23 marca
Przedsprzedaż:
„Zadziorna baronówna”
Urszula Gajdowska
Konwenanse, zasady, obyczaje, normy. No cóż nie każdemu z nimi po drodze zwłaszcza gdy ograniczają i po prostu nie pozwalają być tym kim się chce lub przynajmniej wyrazić swoje zdanie. Jeśli ktoś wyłamuje się z tego, co uważa się za właściwe naraża się na przypięcie niezbyt pochlebnej łatki, nie zawsze zgodnej z prawdą. Jak więc jednocześnie pozostać sobą i nie być obiektem plotek?
Ile czasu można spędzać na balach, salonowych konwersacjach czy też zastanawiając się nad odpowiednią garderobą? Sabina Ostrowska uważa, że te zajęcia są zbyteczne, zwłaszcza w tej liczbie, w jakiej ona musi w nich uczestniczyć. Na dodatek jeszcze zjawia się ciotka, która ma pomóc towarzyskiej czarnej owcy pomóc wypełnić jej przeznaczenie czyli w końcu wyjść za mąż. Problem w tym, iż baronównie Ostrowskiej nie zależy na tym ostatnim i wcale się z tym nie kryje, wprost przeciwnie tę prawdę mówi prosto w oczy każdemu, kto chciałby ją na nakierować na „właściwą” drogę. Bardziej zainteresowana jest uczestniczeniem w śledztwach, jakie prowadzi jej ojciec, tyle, że ten jakoś nie kwapi się by włączyć do swej pracy córkę. Od czego jednak urok, spryt, a zwłaszcza buntownicza natura i upór? Do niebezpiecznych perypetii jak się okazuje Sabina ma niezłą smykałkę, podobnie jak i do dostrzegania istotnych szczegółów oraz dochodzenia do istotnych wniosków. Czy zostanie doceniony talent panny Ostrowskiej? No i jaki udział będzie miał tym baron Wiktor Godlewski, zdający się być całkowitym przeciwieństwem pewnej młodej damy? Pozory mogą mylić i zwodzą niebezpiecznie, czy uda się tym dwojga uniknąć pułapki, jaką ktoś sprytnie na nich zastawił? A może to nie jest zasadzka tylko zupełnie cos innego?
Niejednokrotnie pojawiało się już zdanie „Cudze chwalicie, swego nie znacie”, podobnie jak i potoczne „Jakie to dobre”, jedno i drugie w kilku słowach oddaje to, co odczuwamy znajdujemy szczególnie dobrą, czytelniczą, pozycję Takiej jak pierwszy tom cyklu W Dolinie Narwi Urszuli Grabowskiej, który już pierwszymi zdaniami zapowiada, że przed czytelnikami historia niebanalna z bohaterami, jacy niejednokrotnie nas zaintrygują i przede wszystkim opowiedzą ją w oryginalnie. Nie da odmówić się im czaru oraz tego nieuchwytnego „czegoś”, co sprawia, iż podczas czytania kibicujemy im, chcemy jak najszybciej przeczytać książkę, lecz kiedy zbliżamy się do finału zdajemy sobie sprawę, że jeszcze chętnie zostalibyśmy w ich towarzystwie dłużej. Wytworne bale, wykwintne kolacje, konkury i … niejedna przygoda z gatunku awanturniczej sprawiają, że lektura „Zadziornej baronówny” stanowczo mija zbyt szybko. Do tego należy dodać sekrety, śledztwo, zbuntowaną bohaterkę oraz dziewiętnastowieczne konwenanse czyli to, co sprawia, iż uśmiech prawie nie schodzi nam z twarzy. Oczywiście to nie wszystko, bo są i zagadki, które gorliwie staramy się rozwiązać, bo autorka niczego nie podaje na srebrnej tacy. Nie da się zapomnieć również pełnych ciętego humoru potyczek słownych toczonych nieustannie, które jeszcze podnoszą przyjemność czytania i sprawiają, że jeszcze mocniej ulegamy uroki nietuzinkowej baronównie oraz jej towarzyszom. Jak się okazuje rodzima powieść historyczna z retro dochodzeniem oraz pełnymi temperamentu bohaterami ma się więcej niż dobrze, zwłaszcza w takim wydaniu jak prezentuje nam Urszula Grabowska.
Za możliwość przeczytania książki
Przedpremierowo:
„Grzeszne intencje”
K.C. Hiddenstorm
Plany mają to do siebie, że nie zawsze ich realizacja idzie zgodnie z założeniami. Rzadko kiedy można zrobić krok i wycofać się, czasem można iść tylko do przodu. Co czeka na tych, którzy łamią swoje zasady? Droga w nieznane, ani lepsza, ani gorsza, po prostu będąca niewiadomą, a na jej końcu być może jest sukces albo tez gorzka porażka.
Spotkanie godnego siebie przeciwnika mogłoby być intrygującym doświadczeniem, ale nie w tym momencie. Ethan Blackmore wciąż jeszcze ma szansę na powodzenie swojego projektu, lecz jego koszt wzrósł i to niepomiernie. Mógłby zignorować pewien telefon i to, co usłyszał oraz zapomnieć o kobiecie, jakiej wyznaczył rolę środka do celu. Jednak nie do końca tak to się potoczyło, Judith zajęła nie tylko jego myśli, lecz również miejsce w sercu, czarnym, nie nawykłym do porywów uczuć, lecz jak się okazało wciąż gotowym na podjęcie ryzyka. Teraz robi coś czego sam nie spodziewał się, ale ktoś inny jak najbardziej i wykorzysta bezwzględnie. Zresztą nie tylko on wchodzi do tej dziwnej gry, także i Judith ją podejmuje. Czy mają szansę zwyciężyć? Sami nie dawali sobie jeszcze nie tak dawno żadnej szansy, przelotna znajomość przerodziła się w coś zupełnie innego, co chyba nie do końca jeszcze rozumieją. Spalili za sobą wszystkie mosty, co więc im pozostaje? To, czego kiedyś nie brali pod uwagę, lecz co zmusiło ich do wejścia na nieoczekiwaną ścieżkę i wciąż zostało niewypowiedziane głośno.
Mrocznie, niepokojąco i przede wszystkim z zaskakującym rozwojem fabuły będą mi się kojarzyły „Grzeszne intencje”. Tam gdzie spodziewamy całkiem innego rozwiązania K.C. Hiddenstorm wprowadza nowy wątek lub prowadzi już nam znany w całkowicie odmiennym kierunku. Jej bohaterowie konfrontują się z wieloma przeciwnościami, niektóre wynikają z ich przeszłości, inne z tego jak zaplanowali swoją przyszłość, jedne i drugie są niebezpieczne oraz w każdej chwili mogą zmienić układ sił. W tej historii nie ma podziału na dobrych i złych, jest za to rzeczywistość w jakiej chwila zawahania może oznaczać śmierć, a przeżycie kolejnego dnia wcale nie jest czymś oczywistym. W takim klimacie emocje odsłaniają to, co postacie noszą głęboko w sobie i co motywuje ich by nie poddawać się, lecz walczyć o siebie i kogoś, chociaż nie tak dawno postąpiły by zupełnie odmiennie. Autorka zręcznie łączy dynamiczne sceny sensacyjne z pozostałymi elementami, uzupełniają się one nawzajem i stanowią punkt wyjścia do następnych wydarzeń. Niejednoznaczne uczucia oraz ich wpływ na bohaterów nie pozwalają łatwo ocenić jaki będzie finał, bo aura tajemnic odczuwalna od początku pozostaje do samego zakończenia.
Premiera:
2 marca
„Krucha tęsknota”
Cora Reilly
Zakochać się wcale nie jest trudno, wystarczy moment by ktoś trafił do serca, nawet jeśli rozsądek podpowiada, że nie ma w tym najmniejszego sensu. Natomiast kochać już kogoś to już zobowiązanie, niekiedy bywa, że jednostronne i raniąca jak mało co w życiu. Czy nie lepiej byłoby odpuścić, odwrócić się i po prostu przyznać się do porażki? Czasem drugi i trzeci krok jest niemożliwy do wykonania, a pierwszy oznaczałby klęskę więcej niż jednego człowieka …
Danilo nigdy nie przegrał, to nie leżało w jego naturze, zawsze osiągał swój cel. Raz tylko poznał jak smakuje niepowodzenie i do tej pory pamięta o tym. Sofia za to zna ich o wiele więcej, za każdym razem gdy patrzy w lustro lub w oczy mężczyzn widzi jedno wielkie rozczarowanie. Nie jest kimś innym, kto jest idealny w każdym calu, daleko jej do tego i przede wszystkim do niej. Cokolwiek by zrobiła lub nie i tak będzie tylko i wyłącznie nagrodą pocieszenia. Problem w tym, że nie chce nią być, wyboru jednak nie ma. Czy Danilo kiedykolwiek chociaż na chwilę zapomni o tej, która zraniła jego dumę? Sofia pragnęła tego, ale przekonała się boleśnie, że nie jest to możliwe. Jak więc stworzyć związku, jeśli ma ono swoje źródło w rozczarowaniu i niespełnionym uczuciu? Nie mają wyboru, muszą brać udział w grze, jakiej zasady napisał ktoś inny. Cień tej, która sprzeciwiła się im teraz kładzie się cieniem na tym, co mogłoby by być pomiędzy dwojgiem ludzi jacy pozostali w tej rozgrywce. Faktycznie nie łączy ich nic? Sofia nie jest już tą dziewczyną co kiedyś, ale Danilo także mógł się zmienić. Pytanie tylko czy zauważą siebie nawzajem takimi jakimi są w rzeczywistości i dadzą sobie szansę?
Cora Reilly nigdy nie używa półśrodków w swoich historiach, wybiera zawsze takie motywy, które już na samym wstępie są źródłem pełnych emocji wątków. Nie inaczej jest również w przypadku „Kruchej tęsknoty”, gdzie od samego początku splot okoliczności zapowiada, że będą one dawały o sobie znać wielokrotnie. Pisarka opisuje trudne relacje, w jakich nie brakuje wątpliwości, bolesnych zaszłości i przede wszystkim skomplikowanych uczuć. Zraniona duma, próby dorównania ideałowi oraz rodzinne obowiązki czasem stanowią prawdziwy węzeł, jaki wydaje się nie do rozplątania, widać jego początek, ale czy on rzeczywiście nim jest? Bohaterowie postawieni są przed faktem dokonanym zanim jeszcze ma on miejsce, lecz Cora Reilly właśnie takie sytuacje umie wykorzystać doskonale po mistrzowsku. Dzięki nim odsłania różnorodne oblicza miłości, pokazując jak łatwo wziąć jej iluzję za prawdę, a gdy pojawia się naprawdę może pozostać nierozpoznana. „Krucha tęsknota” to opowieść o krętych ścieżkach uczuć, dorastaniu do marzeń i pozwoleniu sobie by w ogóle je mieć oraz zamykaniu drzwi do przeszłości i otwieraniu nowych, życiowych, rozdziałów.
„Liściki od wszechświata”
Mike Dooley
Jak zdobyć to czego pragniemy? Recept na to jest dużo, pewnie każdy ma swój przepis, modyfikowany w zależności od celu i okoliczności. Oczywiście najłatwiej byłoby odkryć jeden uniwersalny, lecz czy to możliwe? W końcu różnimy się swoimi marzeniami i tym, co chcemy osiągnąć, a co łączy? Szukanie sposobu by zdobyć to, do, czego dążymy, więc dlaczego by nie przyjrzeć się jak robią to inni?
Jeśli ktoś podaje gotową metodę część z nas spojrzy na nią z podejrzliwością, a część będzie chciała od razu spróbować, jedni uważnie ją przestudiują, drudzy na chybił trafił wybiorą jakąś część i zaczną testować. Na lekturę „Liścików do wszechświata” po prostu najlepiej zarezerwować sobie czas i rozdział po rozdziale czytać to, co Mike Dooley stara się przekazać. Z pewnością wie jak zmotywować czytelników by zapoznali się z jej treścią, nie natarczywie, ale zarażając optymizmem, dającym się odczuć na każdej stronie, podobnie jak również ogromna życzliwość. Jednak przede wszystkim to przedstawianie własnych doświadczeń i pokazywanie na własnym przykładzie co zadziałało. Zresztą osobisty charakter odczuwa się wielokrotnie podczas czytania, to nie są suche wskazówki, bliżej im do przesłań zachęcających do spojrzenia na siebie, swoje marzenia, cele jakie sobie stawiamy oraz punkt, w którym obecnie znajdujemy się. Nie ma stawiania ograniczeń, co wolno, a co surowo zabronione, za to jest dodawanie wiary w siebie. Krok po kroku Mike Dooley kładzie nacisk na pewność siebie, nie bezpodstawnej, ale budowanej krok po kroku. Ważnym elementem jest również życzliwość, nie z gatunku tych sielskich, w którym patrzy się na świat wyłącznie przez różowe okulary, ale bardziej realną, w jakim widzi się dobre i złe strony oraz wykorzystuje się te pierwsze by przezwyciężyć te drugie. Kładziony jest także nacisk na wytrwałość oraz przypomina, że urzeczywistnienie naszych pragnień to często o wiele więcej niż jedna próba i nie zawsze od razu sukces jest widoczny.