wtorek, 22 listopada 2016

Człowiekiem jestem ...

"Labirynt kości"
James Rollins


"Człowiekiem jestem i nic ludzkie nie jest mi obce"
Terencjusz

Jak bardzo różnimy się od innych istot zamieszkujących Ziemię? Czy odczuwana przez tak wielu z nas wyższość wobec innych gatunków powinna być powodem do dumy? Do czego jesteśmy zdolni by zdobyć władzę nad innymi? Każde z tych pytań z osobna nie wydaje się zbyt groźne, ale już ich suma każe się zastanowić nad naszą prawdziwą naturą, nie tą wygładzoną przez cywilizację, lecz jej wersję pierwotną z domieszką ambicji i chłodno wykalkulowanej bezwzględności. Nie liczą się ofiary w drodze do celu, najważniejsze jest by osiągnąć sukces, to zwycięzcy piszą historię. Tylko czy na pewno tak jest?

Dlaczego zaatakowano amerykańskie laboratorium naukowe i badaczy eksplorujących chorwackie jaskinie? Obie napaści były przeprowadzone w bardzo krótkim czasie, wydaje się je nic nie łączyć. Jedynym punktem wspólnym są dwie kobiety - Lena oraz Maria Crandall. Kim są, że znalazły się na czyimś celowniku? Jedna z nich ma trochę więcej szczęścia i ukrywa się przed napastnikami, druga zostaje uprowadzona wraz z młodym gorylem, który był pod jej opieką i jednocześnie jest obiektem badań. Komu zależało na porwaniu uczonych? Odpowiedź muszą znaleźć agenci Sigmy, zawsze działają niestandardowo, ale tym razem może to być niewystarczające. Przeciwnik jest nieznany, nie zostawił po sobie śladów, krokom jego wysłanników towarzyszy krew i śmierć, a czas nie jest sprzymierzeńcem Sigmy. Lena i Maria w swoich badaniach skupiały się nad gatunkiem naczelnych, ich wyniki są intrygujące, gdyby do tego dodać podziemne odkrycie to sprawa zaczyna wyglądać na więcej niż intrygującą. Czy ludzkość jest gotowa na zmierzenie się z prawdą o sobie? Na pytanie to na razie nikt nie chce odpowiadać, kiedyś już padło, teraz nie da się już uciec przed nim, lecz na razie najważniejsze jest wyprzedzenie wroga. Może prawda jest całkiem inna niż ktokolwiek przypuszcza i ukryta w miejscu od wieków uważane za mit? Komandor Pierce widział już niejedno, niewiele go jeszcze może zaskoczyć, jednak w tym przypadku czeka go co i rusz niespodzianka, zespół działa w grupach. Jedyne wsparcie jakie mogą sobie zapewnić to jak najszybsze rozwiązanie zagadki sprzed tysięcy lat i ocalenie życia ludzi jakim tylko oni mogą zapewnić iluzję bezpieczeństwa. Jednocześnie Sigma jest zwierzyną i myśliwym, role odwracają się jak w kalejdoskopie, każdy błąd jest bezwzględnie wykorzystywany przez drugą stronę, szaleńcza podróż po kilku kontynentach kończy się w nieoczekiwanym punkcie.

Kiedy siostry Crandall zaczynały swoje badanie nie spodziewały się do czego one doprowadzą. Nie wiedziały, że ich ideały w starciu z rzeczywistością przyniosą efekty odmienne od zamierzeń. Ambicja bywa niezbyt dobrym doradcą, nauka jest o wiele groźniejszą bronią niż jakikolwiek karabin. Z połączenie tych dwóch składników rodzi się zło trudne do powstrzymania i przede wszystkim skrywające swe prawdziwe oblicze aż do momentu gdy może być za późno by je powstrzymać.

Kolejne spotkanie z agentami oddziału Sigmy już za mną. Jak zawsze z góry było wiadomo, że będzie sensacyjnie z duża dawką fantastyki naukowej, a kolejne wydarzenia będą następowały po sobie z ogromną prędkością. James Rollins pozostał wierny swojemu przepisowi na fabułę i zaserwował czytelnikom opowieść, w jakiej nie brak tajemnic, spisków, faktów wydających się fikcją i niezwykle prawdziwej fikcji. "Labirynt kości" nie zawiódł moich oczekiwań, wprost przeciwnie, szalona pogoń po kilku kontynentach, zagadka licząca kilkadziesiąt tysięcy lat, przerażające badania naukowe i człowiek, wciąż szukający źródeł swego pochodzenia, wciągnęły mnie od razu i nie pozwoliły na dłuższą przerwę w czytaniu niż zaparzenie kubka herbaty. Każdy z tych elementów z osobna byłby dobrym materiałem na książkę, razem dają mieszankę wybuchową, przy czytaniu której trzeba być nastawionym na szybkie tempo akcji, splatanie się rzeczywistej wiedzy z utopijnymi teoriami i intrygującymi niespodziankami, tłem dla nich jest ludzkie pragnienie zapanowania nad światem. James Rollins pod sensacyjno-przygodowym tłem "przemyca" poważniejsze kwestie związane z doświadczeniami na zwierzętach, etyką tego rodzaju badań oraz do czego może prowadzić kierowanie się zasadą - cel uświęca środki. Współcześnie coraz częściej dostrzegamy mroczną stronę nauki, lecz jeszcze zbyt rzadko jesteśmy skłonni z nią walczyć, "Labirynt kości" przedstawia niezwykle interesującą jej wizję, wartą poznania. 





            
               Za możliwość przeczytania książki 
    
   Dziękuję 


     wyd. Albatros

sobota, 19 listopada 2016

Prawda wyzwala

"Motyle i ćmy"
Ewa Przydryga


Na początku była przyjaźń, łącząca osoby różniące się od siebie jak woda i ogień oraz dająca wsparcie gdy jest ono potrzebne. Potem zdarzyła się tragedia, niszcząca tak wiele i pozostawiająca w ludziach piętno, przypominające codziennie o tym co miało miejsce kiedyś. Można próbować uciec od wspomnień, ale one i tak znajdą sposób by w najmniej oczekiwanej chwili dać o sobie znać. Jak długo można ignorować ból i oddalać się od tego co jest najważniejsze w życiu? Odpowiedź na to pytanie pada wtedy gdy prawie jest już za późno by uratować przyszłość.

Sukces nie przychodzi łatwo, czasem trzeba przez lata walczyć by zaistnieć w stolicy haute-couture. Juliette Różańska jest u progu wielkiej kariery, jej projekty zdobyły już uznanie, ale przed młodą kobietą jeszcze trochę drogi do sławy, chociaż podąża we właściwym kierunku. Jeszcze kilka tygodni i zabłyśnie na paryskim pokazie, potwierdzi pokładane w niej nadzieje i ziści swoje marzenia. Teraz jedynie musi skupić się na pracy, nie powinna niczym innym rozpraszać się, ma to czego inni pragną, a Paryż za niedługo będzie leżał u jej stóp. Jednak na tej pięknej fasadzie pojawiają się niepokojące rysy, ktoś niszczy wielotygodniową pracę, a to dopiero początek złej passy. Juliette włożyła w tę kolekcję zbyt dużo by poddać się tuż przed wielkim finałem, lecz nie tylko to kreacje są ważne. Zaczyna prowadzić własne śledztwo w tej sprawie, ale coś jeszcze zaprząta uwagę dziewczyny. Komuś zależy by przypomniała sobie o przeszłości, a w szczególności o konkretnym wydarzeniu. Dlaczego właśnie teraz uderza w Różańską? Przez tyle lat panował spokój, lub raczej zręcznie podtrzymywano jego iluzję, a teraz, po tylu latach, kolejne wydarzenia kawałek po kawałku odsłaniają skrzętnie ukrywaną prawdę. Przypadek czy co więcej stoi za tym? Julia przecież zapłaciła bardzo wysoką cenę za teraźniejszą pozycję. Komu może zaufać i ile jest w stanie wyjawić by jej egzystencja nie rozsypała się jak domek z kart? Zbyt dużo już poświęciła, ale czy uda się rozwikłać zagadkę z przeszłości i tę teraźniejszą?

Za błędy trzeba zapłacić, prędzej albo później los wystawia rachunek, nigdy nie jest on niski. Czasem jednak kryje się w nim coś czego nikt nie spodziewa się - nadzieja. To dzięki niej w końcu stawia się czoła demonom jakie od tak dawno żywiły się strachem bólem. Czy nie jest już za późno na poznanie prawdy? Determinacji Julii jest ogromna i chyba ktoś ją pominął w swoim planie.

Na debiuty jedni patrzą niezwykle krytycznie, drudzy traktują je pobłażliwie, są i tacy, którzy po prostu zaczynają lekturę i koncentrują się na niej, bo w końcu ona najbardziej ich interesuje. Biorąc do rąk "Motyle i ćmy" pominęłam informację, że to debiutancka książka i skupiłam się na przedstawionej historii, która bardzo szybko wciągnęła mnie w nurt swej fabuły. Ewa Przydryga postawiła na zaintrygowanie czytelnika już od pierwszej strony i jak okazało się strategia ta rozwijana w kolejnych rozdziałach sprawdziła się doskonale. Nim poszczególne elementy kryminalnej układanki znajdą się na swoim miejscu czytający odkryją kulisy wielkiej mody, Paryż ze swymi kafejkami i bistrami, francuskie wybrzeże, egzotyczną Indonezję oraz swojski Poznań. Każde z tych miejsc ma odegrania swoją rolę w opowieści jakiej przeszłość i teraźniejszość są związane mrocznym węzłem. Bohaterowie skrywają bolesne tajemnice, pod maską życiowego sukcesu ocierają łzy i próbują nie wracać do wydarzeń, które naznaczyły ich na zawsze. Sekret sprzed lat okazuje się mieć całkiem inne oblicze niż ktokolwiek przypuszczał i niesie z sobą ogromne zagrożenie. Jeżeli tak wygląda debiut to druga książka ma bardzo wysoko ustawioną poprzeczkę, dorównanie "Motylom i ćmom" nie będzie łatwo.

Za możliwość przeczytania książki 

Dziękuję
wyd. NOVAE RES





czwartek, 17 listopada 2016

Premiery wydawnictwa Rebis

 Dla każdego coś miłego czyli garść najbliższych premier wydawnictwa Rebis:


Książka ta jest owocem wielu wizyt w Izraelu i Palestynie, lat poznawania tego niezwykłego zakątka planety. Autor odwiedzał Ziemię Świętą zarówno w czasie pokoju, kiedy rojno w niej było  od turystów i pielgrzymów, jak i podczas wojny, kiedy snuł się po pustych uliczkach Jerozolimy i samotnie siedział w Kaplicy Anioła w... pustej Bazylice Grobu Świętego.
Popularny dziennikarz w tonie lekkiej, ale  pasjonującej gawędy ukazuje nie tylko duchowe oblicze tej ziemi, skupiającej trzy monoteistyczne religie, ale też migawki z jej życia z religią niemającego nic wspólnego – kibuce, kobiety w armii, pracę w nowoczesnej telewizji – obalając przy tym wiele stereotypów dotyczących współczesnych Izraelczyków.



James Doty pochodzi z Lancaster, niewielkiego miasta położonego na obrzeżach kalifornijskiej pustyni. Wychowywał się w ubogiej rodzinie, obciążonej doświadczeniami związanymi z alkoholizmem ojca i przewlekłą depresją matki ze skłonnościami samobójczymi, przykutej do łóżka po przebytym udarze. W ówczesnym, przygnębiającym życiu dwunastoletniego Jamesa nie było widoków na przyszłość, ale podczas wakacji w 1968 roku nieoczekiwanie wszystko się zmieniło. Pewnego dnia, jeżdżąc po smutnym, rodzinnym miasteczku na swoim rowerze, pomarańczowym sting-rayu, znalazł się nieopodal niewielkiego, podupadłego centrum handlowego i przypadkiem wstąpił do sąsiadującego z nim sklepu z rekwizytami iluzjonistycznymi. Poznał tam Ruth, kobietę, która przekazała mu magiczną umiejętność – nauczyła go, jak ulżyć sobie w cierpieniu i wyzwolić zdolność do wyrażania najgłębszych pragnień.



Firmy Nike nie trzeba nikomu przedstawiać - to jeden z najpotężniejszych graczy na rynku odzieży, obuwia i sprzętu sportowego, z roczną sprzedażą rzędu 30 miliardów dolarów. Nie każdy jednak wie, kim jest Phil Knight - człowiek, który stworzył tę markę za garść dolarów pożyczonych od ojca, a potem przez dziesięciolecia kształtował jej potęgę. Jego wspomnienia są fascynującą podróżą w czasie i zaskakująco szczerą, intymną opowieścią o tym, jak realizować marzenia. Knightowi dopisało szczęście: jak większość młodych ludzi, krótko po studiach nie miał szczegółowego planu na życie, ale miał swój Szalony Pomysł. Kochał bieganie i czuł, że nie będzie szczęśliwy, jeśli nie zwiąże kariery zawodowej z pasją. I właśnie o tym, jak zmienić zamiłowanie do sportu w niewyobrażalny sukces komercyjny, opowiada ten pamiętnik - zaskakujący, skromny, niefiltrowany, zabawny i pięknie napisany.






Trzydziestojednoletnia Nikki Eaton – niezamężna, seksualnie wyzwolona i samodzielna finansowo – raczej nigdy nie myślała o sobie w kategorii córki. A jednak kiedy z dnia na dzień nieoczekiwanie traci matkę, przechodzi ogromną wewnętrzną przemianę. Jeden burzliwy rok, wypełniony przerażającymi zdarzeniami i rozpaczą, przyniesie jej oświecenie, wiedzę, a nawet – niespodziewanie – miłość, która pomoże jej się podźwignąć.

Oates, jedna z najznakomitszych pisarek amerykańskich, z niezwykłą precyzją nakreśliła wciągający i poruszający obraz głębokiego żalu i oczyszczającego smutku, który pozwala spojrzeć na życie inaczej.





„Pani to ma fajną pracę. Przyjdzie sobie na godzinkę, coś tam przeczyta i do domu” – to zdanie Beata Tadla usłyszała setki razy.
W końcu postanowiła opowiedzieć historie, które ułożyły się w album niezwykłych wspomnień z pracy w radiu i telewizji. Kulisy wpadek, reakcje na niespodziewane zdarzenia, najtrudniejsze momenty, niesforni goście, kłopotliwe prezenty, śmiech, łzy, nerwy, chwile zwątpienia i satysfakcji - to i jeszcze wiele innych opowieści z drugiej strony ekranu znaleźć można w Czego oczy nie widzą.

wtorek, 15 listopada 2016

Opowieści pewnego druida

"Tarcza Gai. 
Opowieści żelaznego druida"
Kevin Hearne

Atticus O`Sullivan wcale nie jest zwyczajnym dwudziestoparolatkiem, chociaż sprawia takie wrażenie. No przynajmniej wierzy w taki portret większość tych, którzy nie znają go zbyt dobrze, jakby nie było jak cię widzą tak cię piszą, a on nie wyprowadza z błędu nikogo. Jak się ma na karku ponad dwadzieścia stuleci to człowiek co nieco wie już o ludziach i jakoś tak nie dzieli się szczodrze z otoczeniem informacjami o sobie. Jednak niekiedy czyni się wyjątek, bo pamięć jest też i po to by powspominać stare, dobre lub nie, czasy.

Druidzi nadal są wśród nas, przynajmniej jeden z nich. Nie przypominają celtyckich kapłanów z kreskówek, i zbytnio nie starają się wyróżnić z ogółu, Atticus od wieków tak postępuje i najczęściej udaje mu się to doskonale. Niestety spokojny żywot od dawna nie jest mu pisany, po części jest to efektem jego sprawek, a po części to wina bogów. Ci ostatni wcale nie są mitem, wprost przeciwnie, mają się dobrze, chociaż szersze zainteresowanie ze strony wyznawców byłoby mile widziane. Czasem trzeba też załatwić stare sprawy, takie na przykład jak z pewną egipską książką będącą własnością bogini. Powiedzieć, że Bastet niezbyt lubi O`Sullivana to tak jakby nic nie powiedzieć, ona wprost pała chęcią zemsty i raczej trudno będzie ją powstrzymać by nie wyrządziła druidowi krzywdy. Ale ten ma pewnego asa w rękawie i nie zawaha się go użyć, bo tylko w ten sposób wypełni swoją misję z kategorii niemożliwych do wykonania. Sobek to nie byle przeciwnik, podobnie jak i jego wielbiciel z zwierzątkami domowymi w postaci kroodyli. Zresztą nie z nim jednym Atticus ma na pieńku, niejaki Odyn chętnie by też dołożył mu za kilka wydarzeń z przeszłości. No i jeszcze panteon bóstw celtyckich również niejedną opowieść przytoczyłby na temat tego konkretnego kapłana. O`Sullivan nie jest takim zwyczajnym druidem, przez setki lat zapisał się w pamięci wielu, oczywiście wspomnienia jednej strony różnią się "ciut" od tych z drugiej, ale cóż poradzić na to. Każdy ma swoją wersję wydarzeń i jej trzyma się, zwłaszcza gdy dzieli się nią z innymi, bo czy będzie okazja do porównań? Raczej nie, no chyba, iż któreś z bóstw zechce sobie "pogawędzić" rzeczonym druidem, lecz to już całkiem nowa opowieść, równie ciekawa co pozostałe. W końcu niecodziennie odnajduje się Graala, a i pozdrowienia do piekła nie każdy wysłać może.

Ile jest prawdy w tych opowieściach? O to już trzeba by zapytać O`Sullivana osobiście, naturalnie gdy będzie sposobność, a na razie lepiej pogrzebać w mitach i legendach, bo niejeden ślad pozostawił w dziejach świata, co nawet Szekspir potwierdziłby.

Dziewięć opowiadań z "Tarczy Gai. Opowieści żelaznego druida" jest gratką nie tylko dla wielbicieli Atticusa, ale i dla szerszego grona. Każda z opowieści to odrębna całość, a w sumie pozwalają poznać nieznane wątki, nawet czytelnik po raz pierwszy spotykający się z bohaterami wykreowanymi przez Kevina Hearne, bez trudu odnajduje się w lekturze. Niezaprzeczalny humor oraz swobodne nawiązania do znanych motywów dają w efekcie zbiór interesujących gawęd. Autor zadbał by krótka forma nie była okrojoną wersją, lecz stanowiła zamkniętą historię. Po przeczytaniu antologii ma się ochotę bliżej poznać nieszablonowego druida, tak różnego od potocznych wyobrażeń i z wieloma "grzeszkami" na sumieniu oraz jego niecodzienne przygody ze śmiertelnikami i bóstwami w rolach głównych. Atticus O`Sullivan przenosi czytających w przeszłość, która z jego perspektywy nabiera całkiem nowych barw.






Za możliwość przeczytania książki
 
 dziękuję wyd. Rebis


sobota, 12 listopada 2016

Kto jak nie one?

"W rytmach charlestona"
Grzegorz Piórkowski


Czasem wystarczy chwila by błaha sprawa nabrała całkiem innego kontekstu. Jedno spojrzenie, kilka słów i niepozorne zdarzenie prowadzi do daleko idących, w swych skutkach, wniosków. Potem to już pozostaje tylko obmyślanie planu oraz wprowadzenie go w życie. No, jest jeszcze miejsce na finał, może nie do końca taki jaki powinien być, ale niespodzianki mają to do siebie, że zaskakują i nie da się ich przewidzieć.

Porwanie to poważna sprawa, szczególnie gdy jego ofiarą ma być nie kto inny jak Zula Pogorzelska, gwiazda filmowa i kabaretowa. Tym powinna zająć się policja, ale przecież nikt nie uwierzy kilku gimnazjalistkom kiedy przyjdą z tak niecodziennym zgłoszeniem. Dziewczyny wiedzą, że przed nimi trudne zadanie, lecz przecież jedynie one mogą uratować sławną aktorkę. Maja, Jadzia, Marysia i Andzia przystępują więc do działania, cel jest jasny, a i podejrzani w miarę znani, pozostaje podjąć odpowiednie kroki, które zapobiegną temu niecnemu czynowi. Z zebranych wiadomości należy złożyć obraz sytuacji i przemyśleć strategię misji ratunkowej. Warszawskie ulice i kawiarnie stają się świadkiem poważnego dochodzenia, może komuś postronnemu wydawałoby się, że dziewczęta porwały się na rzecz ją przerastającą, lecz najwidoczniej nie doceniłby ich pomysłowości oraz determinacji. Nie straszni im przestępcy, liczy się tylko ona - Zula Pogorzelska i jej bezpieczeństwo, resztę jakoś należy zaplanować tak by ulubienicy publiczności nic się nie stało. Zamierzenia są zacne, jednak rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana, ale co cztery zmyślne głowy to nie jedna i scenariusz operacja ratowania gwiazdy na pewno powiedzie się. Zresztą dziewczyny są bardzo zdeterminowane i dadzą sobie radę z każdą przeciwnością, w końcu tylko one wiedzą co się czeka Zulę!

Gwiazda, gimnazjalistki i Warszawa lat trzydziestych. Nie, to nie plan filmowy, ale prawdziwe wydarzenia, w które wplątała się czwórka przyjaciółek i pewna słynna artystka, przy czym ta ostatnia zupełnie nie jest świadoma swego udziału w tej awanturze. Jak skończy się ta zabawa? Dziewczyny są mocno zdeterminowane by chronić swą ulubienicę, a przestępcy nie wiedzą z kim zadarli ...

"W rytmach charlestona" jest opowieścią mocno osadzoną w realiach przedwojennej, Grzegorz Piórkowski z pietyzmem oddał atmosferę tamtych lat, nie zapominając także  drugim planie, jakim są warszawskie kawiarnie, cukiernie i ulice. Z bohaterami przemierzamy dawną Warszawę, widzimy ją ich oczyma, a jest co i przede wszystkim kogo oglądać. Znane postacie grają epizodyczne role w tej historii, ale wzbogacają ją, chociaż pierwszoplanowe bohaterki nie pozwalają  zepchnąć się w cień, to one są siłą napędową fabuły. Rezolutne gimnazjalistki śledzą, prowadzą dochodzenie i obmyślają plan ratowania Zuli Pogorzelskiej, a czytającym pozostawiają trzymanie kciuków za ich misję.

Za możliwość przeczytania książki 

Dziękuję
wyd. NOVAE RES





czwartek, 10 listopada 2016

Co z tą miłością?

"Trudna miłość"
Meredith Wild


Zakończenie "A potem żyli długo i szczęśliwie" rodzi pytania, a co potem? Wiadomo, iż rzeczywistość to nie baśń i poza radościami serwuje także dawkę, czasem dość sporą, niezbyt przyjemnych niespodzianek. Jak dalej potoczy się bajka-już nie-bajka? To zależy od tych, którzy jeszcze przed momentem byli pewni, że ich marzeniom już nic nie zagrozi. Płomienny romans w zderzeniu z życiową prozą nie zawsze wychodzi zwycięsko, ale zdarza się, iż bolesne zawirowania pozwalają przekonać się o sile miłości.

Miało być w końcu spokojnie, szczęście powinno towarzyszyć im wciąż, a o problemach w ogóle chciano zapomnieć. Niestety wspomnienia i blizny, nie tylko te fizyczne, nie do końca pozwalają się cieszyć Erice i Blake`owi sobą nawzajem. Okazuje się także, że ich przeszłość jest wciąż żywa i to nie jedynie w ich pamięci, lecz także ma jak najbardziej realny wymiar. Prawie od razu po powrocie do domu z niezapomnianej podróży poślubnej daje o sobie znać to o czym oboje chcieli zapomnieć. Jedno z nich stara się trzymać emocje na wodzy, drugie wprost przeciwnie daje im upust, tych dwojga za wszelką cenę pragnie chronić łączące ich więzy, jeszcze nie do końca okrzepłe i nadzwyczaj wrażliwe na wszelkie ciosy. Te ostatnie podkopują zaufanie, ale i wyzwalają siłę jakiej nikt się nie spodziewał. Erica już nie raz musiała stawić czoła ludziom jacy ją krzywdzili, Blake miał być tarczą ochronną, lecz czasem nie wszystko przebiega zgodnie z życzeniami. Zamiast upragnionego spokoju walka, tylko czy ma ona sens gdy Blake nie chce pomóc sobie samemu? Jak się ma do tego jego przyrzeczenie, że nie pozwoli już nigdy nikomu skrzywdzić Ericki? Dlaczego tak postępuje? Co kryje się za uporem mężczyzny? Na szali kładą swoje szczęście i coś o wiele cenniejszego, o czym marzyli. Łatwo zniszczyć nadzieję na lepsze jutro, chociaż czy na pewno? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi, lecz jedno wydaje się niepodważalne - Erica zrobi wszytko by jej mąż został oczyszczony z zarzutów, nawet wbrew jego woli. FBI nie zamierza tak łatwo odpuścić komuś, kto dał się we znaki agencji i przede wszystkim pamiętliwym agentom, jednak ktoś nie zamierza patrzeć z boku na to co właśnie ma miejsce.

Czy można uwolnić się od dawnych grzechów i jak długo powinno się płacić za błędy, które dawno już zostały zadość uczynione? Czy miłość to nie za mało by zwyciężyć demony przeszłości? Nie tak dawno Blake i Erica składali sobie przysięgę, w tamtej chwili wierzyli w nią, ale los dał im do odrobienia życiową lekcję, dużo nie trzeba by jedno z nich nie sprostało temu zadaniu.

Można porównywać jedną książkę do drugiej, ale warto także dostrzec to co w konkretnej historii jest istotne. "Trudna miłość" to ostatnia część cyklu, opowieść o przyszłości stającej się teraźniejszością po ostatnim zdaniu "żyli długo i szczęśliwie". Czym można zaciekawić czytelników, gdy wydaje się, że już wszystko zostało powiedziane? A może, tak jak Meredith Wild, po prostu wystarczy opowiedzieć do końca to co się zaczęło, dokończyć wątki i wpleść w nie nowe detale, tak, by zaintrygować na ostatniej prostej odbiorców? Ten sposób zdał egzamin, nawet osoby, które nie czytały wcześniejszych tomów bez trudu odnajdą się w poszczególnych elementach fabuły. Autorka wyważyła stronę obyczajową oraz uczuciową, zgrabnie nawiązała do wcześniejszych wydarzeń i pokazała kolejny etap dojrzewania związku bohaterów, wciąż zmagających się z przeszłością. Cień tego co było obecny jest do samego końca, czasem przybierając szczęśliwe odcienie, a czasem przypominając o mroczniejszych odcieniach życia.


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję:
 


poniedziałek, 7 listopada 2016

Czy znasz swojego sąsiada?

"Zabójca z sąsiedztwa"
Alex Marwood

Czy wiesz kto mieszka tuż obok Ciebie? Kim są ludzie, których codziennie mijasz na korytarzu i pozdrawiasz? Współcześnie wydaje się nam, że wiemy wszystko o wszystkich, w końcu internecie codziennie sami umieszczamy informacje o sobie samych, a i inni także uzupełniają nasze wirtualne dossier, wystarczy chwila by sprawdzić kogo tylko chcemy. No właśnie, jak się ta wiedza ma do rzeczywistości? Czyżby nie mieliśmy już tajemnic przed nikim i nic nas nie jest w stanie zaskoczyć w bliźnich? A może to jedynie iluzja, niegroźna dopóki nie odbije się rykoszetem w naszym kierunku?

Mieszkania przy Beulah Grove 23 w Londynie do ekskluzywnych nie należą, najlepiej powiedzieć to sobie wprost i bez jakichkolwiek ogródek - jedynie ci, którzy nie mają innego wyjścia znajdują lokum pod tym adresem. Colette wybrała to miejsce ze sobie znanych powodów, podobnie było w przypadku Cher, reszta lokatorów egzystuje w tym budynku także nie z powodu jego wątpliwego uroku, jedynie Vesta jest wśród nich wyjątkiem, ale dla niej to po prostu dom i tyle. Szóstka mieszkańców widuje się na schodach, większość zna się tylko z widzenia i to im wystarczy, przynajmniej części z nich, niestety egzystencja przy Beulah Grove 23 nie sprzyja zacieśnianiu więzi. Sąsiedzkie stosunki są w miarę poprawne, nikt nie wchodzi z butami w życie innych, swoje problemy zostawia za drzwiami wynajmowanych czterech ścian. Jednak czasem każdy potrzebuje pomocy drugiej człowieka, lecz jak to bywa nic nie jest aż tak proste i tym razem również. Pewna noc przynosi z sobą dość niecodzienny problem i wymusza na kilkorgu, dotąd znanych sobie z widzenia osób, specyficzny sojusz. Nie są są zadowoleni z sytuacji, w której się znaleźli, na dodatek doskonale zdają sobie sprawę, że wtajemniczanie kogokolwiek, w to co się wydarzyło, nie wchodzi w rachubę. Jeżeli zrobią nawet jeden błędny ruch nikt nie uwierzy im. Niekiedy prawda to za mało by wyjść obronną ręką z opresji, w takich okolicznościach jest się zmuszonym wejść na bardzo niebezpieczną ścieżkę, nie gwarantującą sukcesu, lecz dającą promyk nadziei na utrzymanie dotychczasowego status quo. Ale czy na pewno wszyscy mają podobny powód by brać udział w tym niezwykłym pakcie? W końcu nie wiedzą o sobie dużo, do tej pory zbytnio nie interesowali się kim są, chociaż czy rzeczywiście tak było? Prawie codziennie widywali się, dzieliły ich cienkie ściany, teraz połączyła ich wspólna tajemnica, co znaczy jeszcze jeden sekret gdy skrywa się niejeden? Budynek przy Beulah Grove z numerem 23 pozwalał na ukrycie się i dawał anonimowość, lecz teraz może stać się pułapką, bo czai się w nim morderca i nie jest to ktoś obcy.

Na pewno znasz swojego sąsiada? Nie wystarczy, że rozpoznajesz go na schodach, jedna z mijanych twarzy jest maską, pod jaką ukrywa się zabójca. Wystarczy chwila nieuwagi lub raczej zaufania komuś kto wydaje się znany by stać się ofiarą. Czy jesteś gotowy na rozgrywkę, w której stawką jest twoje życie?

Zaskoczyć czytelnika kryminałów nie jest łatwo, gdyż niejedna sensacyjna opowieść za nim i nie tak łatwo go zainteresować. Początkujący w tym gatunku literackim również mają swoje wymagania, jedni i drudzy oczekują zagadek, które przykują uwagę i zaintrygują. Alex Marwood jedno i drugie serwuje w "Zabójcy z sąsiedztwa", dając już na wstępie kryminalny wątek, a następny zostaje wpleciony pomiędzy kolejne rozdziały, jednak to do dopiero początek. Czytający dostają do rąk fabułę w jakiej tylko na pierwszy rzut oka wiele wydaje się wiadomym, ale na kolejnych stronach sytuacja zaczyna się gmatwać i chociaż pewne przypuszczenia bardzo szybo się rodzą, to ciąg wydarzeń szybko je koryguje. Kto jest kim w "Zabójcy z sąsiedztwa"? Ktoś jest mordercą, lecz jego tożsamość wciąż pozostaje tajemnicą, na razie jest anonimową twarzą, chociaż przecież już się widziało, znane są tylko jego ofiary i zbrodnicze plany. Na tym jeszcze nie koniec, autorka przygotowała niespodziewany zwrot akcji i suspens zataczający pełne koło z nieszablonowym finałem, rzucającym wyzwanie prostym podziałom. Alex Marwood nie ogranicza się jedynie do kryminalnego motywu, w jego ramach porusza także problem wyobcowania i osamotnienia człowieka w świecie gdzie wydaje się to niemożliwe.





            

          Za możliwość przeczytania książki 


    Dziękuję 


     wyd. Albatros



sobota, 5 listopada 2016

Prawdziwa zbrodnia

"Jedyne wyjście"
Helen Fitzgerald


Dojrzałość nie jest słowem występującym w życiowym słowniku Catherine, dobra zabawa i zakupy, w różnej odmianie, za to jak najbardziej mają w nim stałe miejsce. Niestety czasem należy zrobić wyjątek, tym razem jest to pójście na rozmowę kwalifikacyjną do miejsca wskazanego przez matkę. Zajęcie w domu opieki na pewno nie widnieje na liście priorytetów dziewczyny, jednak trzeba się dostosować, przynajmniej na chwilę, do wymogów rzeczywistości i stworzyć pozory by mieć święty spokój i nadal żyć jak do tej pory. Rose jest dla niej nikim więcej niż obowiązkiem, po prostu pensjonariuszką, którą ma się opiekować w godzinach pracy i przysparzającą problemów na dodatek. Starość i choroba nie są elementami, goszczącymi zbyt często w życiu Catherine, zresztą w tym temacie ma wyrobione zdanie, niepoprawne politycznie, lecz nie bierze tego do siebie. Grunt, że jakoś daje sobie radę, chociaż łatwo nie jest, no i jeszcze ta Rose ze swoimi rysunkami i opowieściami o pokoju z numerem siedem. Co w tym pomieszczeniu może być aż tak straszne, że staruszka ostrzega ją przed nim? W końcu "Zielona Przystań" to tylko dom opieki i to mający bardzo dobrą renomę, więc za jego drzwiami nie ma miejsca na jakiekolwiek mroczne sekrety, ale jakby tak przyjrzeć się bliżej personelowi to ... Nie, to jedynie wyobraźnia kobiety z demencją i nic więcej. Rose po prostu ma urojenia, których nie ma co brać na poważnie, każdy w ośrodku wie o tym, a zresztą Catherine ma co innego teraz na głowie. Życie i bez takich opowieści jest trudne, zwłaszcza ostatnio coraz mniej przypomina te sprzed kilku tygodni, gdy liczyła się przede wszystkim zabawa i nowe posty na facebooku. Ale Rose jest uparta i wciąż nie daje spokoju dziewczynie, pokój numer siedem utkwił w jej pamięci pomimo demencji, a gdyby tak sprawdzić co w nim jest? Nie z ciekawości, lecz dla świętego spokoju?

Komu wierzyć kiedy ma się jedynie poszlaki i mało przekonujące tropy? Przecież to niemożliwe by coś takiego mogło rozgrywać się prawie na oczach wszystkich i nie zostało odkryte. "Zielona przystań" to nie żadne mroczne siedlisko zła, a renomowany dom opieki, w którym gwarantuje się spokojną i godną śmierć, chyba, że to iluzja. Pokój numer siedem istnieje i Catherine pozna prawdę o nim, o wiele mroczniejszą niż przypuszczała. Czy Rose miała rację i co z jedynym wyjściem w takiej sytuacji?

Życie można traktować na różne sposoby, niektórzy podchodzą do niego niesłychanie poważnie, inni próbują dobrze się w nim bawić. Jedni drugich rzadko kiedy próbują zrozumieć, ich drogi nie krzyżują się zbyt często, ale czasem tak różne od siebie osoby egzystują tuż obok siebie. Matka i córka, tak całkowicie różne jak tylko można sobie wyobrazić, łączące je więzy wydają się jedynie wynikać poczucia obowiązku i przyzwyczajenia, pomiędzy nimi przepaść z wątłym mostem emocji, który w każdej chwili może ulec zerwaniu. Imprezowiczka i ambitna feministka, konflikt pokoleń i poglądów życiowych, taki wstęp rzadko kiedy występuje w sensacyjnej opowieści, bo gdzie jest intryga kryminalna? Helen Fitzgerald nie po raz pierwszy zeszła z utartych ścieżek i pokazała, że zbrodniczy motyw doskonale splata się z codziennością tak dobrze wszystkim znaną. "Jedyne wyjście" to historia w jakiej rzeczywistość walczy z urojeniami, te drugie już ze swej definicji nie są traktowane poważnie, a ta pierwsza wyklucza z zasady by osoba z demencją mogła mieć rację, zwłaszcza w takim temacie jak prawda, obnażająca ludzkie okrucieństwo. Dom opieki, zwłaszcza z kategorii tych renomowanych to miejsce, które powinno dawać bezpieczeństwo, spokój i przede wszystkim nie odbierać godności. Ta fasada jak z reklamowej broszury ma drugą stronę, przerażającą i pokazującą do czego zdolni są ludzie gdy czują się bezkarni. Jednak Helen Fitzgerald nie lubi prostych rozwiązanych oraz podziałów i pokazuje to na przykładzie stworzonych przez siebie bohaterów - biel i czerń przenikają się w nich nieustannie, czasem to co jeszcze przed momentem wydawało się jednym staje się drugim i odwrotnie. "Jedyne wyjście" to również niezwykle trafnie scharakteryzowanie współczesnych więzi rodzinnych oraz mistrzowsko oddany portret społeczeństwa w jakim wszystko jest na sprzedaż, oczywiście za odpowiednią cenę, a pomiędzy tym ktoś kto desperacko woła o pomoc, jednocześnie kurczowo trzymający się resztek świadomości. 
Za możliwość przeczytania książki
dziękuję:


czwartek, 3 listopada 2016

Eleanor Catton w Katowicach




Eleanor Catton, laureatka Nagrody Bookera, autorka powieści  
"Wszystko, co lśni" i "Próba", wydanych przez Wydawnictwo Literackie, będzie gościem 25 edycji śląskiego Festiwalu Ars Cameralis.  
W sobotę 5 listopada o godz. 19:00 w Kinoteatrze Rialto w Katowicach spotkanie z autorką poprowadzi Maciej Świerkocki, tłumacz obu książek. Wstęp wolny. Serdecznie zapraszamy.


Festiwal Ars Cameralis, którego kolejne edycje odbywają się co roku w listopadzie, stał się, na przestrzeni ponad dwudziestu lat istnienia, kulturalną wizytówką regionu. Poprzez swą nowatorską formułę, nośną formę przekazu i znakomity program odnotowywany jest powszechnie jako jedno z najistotniejszych wydarzeń artystycznych w Polsce. Jego nadrzędną ideą jest prezentacja najciekawszych i najgorętszych zjawisk we współczesnej kulturze. Przez niemal cały miesiąc w wielu miastach Śląska królują: muzyka, sztuki wizualne, teatr oraz literatura. Od pierwszej edycji Festiwal przeszedł kolosalną ewolucję: od małego wydarzenia o lokalnej randze stał się Festiwalem cieszącym się renomą, medialnym odzewem oraz budzącym dyskusje w całej Polsce. The National, Laurie Anderson, Kishin Shinoyama, Kronos Quartet, Jane Birkin, John Zorn, Jake i Dinos Chapman to jedynie nieliczni spośród grona światowych sław, którzy gościli podczas Festiwalu w ostatnich latach. Stanowi to najlepszy dowód na to, że warto zaglądać w listopadzie do Katowic, Sosnowca, Mikołowa, Chorzowa czy innych śląskich miast, by uczestniczyć w wielu niezapomnianych wydarzeniach artystycznych. Więcej na stronie organizatora wydarzenia: http://arscameralisfestiwal.pl




Eleanor Catton na Festiwalu Conrada 
i Targach Książki w Krakowie
27-30 października 2016



fot. Janie Airey, Michał Łepecki


Mat. prasowe udostępnione przez Wydawnictwo Literackie

środa, 2 listopada 2016

Spotkania autorskie z Zosią Cudny





Do księgarń trafiła już nowa książka 
Zosi Cudny pt. „Razem w kuchni”. 
Terminy spotkań z autorką:
- 7 listopada,  o godzinie 18:00 do Empiku Arkadia 
przy Al. Jana Pawła II 82 Warszawa.

- 12 listopada o godzinie 10.00  do poznańskiej restauracji SPOT 
przy ulicy Dolna Wilda 87.


Zosia Cudny
autorka bloga MAKE COOKING EASIER
wyd. REBIS

Razem w kuchni to kolejna autorska książka Zosi Cudny, założycielki popularnego bloga kulinarnego Makecookingeasier.pl. Tysiące osób zagląda codziennie na jej stronę, by znaleźć tam inspirację i poznać nowe, ciekawe dania. Tym razem popularna i lubiana przez internautów blogerka, ale także szczęśliwa mama małej Hani, kieruje swoją książkę do wszystkich rodziców, którzy nie tylko chcą, by ich dzieci jadły zdrowe posiłki, ale także pragną czerpać radość ze wspólnego ich przygotowywania. W tej przepięknie ilustrowanej książce czytelnicy znajdą mnóstwo prostych, a mimo to niebanalnych przepisów, które wzbogacą rodzinny jadłospis, a jednocześnie pozwolą na co dzień doświadczać bliskości i ciepła, jakie daje wspólne gotowanie i chwile spędzone przy stole w gronie najbliższych.

Autorka w ciągu zaledwie pięciu lat zdobyła kilkadziesiąt tysięcy fanów w Polsce i za granicą. Od czterech lat współpracuje z serwisem Onet.pl, współtworzy dział kulinarny na popularnym blogu Makelifeeasier.pl oraz realizuje sesje zdjęciowe swoich potraw dla popularnych czasopism. Mieszka z mężem i czteroletnią córeczką w Gdyni-Orłowie i na co dzień z ogromną przyjemnością publikuje autorskie przepisy na swoim blogu.
Nakładem Domu Wydawniczego REBIS ukazała się już gorąco przyjęta przez czytelników książka Make Cooking Easier. Przepisy na cztery pory roku.

wtorek, 1 listopada 2016

Targi, targi i po targach :D

Targi, targi i ... po Targach w Krakowie czyli kolejna wyprawa okazała się niezapomnianym pasmem odwiedzin stoisk z niezliczoną liczbą książek, jakie z chęcią by się przygarnęło. Niestety zwyciężył rozsądek i zdobyczy jest mało, lecz są konkretne i to najważniejsze:

 

Jak zawsze odwiedzający dopisali a przy niektórych stoiskach kolejka do Autora - czyli Agnieszki Lingas-Łoniewskiej nie zmniejszała się nawet przez kilka godzin:


Czwarta część o braciach Borowskich właśnie miała premierę:


 
Widok rzucający się w oczy zaraz po przekroczeniu hali wystawienniczej:


 Były też i debiuty, które zapowiadają, że za rok będzie kolejna okazja by postać w kolejce po dedykację od Autorki:






                                          
                                        Mała prywata: 



 Za rok na pewno będzie powtórka, 
bo molem książkowym jest się na całe życie ;)

A tak z przyziemnych spraw to przy następnym wyjeździe mam zamiar 
zastosować się do poniższych punktów (może się uda;) ):

- maksymalny ciężar bagażu kilka kilogramów, nie kilkanaście, bo na pewno będą sińce na ramionach od torbiszcza zwanego niewinnie bagażem podręcznym
- zastanowić się czy na pewno zabierać książki by zdobyć autograf Autora - patrz punkt poniżej
- jak zabierasz książki z punktu powyżej to zaciśnij zęby i postój w kolejce
- buty na obcasie sprawdzają się doskonale, szczególnie gdy masz kolejne w torbie zapas - tym razem baleriny 
- nie zapomnij o aparacie "odpoczywającym" w torbiszczu w pokoju hostelu, 
gdyż bateria komórki ma  to do siebie, ze szybko się rozładowuje!

Do zobaczenia za rok :D

 
 
 

niedziela, 30 października 2016

Ulotne szczęście

"Światło między oceanami"
M.L. Stedman


Samotność może być lekiem na ból, pozwala z dala od innych na zmaganie się z tym co zraniło i pozostawiło blizny, niewidoczne dla oczu, lecz nie dla serca i umysłu. Jednak czasem ktoś sprawia, że do przeszłości drzwi przymykają się i znowu ważna jest teraźniejszość, a i przyszłość nabiera jaśniejszych barw. Szczęście jest w zasięgu ręki, wydaje się takie łatwe do osiągnięcia, dla niego można wiele poświęcić, ale rachunek za chwile słabości zawsze w końcu zostanie wystawiony.

Wyspa Janusa dla niektórych wydaje się ostatnim miejsce na Ziemi, gdzie chcieliby zamieszkać. Tom uważa inaczej, ten kawałek lądu, smagany słonymi porywami wiatru, jest dla niego punktem, pozwalającym na, przynajmniej czasowe, odepchnięcie od siebie wspomnień. Wciąż wracają do niego obrazy z Wielkiej Wojny i twarze tych co stracili w niej życie. Posada latarnika to ucieczka od frontu, śmierci i kilku lat niewyobrażalnego dla większości koszmaru. Jednak niekiedy pojawia się niespodziewana szansa na pozostawienie za sobą zła jakiego się doświadczyło. Isabel jest odważna, pełna radości i zakochana w Tomie, nie przeraża jej perspektywa zamieszkania na bezludnej wyspie, z daleka od bliskich. Nie boi się tego, wie, że u jej boku będzie ktoś kogo kocha i to z wzajemnością. Nic nie zapowiada dramatu, którego staną się uczestnikami, jeszcze mogą cieszyć się sobą i przyszłym radosnym wydarzeniem. Niestety poronienia i utrata dziecka to ogromny wstrząs dla obojga, ale nawet w takich bolesnych momentach nie odwracają się od siebie, są dla siebie oparciem. Los jednak wystawia ich na kolejną próbę, do brzegu wyspy dobija łódka z niecodziennymi pasażerami zmieniając wszystko. Kim jest nieżyjący mężczyzna i żywe niemowlę? Dla Toma to ważne pytania, Isabel natomiast skupia się na dziecku, rozsądek i serce nie idą tym razem w parze. Jedno z nich zdaje sobie aż zanadto sprawę co oznacza decyzja podjęta pod wpływem uczuć, lecz widząc ból ukochanej osoby, rozwaga zostaje zignorowana, chociaż nie da się zapomnieć o złamaniu własnych zasad. Czy można jednocześnie być szczęśliwym i żyć ze świadomością o tragedii kogoś innego?

Wyspa Janusa miała być azylem, miejscem gdzie demony przeszłości zostaną okiełznana, była świadkiem szczęścia i niewyobrażalnego smutku. Czy radość mająca u swych podstaw ból innych nie jest oszukiwaniem samego siebie? Może to jedynie iluzja, kalecząca ludzie jeszcze dotkliwej niż bolesna rzeczywistość?

Bardzo dużo napisano książek o różnorodnych obliczach miłości, temat ten jest niewyczerpany,gdyż każda jest inna, niepodobna i jedyna w swoim rodzaju. Nie zawsze jest nazwana po imieniu, czasem świadczą o niej jedynie czyny i mówią o jej sile o wiele więcej niż jakiekolwiek wypowiedziane słowa. "Światło między oceanami" to opowieść o miłości, mającej wiele twarzy, ale przede wszystkim o ludziach w jakich ma swój początek, rozwija się i przede wszystkim, którzy poddają ją próbom. M.L. Stedman przedstawiła w osobach Toma i Isabel całą gamę jej odcieni, niekiedy jasnych aż po mroczno-bolesne. Mogłoby się wydawać, że nie ma nic niezwykłego w historii latarnika i jego żony, po prostu młodzi ludzie ze swoimi problemami, może tylko miejsce nie tak zwyczajne. Już po pierwszych przeczytanych rozdziałach wiemy, iż przed nami powieść jaka pochłonie nas bez reszty i wprost zmusi do zastanowienia się nad tym co rzeczywiście jest ważne w życiu i jak jedna decyzja zmienia dosłownie wszystko. "Światło między oceanami" to historia wielowarstwowa, z pełnym wachlarzem emocji, poruszająca i nie pozostawiająca obojętnym na to co jest udziałem bohaterów, wątki uzupełniają się nawzajem, tworząc portret ludzi poranionych i próbujących na nowo zbudować swój świat pomimo prześladujących ich demonów przeszłości. Niektórzy z nich gubią się w momencie gdy muszą stawić czoła skutkom swoich wyborów i nie umieją pogodzić się z prawdą, lecz tuż obok nich jest ktoś wspierający ich, biorący na barki ciężar wspólnej winy bez słowa skargi i dochowujący tajemnicy pomimo własnego bólu. Książce M.L. Stedman daleko do łzawej historii, chociaż niewykluczone, że mogą się one pojawić za sprawą losów Toma i Isabel, dwójki ludzi, bezpośrednio i pośrednio zmuszonych do zmierzenia się tym co pozostawiła po sobie wojna. Tych dwoje balansuje pomiędzy szczęściem, dramatycznymi decyzjami, cieszy się z wyrwanych losowi chwilami radości, próbując uciec od podążającego za nimi raniącymi wspomnieniami. Czasem to co człowieka nie zabija łamie go, miłość pozwala w takim momencie na zaleczenie ran, ale blizna zawsze już pozostanie, rzucając cień na wszystko co przyjdzie później. Sam tytuł "Światło pomiędzy oceanami" ma wiele znaczeń, jedne nasuwają się od razu, inne przychodzą jakiś czas po lekturze, każde z nich nie wyklucza się, uzupełniają się nawzajem i wzbogacając niezwykłą historię latarnika i jego żony.

            

          Za możliwość przeczytania książki 


    Dziękuję 


     wyd. Albatros

środa, 26 października 2016

Pomiędzy przeszłościai przyszłością

"Nefrytowa szpilka"
Joanna Miszczuk


Kto nie marzył by być kimś zupełnie innym? Chociaż na chwilę zostawić za sobą to co nas uwiera i po prostu stać osobą całkowicie inną od tej, którą byliśmy do tej pory. Nierealne? Być może, ale taka myśl potrafi dać impuls by marzenia urzeczywistnić. Nie każdy da radę stawić czoła przeciwnościom na drodze do spełnienia pragnień, niektórzy łatwo się nie poddają i walczą o swoją wizję. Czy gdy zdobędą swój szczyt będą zadowoleni z siebie i z wyzwania jakiemu sprostali?

Los rzadko bywa sprawiedliwy, za to lubi wymierzać ciosy w najmniej spodziewanych momentach, pozostawiając po sobie ból i rozpacz. Melania, patrząc wstecz, doskonale wie kiedy to jej udzielił brutalnej, życiowej, lekcji. Nikt z postronnych nie wie kim była kiedyś, za to podziwiają dzisiejszą pozycję kobiety. Ale ona nie zapomniała swej przeszłości, wprost przeciwnie pamięta ją doskonale. Jak każdy ma swoje słabe strony, lecz o nich wie tylko ona, przypominają o błędach, mniej lub bardzie zawinionych. Dawno temu wybrała ścieżkę, która pozwoliła na rozwinięcie skrzydeł i osiągnięcie ogromnego sukcesu, nic nie dostała za darmo, czasem płaciła bardzo wysoką cenę za to o czym nie marzyła. Jako nastolatka szybko zrozumiała co się liczy w życiu lub raczej co inni uważają za istotne, a ich uznanie miało duże znaczenie dla Melanii. Jednak splot okoliczności sprawił, iż dostrzegła coś więcej niż pozostali, z dnia na dzień musiała zmienić swoje plany. Ktoś kto powinien być wsparciem odwraca się od niej, co więcej rani ją dotkliwie. To co mogłoby ją załamać przynosi całkiem odwrotny skutek, dziewczyna przekuwa ból w zwycięstwo i to o wiele większe niż mogła przypuszczać. Nie tak łatwo wyrobić sobie renomę w hermetycznym światku sprzedawców i rzeczoznawców antyków, tylko nielicznym udaje się to, Melania wie o tym i zbytnio się nie łudzi wizją zagranicznej kariery. Jednak tak jak los rozdaje brutalne kuksańce, tak i czasem uśmiecha się gdy się tego człowiek najmniej spodziewa. Pobyt w Londynie zaskakuje młodą kobietę kilkukrotnie, pozwalając uwierzyć, że szczęście także jest i jej pisane, zwłaszcza kiedy nie czeka się na nie z założonymi rękami. Radość z osiągnięć zawodowych dorównuje tej w życiu prywatnym, na miłość Melania nie liczyła, ale i ona przyszła, pozostawiając po sobie słodko-gorzkie wspomnienia. To wszystko już wydarzyło się, teraz niespodziewanie znowu puka do niej przeszłość, czy warto do niej wracać? Przecież blizny wciąż przypominają o smutnym finale czegoś pięknego.

Niekiedy trzeba dać szansę temu co wydawało się już historią, zatrzymać się i zrobić nieplanowany krok, poświęcić trochę czasu nie tylko pracy, lecz pasji, która za nią stoi. Bywa, że przeznaczenie coś chce nam powiedzieć, odkryć kartę jaką docenić może niewielu, tak samo jak wyciągnąć z niej naukę.

Tajemnicze Chiny, ekskluzywny krąg znawców i kolekcjonerów dzieł sztuki oraz dziewczyna znikąd. Bajka? Nie, to historia zwyczajnie niezwyczajna, w której dużą rolę odgrywają sekrety, siła marzeń i emocje. "Nefrytowa szpilka" jest opowieścią w jakiej ściera się kultura zachodu i wschodu, szczególnie ta druga stanowi ważny wątek wraz z dziejami Państwa Środka w ostatnich stu latach. Joanna Miszczuk oddaje z detalami klimat Pekinu, co pozwala czytelnikom na przeniesienie się podczas lektury w egzotyczne dla nas miejsca i towarzyszenie bohaterom w ich perypetiach. Most przerzucony pomiędzy przeszłością i przyszłością jest jednym z motywów "Nefrytowej szpilki", na jego tle rodzi się miłość i ból oraz dokonuje się rozrachunek z tym co było i od czego nie można się odciąć. Podczas czytania obserwujemy dojrzewanie bohaterki i zmiany jakie w niej zachodzą, finał być może i nie zaskoczy, chociaż pewne jego elementy nie są oczywiste. Czas spędzony z tą książką to nie przelotne chwile, nie pozostawia ona po sobie obojętności i łatwo się o niej raczej nie zapomni.

Za możliwość przeczytania książki

dziękuję 
 
portalowi CPA
i
wyd. Prószyński i S-ka
 

poniedziałek, 24 października 2016

Po armagedonie

"Atlantydzka zaraza"
A.G. Riddle


Ziemia jest w naszym władaniu, od wieków ujarzmiamy przyrodę, wykorzystujemy naturę, czujemy się niepokonani. Nikt i nic nam nie zagraża, chociaż od czau do czasu dostajemy ostrzeżenie, to i tak zaraz po nim wracamy do starych nawyków, nie zawsze czerpiąc naukę z tego co dane było nam doświadczyć. Od tysięcy lat stoimy na najwyższym szczeblu drabiny ewolucyjnej i umiemy to wykorzystać, jak dotąd obronną rękę wychodziliśmy z wielu katastrof, lecz czy i tym razem będziemy zwycięzcami?

Epidemia dziesiątkuje ludzkość, jej skala jest niewyobrażalna, codziennie umierają tysiące, dotyka najbogatsze i najbiedniejsze kontynenty. Wybuchnęła bez ostrzeżenia, nie ma na nią leku, gorączkowe badania nie przynoszą rezultatów, zegar zniszczenia odmierza kolejne godziny, dni, tygodnie, niezliczonymi ofiarami. Doktor Kate Warner nie zamierza się poddać, wie więcej od innych naukowców, ale i to jest za mało by dokonać tak oczekiwanego przełomu. Ile jeszcze czasu pozostało do całkowitego unicestwienia człowieka? Tego nie wie nikt i pytanie to wciąż pozostaje niewypowiedziane głośno, nadzieja wciąż jest i daje siłę do walki, a ta nie jest jedynie metaforyczna. Dotychczasowa rzeczywistość to już przeszłość, nie tylko pandemia powoduje światowy chaos, ktoś wykorzystuje zaistniałą sytuację do swoich celów, bezwzględnie i brutalnie, krok po kroku realizuje, zdawałoby się, szaleńczy plan. Kate wie już co zamierzają jej wrogowie, jak nikt zdaje sobie także sprawę co chcą osiągnąć, ale czy sama da radę im się przeciwstawić? W ciągu ostatnich tygodni zaufała kilku osobom i nie zawsze były one właściwe, lecz teraz musi zaryzykować znowu, stawką jest ocalenie ludzkości. Jeżeli teraźniejszość nie daje odpowiedzi, trzeba poszukać ich w przeszłości, to tam kryje się rozwiązanie, jednak nie tak łatwo je rozszyfrować. Komuś zależało by nie dostało się w niepowołane ręce, doktor Warner musi znaleźć klucz do tego co już miało miejsce, by otworzyć drzwi do przyszłości. Wszystko co dotychczas przeżyła ma znaczenie, jest kimś o wiele ważniejszym niż się komukolwiek wydawało, ale czy uda się to wykorzystać? Zagłada zdaje się być wpisana w historię ludzkości, która już tak długo balansuje na krawędzi, lecz tym razem jest ona bardziej realna niż kiedykolwiek wcześniej.

Podczas lektury kontynuacji trudno uniknąć porównań do pierwszej części, szczególnie gdy narzuciła ona zawrotne tempo pojawiających się zagadek. "Atlantydzka zaraza" nie ustępuje wartkością akcji swemu poprzednikowi, liczbą niespodzianek nawet go przewyższa, a i kilka tajemnic ma także w zanadrzu. A.G. Riddle nie tylko w drugim tomie rozwija wątki już zapoczątkowane, ale i daje czytelnikom całkowicie nowe, które rzucają na już znane elementy nowe światło. Dotychczasowi bohaterowie stawiani są w obliczu świeżych zadań, znalazło się także miejsce dla nowych postaci, jedni i drudzy przemierzają Ziemię by zapobiec zagładzie lub wprost przeciwnie - by w końcu się ona dopełniła. Autor nie poprzestał na ramach historii wyznaczonych w "Genie atlantydzkim", poszedł krok dalej dodając do już znanych elementów kolejne motywy, uatrakcyjniające dotychczasową fabułę i będące źródłem intrygujących ścieżek jej rozwoju. A.G. Riddle łączy fakty naukowe z fikcją, rzeczywiste wydarzenia przedstawia z zaskakującej perspektywy, rysuje niepokojącą przyszłość, wcale nie tak odległą i mającą swoje korzenie w światowej historii. "Zaraza atlantydzka" to scenariusz katastrofy wydającej się nie do zatrzymania, ale to jedynie pozory, pod nimi kryje się nadzieja i walka o prawdę i człowieczeństwo. 

Zło odradza się, dobro ma różnorodne oblicza i bywa brutalne. Oba odradzają się w tym samy czasie, to od ludzi zależy, które zwycięży, czasem wystarczy spojrzeć w przeszłość by wybrać właściwą ścieżka. Jednak droga na skróty również kusi, a to może skończyć się katastrofą.
 
 
 
Za możliwość przeczytania książki 

dziękuję wydawnictwu:
 
 
 
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo jaguar




Recenzja "Genu atlantydzkiego" tutaj
Wywiad z A.G. Riddle`m tutaj