czwartek, 11 stycznia 2024

Zabójcza szarada

Nowość:

„Pruski mur”

Adama Węgłowski

Zbrodnia niejedno ma imię i zdarza się tak w metropoliach jak i w miejscach oddalonych od nich. Wydawałoby się, że w tych drugich trudniej ją ukryć, a i zainteresowanie, mniej lub bardziej przypadkowych osób, większe. A może nic bardziej mylnego? Niekiedy dużo zależy od splotu okoliczności, jaki niektóre sprawy okrywa płaszcze zapomnienia, natomiast inne wystawia na widok publiczny.

 

Wydawałoby, iż Lyck dla doktora Kilemanna nie będzie zbytnio interesujące, bo cóż mogłoby ciekawego w prowincjonalnym mieście, nawet jeśli jego mieszkańcy uważali je za stolicę Mazur. Stróże prawa zbyt wieloma sprawami kryminalnymi nie mieli do czynienia. Oczywiście jakieś zdarzały się, lecz sprawców łatwo wykrywano. Jednak czasem spokojna egzystencja jest iluzją, zwłaszcza gdy ktoś przyjrzy się jej bliżej. Nobliwe mieszczanki mają swoje tajemnice, w jakich między innymi główna role odgrywa hazard. Panowie również co nieco, albo i więcej, mają na sumieniu. Radykalizm rzadko kiedy idzie w parze z rozwagą i trzeźwym spojrzeniem na świat. Wystarczy jeden krok by od słów przejść do czynów, zwłaszcza, że te pierwsze mogą być motywem niejednego przestępstwa. Doktor Kilemann niezgorszą zagadkę będzie miał do rozwiązania, prawdziwą zabójczą układankę, w której na pierwszy rzut oka nic do siebie nie pasuje, lecz jak się okazuje jest całkowicie odwrotnie. Jedno jest pewne, tam gdzie jest zbrodnia sprawca również jest, ale nie każdy potrafi dostrzec powiązania między nimi…

 

Detektywistyczna szarada, w której łączą się miejskie legendy, skrywane słabostki, uprzedzenia oraz nauka. Do tego dodajmy początek dwudziestego wieku, a dokładnie jego rok jego narodzin, historyczno-społeczne tło, w jakim nie brakuje źródeł niepokojów, prowadzących już niejednokrotnie do zbrodni. Brakuje jeszcze jednego elementu, bez jakiego trudno wyobrazić sobie doskonały kryminał czyli głównego bohatera. Adam Węgłowski wykreował postać, zagadkową i intrygującą również mocno jak sam suspens oraz potrafiącą przyciągnąć uwagę czytelników. Do tego oczywiście kryminalna sprawa, mająca nie tylko drugie, lecz i kolejno dno, stanowiąca oś akcji dla nieoczywistych wątków. „Pruski mur” jest czytelniczą gratką dla wszystkich, którzy kochają kryminalne łamigłówki, wielowarstwowe, sięgające poza zwyczajowe granice i równocześnie nawiązujące do najznakomitszych twórców gatunku. Jeśli szukacie lektury, gdzie intryga wciąż zaskakuje i oplata wszystkich i wszystko, a bohaterowie naprawdę są oryginalni, w najlepszym tego słowa znaczeniu, to znajdziecie to w najnowszej książce Adama Węgłowskiego.

 

Za możliwość przeczytania 

książki 
dziękuję:



 

poniedziałek, 8 stycznia 2024

W cieniu wojny

Przedpremierowo:

„Kochając wroga. 

Tajemnice łączniczki”

Gosia Nealon

 

Trudne czasy wyzwalają to, co najlepsze w człowieku, ale również obnażają słabości i najgorsze strony ludzi. Jedno i drugie tworzą niebezpieczną mieszankę, która niejednokrotnie jest źródłem niezwykłej odwagi i niestety dorównującej jej niegodziwości. Nie tak łatwo czasami odgadnąć kto jest wrogiem, a kto przyjacielem, zwłaszcza jeśli wydarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie.

 

Kiedyś Wanda miała marzenia, jej rodzina była szczęśliwa i co najważniejsze panował pokój. Teraz wszystko jest inne, zagrożenie stało się chlebem powszednim, smaku prawdziwego już chyba nawet nie pamięta. Codziennie widzi jak okrutni mogą być ludzie, granic bestialstwa nie ma. Dziewczyna nie patrzy na to biernie, stara się pomagać innym i dla dobra ojczyzny gotowa jest poświęcić dużo. Nie przypuszcza na jakie próby wystawi ją los. Czy to możliwe, że zakochała się w swoim największym wrogu? W kimś, komu zadawanie bólu sprawia przyjemność, natomiast odebranie życia nie jest niczym niezwykłym dla niego. Stefan jest przecież potworem, ale także ratuje jej życie. Kim on jest naprawdę? Zaprzysięgłym faszystą czy…? Prawda jest dużo bardziej skomplikowana niż Wanda przypuszcza, to, co z sobą przynosi także. Kiedy wojna kończy się nic nie staje się łatwiejsze, rozłączeni przez dziejową zawieruchę, z daleka od siebie, z niejednym sekretem i niedopowiedzeniem. Czy jest dla nich szansa by się odnaleźli i w końcu przebaczyli sobie?

 

W innych czasach dwudziestoparolatkowi snuliby plany na przyszłość, może kończyli studia, cieszyli się z pracy albo zakładali rodziny. Jednak wybuch wojny zmienił wiele, niektóre rodziny zostały rozdzielone miały się już nigdy nie połączyć, inne żyły w niepewności. W takim okresie miłość wydawała się szaleństwem, a jednak dawała namiastkę normalności w morzu bólu, tragedii i śmierci. Gosia Nealon właśnie w takim momencie historycznym umieszcza akcję swojej najnowszej książki. Wojenny dramat nie jest jedynie pełnym dramatyzmu drugim planem, lecz jak najbardziej również ma wydźwięk osobisty. Bohaterowie są nierozerwalnie związani z historycznymi wydarzeniami, a pisarka odzwierciedliła w nich realizm epoki.  „Kochając wroga. Tajemnice łączniczki” jest pełną niełatwych emocji oraz bolesnych sekretów opowieścią o ludziach, z podobnymi marzeniami jak nasze, lecz równocześnie stawiającymi czoła śmierci, utracie niepewności. Gosia Nealon doskonale konfrontuje tło dziejowe z życiowymi wyborami ludzi oraz ich skutkami. Rozpoczynając czytanie przypuszczamy co może wydarzyć się, ale niezwykle szybko przekonujemy się, że ta lektura przyniesie nam dużą dawkę emocji oraz wątki, jakie będziemy śledzić z uwagę do samego końca.

 

 Premiera:

10 stycznia

 
 
Za możliwość przeczytania 
książki 
dziękuję wydawnictwu:

 

 


 

czwartek, 4 stycznia 2024

Czy jesteś gotowy na prawdę?

Nowość:

„Prochy”

Anna Kusiak

 

Prędzej czy później prawda wychodzi na jaw. Wielu ma nadzieję, niekiedy graniczącą z pewnością, że nie ujrzy ona światła dziennego. Jednak jak zawsze to kwestia czasu i splotu okoliczności, a jedno i drugie jak zawsze, da o sobie znać w najmniej spodziewanym momencie.

 

Dom rodzinny dla Dobrosławy miał być azylem, gdzie w końcu zazna spokoju i będzie mogła wszystko przemyśleć. Jedno i drugie jest odsunąć w czasie aż nazbyt szybko. W skansenie archeologicznym zostaje znalezione ciało kobiety. Na pierwszy rzut oka można by uznać, że to zabójstwo rytualne, no i otoczenie. Wszystko pasuje, lecz Marcin Czarnecki jest doświadczonym policjantem, nie opiera się jedynie na pierwszym wrażeniu, dla niego liczą się dowody, a te dość jednoznacznie wskazują kierunek dochodzenia. Komuś zależało na zmyleniu tropów, ale czy to się udało? Dobrosława jest dobrym detektywem, tak samo jak i Czarnecki, jednak w tym przypadku nic nie jest proste. Każdy kolejny ślad stawia pod znakiem zapytania to, co już wiedzą, natomiast domysły prowadzą ich w dość osobiste rejony.  Co jest kluczem do tej sprawy i gdzie on znajduje się? Odnalezienie go to pierwszy krok, drugim jest odnalezienie odpowiednich drzwi, lecz czy są gotowi by otworzyć drzwi i skon frotowym się z tym, co za nimi kryje się?

 

Najpierw kilka stron, potem jakoś tak szybko zaczyna się drugi rozdział, a trzeci już jest pod hasłem „jeszcze tylko jeden” i nawet człowiek się nie obejrzy kiedy nagle następuje koniec. Tak właśnie jest z książką Anny Kusiak „Prochy”. Jeśli szukacie wciągającego kryminału, to zacznijcie lekturę tej historii, gdzie nic nie jest oczywiste, a cała reszta spowita jest w mgle tajemnic i przeszłości. Pisarka tak zbudowała jej kanwę, że na każdym kroku odczuwany jest niepokój, narastający nieustannie i wciąż przypominający o jaką stawkę toczy się rozgrywka. Nic nie dzieje się bez przyczyny, ale co nią jest oraz jaka prawda jest ukryta za nią? Ktoś zna odpowiedź, lecz nie tak łatwo wrócić do tego, co było i stawić czoła niewygodnym pytaniom. Anna Kusiak doskonale łączy plany czasowe z sylwetkami bohaterów z śledztwem, w którym kiedy widzimy światełko w tunelu wcale nie możemy być pewni czy faktycznie skieruje nas do w kierunku rozwiązania morderczej zagadki. Jako czytelnicy podążamy za postaciami, ich przeszłością i zaskakującą teraźniejszością oraz śladem krwawych niewiadomych. Finał „Prochów” przynosi wyjaśnienia, lecz nie są one w żadnym wypadku proste, jest w nich cień sekretów, dawnych i tych nowszych…

 

 

Za możliwość przeczytania książki

dziękuję


piątek, 29 grudnia 2023

Gra o to, co najważniejsze

Premiera:

„Rozgrywka na szczęście:”

Poppy J. Anderson

 

Przeszłość bywa zdradliwa, gdyż zbyt często budzi uczucia, o których chcielibyśmy zapomnieć, zwłaszcza jeżeli tylko przymknięto do niej drzwi. To, o czym chciano zapomnieć najczęściej przypomina o sobie w najmniej spodziewanym momencie. Wspomnienia trudno zignorować, zwłaszcza te, wywołujące silne emocje. Co więc pozostaje? Stawić czoła lub uciec, może po raz kolejny…

 

Kiedyś relacja Liv i Juliana była zupełnie inna niż obecnie, chociaż to ogromne niedopowiedzenie, bo zdaje się teraz w ogóle jej nie ma. Spotykają się całkowicie przypadkowo, ale nie mogą powiedzieć, że przyjęli to z obojętnością. Nie są już tymi samymi osobami, zmienili się. Ich drogi rozeszły się, lecz czy znowu skrzyżują się? Trudno ukryć im, iż wciąż są pomiędzy nimi ogromne emocje, jednak niekiedy to za mało. Przekonali się już o tym. Czas bywa pomocny i leczy rany, chociaż w ich przypadku raczej nie. Nie tak łatwo zapomnieć o przeszłości, chociaż czy trzeba? Julian doskonale pamięta to, co ich połączyło, ale Liv odgrodziła się od tamtych wspomnień. Czy da im szansę? Dużo wydarzyło się, są już innymi osobami, lecz wciąż jest coś pomiędzy nimi, o czym nie da się zapomnieć.

 

 

Rozwijające się kariery, więcej niż obiecujące perspektywy na kolejne sukcesy na drodze zawodowej i … niespodziewany powrót do przeszłości, o jakiej starano się zapomnieć za wszelką cenę. Poppy J. Anderson tym razem konfrontuje bohaterów, jacy w najmniej oczekiwanym momencie zostają skonfrontowani z tym, przed czym uciekali od lat. Dwoje ludzi, jacy mają wszystko to, o czym inni marzą, ale czy na pewno? „Rozgrywka na szczęście” jest historią, gdzie już na samym początku pojawiają się silne emocje i tak naprawdę pozostają już one z czytelnikami do samego końca. Autorka z wprawą podkręca je, dorzucając coraz to nowe ich odcienie. Autorka przeplata trudniejsze wątki z lżejszymi, tworząc lekturę przechodzi się od śmiechu do refleksji. To co było jest nie tylko tłem dla teraźniejszości, lecz przede wszystkim jedną z osi fabuły, dzięki której czytelnicy poznają postacie oraz to, co je łączyło. Jednak najważniejsze toczy się na oczach czytających czyli tytułowa rozgrywka, w jakiej gra się o najwyższą stawkę czyli szczęście i to nie jedynie własne, lecz także drugiej osoby. Poppy J. Anderson pokazuje miłość z różnych perspektyw oraz maski, pod którymi kryje się, a także uczucia, towarzyszące jej. Jak przystało na komedię romantyczną jest w tej książce miejsce na śmiech, smutek, ale przede wszystkim na dwoje ludzi, jacy odkrywają, że czasem koniec może być doskonałym punktem wyjścia dla drugiej szansy.

 


Za możliwość przeczytania 
książki 
dziękuję: