krajobrazy, raj dla turystów spragnionych ciszy i spokoju oraz kogoś, kto wykorzystuje to oddalenie od wielkomiejskich skupisk do swoich planów, dalekich od sielankowej rekreacji. „Ukryta natura” to tytuł doskonale oddający fabułę, odnoszący się do kilku wątków i za każdym razem trafiający w sedno. Motyw thrillera nie jest na pierwszym planie, ale nie stanowi dodatku, widoczny jest raz mocniej, raz bywa cieniem, czasem pojawia się między wierszami bądź na chwilę, by za moment odgrywać główną rolę. Zaraz potem znowu usuwa się na bok, lecz nie znika. Nora Roberts nie czyni z dochodzenia osi akcji, to jedna z jej sił napędowych, nieodłącznie splecionych z warstwą obyczajową. Na naszych oczach zazębia się spokojny świat miejscowości turystycznej, z mroczną stroną ludzkiego umysłu. Coś nie daje spokoju, ktoś zaczyna łączyć z pozoru niepowiązane z sobą informacje, ale życie toczy się dalej, pojawiają się nowe znajomości i uczucia, zmieniają się pory roku, jednak śledztwo trwa. Tropy są sprawdzane, brane pod przysłowiową lupę, przecież nic nie dzieje się bez przyczyny, a od tego krok do schematu. Widzimy jak wiele da się ukryć przed innymi i równocześnie jak dużo nie dostrzegamy, chociaż mamy to prawie na wyciagnięcie ręki. Pisarka pokazuje również co znaczy rodzina i dom, także pojmowane w wypaczony sposób i znowu zauważamy prawdę schowaną pod pozorami.

niedziela, 14 czerwca 2026

Misja: Tartar

„Ja, potępiona”

Katarzyna Berenika Miszczuk

 

Sploty okoliczności bywają zaskakujące i całkowicie zmieniające to, czego raczej zmieniać nie chce się. No cóż zapobiec im trudno, a czasem bywa to wręcz niemożliwe. Wystarczy jedno małe nieporozumienie albo brak informacji i dokonuje się nieoczekiwana zmiana. Pogodzić się z sytuacją czy próbować odwrócić sytuację? Jeśli jedno i drugie jest niemożliwe to trzeba znaleźć trzecie wyjście, a gdy go nie ma? Nie pozostaje nic innego jak poruszyć niebo oraz piekło i je znaleźć!

 

Diablica, anielica i … potępiona. Jak na jednego człowieka to trochę dużo, nawet można by rzec, że dużo za dużo. Jednak jest małe, nie takie małe, „ale” i ma na imię Wiktoria. To już powinno wiele powiedzieć lub przynajmniej dać do myślenia, kto był zamieszany w taki obrót spraw czy to naprawdę za wiele. Niebo i piekło było do zniesienia albo nawet więcej niż to, lecz Tartar jest punktem na niecodziennej mapie peregrynacji śmiertelniczki z pewną iskrą nie do przyjęcia. Co jak co, ale tu są potrzebne zdecydowane kroki czyli ucieczka, tyle, że nikt nie uciekł z tego miejsca. Tak, to nie był dobrowolna podróż, trzeba więc być znowu tą, która wyznaczy nowy szlak. Zaprzyjaźnione diabły, aniołowie również, powinni być pomocni w tym temacie, lecz czy będą? Pytanie może powinno być brzmieć co z tego wyniknie, zwłaszcza, iż Tartar to adres obecnego zamieszkania między innymi Nerona, Stalina i Elżbiety Batory. Towarzystwo bardzo mocno kontrowersyjne, a upływ czasu wcale nie podziałał na ich charaktery, i co więcej mordercze zapędy, łagodząco czyli łatwo już było. Pozostaje więc działanie niestandardowe, pomoc Beletha byłaby co najmniej wskazana, ale gdzie on się podziewa? Sprawę należy załatwić po swojemu i trzymać kciuki za powodzenie, gdyż Wiktoria zdążyła podpaść pewnej krwiożerczej damie i chyba nie jedynie jej.

 

Piekło już było, w niebie zamieszanie zrobione, cóż więc pozostało? Tartar pozostał, a główną rolę odgrywa Wiktoria, bohaterka o wielu przymiotach i talentowi do wpadania w kłopoty, za sprawą własnych i diabelskich wpadek. Nowa odsłona perypetii śmiertelniczki i jej diabelskich oraz anielskich znajomych. Podobno gdzie diabeł i jak wiemy już anioł nie mogą sprawić zamieszania tam pojawia się bohaterka spod pióra Katarzyna Bereniki Miszczuk. Tu nie ma miejsca na spokój, chociaż refleksje pojawiają się, lecz dominuje akcja i reakcja, a gdzieś w tle, między wierszami coś o wiele potężniejszego. Doskonała zabawa gwarantowana, dialogom daleko do nudy, a czarny humor jak najbardziej obecny, tak samo jak i ten sytuacyjny. Oprócz głównej bohaterki mamy również całą plejadę postaci, wcale nie anonimowych, ale ich przedstawienie z nowej perspektywy okazuje się naprawdę kreatywne. Zresztą trzeci tom to prawdziwa „jazda bez trzymanki”, tu nie ma czegoś takiego jak „nie da się” i „ nie można”. Owszem da się i można, Katarzyna Miszczuk pokazuje, że nawet niebo i piekło nie są granicą, pozostaje teraźniejsza destynacja bohaterów, ta okazuje się równie intrygująca i daleko jej do tego, czego moglibyśmy przypuszczać. W „Ja, potępiona” nie ma przewidywalności, rozrywka i owszem oraz pewna łamigłówka do rozwiązania, od niej wiele zależy i tu pisarka rzuca wszystkim niezłą zagwozdkę. Czy zostanie rozwiązana? Z pewnością nie jest tak oczywista jak by się wydawało i widać to w fabule, lecz oczywiście na pierwszym miejscu zgodnie z tytułem jest postać skupiająca na siebie uwagę wszystkich i z tej roli nie wychodzi ani na moment. Jak czyta się tę lekturę? Szybko, chociaż chce się wydłużyć, lecz pojawia się nieustannie pytanie „co jeszcze wydarzy się?”, ze śmiechem i bez zbędnych przerw.


                                 Za możliwość przeczytania książki

 dziękuję:
 

piątek, 12 czerwca 2026

Od śmierci do życia

Nowość:

„Nocticadia”

Keri Lake

 

Motywy działania są różne, czasem wynikają z osobistych doświadczeń, tak tych dobrych jak i złych, a niekiedy wynikają z ambicji lub chęci udowodnienia jak bardzo mylono się. Nie wszystkie cele zostają osiągnięte, te ,które zostają urzeczywistnione mają niejedną zakulisową historię w sobie. To właśnie one, najczęściej niewidoczne, kryją to, co najważniejsze…

 

Szansa na zdobycie tego, czego się pragnie nie pojawia raz za razem. Lilia o tym wie i tak samo zdaje sobie sprawę, co oznacza studiowanie na prestiżowej uczelni. Mroczna sława uniwersytetu nie przeraża jej, wprost przeciwnie, bo przecież liczy się nauka. Swoją cegiełkę  do jednego i drugie czyli mroku i sławy dokłada Devryck Bramwell, genialny naukowiec i wykładowca. Tych dwoje mogłoby być prawdziwą mieszanką wybuchową, ale dzieli ich zbyt wiele, chociaż dla bardzo zdeterminowanej osoby to nie przeszkoda nie do pokonania, a świeżo upieczona studentka z pewnością nią jest. Co napędza jego i ją? Sekrety, którymi nie dzielą się z innymi, raczej nikt by ich nie zrozumiał. Śmierć to dla nich nie koniec, a początek i wbrew plotkom pragną ją wykorzystać dla życia. Sprzeczność? Oni dostrzegają to od czego inni odwracają głowę, lecz powinni pamiętać, że rzadko kto lubi gdy ktoś za bardzo zbliża się do tajemnic, zwłaszcza tych dobrze chronionych i bardzo niewygodnych. Jaką cenę zapłacą za swoje pragnienia? Niekiedy tylko zło złem można zwalczyć, oczywiście nie za darmo…

 

Motyw mrocznej akademii ma niejedną książkową odsłonę, z mniej lub bardziej widoczną ciemnością. Oczywiście poza głównymi elementami liczy się również klimat oraz bohaterowie, w końcu to oni są na pierwszym planie. Drugi plan też powinien mieć odpowiednie barwy, w końcu wszystko musi z sobą współgrać. Dodajmy do tego okładkę, jaka powinna zapowiadać, lecz nie zdradzać, co będzie działo się w książce. Podobnie jest z opisem, najlepiej, gdy intryguje i kusi, lecz nie ujawnia zbyt wiele. Brzmi skomplikowanie, lecz Keri Lake poradziła sobie z tym doskonale, połączyła w znanym motywie własne pomysły tak, by tworzyły nie tylko spójną całość, lecz wciągały czytelnika zaskakując rozwojem wydarzeń i to nie w jednym fragmencie. Napięcie jest stopniowania, podobnie jest również z pojawianiem się tajemnic, one nie pojawiają się od razu w dużej ilości, ale jedna prowadzi do drugiej, ta do kolejnej, wprost czujemy, że to jeszcze nie wszystko. Jednak to, co przed nami stanowi zagadkę lub raczej cały ich ciąg, natomiast odpowiedzi na pytania, zadane i te pojawiające się między wierszami pojawiają się w odpowiednich momentach czyli niespodziewania dla nas i rzucające nową perspektywę na to, co już nam wiadomo. Mrok i gotyckość podkreśla kontrast, jaki odkrywamy podczas czytania i naturalnie mający związek z fabułą. W „Nocticadii” nic i nikt nie pojawia się przypadkowo, jednorazowo, bez związku. W tej opowieści wszystko ma znaczenie, nawet jeśli wydaje się jedynie elementem drugo czy trzecioplanowym. Nie da się nie zauważyć ekspresyjności i wyraźnej nuty dramatyzmu, nie jest to przesada, są przemyślane i odgrywają swoją rolę w podkreśleniu okoliczności oraz bohaterów. Ci wpisują się w ramy motywu i równocześnie poszerzają ją, bo jak najbardziej pozostają w kanonie, lecz jak zawsze szczegóły wyróżniają ich sylwetki, lecz pozostają integralną części całej historii. „Nocticadia” ma swoją objętość, ale to wynik braku skrótów i nie pójście na ustępstwa ze strony Keri Lake, ale również pozwolenie na wybrzmienie pewnych fragmentów oraz oddaniu głosu postaciom, przeszłości i teraźniejszości, będącej jej pokłosiem i równocześnie szansą na nowy rozdział.


                                        Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:

niedziela, 7 czerwca 2026

Znaczenie snów

Nowość:

„Klątwa snów”

Rebecca Ross

 

Sen nie zawsze przynosi ulgę. Niekiedy wraz z nim przychodzą koszmary, nie każdy potrafi sam je pokonać. Pomocni bywają wówczas ci, którzy wiedzą jak je pokonać. Jednak tam gdzie działa klątwa nie tak łatwo je zwyciężyć, wymaga to wiedzy oraz odwagi. Jednak czasem okazuje się, że za sennymi zmorami stoi wiele więcej niż można by się spodziewać…

 

Przyszłość była na wyciągnięcie ręki, znana i oczekiwana, ciekawa, wśród życzliwych ludzi. Jednak nieoczekiwani goście niszczą obraz, jaki Clementine uważała za rzeczywisty. Nowoprzybyli mają ten sam zawód co ona i jej ojciec, co wykorzystują w najmniej dogodnym momencie. Zamiast spełnienia marzeń dziewczyna wraz z ojcem musi opuścić dom oraz przyjaciół. Takie wydarzenie nie przechodzi bez echa i wymaga odpowiedniej odpowiedzi. Czy ktoś podejrzewa do czego jest zdolna młoda magiczka? Z pewności jej najbliżsi nie przewidzieli do czego jest zdolna. Zemsta. Jedno słowo, jakie przyniesie z sobą dużo więcej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Wymaga to niełatwego sojuszu, ale kto powiedział, że cel nie uświęca środków? Clementine rzuca na szalę naprawdę dużo i okazuje się, iż ta decyzja wiąże się ze skutkami sięgającymi dużo dalej i głębiej. Dawna klątwa przypomina o skrywanych sekretach oraz powiązaniach, które do tej pory pozostawały zapomniane, ale czy na pewno? Jaką rolę odegrają w niej młodzi magowie i jednocześnie wrogowie? Uratowanie królestwa wymaga poświęceń tylko czy to wystarczy?

 

Magia, sekrety, zemsta i klątwa. Cztery motywy, każdy interesujący, razem mogą być podstawą do historii, jaka nas bardzo szybko wciągnie, takiej z rodzaju niech trwa jak najdłużej, ale jednocześnie ogromnie ciekawi jesteśmy jej finału. Rebecca Ross dodała jeszcze do tego element – sny, to one są spoiwem dla wątków, lecz również stanowią jedną z sił napędowych akcji. Ta rozgrywa się w plastycznie oddanych plenerach, łatwych do wyobrażenia dzięki szczegółom. Drugi plan wciąż nim pozostaje, lecz na takim tle sylwetki bohaterów nabierają wymiarowości, są osadzone w konkretnych miejscach, mających do odegrania konkretną rolę. Rebecca Ross buduje fabułę w świecie z przeszłością i jej tajemnicami oraz teraźniejszością, gdzie dopiero wraz z postaciami odkrywamy, jakie znaczenie ma jedno i drugie. Oczywiście to nie wszystkie wątki, nowe pojawiają wraz z kolejnymi rozdziałami, jednocześnie coraz lepiej poznajemy bohaterów albo to, co chcą nam o sobie zdradzić. „Klątwa snów” to także zręczna utkana sieć intryg i iluzji oraz tytułowe przekleństwo, jakie jest jego znaczenie również ukryte jest historii, jaka na naszych oczach ewoluuje i obejmuje coraz to nowe osoby. Warto mieć na uwadze detale, one bywają częścią punktów zwrotnych, bo tych jest kilka i są tak usytuowane, byśmy rzeczywiście byli zaskoczeni, a nasz punkt widzenia zostaje podważony. Rebecca Ross mistrzowska wiąże czas, osoby i miejsca, nic nie jest bez znaczenia, wszyscy mają swój udział w opowieści, wpierw zdającej się nam trochę przewidywalne, lecz szybko rewidujemy tę opinię i do samego końca potrafiącą utrzymać uwagę czytających. 


                                            Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:

piątek, 5 czerwca 2026

Diabelska ruletka

Nowość:

„Enchantra”

Kaylie Smith

 

Niektóre zaproszenia bywają zwodnicze i należałoby się więcej nawet niż dwa razy zastanowić czy je przyjąć. Kiedy się już z niego skorzysta nie ma odwrotu, krok wstecz oznacza porażkę, a ta ma swoją cenę. Pozostaje więc jedynie pójść do przodu i przyjąć każdą pomoc, chociaż może ona przyjąć niekonwencjonalną formę, a jaki będzie jej koszt końcowy to dopiero okaże się. No i pamiętać, że zaufanie jest cenne i bywa nadużywane w najmniej spodziewanych chwilach.

 

Sprawy w ogóle nie potoczyły się tak jak panna Grimm planowała. Może raczej powinno się stwierdzić miała nadzieję, że się potoczą całkowicie inaczej. Zamiast ciepłego przyjęcia w luksusowej rezydencji jest powitanie więcej niż chłodne, a pałac jest jak się patrzy tyle, że przeklęty, dosłownie, nie w przenośni. Wysiłki syna gospodarza by zniechęcić gościa do wejścia w progi rodowej siedziby na nic się zdają, bo determinacja Genevieve jest duża. Zanim zrozumie ona jak wielki błąd popełniła staje się uczestnikiem, chociaż raczej czuje się pionkiem, wyrafinowanej i brutalnej gry. D      osłownie i bez przenośni. Rodzinna klątwa dosięga każdego, kto zawita do Enchantry i jedynie co pozostaje to wziąć udział w tej rozgrywce. Kardynalna zasada to bądź zwycięzcą lub giń, prosta czyż nie? Czy uda się przetrwać pannie Grimm w takim otoczeniu bez pomocy? Powinna już wiedzieć, iż rzadko kiedy cokolwiek jest za darmo, a z pewnością nie w takim miejsca gdzie znalazła się. Propozycja Rowina okazuje się czymś, czego nie spodziewała się, ale w takim miejscu należy się dwa razy zastanowić się nad każdą propozycją, zwłaszcza gdy trzeba będzie stworzyć iluzję relacji, jakiej się nie chce i udawać uczucie. Jednak czego nie robi się by przetrwać i co ważniejsze przeżyć?

 

Diabelska ruletka. Słowa nie na wyrost i kryjące w sobie naprawdę dużo znaków zapytania i jeden pewnik – niebezpieczeństwo na każdym kroku, tak samo jak i tytułowa „Enchantra”, rezydencja pełna tajemnic i zagrożeń. W tej książce jest mrok, rozświetlany nie światełkiem nadziei, lecz nadchodzącego zła. A jednak jest w tym wszystkim niezaprzeczalny urok, z gatunku tych, jakim trudno się oprzeć lub raczej chcemy mu ulec. W tej historii nie ma prostych odpowiedzi, a pytania często nie są na głos niewypowiedziane, lecz podążają za postaciami i siłą rzeczy za czytelnikami. Niesamowita gra, w której przegrana jest nadzwyczaj dotkliwa, lecz wygrana ma w sobie więcej mroku niż postronni mogą przypuszczać. Kaylie Smith zaprasza czytelników do lektury gdzie spotyka się wiele motywów, każdy z nich może być samodzielną podstawą dla książki, ale połączone w jednej powieści dają prawdziwą mieszankę wybuchową. Magia i mrok, iluzje i oszustwo, uczucie i zdrady oraz nieustające intrygi, podbijające stawkę w fascynującej szaradzie. Dorzućmy do tego psychologiczne zagrywki, skomplikowane relacje rodzinne i otrzymamy „Enchantrę” w pełnej krasie czyli książkową femme fatale wciągającą nas do świata gdzie granica pomiędzy prawdą i kłamstwem jest niewyobrażalnie cienka, każdy może okazać się wrogiem, a pomoc niekiedy nadchodzi z najmniej spodziewanej strony. W takiej opowieści bohaterowie mają postawioną wysoko poprzeczkę, jednocześnie są integralną częścią tła, natomiast z drugiej nie brak im wyrazistości, zapadają w pamięć oraz zaskakują swoim postępowaniem. Każdy z nich ma w sobie sekret i trudno zgadnąć jak zachowają się za chwilę, zwłaszcza, iż ich dom to miejsce gdzie dzieje się wiele i wcale nie tak rzadko staje się piekłem, wcale nie w przenośni… Kto zwycięży, kto przegra, jaka będzie cena za jedno i drugie?

 

                                              Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:




wtorek, 2 czerwca 2026

Czas kłamstwa, czas prawdy

Nowość:

„Intrygujący mafiozo. 

Część 2”

Nadia Grim

 

Prawda wymaga siły by ją udźwignąć. Czasem także poświęcenia tego, co najcenniejsze. Nie każdy jest na to gotowy, bo to oznacza samotność i życie ze świadomością ile się utraciło. Podjęcie takiego ryzyka i jednoczesne liczenie na coś, co wydaje się niemożliwe, jest rosyjską ruletką, ale los bywa nie tylko okrutny, niektórych nagradza za brawurę…

 

Przysięga małżeńska bywa niekiedy okrutnym żartem, a jej słowa niosą z sobą ciężar, z których czasem nie zdaje sobie człowiek sprawy do momentu, gdy nabierają realnego znaczenia. Związek Mii i Ettore daleki jest od tego, co wyobrażała sobie kiedyś ona i do czego przyzwyczajony był on. Tych dwoje nie lubi słowa kompromis, zresztą wciąż na wiele spraw patrzą z całkowicie odmiennych punktów widzenia. Miłość jest dla nich wyzwaniem, a okoliczności nie ułatwiają im wspólnego życia. Czas próby dla ich związku tym razem będzie o wiele trudniejszy niż przypuszczają, chociaż wydawało się, że wreszcie są na dobrej drodze by być naprawdę z sobą szczęśliwi. Jednak czy to możliwe jeśli wciąż mają przed sobą tajemnicę i tak dużo przed sobą ukrywają? Popełniają stare błędy czy może na nowych nauczą się w końcu ile znaczy szczerość i jak cenne jest zaufanie? Prawda bywa ostatnią deską ratunku gdy straciło się już zbyt dużo.

 

W to małżeństwo na początku nie wierzył nikt. Jednak wydawało się, że to, co najgorsze już za Mią i Ettore. Jak mocno mylili się? Drugi tom historii o dwojgu ludzi, jakich różniło wszystko poza uczuciem, wymykającym się jakiejkolwiek logice, zasadom i przede wszystkim wartościom, jakie wyznawali. Ile warta będzie ich przysięga w świecie gdzie niebezpieczeństwo to codzienność, a emocje uważa się za słabość? Nadia Grim pokazuje dalsze losy bohaterów, jacy już zdążyli rzucić wyzwanie wszystkim i wszystkiemu wokół siebie, a najbardziej samym sobie. To nie jest prosta opowieść, bo i postacie mają skomplikowane życiorysy i charaktery, do tego różnica wieku i całkowicie inne doświadczenia. Autorka nie boi się pokazać trudnych momentów, błędów w postępowaniu oraz decyzji, jakich nie spodziewamy się i trudnych do zaakceptowania. „Intrygujący mafiozo. Część 2” jest po części doskonałym studium niełatwego kompromisu i wciąż dających o sobie znać przyzwyczajeń. Strona psychologiczna tej historii zmusza często do czytelników do wyjścia ze strofy komfortu, a postaciom daleko jest do sztampowych wyborów. Emocjonalny kierunek ma duży ciężar gatunkowy, mocny powiązany z tym kim są bohaterowie oraz drugim planem. Nadia Grim oddała w ręce czytelników książkę, w jakiej nie ma łatwych pytań, odpowiedzi zaskakują, a znany motyw zyskał nową, niebanalną i intrygującą odsłonę.

 

   Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję: