środa, 9 lutego 2022

Oblicza kobiety

Przedpremierowo:

„Dama i kochanka”

Monika Liga

 

Co wypada, a czego nie powinno się robić, nawet w imię wyższego dobra? Czasem można posunąć się do tego, co wydawałoby się nie do pomyślenia jeszcze przed momentem … chociaż czy na pewno? Cel uświęca środki, a jeśli one są sprawdzone dlaczego by nie wykorzystać ich raz jeszcze?

 

Przepisów na życiowe szczęście jest wiele, niektórzy polegają na cudzych doświadczeniach, a inni wykorzystują sobie tylko znane receptury. Marlena sama musi podjąć decyzję, jaka zaważy na jej przyszłości, na zbyt wiele dobrych rad nie ma liczyć, w sytuacji w jakiej znajduje się otrzymana propozycja zdaje się być niecodzienną szansą. Czy tak jest w rzeczywistości? Tego nie wie nikt, ryzykuje spokój i znaną monotonię, lecz może zdobyć to, o czym nawet nie marzyła. Ile zapłaci za ten wybór? Tego dowie się dopiero gdy zrobi krok w nieznanym kierunku. Przed nią nauka bycia kimś, kto ma mieć kilka twarzy, jeśli uda się młodej kobiecie tę wiedzę umiejętnie zastosować odmieni nie tylko swoje życie. Jednak rzeczywistość lubi zaskakiwać i żądać stawiania czoła temu, co nie było w planach. Wydawało się, że przeznaczenie Marleny już nie miało mieć niewiadomych, ale tym razem już nie jest tamtą zagubioną dziewczyną, poznała blaski i cienie marzeń, a zwłaszcza uczuć. Teraz znowu staje przed nieznanym, zna już smak marzeń i tego, jak łatwo mogą się rozwiać, czas by sięgnęła po to czego pragnie, jaki będzie tego wynik?

 

Spodziewajcie się niespodziewanego, ta zasada powinna nam towarzyszyć przy lekturze „Damy i kochanki”, bo autorka naprawdę postarała się by czytelnicy z wypiekami na twarzy wprost pochłaniali kolejne strony i rozdziały. Dlaczego to tak interesująca książka? Każdy ma czytelnik na pewno znajdzie własne powody, jak dla mnie była to przede wszystkim historia rozwijająca się w zaskakującym kierunku oraz trzeba przyznać zwroty akcji w najmniej spodziewanych momentach. Fabularne ścieżki jakimi podążyła Monika Liga okazały się sięgać do kilku gatunków, przecinają się i łączą w intrygujących punktach, co w efekcie końcowym daje niepowtarzalną opowieść. Z jednej strony miłość odarta ze złudzeń, a z drugiej wprost przeciwnie ubierana w nie po mistrzowsku, równocześnie pokazana z różnorodnej perspektywy oraz jak odczuwają ją kolejni bohaterowie. Na tym jeszcze nie koniec, wprost przeciwnie to dopiero początek opowieści w jakiej główną rolę odegrają odważne wybory, podstępy, emocje i przede wszystkim bohaterowie, odkrywający, że pisane im losy są dalekie od tego, co sami planowali oraz czego mogli oczekiwać. Monika Liga zinterpretowała odważnie rolę damy, żony i kochanki, jednocześnie odsłaniając sekrety jak i otulając nimi postacie. Tak naprawdę spojrzenie za zasłonę konwenansów i egzystencji przedwojennej śmietanki jest pomysłowe oraz niecodzienne, lecz jak najbardziej osadzone w realiach epoki. Swoista gra w kotka i myszkę wzbudza ciekawość, rozpala zmysły oraz zawiera w sobie zagadkę. Mieszanka niewinności, odkrywania tego, co oferuje los, ale i podjęcia ryzyka pójścia całkiem nową drogą oraz odwagi by wyjść poza dotychczasowe ramy stanowią doskonałe wątki, które autorka rewelacyjnie splotła w soczyście barwną opowieść.

 

 

 Premiera:

16 lutego

 

Za możliwość przeczytania 

książki

dziękuję:


 

poniedziałek, 7 lutego 2022

Z piekła do ...

Przedpremierowo

„Gangsta Paradise. Reno”

Agnieszka Lingas – Łoniewska

 

Pewnych wydarzeń nie da się zapomnieć. One po prostu tkwią w nas, z czasem wcale ich obraz nie blaknie. Pamiętamy każdy szczegół, bywa, że niejednokrotnie przewijają się nam przed oczami jak film w zwolnionym tempie. Wciąż wracają i przypominają, że to nie był sen, ale rzeczywistość, jaka odcisnęła niezatarty ślad na nas.

 

Każdy ma jakiś cel w życiu, lecz by go osiągnąć trzeba kroczyć odpowiednią ścieżką. Leon Gola wybrał ją jakiś czas temu i na pewno była ona właściwa, przyniosła mu ogromny sukces, zresztą niejeden. To jedne jego oblicze, ale ma też inne, o jakim wie niewiele osób. Doskonale chroni tych, na których mu zależy, zbyt dobrze wie jak łatwo traci się to, co najcenniejsze. Nie dopuszcza do siebie zbyt dużo ludzi, a uczuć jeszcze mniej. Większość ludzi, mająca z nim do czynienia, widzi w nim twardego biznesmena. Maria jest zupełnie inna od Leona, skupia się na opiece nad jego synem i to jest dla niej ważne, nie stara się zwrócić niczyjej uwagi, ale przyciąga ją. On ma bolesne tajemnice, o jakich nie umie zapomnieć, nikt nie podejrzewa co naprawdę skrywa przed światem, lecz ona jest kimś, komu udaje się  skruszyć mur jakim się otoczył, nie bez powodu zresztą. Ale pozostaje jeszcze przeszłość, która pozostawiła blizny na nim i kimś jeszcze, niewidoczne dla oczu, lecz odczuwalne prawie nieustannie. Czy da się wybaczyć doznane krzywdy i zaufać jeszcze raz, pomimo, że może to oznaczać kolejne rany i zdradę? Leon nie kieruje się uczuciami, zawsze wychodził na tym dobrze, ale czy tym razem podejmie właściwa decyzję?

 

Jak przystało na dilerkę emocji w swojej najnowszej książce Agnieszka Lingas-Łoniewska dostarcza ich dużo czytelnikom. Nie są one zero jedynkowe, a tym bardziej daleko im do prostego czarnego-białego podziału, sięgają o wiele głębiej w serca i przede wszystkim umysły bohaterów, odsłaniając wszystko to, co ukrywają i o czym nie są w stanie zapomnieć. „Gangsta Paradise. Reno” jest historią, w której dramatyczne wydarzenia z przeszłości stają się podstawą teraźniejszości, jak wyrosła na dawnym bólu i tym, co on po sobie pozostawił. Pisarka doskonale opanowała sztukę stopniowania napięcia oraz dawkowania emocji, w odpowiednich momentach uchyla rąbka sekretów, lecz jedynie na tyle by jeszcze mocniej zaintrygować. Od samego początku da się wyczuć, że bohaterowie mają za sobą bolesne doświadczenia, jakich echa wciąż w nich tkwią i nie da się ich zagłuszyć. Autorka nie boi się pokazać postaci takimi jakimi są, od lepszej i gorszej strony, chwil gdy odczuwają radość, lecz też kiedy zmagają się ze swoimi demonami. Obdarzyła ich niełatwymi doświadczeniami, jakie nie są tylko mało znaczącymi epizodami. „Gangsta Paradise. Reno” jest złożonym łańcuchem przyczynowo-skutkowym jaki dostrzegamy krok po kroku, lecz tak naprawdę do końca nie możemy być pewni co jeszcze będzie miało miejsce, a z pewności nie będzie to nic oczywistego i przewidywalnego. Agnieszka Lingas-Łoniewska dała czytelnikom emocjonującą opowieść o zemście, miłości, mającej niejedno imię oraz podejmowaniu decyzji od jakich zależy los człowieka. Pierwszy tom serii jest fascynującą historią o ludziach, jacy na zgliszczach marzeń mają szansę otworzyć drzwi do nowego rozdziału w życiu.

 

 

 

 

 

sobota, 5 lutego 2022

Początek końca

Przedpremierowo

„Ławrusznik”

Paulina Jurga

 

Zasady są wszędzie, nawet tam gdzie wydaje się, że ich nie ma i tak istnieją. Nieformalne, spisane, powtarzane szeptem lub wprost przeciwnie wykrzyczane, otaczają nas zewsząd. A jeśli je zignorujemy, nie zastosujemy się do nich i po prostu uczynimy to, co podpowiada nam serce? Rozsądek bywa okrutny, lecz nie zaklina rzeczywistości tak jak uczucia, ale jego zignorowanie rzadko kiedy jest tego warte. Kara za to jest dotkliwa i ma być życiową lekcja, taką, którą nie zapomina się nigdy albo będzie to ostatnia rzecz jaką człowiek zrobi!

 

Bezwzględne posłuszeństwo jest obowiązkiem Igora, nie do niego należy negowanie tego, co dzieje się jego otoczeniu. Coś takiego byłoby słabością, a ta oznaczałaby dla niego koniec. W jego życiu liczy się tylko jedno i tylko temu jest wierny. Sofia jest jego zupełnym przeciwieństwem, chociaż czy tak jest w stu procentach. Dziewczyna wie, że musi liczyć tylko na siebie, nikt inny nie poda jej pomocnej dłoni, zresztą to wymaga zaufania, a na ten luksus nie może sobie pozwolić. Ich spotkanie nie było zaplanowane, lecz nie przeszło bez echa, jak dalekie i do kogo dotarło nie zdają sobie sprawy. Obydwoje żyją z sekretami, jakie pozostawiły po sobie dotkliwe niezapomniane blizny, do tej pory zrobili wszystko by przekuć je w siłę, innego wyjścia nie mieli. Ich światy wcale nie są tak różne, rządzą nimi twarde prawa, wystarczy chwila nieuwagi by je złamać, czy są gotowi zapłacić cenę za to? Może czas rozrachunku nigdy nie nadejdzie? Jak długo się żyć odsuwając od siebie uczucia i egzystować jedynie by wypełniać powinności?

 

Pierwsza książka Pauliny Jurgi wysoko podniosła pisarską poprzeczką do następnych, co mogłoby być pułapką przysłowiowego jednego hitu. Jednak kolejne powieści pokazały, że możną ją jeszcze spokojnie dźwignąć i wcale nie będzie to na wyrost, wprost przeciwnie. Trylogia, jaką stanowią „Matrioszka”, Marionetka” i „Matnia” dały jak się okazuje przedsmakiem tego, co jeszcze może zaoferować pisarka. „Ławrusznik” już od pierwszych stron nie ukrywa, że przed nami lektura w jakiej krew ma naprawdę czerwony kolor, czuć nawet jej zapach, emocje tylko czekają by pokazać swoją siłę, a czytelnik nie jest oddzielony od bohaterów warstwą papieru, lecz staje się naocznym świadkiem wydarzeń. Oto mamy przed oczami historię nieprzewidywalną, z zaskakującymi zwrotami akcji i przede wszystkim niepokorną pod każdym względem. Wydaje się, że zasady jakimi się ona rządzą są znane, lecz w tym przypadku wcale nie jest to takie pewne, co zwiększa zaintrygowanie i tak już duże. Oczywiście na pierwszym planie są bohaterowie, z kategorii tych, którzy zapadają w pamięć, niejednoznaczni, poranieni, z wieloma bliznami, jacy przyciągają uwagę swoją bezkompromisowością i tym, co skrywają w swoich sercach oraz umysłach. „Ławrusznik” ma w sobie wszystko to, co sprawia, że książka staje się bestsellerem czyli zaskakującą fabułę, rozwijającą się w nieoczywistym kierunku, wyraziste postacie podążające ścieżkami, na jakich nie brak pułapek i przeszkód oraz w końcu drugi plan, jaki daje o sobie znać w najmniej oczekiwanych momentach. Paulina Jurga pokazała co to, znaczy łamać zasady, te rzeczywiste, twardsze niż stal i co spotyka buntowników, bo kara prędzej niż później z pewnością zostanie wymierzona. Co potem? Tego jeszcze autorka nie zdradza, lecz niewątpliwie przygotuje wytrawny ciąg dalszy, gdzie niejedno będzie miało miejsce, a my znowu będziemy trzymać kciuki za tych, którzy umieją postawić wszystko na jedną kartę i nigdy nie robią kroku do tyłu!

 

 PREMIERA:

23 marca

 

Za możliwość 

przeczytania książki

dziękuję 

 

 

 

środa, 2 lutego 2022

Szepty w szczytnym celu

„Szepty”

Jakub Małecki, Agnieszka Hałas, Paweł Radziszewski, Aneta jadowska, Sebastian Sadlej, Magdalena Kubasiewicz, Milena Wójtowicz, Marcin Mortka, Magdalena Świerczek-Gryboś, Piotr Chojnowski, Tomasz Maruszewski, Agnieszka Szmatoła, Martyna Raduchowska, Tomasz Duszyński, Grzegorz Gajek.

 

Do czytelniczego tanga wiadomo, że wystarczy dwójka czyli książka i czytelnik. Kiedy ta pierwsza to piętnastu popularnych twórców literackich to ten taniec zapowiada się po prostu bestsellerowo. Kilkanaście opowiadań, każde inne, każde mające to nieokreślone „coś”, sprawiające, że w pamięci zapisujemy to, co właśnie przeczytaliśmy. Ktoś powie niewielka objętość nie pozwala na rozwinięcie tematu, jeszcze dobrze się czytanie nie rozpocznie, a już jest koniec, no i w ogóle krótka forma to nie to samo co pełno objętościowe książki. Jeśli chodzi o „Szepty” każda opowieść jest pełnowartościową historią, w żadnym razie nie ma się wrażenie, iż to „skrót” albo wstęp do czegoś, co dopiero będzie obszerniej ujęte. Już pierwszy tekst nie tyle daje nam przedsmak ile pozwala poczuć, że przed nami nie lada zbiór gratek czytelniczych. Pod względem gatunków – duża różnorodność, autorzy zaprezentowali się od najlepszej strony, znanej nam z ich wcześniejszych twórczości. Jeśli nie było jeszcze okazji poznać to nadarza się doskonała okazja by rozpocząć z nimi książkową przygodę. Przenosimy się pomiędzy tym, co aż nadto realne do światów zupełnie fantastycznych, czasem spotykając starych znajomych i towarzysząc im w nowych perypetiach. Lżejsze i poważniejsze tony przeplatają się, tak samo jak i śmiech z chwilami refleksji. „Szepty”, zgodnie z tytułem cicho intrygująco opowiadają o tym, co było, jest lub będzie, wciągając czytelnika napisanymi słowami pomiędzy wiersze, w jakich są marzenia, wspomnienia, niezwykła codzienność oraz magia. Łatwo byłoby powiedzieć, że w tej antologii wszyscy znajdą dla siebie interesujące opowiadanie, lecz warto poznać każde z nich, od razu lub w pojedynczych spotkaniach.

poniedziałek, 31 stycznia 2022

Aż nas ślub nie rozłączy?


„Miłosny układ”

Sarah Hogle

 

Na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie … Stop! Nim padną słowa przysięgi czasem przychodzi człowiekowi pewna myśl do głowy, nieznośna niczym brzęcząca mucha i gryząca znienacka niczym natrętny komar „co ja robię tu u-u, co ty tutaj robisz”? Niby wszystko jest pięknie na świetlanej drodze ku przyszłości, poprzedzonej ślubem i oczywiście weselem, tyle, że jakoś zamiast radosnego stanu oczekiwania jest całkowicie coś odwrotnego. Co zrobić w takiej sytuacji? Można wszystko odwołać, przełożyć lub wypowiedzieć wojnę!

 

Zerwać zaręczyny i ponieść koszty niedoszłego wesela? Naomi ma plan, który pozwoli jej uniknąć życiowego błędu oraz  nie być stratną. Nie działa z wyrachowania, zresztą nie tylko ona. Kiedy poznała Nicholasa na pewno nie myślała o chwili gdy będzie miała go serdecznie dosyć, a on ją żeby było jasne, i to nie po upływie iluś lat od ślubu, lecz jeszcze przed nim. Sprawa wygląda tak: jeśli to narzeczony odwoła ślubno-weselną imprezę on zapłaci za wszystko. Problem w tym, że przyszły mąż wcale nie zamierza spokojnie brać winy na siebie. Szanowni państwo czas rozpocząć działania wojenne, nie otwarcie, ale też nie do końca po cichu. Mniejsze i większe złośliwości stają się chlebem powszednim, pokazywanie siebie bez uprzejmych masek jak najbardziej zostaje wprowadzone w czyn, a sztuka kompromisu idzie w zapomnienie. Do czego to doprowadzi? Może do czegoś, co w ogóle nie zakładali? Kiedy opadają maski, a puste frazesy zastępują słowa prawdy bardzo prawdopodobne jest, że wydarzy się niemożliwe.

 

Czego spodziewamy się po komedii romantycznej? Humoru i romantyzmu, jak zresztą wskazuje sam gatunek, a jakby tak dodać do tego pierwszego koloru czarnego, a od drugiego odjąć co nieco  z magii miłości? Sarah Hogle poszła jeszcze ciut dalej, ponieważ pokazała w trochę krzywym zwierciadle swoich bohaterów, nie za mocno, tak w dawce w sam raz. Co z tego wyniknęło? Wojna podjazdowa, jaka bawi i skłania do snucia przypuszczeń do czego jeszcze zdolne są postacie. Niech nas nie zmyli różowa okładka, za nią nie kryje się lukrowana historia, co to, to nie, wprost przeciwnie. Oczywiście jest wesoło, ale za nią odsłania się rzeczywistość wcale nie oderwana od tego, co można zaobserwować wokół siebie. „Miłosny układ” trochę przypomina mi pewien film z lat osiemdziesiątych „Wojna Państwa Rose” i mówiąc szczerze zbieżność nazwisk, jak dla mnie, nie jest aż tak przypadkowa. W żadnym razie nie jest to kopia owego scenariusza, pisarka nie poszła w tamtym kierunku, lecz podobnie jak filmowi twórcy uchwyciła ten moment gdy bajka, w jaką chce się wierzyć, zaczyna coraz bardziej przypominać farsę, a kiedy wreszcie zaczynają spadać maski robi się interesująco. Wojna podjazdowa, prowadzona mniej lub bardziej wyrafinowanie, do tego bogata wyobraźnia podsuwająca idee jak postawić na swoim i dopiec drugiej stronie, naprawdę wciąga. Nie da się odmówić bohaterom realnych cech, łatwo zyskują sympatię, chociaż Sarah Hogle nie kryje ich wad, bez problemu możemy sami wyrobić sobie zdanie, jakie weryfikujemy im bardziej zagłębiamy się w lekturę. Zostały również uchwycone po mistrzowsku zachowania lub słowo od jakich czasem zaczynają się tak zwane „ciche dni” albo wprost przeciwnie awantura. „Miłosny układ” to nie w żadnym wypadku satyra, ale trafny portret dwojga ludzi, oddany w żartobliwy sposób, lecz odkrywający detale, jakiej do tej pory bohaterowie nie dostrzegali lub po prostu były dla nich nieznane. Punktujący na wesoło irytujące cechy, narysowany niekiedy przesadnie, jednak czyż nie tak działamy kiedy dochodzą do głosu emocje?

 

Za możliwość przeczytania

 książki 

dziękuję: