Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Przydryga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Przydryga. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 października 2020

Prawda kryje się w nas

 

Przedpremierowo:
 

 

„Miała umrzeć”

Ewa Przydryga

 

Brak wspomnień może być doskonałym lekiem, lecz nie da się odciąć od tego, co było. Gdzieś w głowie pozostają skrawki wydarzeń, czasem przychodzą jako nocne koszmary albo są głosem, który pcha do najgorszych wyborów. Pamięć bywa ciężkim bagażem, ale niepamięć może stać się raniącym łańcuchem przykuwającym człowieka do przeszłości, do której wciąż drzwi są uchylone.

Lena jest uzdolniona, na początku artystycznej kariery, powinna być szczęśliwa, ale coś zgrzyta w tym obrazie. Jedynie ona wie co, chociaż czy na pewno? Dziewczyna zdaje się stać na krawędzi, dzielącej ją od czegoś, czego sama do końca nie rozumie. Zawsze tak było, lecz kilka zdań wypowiedzianych przez nieproszonego gościa podczas wernisażu nie tylko nie dają jej spokoju, lecz dodatkowo wzmaga niepokój. Kim ona jest? Nie do końca sama to wie, ale może czas by przyjrzeć się sobie i temu, co nią kieruje? Kawałek po kawałku Lena wydziera prawdę przeszłości, ale czy na pewno jest taka jaka się wydaje? Dwadzieścia lat temu  niejedna tragedia wydarzyła się, teraz co najmniej jedna z nich spowita jest mrokiem kłamstw, poczucia winy, żalu i czymś o wiele groźniejszym. Co przyniesie z sobą odczytywanie śladów, jakie nie tylko czas zatarł? Czy warto patrzeć za siebie? Nie wszystko zostało zapomniane i stanowi śmiertelne zagrożenie dla kogoś, kto żyje i zaczyna dopasowywać fragmenty pewnej układanki.

Byłam więcej niż ciekawa najnowszej książki Ewy Przydrygi i otrzymałam okazję jej przeczytania jeszcze przed premierą, co okazało się nie lada gratką czytelniczą. „Miała umrzeć” jest doskonałym przykładem jak powinno pisać się thrillery by czytelnik pozostał obojętny na to, co dzieje się wokół niego i po prostu dał się wciągnąć wydarzeniom rozgrywającym się na stronach książki trzymanej w ręku. Po wcześniejszej książce pisarki wiedziałam, że trzeba zabrać się do czytania nie wieczorem, bo to będzie skutkowało zarwaniem nocy i nawet nie będzie słynnej obietnicy „tylko jeszcze jeden rozdział”, i tak wiadomo, że przerwy jakiejkolwiek nie będę brała pod uwagę. Plan okazał się dobry, a czytana historia przewyższyła oczekiwania. Dwa plany czasowe, dwie główne bohaterki i coś co je łączy lub wprost przeciwnie dzieli. Rzadko kiedy już na samym lektury nie chcę by się skończyła, a jednocześnie jak najszybciej pragnę dowiedzieć się jaki będzie finał. W tym konkretnym przypadku dysonans ten pojawił się po pierwszych stronach i narastał, Ewa Przydryga zadbała by napięcie pojawiło się od razu i cały czas wirtuozersko podkręcała je. Mroczny cień towarzyszy cały czas tak bohaterom jak i czytającym, od razu przychodzi na myśl klasyczna atmosfero noir, obecna w emocjach, czynach, całym łańcuchu przyczynowo-skutkowym. Autorka zadbała o każdy detal w kreacji postaci, jest w nich wszystko to, co sprawia, że intrygują, stanowią zagadkę taką samą jak i wydarzenia, w których biorą udział. Niejednoznaczność powoduje, że do końca nie można być pewnym co faktycznie miało miejsce i co jeszcze zdarzy się. W „Miała umrzeć” mocne wrażenia wpisane są w DNA tej historii, tak samo jak i poszukiwanie prawdy, mającej więcej niż jedno oblicze. Czego nie wiemy to nas nie boli? Zapomnienie jest najlepszym lekiem na dawne zło? Co faktycznie kiedyś wydarzyło się i czy może to jeszcze mieć wpływ na teraźniejszość? Te i inne pytania pojawiają się bardzo szybko, ale odpowiedzi na nie są ani proste, a tym bardziej trudno je udzielić tak podczas czytania jak i po jego zakończeniu. Ewa Przydryga w ramy thrillera wpisała również dramat dziecka i rodzinny, co jeszcze nadaje całości silniejszy mroczny wydźwięk. Gdzie kończy się niewinność i zaczyna wina? Na to najlepiej odpowiedzieć sobie samemu …

 

 Premiera

14 października

 





Książkę przeczytałam dzięki 
uprzejmości
Wydawnictwu MUZA

 

czwartek, 14 maja 2020

Zbrodnia, której nie było?


 Przedpremierowo:

„Bliżej niż myślisz”

Ewa Przydryga

Prawda wcale nie zawsze jest oczywista, bywa dobrze zakamuflowana, zagmatwana i bardzo subiektywna. Dla postronnych często bywa niezauważalna lub po prostu nie istnieje, tak samo jak i rzeczywistość, w której zaistniała. To, co jest widoczne dla wszystkich zawiera drugie dno, czasem to ono właśnie stanowi istotę wszystkiego, bez tego, wszystko co najważniejsze pozostaje niezauważalne.

Czy to, co Nika widziała faktycznie miało miejsce? Umysł czasem podsuwa obrazy, będące jedynie urojeniem, a te jak najbardziej można wziąć go za realne zdarzeniem, chociaż takimi nie są. Jednak tu chodzi o zbrodnię i kobieta wbrew pozorom nie zamierza tej sprawy pozostawić w kategorii przewidzenia tak jak inni. Rozpoczyna dochodzenie, chociaż nie ma jakichkolwiek dowodów, a punkt zaczepienia jest bardzo słaby, i nie poddaje się kiedy nie budzi zaufania swoją opowieścią. Nikt jej nie wierzy, jej przeszłość sprawia, że otoczenie bierze co najmniej podejrzliwie jej słowa, lecz krok po kroku ze skrawków informacji i poszlak oraz dzięki własnemu uporowi Nika zyskuje pewność, iż to nie przewidzenia. Ale osoba mordercy wciąż pozostaje anonimowa, na dodatek im więcej wie tym bardziej skomplikowane pytania nasuwają się. Kim była ofiara? Dlaczego została zamordowana? Zgromadzone ślady rysują dość nieoczekiwany portret tej pierwszej oraz motyw zabójstwa. Jednak czy to prawda czy też wszystko jest projekcją chorej psychiki, która konstruuje dziwaczne konstrukcje, bo nie umie poradzić sobie z bólem po niedawnych wydarzeniach?

Niektóre książki już pierwszymi stronami, ba nawet zdaniami utwierdzają nas w przekonaniu, że czeka nas niezapomniana lektura. „Bliżej niż myślisz” należy właśnie do tego rodzaju powieści, zainicjowanie czytania skutkuje tym, że trudno je przerwać, bo nigdy nie ma na to dobrego momentu. Ewa Przydryga, zgodnie z hitchcockowską zasadą, rozpoczęła od przysłowiowego trzęsienia ziemi, a później „tylko” atmosferę zabójczego niepokoju genialnie podkręcała. Niby wydaje się to oczywiste, zwłaszcza w kryminale, ale o końcowym sukcesie decydują detale, które stawiają znaki zapytania w kluczowych momentach i nie pozwalają by poczucie pewności, co do dalszego ciągu, zagościło na dłuższą chwilę w umyśle czytelnika. Intryga kryminalna jest tak skonstruowana by w żadnym razie nie zwalniać, nawet jeśli ma się takie wrażenie to przez bardzo krótką chwilę, po jakiej następuje przyśpieszenie. Fabuła ma wyczuwalny w sobie mrok, a osoby bohaterów jeszcze go uwypuklają, jeśli dodać do tego jeszcze poczucie wyobcowania oraz samotną walkę o prawdę to otrzymujemy rasowy thriller, w jakim do samego końca zakończenie pozostaje otwarte. Jednak nim ono nastąpi czytający zagłębiają się w rzeczywistość w jakiej pod pozorami kryje się prawda dostrzegalna przez nielicznych i ignorowana przez większość. Coś jeszcze wyróżnia najnowszą książkę Ewy Przydrygi od wielu innych kryminałów – konsekwentnie utrzymany klimat noir tak w postaciach jak i drugim planie. „Bliżej niż myślisz” skojarzyło mi się już na samym początku, między innymi, z klasykiem kinowym „Okno na podwórze”, tak w jednym jak i w drugim nie ma nic oczywistego jest za to wiele pytań i dochodzenie prowadzone z uporem wbrew wątpliwościom. Jeszcze jeden wątek jest warty podkreślenia – przeszłość głównej bohaterki, która połączona z teraźniejszością sprawia, że wszystko co ma miejsce nabiera o wiele głębszego znaczenia. Dzięki niemu książka ta zyskuje jeszcze jeden wymiar - dramatu psychologicznego.



Premiera:
20 maja




Książkę przeczytałam dzięki 

uprzejmości
Wydawnictwu MUZA

sobota, 19 listopada 2016

Prawda wyzwala

"Motyle i ćmy"
Ewa Przydryga


Na początku była przyjaźń, łącząca osoby różniące się od siebie jak woda i ogień oraz dająca wsparcie gdy jest ono potrzebne. Potem zdarzyła się tragedia, niszcząca tak wiele i pozostawiająca w ludziach piętno, przypominające codziennie o tym co miało miejsce kiedyś. Można próbować uciec od wspomnień, ale one i tak znajdą sposób by w najmniej oczekiwanej chwili dać o sobie znać. Jak długo można ignorować ból i oddalać się od tego co jest najważniejsze w życiu? Odpowiedź na to pytanie pada wtedy gdy prawie jest już za późno by uratować przyszłość.

Sukces nie przychodzi łatwo, czasem trzeba przez lata walczyć by zaistnieć w stolicy haute-couture. Juliette Różańska jest u progu wielkiej kariery, jej projekty zdobyły już uznanie, ale przed młodą kobietą jeszcze trochę drogi do sławy, chociaż podąża we właściwym kierunku. Jeszcze kilka tygodni i zabłyśnie na paryskim pokazie, potwierdzi pokładane w niej nadzieje i ziści swoje marzenia. Teraz jedynie musi skupić się na pracy, nie powinna niczym innym rozpraszać się, ma to czego inni pragną, a Paryż za niedługo będzie leżał u jej stóp. Jednak na tej pięknej fasadzie pojawiają się niepokojące rysy, ktoś niszczy wielotygodniową pracę, a to dopiero początek złej passy. Juliette włożyła w tę kolekcję zbyt dużo by poddać się tuż przed wielkim finałem, lecz nie tylko to kreacje są ważne. Zaczyna prowadzić własne śledztwo w tej sprawie, ale coś jeszcze zaprząta uwagę dziewczyny. Komuś zależy by przypomniała sobie o przeszłości, a w szczególności o konkretnym wydarzeniu. Dlaczego właśnie teraz uderza w Różańską? Przez tyle lat panował spokój, lub raczej zręcznie podtrzymywano jego iluzję, a teraz, po tylu latach, kolejne wydarzenia kawałek po kawałku odsłaniają skrzętnie ukrywaną prawdę. Przypadek czy co więcej stoi za tym? Julia przecież zapłaciła bardzo wysoką cenę za teraźniejszą pozycję. Komu może zaufać i ile jest w stanie wyjawić by jej egzystencja nie rozsypała się jak domek z kart? Zbyt dużo już poświęciła, ale czy uda się rozwikłać zagadkę z przeszłości i tę teraźniejszą?

Za błędy trzeba zapłacić, prędzej albo później los wystawia rachunek, nigdy nie jest on niski. Czasem jednak kryje się w nim coś czego nikt nie spodziewa się - nadzieja. To dzięki niej w końcu stawia się czoła demonom jakie od tak dawno żywiły się strachem bólem. Czy nie jest już za późno na poznanie prawdy? Determinacji Julii jest ogromna i chyba ktoś ją pominął w swoim planie.

Na debiuty jedni patrzą niezwykle krytycznie, drudzy traktują je pobłażliwie, są i tacy, którzy po prostu zaczynają lekturę i koncentrują się na niej, bo w końcu ona najbardziej ich interesuje. Biorąc do rąk "Motyle i ćmy" pominęłam informację, że to debiutancka książka i skupiłam się na przedstawionej historii, która bardzo szybko wciągnęła mnie w nurt swej fabuły. Ewa Przydryga postawiła na zaintrygowanie czytelnika już od pierwszej strony i jak okazało się strategia ta rozwijana w kolejnych rozdziałach sprawdziła się doskonale. Nim poszczególne elementy kryminalnej układanki znajdą się na swoim miejscu czytający odkryją kulisy wielkiej mody, Paryż ze swymi kafejkami i bistrami, francuskie wybrzeże, egzotyczną Indonezję oraz swojski Poznań. Każde z tych miejsc ma odegrania swoją rolę w opowieści jakiej przeszłość i teraźniejszość są związane mrocznym węzłem. Bohaterowie skrywają bolesne tajemnice, pod maską życiowego sukcesu ocierają łzy i próbują nie wracać do wydarzeń, które naznaczyły ich na zawsze. Sekret sprzed lat okazuje się mieć całkiem inne oblicze niż ktokolwiek przypuszczał i niesie z sobą ogromne zagrożenie. Jeżeli tak wygląda debiut to druga książka ma bardzo wysoko ustawioną poprzeczkę, dorównanie "Motylom i ćmom" nie będzie łatwo.

Za możliwość przeczytania książki 

Dziękuję
wyd. NOVAE RES