środa, 20 czerwca 2018

Jedyna


„Kroniki tej jedynej. Początek”
Nora Roberts

Czasem przed początkiem nastaje koniec, to od niego wszystko się zaczyna i jednocześnie coś kończy. Z jednego i drugiego nie zawsze ludzie zdają sobie sprawę, kiedy już uświadomią sobie powagę sytuacji ich życie zmieni się bezpowrotnie, nic będzie już takie samo i przede wszystkim nikt nie będzie taki jak chwilę wcześniej. Rewolucja zamiast ewolucji … Wojna i pokój … Koniec i początek …

Nic nie zapowiadało Zagłady, grudniowy czas świąteczno-sylwestrowy przyniósł dla większości radość i spokój. Prawdziwa cisza przed swoistą „burzą”, zmiatającą dotychczasowy porządek i wprowadzającą chaos, unicestwienie, zwłaszcza hekatombę ludzkości. Lana miała plany, Max odgrywał w nich ważną rolę, zresztą on także miał podobne zamiary wobec niej. W ciągu ułamku sekundy wszystko uległo zmianie, a oni wraz z innymi ocalałymi muszą stawić czoła okrutnej prawdzie – świat jaki znali już nie istnieje i by przeżyć muszą zdać się na siebie i instynkt, który podpowiada za to co jeszcze niedawno uchodziło za nierealne. Kiedy wszystko się wali trzeba szukać sprzymierzeńców i czasem zdać się na innych, lecz nie zawsze dobro wraca w takiej samej postaci, bywa i tak, że zamiast niego pojawia się zło. Gdzieś może znajdzie się miejsce, dające bezpieczne schronienie przed nowym porządkiem świata, brutalnością i przed prześladowaniami. Gdzie zaczyna się i kończy człowieczeństwo? Czym w ogóle jest i czy ma stara definicja ma jeszcze rację bytu? Magia, armagedon, śmierć i narodziny, w samym środku tego chaosu Lana, Max i ludzie pełni nadziei, iż jeszcze nie wszystko stracone, ale tuż obok nich zaczyna rozrastać się mroczna strona, żądna krwi i ciemności. Odwieczna walka stała się widoczna, ofiary zostały złożone, ale także zaczyna się wypełniać starożytna przepowiednia …

Najnowsza książka Nory Roberts była dla mnie lekturą z cyklu tych „tylko jeszcze jeden rozdział, no może dwa” i skończyła się tak jak zawsze w takich przypadkach – dotarciem do ostatniego zdania i zbyt szybką pobudką. „Kroniki tej jedynej. Początek” są z gatunku fantastyki, nie brakuje im też swoistej bajkowo-mitycznej otoczki oraz magicznych nut. Nie jestem może zbyt obiektywna ponieważ książki pisarki już od jakiegoś czasu powiększają moje czytelnicze zbiory, a najnowsza książka zajęła wśród jedno z czołowych miejsc. Tym razem czytelnicy zostają zabrani do świata dobrze nam znanego, lecz stojącego na krawędzi apokalipsy, czasem wydaje się, że nawet ludzkość już spada w otchłań zagłady. Jednak tam gdzie dostrzega się wpierw koniec rodzi się początek, w którym jest źródło czegoś całkiem nowego i to prawie w każdym aspekcie dotychczasowej rzeczywistości. Nora Roberts na tych samych prawach wprowadza wątki realne i fantastyczne, co daje w efekcie fabułę obfitującą w niespodzianki oraz oczywisto-nieoczywisty ciąg wydarzeń. „Kroniki tej jedynej” sięgają do bardzo bliskiej przyszłości, lecz również do szkocko-irlandzkich korzeni oraz różnorodnych mitów, z tak bogatej mieszanki wyłania się dopiero zarys opowieści, stanowiący przedsmak tego co ma lub może wydarzyć się. Bardzo oszczędnie zdradzany jest dalszy ciąg serii, Nora Roberts stawia na tajemnice i zagadki, dając jednocześnie pole do popisu dla wyobraźni czytających. Apokalipsa i początek łączą się w jeden motyw, miejscami brutalny i obnażający najgorsze cechy ludzi, z drugiej pokazujący to co w nas najlepsze. Gra kontrastów jest widoczna na każdym kroku, podobnie jak walka dobra i zła, chociaż to ostatnie przybiera iluzoryczne maski. I tom nowej serii zapowiada, że kolejne części zaskoczą niejednokrotnie, a akcja będzie sięgała do wielu motywów.




 Za możliwość przeczytania książki
dziękuję 
 
https://www.facebook.com/edipresseksiazki/


wtorek, 19 czerwca 2018

"Kroniki tej jedynej"

Nory Roberts nie trzeba przedstawiać, pisarka od wielu lat króluje na runku wydawniczym. Dała się już poznać od strony romantycznej, obyczajowej, sensacyjnej, fantastyka również nie jest jej obca. Niedawno miała premierę najnowsza książka autorki - "Kroniki tej jedynej", I tom nowego cyklu, polska edycja została wydana przez Edipresse Książki.




Z jedną kroplą krwi stary świat znika na zawsze. A w jego miejsce powstaje coś nadzwyczajnego...
W zimny sylwestrowy wieczór na szkockiej wsi zaczęła się śmiertelna pandemia - nazwano ją Zagładą. W wirusie oraz sposobie, w jaki się rozprzestrzenia jest coś zagadkowego. Gdy miliardy padają jego ofiarą i umierają, część z tych, którzy nie zachorowali, odkrywa w sobie dziwne, nieoczekiwane zdolności.
Lana, nowojorska szefowa kuchni, potrafi przenosić przedmioty i ludzi siłą woli. Fred umie przyzwać światło w ciemności. Jonah, ratownik medyczny, widzi strzępy przyszłości ludzi, których dotyka. Katie rodzi bliźnięta i podejrzewa, że wraz z nowym życiem sprowadziła na świat magiczne istoty.
Jednak Zagłada różnie wpływa na ludzi. Prócz światła, pojawi się także mroczna i przerażająca magia. Gdy resztki władz zgarniają odpornych oraz Niesamowitych na badania, Lana, Katie i inni uciekają z Nowego Jorku w poszukiwaniu bezpiecznej przystani. Stary świat się skończył, rozpoczął się Rok Pierwszy.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Matnia


          PREMIERA
        20 CZERWCA


„W pułapce”
Magda Stachula

Podobno jeżeli o czymś nie pamiętamy to znaczy, że nie było to nic istotnego. Jednak niekiedy brak wspomnień wyzwala strach, narastający i odbierający spokój. Niewiedza podkopuje wiarę w siebie, w to co miało, ma i może mieć miejsce. Podejrzanymi stają się wszyscy i wszystko dookoła. Niepamięć bywa błogosławieństwem, ale dla niektórych staje się przekleństwem …

Budzisz się i nie pamiętasz ostatnich dni, ale wpierw nawet nie wiesz, że one minęły. Nie myślisz jasno, powoli, bardzo powoli, przypominasz sobie ostatnie godziny, a przynajmniej tak sądzisz. W końcu dociera do ciebie, iż kilkadziesiąt godzin jest czarna dziurą, nic nie przychodzi ci do głowy, panika zaczyna cię ogarniać, wraz z nią pojawia się strach, nie zdajesz sobie sprawy, że będzie ci on towarzyszyć od tej chwili ciągle.  
Klara dobrze bawiła się na imprezie, nie przesadziła z alkoholem, ale … obudziła się na klatce schodowej swojego domu i nie wie dlaczego znalazła się w tym miejscu. Jeszcze większe zdziwienie budzi się w niej gdy orientuje się, że nie pamięta nie ostatnich kilku godzin, lecz paru dni. Zaskoczenie zamienia się w przerażenie, to co jest w stanie ustalić jedynie wzmaga strach. Komu zwierzyć się z tego co się wydarzyło? Kto jej uwierzy? Dlaczego właśnie ją to spotkało? A może nie tylko ona jest ofiarą? Czy sprawca obserwuje ją? Tak dużo pytań, na które Klara chce znaleźć odpowiedzi, pomimo lęku. Oglądanie się za siebie jedynie wzmaga zdenerwowanie. Świadomość, że komuś przydarzył się podobny dramat wydaje się pomocne, do pewnego momentu … Lisa czasami miała wrażenie, iż zaczyna wracać do równowagi, jednak zawsze coś podkopywało jej wiarę, a może stał za tym ten sam człowiek, który wymazał z jej pamięci kilka dni? Po tym wydarzeniu już nic nie było takie jak wcześniej, ciągłe wyczekiwanie na atak potęgowało i tak ogromną trwogę … Czy i Klarę to czeka? Przecież znalazła się w identycznej sytuacji, co łączy te dwie młode kobiety oprócz przerażających kilku dni jakich nie pamiętają? Dlaczego one zostały uwięzione w tej bolesnej pułapce?

Nie ma szybkiej akcji, efektownych strzelanin, błyskotliwego detektywa także brak, ale jest coś innego, bardziej dramatycznego i jednocześnie spektakularnego, przyprawiającego o dreszcze  i przenikającego aż do kości – matnia, prawdziwa, nie w przenośni, tym bardziej odczuwalna gdyż rozgrywająca się w umyśle oraz wypalająca w nim swoiste piętno. Magda Stachula nie po raz pierwszy dała do rąk czytelników historię, w której nic nie jest oczywiste, a to co najważniejsze rozgrywa się na kilku płaszczyznach i przede wszystkim w głowach bohaterów. „ W pułapce” jest pierwszorzędnym thrillerem psychologicznym w jakim niepokój odczuwa się dosłownie od pierwszych do końcowych zdań, a ostatnia kropka nie zamyka całości, stanowi chwilową ciszę przed nieuchronną burzą w przyszłości, jak dalekiej to pokaże czas. Pisarka użyła kilku planów czasowych, co w efekcie zapętliło fabułę, wyglądającą tylko z pozoru na nieskomplikowaną. Z jednej strony wszystko wydaje się aż nazbyt realne, z drugiej rodzą się podejrzenia, że to jedynie wymysł udręczonej pamięci, chociaż czy na pewno? "W Pułapce” oddano z szczegółami walkę z lękiem, coraz bardziej ingerującym w egzystencję bohaterów strach oraz to jak pustoszy człowieka brak wspomnień. Życie wciąż się toczy, ani na moment nie zwalnia, a bohaterki próbują odzyskać coś co należy wyłącznie do nich, lecz zostało im odebrane. Atmosfera zagrożenia czasami tylko lekko zostaje zastąpiona przez zryw optymizmu, by bardzo szybko powrócić ze zdwojoną siłą. Nieuchronność pojawienia się tego kogo bohaterki się tak obawiają jest odczuwalne nie jedynie dla nich, lecz również dla czytających. Magda Stachula wirtuozersko oddała narastające emocje i coraz większe przerażenie, jedno i drugie uwięzione prawie cały czas w głowach oraz ograniczone do ścian domu, który już nie jest bezpieczny, ale stanowi ostatnią ostoję dla ofiary. Tytułowa "pułapka” ma wiele znaczeń, każda z postaci widzi ją inaczej, a wraz z kolejnymi wydarzeniami poszerza się jej sens.

Za możliwość 

przeczytania książki

dziękuję:


 

niedziela, 17 czerwca 2018

Insignis na letnie dni

Kolejna porcja lektur letnio-wakacyjnych znajduje się na półkach wydawnictwa Insignis. Część z nich już jest dostępna, inne pojawią się wkrótce, więc przestój w czytaniu nikomu nie grozi ;)


 
Barliona. Wirtualny świat pełen potworów, walk, przygód, tajemnic i graczy spragnionych tego, co w prawdziwym życiu niedostępne: elfów i magii, krasnoludów i gnomów, smoków i księżniczek oraz niezapomnianych konfrontacji.
Gracze Barliony pozostają online całymi miesiącami; zamknięci w podtrzymujących funkcje życiowe kapsułach, nie wracają do realu, ścigając się z innymi w levelowaniu postaci i zdobywaniu kolejnych osiągnięć. W Barlionie prawie wszystko jest dozwolone, a gracze nie odczuwają bólu i cierpienia. Tak działają filtry doznań: każdy cios, potknięcie, rana odbierane są przez graczy tak, jakby rozgrywały się na ekranie monitora: zupełnie bez bólu.
Ale od każdej zasady są wyjątki. Istnieje grupa graczy, dla których Barliona zamieniła się w piekło. To przestępcy, zesłani tam w ramach odbywania kary – ich filtry doznań są wyłączone. Odczuwają wszystko tak, jak w najprawdziwszym realu.
Główny bohater został skazany na osiem lat więzienia za nieumyślnie popełnione przestępstwo. W ramach kary osadzono go w jednej z barliońskich kopalni i przydzielono mu postać Szamana, jedną z najmniej popularnych klas. Ma wyzerowane statystyki. Nie zna reguł dotyczączych życia więźniów – ich świat w Barlionie wygląda zgoła inaczej niż świat wolnych graczy.
Czy uda mu się przetrwać? Czy poradzi sobie z panującymi w wirtualnych więzieniach złem i przemocą?


Rochelle Evans: ładna, popularna dziewczyna, która jeszcze nigdy się nie całowała.
Noah Flynn: nieprzewidywalny, atrakcyjny podrywacz.
Kiedy Elle postanawia zorganizować na szkolnym festynie budkę z całusami, nie ma pojęcia, że sama w niej usiądzie – ani że swój pierwszy pocałunek przeżyje z aroganckim Noah. Jej życie wywraca się do góry nogami. Czy ten romans przyniesie Elle happy end czy złamane serce?









 



Spisywana potajemnie po niekończących się dyżurach, bezsennych nocach i przepracowanych weekendach książka komika i byłego lekarza Adama Kaya Będzie bolało to szczery do bólu opis jego walki na pierwszej linii frontu brytyjskiej służby zdrowia. Z zabawnych, przerażających i wzruszających zapisków Kaya dowiecie się wszystkiego, co chcieliście wiedzieć (i czego wolelibyście nie wiedzieć) o życiu lekarzy na oddziale i poza nim.


Zagłębiła się w genealogię swojej rodziny na wiele pokoleń wstecz. Dzięki archiwom oraz badaniom genetycznym prześledziła dzieje swojej rodziny zarówno w okresie historycznym, jak i przedhistorycznym. Odkryła nie tylko wiele informacji o swych przodkach, lecz również to, że prawie wszyscy ludzie są ze sobą w jakimś stopniu spokrewnieni.
W badaniach pomagali jej liczni naukowcy: genetycy i antropolodzy.
W swojej książce Karin Bojs zabiera czytelnika w fascynującą podróż po Europie w czasie i w przestrzeni. Przemierzymy z nią tereny północnych Niemiec z czasów neandertalczyków i poznamy kromaniończyków z Francji. Moja europejska rodzina pełna jest zdumiewających faktów. Zwiedzając starożytne jaskinie, autorka dowiedziała się, że jej przodkowie żyli w ich okolicy wtedy, gdy powstawały malowidła naskalne. Ponowna, dokładniejsza analiza DNA wykazała, że genom Karin Bojs zawiera geny Lapończyków, a ona sama jest potomkinią łowców zbieraczy z epok brązu i żelaza oraz żyjących w późniejszych czasach wikingów.
Moja europejska rodzina to niezwykłe, nowatorskie, a zarazem osobiste spojrzenie na genetykę i geny, które w zdumiewający sposób odsłania dzieje pewnej rodziny oraz dowodzi wspólnej historii wszystkich europejskich narodów.


Budujemy światy w Minecrafcie, kiedy moglibyśmy budować tratwę; oglądamy najnowszy serial na Netfliksie, kiedy moglibyśmy oglądać gwiazdy; bezmyślnie buszujemy po mediach społecznościowych, kiedy moglibyśmy buszować po lesie; szukamy okazji w internecie, kiedy moglibyśmy szukać złota w strumieniu.
Mamy coraz lepsze smartfony, ale coraz mniej doświadczeń – świat skurczył się do rozmiaru ekranu przed oczami.
Księga dzikości przypomina nam, ile cudownych przeżyć czeka na nas za progiem. Jest pełna propozycji prostych i przyjemnych zajęć i gier na świeżym powietrzu. Dowiesz się z niej na przykład, jak zrobić tarniówkę, wspiąć się na drzewo, rozpalić ognisko, rozpoznać chmury po kształcie i zbudować szałas.
Ta książka pomoże ci odkryć w sobie dziecko.



 W głębi peruwiańskiej dżungli, miejsca pełnego tajemnic, czarna szeleszcząca masa atakuje amerykańskich turystów. W odległym o tysiące kilometrów Minneapolis agent FBI, prowadząc dochodzenie w sprawie dziwnej katastrofy lotniczej, dokonuje makabrycznego odkrycia. W Kanpurze naukowcy z centrum ostrzegania przed trzęsieniami ziemi nie mogą dać wiary odczytom z jednego z sejsmografów i wyruszają, by go sprawdzić. W tym samym tygodniu rząd Chin zrzuca – jak oficjalnie zapewnia, w wyniku fatalnej pomyłki – bombę atomową na peryferyjne miasto przygranicznej prowincji własnego kraju. Podczas gdy fala niepokojących incydentów przetacza się przez świat, do pewnego waszyngtońskiego laboratorium dociera tajemnicza paczka z Ameryki Południowej. Cokolwiek jest w środku, rwie się na wolność.
Świat staje w obliczu zagłady. Pradawny gatunek, przebudzony po tysiącach lat hibernacji, rusza na łowy.
Najgorsze, że to dopiero początek.

sobota, 16 czerwca 2018

Świat magii


„Kroniki Drugiego Kręgu. 
Drugi Krąg”
Ewa Białołęcka

Powroty nie są łatwe, zwłaszcza kiedy trzeba opuścić przyjaciół i stawić czoła sprawom z przeszłości. Jednak bez tego kroku trudno myśleć o przyszłości, bo ta może się rozpocząć jedynie wówczas gdy w końcu rozliczy się z tym co było. Nowy rozdział w życiu jest szansą by poznać świat od nieznanej strony.

Siedziba Kręgu jest także miejscem skupiającym młodych adeptów magicznego rzemiosła. Kamyk wyróżnia się spośród swoich kolegów, stał się już prawdziwą legendą, pomimo, że ma dopiero kilkanaście lat. Czy szkoła jest mu w ogóle potrzebna? Koledzy zdążyli się poznać, zaprzyjaźnić, on natomiast jest wśród nich nowy, dodatkowo musi przywyknąć do surowych zasad. Wśród podobnych sobie można znaleźć przyjaciół i nauczyć się, że zaufanie im nie jest aż tak trudne. Ale spokój nie jest dany ani Kamykowi, ani pozostałym, chłopcy widzą co się dzieje wokół nich i mają dość tego jak są traktowani. Czarodzieje nie są wolni od ludzkiej zazdrości, obawy przed utratą władzy i konkurencją. Nawet kiedy wydaje się, że w końcu wszystko jest takie jak powinno być okazuje się, że to jedynie zręczna iluzja. Kamyk przeżył już niejedną przygodę, tym razem ma przed sobą chyba największą. Do stracenia jest prawie wszystko, a do zyskania? Coś co docenia się dopiero gdy zostaje utracone …

Pierwszy tom cyklu „Kronik Drugie Kręgu” był wspaniałą lekturą, podczas której humor, magia, ciekawa historia i przede wszystkim bohaterowie bez reszty zaprzątnęli moją uwagę. Nic więc dziwnego, że druga część musiała zostać przeczytana prawie od razu. Okazało się, iż kontynuacja jest równie dobra jak „Naznaczeni błękitem” i dodatkowo wprowadza więcej awanturniczych elementów. Główne postacie są już znane, lecz wciąż mają tajemnice w zanadrzu, a okres dojrzewania sprzyja pojawianiu się sekretów, zawieraniu przyjaźni i buntowi. Ten ostatni jest jednym z motywów wiodących i źródłem głównego wątku, czytelnicy mają także okazję poznać jeszcze bliżej bohaterów na ich drodze do dorosłości. W „Drugim Kręgu” został utrzymany czarodziejski klimat, nadający opowieści niezwykłości i unikatowości. Ewa Białołęcka, przedstawiając dalszy ciąg losów młodych czarodziejów i ich starszych znajomych, nie zapomina, że stają się oni starsi i pokazuje jak zmieniają się pod wpływem tego co ich otacza oraz własnych doświadczeń. Baśniowość nie oznacza, iż nie są poruszane trudniejsze tematy, wprost przeciwnie zręcznie wplecione w fabułę stanowią jej integralną część i pogłębiają wymowę. Druga odsłona „Kronik Drugiego Kręgu” pokazuje wagę przyjaźni oraz jak się ona rodzi, lecz również kulisy władzy oraz mechanizm wykorzystywania jej do prywatnych celów. „Drugi Krąg” łączy w sobie magię i rzeczywistość, jedno i drugie, chociaż rządzi się innymi prawami, doskonale ze sobą współgra, uzupełniając się nawzajem oraz tworząc niezapomnianą opowieść.




Za możliwość przeczytania książki


dziękuję wydawnictwu:

Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo jaguar