poniedziałek, 5 stycznia 2026

Morderca jest jednym z nas


„Grzesznicy wśród nas”

Sofia Rütback Eriksson

 

To, że nie spodziewamy się gdzieś zła wcale nie oznacza, iż nie go tam. Wprost przeciwnie, ono jest, ale po prostu nie zostało jeszcze dostrzeżone. Nikt nie wpadł na jego trop lub po prostu zatarto za nim ślad. Zbrodnia doskonała istnieje do momentu kiedy ktoś połączy niezwiązane wydawałoby się z sobą punkty lub po prostu tym razem ślad.

 

Śmierć to naturalna rzecz, chociaż nie zawsze ma takie przyczyny. Czasem okazuje się, że okoliczności wskazują na „pomoc” z zewnątrz, a to już skutkuje pojawieniem się policji. Nawet tak spokojne Glasviken może stać się miejscem zabójstwa, lecz odnalezienie tropów prowadzących do sprawcy nie jest łatwe albo raczej żadnych nie ma. Zbrodnia doskonała? Śledczy nie poddają się i zaczynają się przyglądać przeszłości ofiary, tej bliższej i dalszej. Gdzieś kryją się odpowiedź na pytania: kto i dlaczego, jedna prowadzi do drugiej. Jeszcze jeden problem pojawia się, kolejne zwłoki, co już podwyższa średnią przestępstw w Glasviken. Dwie osobne sprawy czy z sobą powiązane? Przypadek? Trudno w to uwierzyć, lecz jeśli nie to, co łączy oba zgony? Ktoś w miasteczku musiał coś widzieć, słyszeć, no i z pewnością sprawca jest wśród mieszkańców. Kim jest morderca i jak mu udało się swoje czyny dokonać nie stając się podejrzanym?

 

Spokojna miejscowość jak z pocztówki, dla turystów wypoczynkowy raj, a dla mieszkańców po prostu ich dom. W sezonie ruch, lecz zbytnio nie uprzykrzający egzystencji, natomiast reszta roku upływała bez większych ekscesów. Morderstwo w Glasviken nikt nie widział, a już zaplanowane to w ogóle ewenement. Tym razem skandynawski kryminał, w jakim dominuje słońce, błękitne niebo i małomiasteczkowość czyli nic co zapowiada się intrygująco. No cóż daliście się zwieść tej sielance i nie zauważyliście tytułowych grzeszników? Nic dziwnego, gdyż Sofia Rütback Eriksson doskonale wplotła wątek kryminalny w kilka innych i chociaż śledztwo jest na pierwszym planie to pozostałe są tuż za nim, czasem nawet wychodząc na prowadzenie. Warstwa po warstwie lub bardziej historia ludzka po historii ludzkiej odkrywamy wraz bohaterami co kryje się za sielankowym obrazkiem. „Grzesznicy wśród nas” to jak najbardziej kryminał, ale równocześnie studium wpływu przeszłości na teraźniejszość oraz odpowiedzialności za czyny i poczucia zadośćuczynienia krzywdom przez wymierzenie sprawiedliwej kary. Autorka sięga głęboko w lokalną społeczność, jej dzieje i dziedzictwo. Jednak podczas lektury czytelnicy przekonują się, iż autorka świetnie operują pozorami i często nie dostrzegamy tkwiących w niej haczyków, jakie nabierają znaczenia w odpowiednich momentach i dopiero wówczas widzimy ich znaczenie. Nieoczywistość wiedzie prym w tej kryminalnej opowieści, jaka tylko na pierwszy rzut oka zdaje się bć oczywista i przewidywalna.

  

                                              Za możliwość przeczytania 

książki 

dziękuję:



piątek, 2 stycznia 2026

Dziedzictwo

Nowość:

„Rakel”

Satu Rämö

 

Mrok nie zawsze musi być widoczny, czasem jest „tylko” lub raczej „aż” odczuwalny. Tak samo jest ze złem, nie zawsze widzianym, lecz pozostawiającym po sobie ślady. Niekiedy są one odkrywane po latach, przypadkiem. Wówczas nadchodzi czas naprawdę. Nie ma zbrodni doskonałej, bywają nieodkryte…

 

Spokój bywa często zwodniczy i usypia czujność. Hildur Rúnarsdóttir ceni sobie życie, jakie prowadzi, tak osobiste oraz zawodowe. Ostatnio wszystko toczyło się bez niespodzianek i nagłych wstrząsów. Dar, dzielony z pokoleniami kobiet w swojej rodzinie nie dawał o sobie ostatnio znać. Pojawiający się niepokój okazuje się wstępem do kolejnych wydarzeń, które jedynie początkowo zdają się być odrębnymi incydentami. Nic nie dzieje się bez przyczyny i Hildur doskonale zdaje sobie z tego sprawę, lecz nawet ona nie przypuszcza, iż czeka na nią wejście w przeszłość. Jej matka miała niejeden sekret, a rozmowa ze starą przyjaciółką rzuca trochę światła na nie. Nie zawsze sprawiedliwość jest taka, jaką chciałaby ją widzieć. Lecz niekiedy nawet namiastka daje poczucie, iż dobrze wykonuje się swój zawód, zwłaszcza, gdy nie da się już zmienić tego, co było, ale można pomóc zmienić przyszłość osoby poszkodowanej, która jest poza systemem. Pytanie tylko czy do kogoś, kto tego nie chce również powinno wyciągnąć się pomocną dłoń?

 

Skandynawski kryminał kojarzy się najczęściej z mrokiem, chłodem, surowy krajobrazem, nawet jeśli dzieje się w mieście. A gdyby tak „ocieplić” nieco klimat, dodać światła, złagodzić kontury tła? Klimat nordic noir wciąż jest odczuwany, może mniej widoczny, chociaż islandzkie Fiordy Zachodnie nadal pozostają sobą, ich surowości nie da się ukryć”. Satu Rämö jednocześnie pozostaje w nurcie gatunku i buduje swoją niszę w nim. Cykl o detektyw Hildur Rúnarsdóttir ma w sobie wszystkie cechy gatunkowe i pokazuje jego inne oblicze i w „Rakel” dostrzega się to znowu. Z jednej strony śledztwo, z drugiej przeszłość, kilka odrębnych wątków, połączonych osobą głównej bohaterki, jednak to pozory. Autorka mistrzowska je prowadzi by w końcu je spleść, ale to połączenie nie jest oczywiste i od razu widoczne. To byłoby zbyt proste i oczywiste, zamiast tego czytelnik otrzymuje historię wielowarstwową, z tajemnicami rodzinnymi, niedopowiedzeniami oraz sprawiedliwością, nie taką jedynie mieszczącą się w granicach prawa, lecz przede wszystkim rzeczywistą, daleką od schematu do jakiego przywykliśmy. Satu Rämö łączy realność, intuicję i pierwiastek dziedzictwa pokoleniowego z rasowym kryminałem, mocno osadzonym w północnej atmosferze.

 

                                                Za możliwość przeczytania 

książki 

dziękuję: