Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Hype. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. Hype. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 sierpnia 2026

Rzymska szansa

Nowość:

„In Your Dreams. 

W twoich marzeniach”

Sarah Adams

 

Czasem droga do zdobycia tego, czego się pragnie jest bardziej wyboista niż się wydawało. Zamiast dumy i oklasków czeka rozczarowanie i pojawia się pytanie czy było warto w ogóle na nią wejść. Poddać się czy też zrobić krok w tył i znowu spróbować?

 

Ta decyzja była katastrofą, przynajmniej tak ją widzi Madison. Nowy Jork zamiast sukcesu przyniósł jej zawiedzione nadzieje, a pewność siebie została mocno nadszarpnięta. Czy więc powinna skorzystać z niespodziewanej propozycji i to z rodzinnego miasta, z jakiego wyjechała z zamiarem pokazania na co ją stać? Szef kuchni nowej restauracji brzmi dumnie, tyle, że to Rzym w stanie Kentucky… Nie brzmi zachęcająco i optymistycznie dla dziewczyny, która chciała podbić Wielkie Jabłko od kulinarnej strony. Jednak oferta pracy na takim stanowisku może warta jest rozważenia, tyle, że ma pewien haczyk. Dokładnie nazywa się on James Huxley, farmer, przyjaciel brata i chociaż znają się od zawsze jakoś nigdy nie było im po drodze. Rzucić metropolię i znowu postawić wszystko na jedną kartę? W sumie i tak to, co najgorsze i tak już się wydarzyło, a jedna katastrofa więcej chyba nie zrobi różnicy? No cóż okazuje się, że James ma swoje powody by Madison wróciła i poprowadziła restaurację. Tak jak i ona skrywa pewne tajemnice, a za maską mężczyzny, na którym polega większość jest człowiek noszący na swoich barkach duży ciężar. Pozostaje coś jeszcze pomiędzy tą dwójką, co zaczynają dostrzegać, ale pojawienie się młodszego brata nie do końca wróży dobrze rozwijającemu się uczuciu…

 

Kobieta chaos i mężczyzna skała. Ogień i spokojna woda, znają się od lat i tak samo długo wbijają sobie szpileczki. Czy coś może zmienić się w takim układzie, gdzie już nic i nikogo nie powinno zaskoczyć? Sarah Adams wskazuje jak wiele o sobie nie wiemy, jeszcze więcej ukrywamy pod maskami i ile sobie dusimy by nie pokazać innym, nawet najbliższym, co nas zraniło. Pozostają jeszcze uczucia, z których nie zdawano sobie sprawy, bo czasem też trzeba wyjechać by odnaleźć to, czego szukamy od lat. No i nie zapominajmy o marzeniach, jakie zdają się być na wyciagnięcie ręki, a później jakoś droga do nich staje się wyboista, pojawia się zniechęcenie, swoją cegiełkę dorzucają przeciwności i pojawia się pytanie czy warto gonić za nimi? Brzmi równocześnie prosto i jakoś tak nie do końca optymistycznie, ale to jedynie pozory, bo szybko przekonujemy się, że historia Madison i Jamesa, dwojga ludzi różniących się wydawałoby się od siebie wszystkim, od podejścia do życia, poprzez zdawałoby się priorytety to dużo więcej. Na prostej kanwie opisany jest cały wachlarz relacji, nie tylko tych romantycznych, lecz i rodzinnych oraz przyjacielskich, tak naprawdę dostajemy spójną i pełną opowieść o dwojgu ludzi, ich przeszłości i teraźniejszości będącej jej wynikiem oraz wszystkim co ich doprowadziło do tego właśnie momentu. Oczywiście jest miłość, taka trochę po przejściach, dojrzalsza niż moglibyśmy się spodziewać, nie krzycząca o tym, że się pojawiła, chociaż wcale nie jest spokojna. „In Your Dreams. W twoich marzeniach” to także pokazanie o jak wielu sprawach nie mówimy, najbliższym również, by ich nie martwić, dotrzymać obietnic albo by nie usłyszeć, iż dało się to przewidzieć. Autorka nie zawsze bezpośrednio, niekiedy pomiędzy wierszami, odsłania tę wrażliwą część bohaterów, trochę poranioną, gdzie zrodziły się marzenia i wciąż jest nadzieja na ich urzeczywistnienie.

 

                                       Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:

wtorek, 28 lipca 2026

Viral i jego skutki

Nowość:

„Świat jej oczami”

Kim Holden

 

Wyjście ze strefy komfortu, nawet jeśli do tego drugiego jej daleko, wcale nie jest takie proste. Wymaga wyłamania się ze schematu i pójście czasem na żywioł, a ten jak wiadomo bywa nieprzewidywalny. A co potem? No cóż za pierwszą niespodzianką pojawia się następna oraz jeszcze jedna i okazują się wcale nie być takie złe.

 

Kawa, głośna muzyka i sarkazm dalekie są od definicji rutyny, ale Sophie Wren stworzyła z nich bezpieczną przystań pozwalającą przeżyć mniejsze i większe katastrofy czyli koniec związku oraz brak uznania w pracy. To pierwsze da się jakoś przeżyć, natomiast kolejne bywa niezwykle frustrujące. Lekarstwo na to i całą resztę zna Lola, szalona siostra i zupełne przeciwieństwo. Wieczorne wyjście z nią brzmi jako dobra odskocznia, chociaż przekonanie do tego jest dość ograniczone. Okazuje się, że się właśnie te kilka godzin spędzone w barze przyniesie z sobą coś więcej niż ciekawe zdjęcia na instagram. Jedna z fotek zyskuje ogromną popularność, od tego już krok by bezpieczne życie zmieniło się diametralnie. Ever St. Clair przyciąga wzrok, przystojny muzyk jest kimś, o kim można tylko marzyć, przynajmniej tak sądzi Sophie, a jaka jest prawda? Czasem jedno złamanie dotychczasowych zasad przynosi z sobą całkiem nowy scenariusz na życie, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia więc kto powiedział, że nie da sięgnąć się po więcej? Świat zaskakuje gdy zamiast cienia wybiera się pierwszoplanową rolę i jeszcze zaprasza kogoś do duetu!

 

Znacie ten klimat letniego popołudnia, takiego kiedy temperatura jest w sam raz, wokoło nas chaos kontrolowany czyli nawet jak coś się dzieje to nie musimy interweniować, po prostu mamy czas dla siebie i cieszymy się nim? Taki nastrój daje nam „Świat jej oczami” i śmiało mogę powiedzieć, że będziemy to również czuć gdy za oknem zupełnie inna pora roku zawita lub nasz humor daleki będzie od letniej beztroski, a my sięgniemy po tę książkę. Dlaczego? Lekkie pióro Kim Holden, chociaż nie banalne to z pewnością jeden z powodów, drugim oczywiście może być główny wątek lub raczej wątki czyli życiowe zmiany, takie spod znaku zupełnie niespodziewanych oraz zespół muzyczny, trzecim sami bohaterowie, jakim kibicujemy od samego początku, chociaż jeszcze nie wiemy co dalej ich czeka. Kolejnym to sama historia, w jakiej nie brakuje humoru, lecz i poważniejszych tonów, współczesnych problemów i równocześnie tego, co z sobą niosą, wbrew pozorom pozytów również.  Autorka prowadzi fabułę tak, że czytając mamy przed oczami kolejne sceny, układające się w swoisty film. Taki, podczas oglądania jednocześnie odprężamy się, ale też kiełkują w nas pewne refleksje, gdyż wyczuwamy to, co nie jest powiedziane wprost, a po chwili dostajemy potwierdzenie, iż nie myliśmy się. Dorzućmy do tego jeszcze kilka tajemnic, dowcipnych dialogów, siostrzanej więzi, kontrastowych charakterów i dojrzewania do tego, by zaryzykować spełnienie swoich marzeń. Tak naprawdę to kilka opowieści, postacie wnoszą je do całości, tworząc nową, wspólną i jednocześnie swoją własną. „Świat jej oczami” nie ma jednej perspektywy, czytelnicy poznają bohaterów pod różnymi kątami, w momencie gdy dochodzi do zmian w ich życiu, chcianych, niechcianych, zaskakujących i prowadzących do czegoś zupełnie nowego. W tle jest humor, głęboki oddech przed skokiem w nieznane i niespodziewanie dobra zabawa oraz coś więcej, co pozostawało w sferze marzeń i właśnie nadarza się szansa by się urzeczywistniły.



                                        Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:

piątek, 12 czerwca 2026

Od śmierci do życia

Nowość:

„Nocticadia”

Keri Lake

 

Motywy działania są różne, czasem wynikają z osobistych doświadczeń, tak tych dobrych jak i złych, a niekiedy wynikają z ambicji lub chęci udowodnienia jak bardzo mylono się. Nie wszystkie cele zostają osiągnięte, te ,które zostają urzeczywistnione mają niejedną zakulisową historię w sobie. To właśnie one, najczęściej niewidoczne, kryją to, co najważniejsze…

 

Szansa na zdobycie tego, czego się pragnie nie pojawia raz za razem. Lilia o tym wie i tak samo zdaje sobie sprawę, co oznacza studiowanie na prestiżowej uczelni. Mroczna sława uniwersytetu nie przeraża jej, wprost przeciwnie, bo przecież liczy się nauka. Swoją cegiełkę  do jednego i drugie czyli mroku i sławy dokłada Devryck Bramwell, genialny naukowiec i wykładowca. Tych dwoje mogłoby być prawdziwą mieszanką wybuchową, ale dzieli ich zbyt wiele, chociaż dla bardzo zdeterminowanej osoby to nie przeszkoda nie do pokonania, a świeżo upieczona studentka z pewnością nią jest. Co napędza jego i ją? Sekrety, którymi nie dzielą się z innymi, raczej nikt by ich nie zrozumiał. Śmierć to dla nich nie koniec, a początek i wbrew plotkom pragną ją wykorzystać dla życia. Sprzeczność? Oni dostrzegają to od czego inni odwracają głowę, lecz powinni pamiętać, że rzadko kto lubi gdy ktoś za bardzo zbliża się do tajemnic, zwłaszcza tych dobrze chronionych i bardzo niewygodnych. Jaką cenę zapłacą za swoje pragnienia? Niekiedy tylko zło złem można zwalczyć, oczywiście nie za darmo…

 

Motyw mrocznej akademii ma niejedną książkową odsłonę, z mniej lub bardziej widoczną ciemnością. Oczywiście poza głównymi elementami liczy się również klimat oraz bohaterowie, w końcu to oni są na pierwszym planie. Drugi plan też powinien mieć odpowiednie barwy, w końcu wszystko musi z sobą współgrać. Dodajmy do tego okładkę, jaka powinna zapowiadać, lecz nie zdradzać, co będzie działo się w książce. Podobnie jest z opisem, najlepiej, gdy intryguje i kusi, lecz nie ujawnia zbyt wiele. Brzmi skomplikowanie, lecz Keri Lake poradziła sobie z tym doskonale, połączyła w znanym motywie własne pomysły tak, by tworzyły nie tylko spójną całość, lecz wciągały czytelnika zaskakując rozwojem wydarzeń i to nie w jednym fragmencie. Napięcie jest stopniowania, podobnie jest również z pojawianiem się tajemnic, one nie pojawiają się od razu w dużej ilości, ale jedna prowadzi do drugiej, ta do kolejnej, wprost czujemy, że to jeszcze nie wszystko. Jednak to, co przed nami stanowi zagadkę lub raczej cały ich ciąg, natomiast odpowiedzi na pytania, zadane i te pojawiające się między wierszami pojawiają się w odpowiednich momentach czyli niespodziewania dla nas i rzucające nową perspektywę na to, co już nam wiadomo. Mrok i gotyckość podkreśla kontrast, jaki odkrywamy podczas czytania i naturalnie mający związek z fabułą. W „Nocticadii” nic i nikt nie pojawia się przypadkowo, jednorazowo, bez związku. W tej opowieści wszystko ma znaczenie, nawet jeśli wydaje się jedynie elementem drugo czy trzecioplanowym. Nie da się nie zauważyć ekspresyjności i wyraźnej nuty dramatyzmu, nie jest to przesada, są przemyślane i odgrywają swoją rolę w podkreśleniu okoliczności oraz bohaterów. Ci wpisują się w ramy motywu i równocześnie poszerzają ją, bo jak najbardziej pozostają w kanonie, lecz jak zawsze szczegóły wyróżniają ich sylwetki, lecz pozostają integralną części całej historii. „Nocticadia” ma swoją objętość, ale to wynik braku skrótów i nie pójście na ustępstwa ze strony Keri Lake, ale również pozwolenie na wybrzmienie pewnych fragmentów oraz oddaniu głosu postaciom, przeszłości i teraźniejszości, będącej jej pokłosiem i równocześnie szansą na nowy rozdział.


                                        Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:

piątek, 5 czerwca 2026

Diabelska ruletka

Nowość:

„Enchantra”

Kaylie Smith

 

Niektóre zaproszenia bywają zwodnicze i należałoby się więcej nawet niż dwa razy zastanowić czy je przyjąć. Kiedy się już z niego skorzysta nie ma odwrotu, krok wstecz oznacza porażkę, a ta ma swoją cenę. Pozostaje więc jedynie pójść do przodu i przyjąć każdą pomoc, chociaż może ona przyjąć niekonwencjonalną formę, a jaki będzie jej koszt końcowy to dopiero okaże się. No i pamiętać, że zaufanie jest cenne i bywa nadużywane w najmniej spodziewanych chwilach.

 

Sprawy w ogóle nie potoczyły się tak jak panna Grimm planowała. Może raczej powinno się stwierdzić miała nadzieję, że się potoczą całkowicie inaczej. Zamiast ciepłego przyjęcia w luksusowej rezydencji jest powitanie więcej niż chłodne, a pałac jest jak się patrzy tyle, że przeklęty, dosłownie, nie w przenośni. Wysiłki syna gospodarza by zniechęcić gościa do wejścia w progi rodowej siedziby na nic się zdają, bo determinacja Genevieve jest duża. Zanim zrozumie ona jak wielki błąd popełniła staje się uczestnikiem, chociaż raczej czuje się pionkiem, wyrafinowanej i brutalnej gry. D      osłownie i bez przenośni. Rodzinna klątwa dosięga każdego, kto zawita do Enchantry i jedynie co pozostaje to wziąć udział w tej rozgrywce. Kardynalna zasada to bądź zwycięzcą lub giń, prosta czyż nie? Czy uda się przetrwać pannie Grimm w takim otoczeniu bez pomocy? Powinna już wiedzieć, iż rzadko kiedy cokolwiek jest za darmo, a z pewnością nie w takim miejsca gdzie znalazła się. Propozycja Rowina okazuje się czymś, czego nie spodziewała się, ale w takim miejscu należy się dwa razy zastanowić się nad każdą propozycją, zwłaszcza gdy trzeba będzie stworzyć iluzję relacji, jakiej się nie chce i udawać uczucie. Jednak czego nie robi się by przetrwać i co ważniejsze przeżyć?

 

Diabelska ruletka. Słowa nie na wyrost i kryjące w sobie naprawdę dużo znaków zapytania i jeden pewnik – niebezpieczeństwo na każdym kroku, tak samo jak i tytułowa „Enchantra”, rezydencja pełna tajemnic i zagrożeń. W tej książce jest mrok, rozświetlany nie światełkiem nadziei, lecz nadchodzącego zła. A jednak jest w tym wszystkim niezaprzeczalny urok, z gatunku tych, jakim trudno się oprzeć lub raczej chcemy mu ulec. W tej historii nie ma prostych odpowiedzi, a pytania często nie są na głos niewypowiedziane, lecz podążają za postaciami i siłą rzeczy za czytelnikami. Niesamowita gra, w której przegrana jest nadzwyczaj dotkliwa, lecz wygrana ma w sobie więcej mroku niż postronni mogą przypuszczać. Kaylie Smith zaprasza czytelników do lektury gdzie spotyka się wiele motywów, każdy z nich może być samodzielną podstawą dla książki, ale połączone w jednej powieści dają prawdziwą mieszankę wybuchową. Magia i mrok, iluzje i oszustwo, uczucie i zdrady oraz nieustające intrygi, podbijające stawkę w fascynującej szaradzie. Dorzućmy do tego psychologiczne zagrywki, skomplikowane relacje rodzinne i otrzymamy „Enchantrę” w pełnej krasie czyli książkową femme fatale wciągającą nas do świata gdzie granica pomiędzy prawdą i kłamstwem jest niewyobrażalnie cienka, każdy może okazać się wrogiem, a pomoc niekiedy nadchodzi z najmniej spodziewanej strony. W takiej opowieści bohaterowie mają postawioną wysoko poprzeczkę, jednocześnie są integralną częścią tła, natomiast z drugiej nie brak im wyrazistości, zapadają w pamięć oraz zaskakują swoim postępowaniem. Każdy z nich ma w sobie sekret i trudno zgadnąć jak zachowają się za chwilę, zwłaszcza, iż ich dom to miejsce gdzie dzieje się wiele i wcale nie tak rzadko staje się piekłem, wcale nie w przenośni… Kto zwycięży, kto przegra, jaka będzie cena za jedno i drugie?

 

                                              Za możliwość przeczytania książki

książki 

dziękuję:




poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Królewskie sekrety

Nowość:

„Wilczy Król”

Lauren Palphreyman

 

Kiedy wydaje się, że przed nami tylko jedna droga i to wcale nie przez nas wybrana los podsuwa inny kierunek. Niespodziewany, całkowicie inny i wymagający podjęcia szybkiej decyzji. Czy warto zaryzykować przyszłość, w jakiej wszystko jest już z góry wiadomo na coś całkowicie nieznanego?

 

Aurora jest piękna, mądra i doskonale wie, co to znaczy być córką króla. Doskonale zna cienie bycia na świeczniku, a do tego księżniczką. Wychowana w luksusie, ze służbą na zawołanie i jednocześnie wie, że jest kartą przetargową dla swego ojca. Zaaranżowany związek, w jakim będzie tylko pionkiem, jak do tej pory, bo ze zdaniem kobiet nikt nie liczy się. Co wydarzy się po jej porwaniu? Czy na północy, gdzie ludzie są barbarzyńcami może spotkać ją coś dobrego? A może wprost przeciwnie nadarza się okazja by zacząć piać całkiem nowy rozdział w życiu i to na własnych zasadach. Pytanie tylko czy komuś takiemu jak Aurora pozwolą na to, chociaż czy musi pytać o zgodę? Tamta noc przed jej ślubem zmieniała tak wiele, miała być jak as wyciągnięty z rękawa, lecz czy to jeszcze aktualne? Jej porywacz też okazuje się być nie do końca tym, za kogo go uważała. Za północną granicą intrygi i zwady polityczne wcale nie są czymś rzadkim, jednak na pierwszym miejscu jest zjednoczenie klanów. Jaką rolę odegra porwana księżniczka wśród tych, którzy są alfami? Jej rola miała by całkowicie inna, lecz uczuć nie da się tak łatwo oszukać jak myślała, zresztą ktoś jeszcze ma podobny dylemat. Czy dwóje tak różnych osób, do niedawna wrogów, zdoła pójść własną drogą i zdobyć to czego pragną, wbrew konfliktom wokół nich i zdradom?

 

Znacie tę szekspirowską aurę? Mroczną, niepokojącą, z dramatem czającym się za rogiem oraz już na wstępie ze skomplikowanymi emocjami i bezpardonową walką o władzę? Do tego dorzućmy aranżowany związek, pragnienie wolności oraz przede wszystkim niepokorną księżniczkę, mającą opanowaną dworską grę pozorów prawie do perfekcji. No i sam tytuł również nie jest bez znaczenia, ale na to przyjdzie odpowiedni moment, wcześniej niż później. "Wilczy Król" to ta kategoria lektur, w której jednocześnie chcemy poznać finał i nie chcemy by się skończyła. Na to drugie mamy prawie pięćset stron, a to pierwsze nadchodzi i tak w tym samym momencie, gdy głośno pytamy „kiedy drugi tom”? Co oznacza, że zaczniemy czytać odpowiednio wcześniej albo zarwaną noc mamy zagwarantowaną. Lauren Palphreyman zadbała by czytelnicy od razu poczuli klimat i już pierwsze strony dają przedsmak tego, co przed nami, ale okazuje się, iż dalej i głębiej czeka nas dużo więcej, natomiast zapowiedź zaostrza apetyt, jaki rośnie w miarę czytania i nie są to słowa na wyrost. Wątków przybywa, lecz są one tak poprowadzone by w pewnych punktach łączyły się, lecz wraz z odpowiedzią pojawiają się kolejne znaki zapytania. W tej opowieści nawet cisza coś znaczy, nie ma zapełniania przestrzeni nic nie wnoszącymi słowami, niuanse i tło dopełniają bohaterów i ich czyny. Jako drugi plan mamy surowy krajobraz kojarzący się nam z szkockimi pejzażami szkockich wyżyn, pełnych surowego piękna, ale i niedostępnych dla postronnych. Oczywiście nie brakuje wyrafinowanych intryg politycznych oraz zdrad i podstępów, w „Wilczym Królu” toczy się nieustanna gra oraz zmiana pozycji, to szachowa rozgrywka na mistrzowskim, gdzie pionkami są postacie. Jednak ich rola zaskakuje niejednokrotnie, bo władza wyzwala najgorsze i najlepsze cechy charakteru, słabi poddają się tym pierwszym, silni czerpią swoją moc z tych drugich, są i tacy, którzy wykorzystują jedno i drugie i zdają się być czarnym koniem w wyścigu po koronę. Jednak niektórzy potrafią uczyć się na błędach, swoich i cudzych…


                                     Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:





piątek, 21 listopada 2025

Las przeznaczenia

Nowość:

„Anathema”

Keri Lake

 

Pewnych granic nie przekracza się. Jednak czasem ich złamanie to jedyne wyjście, poza tym ostatecznym. Co czeka po drugiej stronie? Mity zawierają ziarno prawdy, a prawda bywa bardziej nierzeczywista niż legenda. Jedno tylko jest faktem, niezaprzeczalnym i od jakiego nie da się uciec: teraz wszystko zmieniło się i nigdy już nie będzie takie jak wcześniej.

 

Las nie bierze jeńców, przyjmuje tylko ofiary. O tym wie każdy, lecz niekiedy nie ma się wyboru i przekroczenie bramy z kości to jedyne co pozostaje. Maevyth została zmuszona do tego przez dramatyczną sytuację i zdaje sobie sprawę, że nie ma już dla nie odwrotu. To, co ją czeka zna z legend, nie zna nikogo, kto wróciłby z tamtego miejsca. Nie spodziewa się, że Zevander stanie się jej opiekunem. Dużo można by powiedzieć o tym mężczyźnie, ale jedno słowo wystarczy – zabójca, najlepszy z najlepszych. Dlaczego więc właśnie on ma zapewnić komuś takiemu jak ona bezpieczeństwo jeśli sam jest dla niej zagrożeniem? Pradawna przepowiednia wyraża się dosyć jasno, lecz nie ma w nic o dziewczynie, która nie zamierza ślepo podporządkować się komukolwiek. Czy uda się ocalić ją, kiedy prawie każdy czyha na jej kruche życie? Magia i morderczy zawód to wcale nie aż tak dużo w tym przypadku, zwłaszcza, iż Maevyth zdaje się nieustannie testować cierpliwość Zevandera i nie jedynie to. Tych dwoje to nie ogień i woda, lecz dwa płomienie mogące pochłonąć się nawzajem, czy są gotowi na to, co wydarzy się kiedy połączą siły?

 

Jakie to dobre? No cóż to ogromne niedopowiedzenie. „Anathema” ma w sobie wszystko i o wiele więcej czyli robi wrażenia już na wstępie, a później wzrasta. Mrocznie, gotycko, kontrastowo i tajemniczo, to tak w bardzo w skrócie, ale tak naprawdę każdy rozdział to część większej całości wyłaniającej się powoli jak z gęstej mgły. Jednak nie do końca, wciąż większość spowita jest nimbem sekretów i zagadek, granica pomiędzy rzeczywistością a legendą jest zatarta. W tej historii nic nie jest niemożliwe, kolejne strony udowadniają to z nawiązką, lecz nie w nadmiarze. Keri Lake wie jak połączyć mrok i światło, to drugie nie rozjaśnia, a jedynie podkreśla to pierwsze, pokazuje kształt, natomiast szczegóły pozostają w lekkim cieniu. Drugi plan jest nieodłączną częścią opowieści i chociaż się w nią wtapia to nie daje o sobie zapomnieć. Obojętnie czy jest monumentalnym zamczyskiem czy chatą w lesie dodaje niuansów głównym scenom oraz głębi.  Wyobraźnia autorki wykreowała świat, gdzie pomiędzy dobrem i złem nie ma wyraźnej linii, takiej jest pierwsze wrażenie, lecz gdy zagłębimy się w lekturę odkrywamy istotę jednego i drugiego oraz szary pas pogranicza, pokazujący jak niewiele brakuje by znaleźć się po jednej lub drugiej stronie. „Anathema” to również romans z rodzaju slow burn, jednak daleki od tego z czym kojarzymy ten gatunek. Bardziej akcent pada na burn i to jest odczuwalne. Emocje buzują, dają o sobie znać, trudno je ukryć i stale rosną. Pozostają jeszcze bohaterowie, jakich w proste ramy z pewnością nie włożymy, mający niejedną tajemnicę w zanadrzu, otoczeni znakami zapytania, będący chodzącą łamigłówką. Keri Lake nie boi się użyć grozy, z mroku wydobywa to, co w nim najciemniejsze, obdarza postacie temperamentem i buntowniczymi charakterami oraz pełną niedopowiedzeń przeszłością, burzliwą teraźniejszością, a co z przyszłością? W tej wydarzyć może się niejedno, lecz na pewno spokój będzie okupiony przez bohaterów walką, nie jedynie z wrogami, ale i samym sobą.

 


                                             Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję:


środa, 4 czerwca 2025

Oblicza marzeń

Nowość:

„Wariacja”

Rebecca Yarros

 



Na tym, co było opieramy swoją przyszłość, nawet, jeśli tego nie chcemy. Uciekamy albo wprost przeciwnie czerpiemy siłę ze swoich wspomnień, dawnych emocji i własnych wyborów. Czasem musimy skonfrontować się z trudnymi doświadczeniami, lecz wyciągnięcie właściwych wniosków wymaga odwagi i przyznania się do błędów, a to nie nigdy nie jest łatwe.



Niektóre uczucia przychodzą do właściwych ludzi, ale w niewłaściwym miejscu i czasie. Czasem powracają i dają drugą szansę... Ona i on. Z bolesną przeszłością i po przejściach, które zmieniły obydwoje. W ich przypadku „kiedyś” oznacza skomplikowany splot okoliczności i równie pogmatwaną teraźniejszość. Baletnica i ratownik Straży Przybrzeżnej na pierwszy rzut oka nic nie powinno ich łączyć, lecz prawda jest o wiele bardziej skomplikowana niż można by przypuszczać. Każde z nich poszło swoją drogą, chociaż mogło być zupełnie inaczej. Jednak ten scenariusz nie urzeczywistnił się. Po latach spotykają się już jako dorośli ludzie, jacy zdobyli to, o czym marzyli, może jeszcze nie do końca, lecz z pewnością poznali smak sukcesu. Teraz nadszedł moment, iż muszą spojrzeć za siebie i wspólnie, dla dobra pewnej dziewczynki, odkryć, co zdarzyło się kiedyś. Czy będą w stanie przyznać się do błędów, a niedopowiedzenia zastąpić szczerością? Ich ścieżki spotkały się nieoczekiwanie, ale może to właśnie druga szansa, nieoczekiwana, wprowadzająca chaos i wywołująca wspomnienia, wcale nie niechciane, lecz zbyt bolesne by o nich mówić głośno. Nie jest łatwo odpowiedzieć sobie na pytanie o to, co naprawdę ważne w życiu i jaka ma być przyszłość, lecz nie ta planowana, a wymarzona po cichu i zepchnięta w najdalszy zakątek serca i umysłu by nie raniła…



Macie czasem wrażenie, że dopiero rozpoczęliście czytanie książki, a już ją kończycie? „Wariacja” to jak mówią niektórzy cegła, gdyż ma ponad pięćset stron, jednak pióro pisarki, spod której wyszła, sprawia, iż czas płynie podczas jej lektury stanowczo zbyt szybko. Ona i on. Z bolesną przeszłością i po przejściach, które zmieniły obydwoje. Motyw znany, lecz już historia tych konkretnych bohaterów daleka jest sztampy i nie da się ją wepchnąć w jednowymiarowe ramy. To nie prosta historia o uczuciach lub raczej nie jedynie o nich, to również opowieść o rodzinnych więzach i tajemnicach oraz marzeniach. Rebecca Yarros przedstawia bohaterów, znających się od lat, lecz tak naprawdę dopiero w teraźniejszości poznają całą prawdę o sobie i bliskich. Dwuosobowa narracja pozwala czytelnikom poznać szczegóły tego, co było i co właśnie ma miejsce, ale czas na odsłonięcie sekretów nie przychodzi od razu. Autorka wpierw daje możliwość poznania bohaterów na przestrzeni lat, dopiero później zaczyna sięgać dalej i głębiej, pokazując ich skryte pragnienia, to, z czym zmagają się na co dzień, co tak naprawdę ukrywają przed światem. „Wariacja” jest książką w jakiej jak na dłoni widać co znaczy pogoń za marzeniami, jej cena oraz efekty, lecz nie do końca jest to obraz jaki sobie wyobrażamy. Pisarka ukazała z kilku punktów widzenia tę kwestię, uwypuklając niedostrzegalne przez większość różnice i punkty zapalne, także niknące w doskonałej iluzji. Piękno baletu, jego delikatność, kruchość, finezję i kunszt ma też o wiele mroczniejszą i boleśniejszą twarz. Podobnie jest z ratowaniem życia innych ludzi, wymagające stawienia czoła nieobliczalnym niekiedy niebezpieczeństwom i zaryzykowaniem własnego istnienia. Rebecca Yarros wplata jedno i drugie w historię pełną emocji, gdzie tajemnice odgrywają bardzo ważną rolę, tak samo jak i prawda, okazująca się mieć oblicze, którego nikt nawet nie podejrzewa.


                                        Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję: