piątek, 26 marca 2021

Denat i inne kłopoty

Przedpremierowo:


„Ukochany z piekła rodem”

Alek Rogoziński

 

Podobno z ładnej miski człowiek się nie naje, ale to, co sobie poogląda to jego. Tyle z ludowych mądrości i dopisków do nich, a człowiek i tak zrobi po swojemu czyli da się skusić na to, co widzi oraz temu, czego pragnie. Kiedy prawda, jaka do tej pory była starannie ukrywana, wychodzi na jaw mordercze żądze mogą dojść do głosu. Od tego już krok by przejść do czynów, krwawych i ostatecznych równocześnie.

 

Scenariusz jaki napisała w swojej głowie dla siebie Joanna Szmidt oraz dla Konrada Jancewicza obejmował szaleńczą miłość, namiętne chwile, trwające wieczność i jeden dzień dłużej oraz wszystko co uwielbiają miłośniczki romansów. W końcu kto jak kto, lecz pisarka bestsellerowych książek o tej właśnie tematyce wie o czego chce, więc gdy własne życie zaczyna przypominać własną powieść, tyle, że bez zbędnych problemów emocjonalnych, pozostaje jedynie rozkoszować się tym. Co jednak kiedy obiekt uczuć zostaje zamordowany, a znajduje go właśnie pisarka heroina? Pozostaje tylko zajęć się dochodzenie, bo wiadomo, iż na stróży prawa lepiej nie liczyć. Oczywiści Joanna sama tropić zbrodniarza nie zamierza, od czego jest przyjaciółka i osobista agentka? Betty może i jest sceptycznie nastawiona do najnowszego pomysłu swej pracodawczyni, ale czego nie robi się z przyjaźni i z uwagi na osobiste przysięgi? Rozpacz autorki jest ogromna, lecz chęć ujęcia zabójcy jest równie ogromny. Nikt przecież ot tak nikogo nie zabija, zwłaszcza w takim sposób! Jak się okazuje denat miał na sumieniu co nieco i dużo więcej, grono podejrzanych rozszerza się, a wiadomo powszechnie, że kiedy motyw będzie znany to i mordercę zidentyfikuje się szybko. No właśnie, co mogło być motywem? Coś się kołacze po głowie śledczym, wystarczy dobrze pogrzebać w pamięci, dodać pewne fakty do siebie i nic nadal nie jest wiadome. Po za jednym ukochany aniołem nie był, bliżej mu było do kogoś zupełnie odmiennego, lecz zabójcę znaleźć trzeba i kropka.

 

Komedia kryminalna wydaje się gatunkiem dość sprzecznym, bo jak tu się śmiać w sytuacji gdy komuś zeszło się z tego świata, w mniej czy bardziej brutalny sposób, i to przy udziale osób drugich? Ale przecież w kontrastach siła, no i dostaje się dwa w jednym czyli humor, bywa, że czarny, więc jak najbardziej twarzowy, oraz zbrodnię czyli również zagadkę z kilkoma znakami zapytania czyli kto i dlaczego? Tego wszystkiego nie brakuje w „Ukochanym z piekła rodem”, na dodatek są charakterystyczni bohaterowie, nawet ci drugoplanowi. Zabierając  się za czytanie trzeba się przygotować na to, że powodów do śmiechu nie zabraknie, co więcej będzie on towarzyszył on non-stop, tak samo jak i dochodzeniowych zagwozdek. Alek Rogoziński daje czytelnikom w komediowej otoczce kawał dobrego kryminału, w jakim liczą się detale, a uważni obserwatorzy mają pole do popisu. Pytanie kto zabił wcale nie okazuje się takie proste, szczególnie, iż kandydatów jest co najmniej kilku i z każdym wiąże się pewna tajemnica, lecz od czego bohaterki? Wiadomo, że gdzie diabeł nie da rady to kobiety na pewno poradzą sobie bez problemu, zwłaszcza w sytuacji gdy ofierze było zgodnie z tytułem bliżej piekłu niż niebu. Autor postawił na solidną dawkę komedii, opisanej wprost po wirtuozersku, co w żadnym wypadku nie kłóci się z morderczą stroną opowieści, jedno z drugim uzupełnia się tak, by miało się wrażenie stania tuż obok postaci. „Ukochany z piekła rodem” jest lekturą z gatunku tych, jakie pozostawiają po sobie same dobre wspomnienia i wraca się do nich po porcję dobrego humoru oraz kryminalnych emocji.

 

Premiera:

14 kwietnia



 Za możliwość
przeczytania książki
dziękuję

 

 


czwartek, 25 marca 2021

Tam gdzie koniec jest i początek

„Rozkwit magii”

Nora Roberts

 

Wszystko ma swój początek i koniec. To pierwsze czasem ginie w niepamięci, pomroce dziejów, natomiast to drugie bywa wyczekiwane i jednocześnie wymaga czasem niecodziennej odwagi oraz siły. Ktoś jeszcze jest potrzebny – człowiek, który rzuci na szalę swoje życie, ale i porwie za sobą tłumy. Czy ma szansę na wygraną? To już zależy nie tylko od niego, ale jedynie on daje nadzieję, że zwycięstwo jest możliwe.

 

Jedyna nie jest już jedynie zapowiedzią, ale walczącą wojowniczką o rzeczywistość, w której nie ma miejsca na zabijanie, torturowanie i ciągłą wojnę w imię fanatyzmu. Fallon Swift widziała już za dużo przemocy i zła, ale to tylko wycinek jej misji i przeznaczenia. Bunt przeciwko światu w jakim przyszło jej egzystować ma więcej niż w genach, na długo przed tym nim przyszła na świat droga, którą podąża została wyznaczona, lecz kierunek oraz tego, co czeka u kresu wcale nie są pewne. Nadchodzi czas na finałową rozgrywkę, w jakiej okaże się czy młoda kobieta z ludźmi, podzielającymi te same wartości co na, będzie w stanie przywrócić równowagę, jakiej zbyt wielu nie chce . Bezprawie, strach i ból rozpanoszyły się, mają ogromną siłę, ale pragnienie wolności jest równie potężne. To, co złe zostało zbudzone i zniszczyło znany porządek, lecz nie wszędzie – pozostał on w sercach i umysłach niektórych. Czy Jedyna będzie w stanie zwyciężyć moce, które odebrały tak dużo tak wielu?

 

Prawie trzy lata temu przeczytałam pierwszy tom trylogii Nory Roberts „Kroniki Tej Jedynej”, wciągną mnie od razu i jak to bywa z książkami tej pisarki oraz mną skończyło się „na jeszcze jednym rozdziale” czyli zarwaniu nocy. Potem była druga część i skutek czytania był wiadomy, a wczoraj dorwałam się do ostatniej. Grzecznie poczekałam do powrotu do domu, tym razem zestaw maseczka plus czapka, zjeżdżająca na oczy, oraz piesza wędrówka z pracy, zniechęciła lekko do czytania podczas drogi (winne temu co nieco były co najmniej dwa potknięcia). Jednak popołudnie należało do nas czyli mnie i „Rozkwitu magii”. Długie oczekiwanie okazało się tego warte, finał jest równie dobry jak to, co go poprzedza i przynosi z sobą niesamowity czas spędzony z lekturą. Postapokaliptyczna wizja świata nabrała nowych barw i to nie tylko za sprawą rozwoju wydarzeń fabularnych, ale i obecnej rzeczywistości. Autorska pandemiczna wizja ewoluowała i pokazywała do czego nie tylko prowadzi ogólnoświatowa tragedia, ale odkrywała prawdziwe oblicza ludzi, schowane do tej pory, mniej lub bardziej umiejętnie, pod maskami. Nora Roberts po mistrzowsku połączyła fantastykę z legendami i celnymi obserwacjami natury człowieka, pierwsze znalazło odbicie w klimacie, tle oraz w połączenie z drugim i mitami w sylwetkach bohaterów. Celtyckie bóstwa, scenariusz ogólnoświatowej epidemii oraz ludzie, z ich wadami i zaletami, okazały się dobrą podstawą scenariusza, ale liczy się jak go rozbudowano. Na pewno nie brak rozmachu, ale także swoistej kameralności, grozy oraz pewnej dawki sielankowości, zła i dobra, pewności i wątpliwości, zresztą całość ma w sobie wiele kontrastów, co jeszcze podkreśla wyrazistość historii. Można by powiedzieć, że zakończenie będzie przewidywalne, lecz szczegóły i tak zwane wykonanie leżą u podstaw tego, iż zakończenie jest zgodne z oczekiwaniami, ale też intrygujące.  „Rozkwit magii” to nie jedynie koniec rozpisany na rozdziały, ale fascynująca kontynuacja opowieści, domykanie wątków bez pośpiechu, za to tak, by mogły wybrzmieć i dopełnić całość.  

 

środa, 24 marca 2021

Zapowiedź: "Zbaw nas ode złego"

ZAPOWIEDŹ




 

Nazywają go Mesjaszem.

Duchowny – psychopatyczny morderca – trwa w przeświadczeniu, że jest narzędziem zbawiciela. Pod pozorem dobroduszności i wiary oczyszcza ziemię z grzeszników.
Swoje ofiary dręczy i poddaje cierpieniom, wierząc, że w ten sposób oczyszcza ich z grzechów i chroni przed wiecznym potępieniem.

Przekonany o słuszności swoich czynów, solennie wykonuje powierzone mu przez Stwórcę zadania. 

wtorek, 23 marca 2021

To już koniec i nie ma już niczego?

"Buntownik”

Aniela Wilk

 

Można żyć jedynie tu i teraz, bez przeszłości i przyszłości. Jednak jedna oraz druga i tak wciąż dają o sobie znać. Da się odciąć od korzeni, domu, bliskich, odciąć się od tego, co znane i egzystować na granicy dzisiaj lub najdalej jutro. Jednak nie każdy tak potrafi, jedni poddają się, drudzy zaczynają walczyć, bo to jeśli odpuszczą to nie zostanie im już nic.

 

Nic co dobre nie trwa wiecznie, nawet jeśli chciałoby się. Tropikalny klimat, nieśpieszny rytm życia, pozostawienie z boku problemów, wszystko to sprzyja by już nie myśleć o tym, co było. Jednak dla Alice i Bruce ten raj ma dość gorzki smak, oczywiście nie cały czas, lecz coraz częściej pojawia się i przypomina o tym, czego nie da się zapomnieć. Powrót do Stanów oznacza jedno – on na pewno zapłaci wysoką cenę za to, że rzucił wyzwanie swoim wcale nie tak dawnym szefom.  Jaki koszt poniesie ona? Zaryzykowała swoja karierą i sobą samą, teraz przyszedł czas by zrobić kolejny krok i na pewno nie zawaha się na zrobienie go, a potem następnego. Liczy się oczyszczenie z zarzutów Bruce`a, nie tylko w imię przyzwoitości. Miłość jak ich łączy dawała im zawsze siłę i nigdy nie było jej za mało, czy wystarczy jej na czas gdy ma się rozstrzygnąć najważniejsze?

 

Ona miała być figurantką, on z pewnością jest ryzykantem, obydwoje są buntownikami i nie zamierzają iść przewidywalnymi drogami. Zwłaszcza takimi wskazanymi przez tych, którym zaufać nie można nawet przez sekundę. Jak może skończyć się historia Alice i Bruce`a? Aniela Wilk zanim odpowie na to pytanie serwuje czytelnikom prawdziwą sensacyjną karuzelę jakiej nie powstydziłby się żaden wytrawny twórca tej kategorii literatury. Jednak to wycinek historii, w której równie silną rolę odgrywają emocje oraz po części pewien rodzaj political fiction w odmianie służb, mających stać po stronie prawa i porządku. Pisarka nie tyle poszczególne kategorie wypośrodkowała, ile bardziej poświęciła im tyle miejsca w książce by współgrały ze sobą i stanowiły jedną fabułę, w której drugi plan nie jest jedynie tłem dla pierwszego, wprost przeciwnie. Każdy wątek odgrywa swoją rolę i jednocześnie nierozerwalnie łączy się pozostałymi. Mamy więc rozgrywkę agentów oraz brudne gierki, w jakich nie ma niewinnych, są za to ludzie wystawieni do odstrzału, znajdujący się celowniku wszystkich i toczący nierówną walkę z systemem, jakiemu kiedyś wiernie służyli, chociaż nie bezmyślnie. Towarzyszy temu prawdziwie sensacyjna atmosfera, gdzie rozmywa się prosty podział na dobrych i złych, za to jest wyraźna granica pomiędzy sprawiedliwością i zdradą. No i oczywiście chemia pomiędzy bohaterami, niezaprzeczalna, taka z rodzaju wybuchowych, pełna ognia, lecz również uczuć, do jakich nie od razu każdy z nich dorasta. Niezaprzeczalnie to, co ma miejsce pomiędzy nimi nie jest proste, łatwe i tym bardziej bezproblemowe, skądinąd Aniela Wilk w tym obszarze także przygotowała zagwozdki i znaki zapytania. Mogłoby się wydawać, że nic nie zagrozi więzi jaka połączyła postacie, w końcu przecież są gorące uczucia, ryzykowanie dla drugiej osoby wszystkim, stawianie na szali własnego życia. No właśnie w tym tkwi jedna z niespodzianek, bo jeśli iskrzy na całej linii fabularnej to przecież nie mogłoby tego zabraknąć w tym prawdziwym gorącym tyglu sensacyjno-męsko-damskim. 

 



 Za możliwość przeczytania 
książki dziękuję:
 
 
 

 

 

poniedziałek, 22 marca 2021

Diabelski duet


„Żelazne zasady”

Agata Polte

 

Podobno przeciwieństwa przyciągają się, a podobieństwa nie są już tak ekscytujące. W końcu te same cechy u kogoś innego nie zawsze mile są widziane, zwłaszcza jeśli dostrzega się je u kogoś, kto w teorii powinien być zupełnie inny. Jednak czasem odkrywa się w to w momencie kiedy nie da się już o kimś zapomnieć.

 

To był zupełny przypadek, taki z rodzaju tych jakie innym zdarzają się często, lecz pewnym ludziom w ogóle. Spotkało to jednak Malię Ferro i Enzo Tossella, ludzi, którzy w zbiegi okoliczności w ogóle nie wierzą i zawsze mają co najmniej jeden plan awaryjny. Na pierwszy rzut oka po prostu sytuacja jaka pewnie miała miejsce setki jak nie tysiące razy. Ktoś wpada na zupełnie obcego człowieka i na tym koniec, poza słowami przepraszam. Tym razem wyraz ten nie padł za wydarzyło się coś odwrotnego. A potem rozpoczęła się znajomość ciut albo więcej przypominająca taką z piekła rodem. Żadne z tych dwojga nie jest zwyczajnymi obywatelami Stanów Zjednoczonych, obaj związani są krwawymi więzami z Familią. Ona właśnie je odcięła, a on potrzebuje kogoś takiego jak Malia. Pytanie tylko czy wie na co się porywa? Dziewczyna ma całkiem nowy plan na życie, a pierwszym punktem jest spokojna egzystencja z dala od mafijnych kręgów, lecz jakoś jej to nie wychodzi. Za to, co innego jak najbardziej, zbyt wielu dało się nabrać na jej powierzchowność, nie zauważając tego, co najważniejsze. Tossel wprost przeciwnie zdaje się skupiać jedynie na tym ostatnim, chociaż czy na pewno? Podobno nie łączy się spraw zawodowych i osobistych, ale dlaczego nie  spleść pożytecznego z przyjemnym? Malia jest wyzwaniem, prawdziwie zabójczym, ale Enzo nie przypadkowo ma przydomek Diabeł z Wybrzeża. Tych dwoje pasuje do siebie jak mało kto, lecz w ich świecie uczucia uważane są za słabość, a za nią płaci się zawsze w jeden sposób.

 

Mafijne porachunki i romans to ostatnio połączenie bardzo modne, wielu sądzi, że to, co najlepsze już zostało napisane, wydane i przeczytane. Natomiast kolejne tytuły spod tego znaku to jedynie kolejne kalki. Czasem rzeczywiście podobieństwa mocno rzucają się w oczy i wykonanie pozostawia dużo do życzenia, lecz jeśli trafi ten motyw w odpowiednie ręce to da się z niego odtworzyć intrygującą melodię, a nie zdartą płytę. Agata Polte jak najbardziej zrobiła to drugie i to z sukcesem, co widoczne jest od pierwszych do ostatnich stron. W znanych ramach znalazło się miejsce na pokazanie autorskiego pomysłu i wcielenie go w życie lub raczej w słowa przy pomocy pary głównych bohaterów oraz drugoplanowych. Wątki w żadnym razie nie są przypadkowe, lecz każdy poprowadzony jest tak by nie tylko zaskakiwał, ale i w odpowiednim momencie zazębiał się z innymi, tworząc w efekcie końcowym umiejącą utrzymać uwagę czytelnika całość. Autorka zadbała również o sensacyjną stronę historii, w jakie znalazło się miejsce by pokazać rzeczywistość w jakiej funkcjonują postacie z realnym tłem, nie da się ukryć, że brutalnym i krwawym. Jednak nie jest to ani na wyrost albo jedynie by zapełnić kartkę, wprost przeciwnie ma swoje uzasadnienie w fabule i stanowi integralny element. Pozostaje jeszcze jedna kwestia czyli romans, Agata Polte i tym razem wyszła obronną ręką. Oczywiste rozwiązania przekuła w emocjonującą rozgrywkę damsko-męską, z rodzaju tych gdzie iskrzy się nie tylko od uczuć, lecz także i humoru.

 


Za przeczytanie książki

dziękuję:

 

 

sobota, 20 marca 2021

Wróg czy przyjaciel

PRZEDPREMIEROWO:

„Ukochany wróg”

Kristen Callihan

 

Przeszłość bywa kopalnią najgorszych wspomnień, od jakich ucieka się potem przez całe życie. Jednak czasem splatają się w niej najgorsze i najlepsze chwile, tyle, że te pierwsze niektórzy pamiętają lepiej. Trudno jest spojrzeć na to, co było bez emocji, zwłaszcza tych raniących nawet po tak długim czasie, ale warto niekiedy to zrobić, bo z nowej perspektywy można dostrzec coś, co wcześniej przeoczyliśmy.

 

Gdyby to zależało od Delilah Baker to już nigdy by nie odezwała się do Macona Saint, lecz niestety wyjścia zbytnio nie miała. Jej wróg z czasów nastoletnich znowu daje o sobie znać, tym razem trudno jest cokolwiek zripostować i odejść z głową wysoko podniesioną oraz zdeptanym poczuciem własnej wartości. Sam Baker zawsze była popularną dziewczyną w szkole, tak samo jak i jej ówczesny chłopak Macon, potem ich drogi rozeszły się. Po latach okazuje się, że Delilah musi posprzątać bałagan jaki po sobie pozostawiła siostra, a miejscem jest dom Sainta. Jak to zrobić jeśli nienawidzi się kogoś? No cóż nastoletnie czasy przecież minęły, a ona i on wiele osiągnęli, jedno pozostało niezmienne – ich wzajemne niechęć. Kiedyś jedno drugiemu uprzykrzało życie, teraz zaczynają czuć coś innego, a może nie wszystko było takie złe? Co zobaczą jeśli jeszcze raz spojrzą na wspólne chwile? Każde z nich ma swoje tajemnice i rany, zadane przez kogoś, chociaż czy na pewno wiedzą kto za tym stoi?

 

Czasem mniej znaczy więcej, zamiast blasku i blichtru, kameralna historia, tocząca się w tle spektakularnego Hollywoodu. „Ukochany wróg” ma w  sobie urok romansu, ale z gatunku tych mniej oczywistych i raczej z motywem nienawiść-miłość, lecz również nie do końca i dosłownie. Kristen Callihan postawiła na kompilacją kilku wątków, dotyczących bardzo wąskiego grona postaci, umieszczając je w dwóch różnych planach czasowych. Co z tego wyniknęło? Opowieść w jakiej jest miejsce na emocje, pokazanie ich wpływu na ludzi oraz tego jak zmieniają spojrzenie postaci na siebie, innych oraz świat. Pisarce udało się uchwycić jak wspomnienia mogą kształtować człowieka, ile znaczą i czego mogą być źródłem. Bohaterowie, których przedstawia mają wiele, lecz równie dużo jeszcze pragną zdobyć, jednak okazuje się, że coś tkwi w nich niczym zadra, przypomina o sobie o w najmniej spodziewanych chwilach, raniąc równie mocno co kiedyś, przywołując to, o czym chcieli zapomnieć, lecz także to, co było dobre, ale nie do końca zostało wówczas docenione. Gdzieś pomiędzy było i jest znajduje się przestrzeń do zbudowania czegoś nowego, chociaż mającego swoje korzenie w przeszłości, wydającej się czasem o jakim najlepiej zapomnieć, lecz czy naprawdę był on tak zły? Kristen Callihan doskonale uchwyciła i zbudowała na wątpliwościach, bliznach i widmach, historię lekką, nie błahą, mówiącą o trudnych przeżyciach, łączącą w sobie opowieść o walce o swoje marzenia, ale również o uczucie nie brane wcześniej pod uwagę. W „Ukochanym wrogu” czytelnicy otrzymują to, co sprawia, że lektura jest nie jedynie rozrywką, lecz także ciekawie spędzonym czasie z interesującymi nakreślonymi sylwetkami bohaterów.

 

Premiera:

24 marca






Książkę przeczytałam dzięki 
uprzejmości
Wydawnictwu MUZA

 

 

czwartek, 18 marca 2021

Zapowiedź: "Karuzela"

 Zapowiedź

Weronika przybywa na Pomorze, żeby przygotować dom ojca na jego powrót z Oksfordu. Z różnych powodów (także własnych wyrzutów sumienia związanych z zerwaniem relacji z ojcem) chce mu sprawić przyjemność i odnaleźć, a następnie ustawić w ogromnym ogrodzie starą karuzelę – najmocniejszy element wspomnień ojca z dzieciństwa. Pomaga jej Albert – miejscowy lekarz, miłośnik lokalnej historii. Między tymi dwojgiem rodzi się początkowo szorstkie, potem coraz głębsze i szlachetniejsze uczucie.

Czy potrafiąca tylko rywalizować z mężczyznami Weronika tutaj, w rodzinnych stronach, otoczona nowymi przyjaciółmi,wreszcie nauczy się szeroko otwierać swoje serce? Czy odkryje, że ludzie bywają inni, niż sami o sobie myślą? 

środa, 17 marca 2021

Kłopoty to ich specjalność

PREMIERA:
„Idealny detektyw”

Kristen Ashley

 

Los bywa dość złośliwym bytem i niektórzy przekonują się o tym w okolicznościach, jakie miały całkiem inaczej wyglądać. Teoria i praktyka plus przeznaczenie bywają mieszanką dość wybuchową. A jeśli jeszcze trafi na dość ciekawe osoby, stojące za całym tym chaosem to pozostaje tylko stanąć z boku i obserwować co przydarzy się po drodze, bo na pewno będzie ciekawie i dość wybuchowo.

 

Ava miała świetny, no powiedzmy dobry, plan by pomóc przyjaciółce w jej uwolnieniu się od niewiernego małżonka. Główną rolę odgrywał w nim dobry znajomy z dzieciństwa, zawodowy detektyw, co gwarantowało powodzenie całemu przedsięwzięciu. Kłopot w tym, iż nie do końca zamierzenia zostają wcielone w życie. Po pierwsze niewierny mąż ma naprawdę wiele za uszami, po drugie za zebranie dowodów przeciwko niemu bierze się sama Ava, no a po trzecie prywatny śledczy to już w ogóle skomplikowana kwestia. Luke Stark zbyć się łatwo nie daje, zwłaszcza, że ma pewne podejrzenia co do swojej niedoszłej klientki i tego jak groźna jest to sprawa. Dziewczyna wplątała w dość duże opały, o wiele groźniejsze niż mogłaby przypuszczać. Czy ona tego chce czy też nie pomaga jej dawny przyjaciel. Oboje mają własne zdania co do swojej roli w ostatnich wydarzeniach, całkowicie odmienne i wzajemnie wykluczające się. No i pozostaje jeszcze kwestia emocji o temperaturze wrzenia oraz pewnych znajomości, dość kontrowersyjnych i powiedzmy szczerze mogących przysporzyć jeszcze większych zawirowań w życiu Avy. Kobieta ma talent do pakowania się w dość nieciekawe sytuacje i postępowania zgodnie z tym, co uważa za słuszne i równocześnie ściąga na nią kłopoty. Tych dwoje tworzy bardzo wybuchowy duet i co tu ukrywać ich znajomi przyglądają im się z dużym zaciekawieniem, bo trzeba im przyznać, iż wiele się między nimi dzieje. Jednak czy są przygotowani na to, co jeszcze przed nimi? Prawdziwe niebezpieczeństwo jest bliżej niż myślą …

 

Romans, sensacja jak z kina akcji i humor oraz bohaterowie z jakimi można przysłowiowe konie kraść. Tak w skrócie, więcej niż telegraficznym, dałoby się powiedzieć o książce „Idealny detektyw”. Jednak skróty nie zawsze są dobre, zwłaszcza jeśli można na jakiś czas po prostu pozostawić codzienność gdzieś obok, a samemu dobrze zabawić się podczas lektury. Kristen Ashley przygotowała rozrywkową historię, taką z kategorii, pozwalającej na oderwanie się od tu i teraz i skorzystania z zaproszenia do małej wycieczki w barwny, książkowy, świat. Pisarka doskonale zna przepis na to by czytelnik w równej mierze dobrze się bawił, był zaskakiwany w odpowiednich momentach i mógł się, chociaż na krótką chwilę, zżyć się z postaciami. Znany wzór można ograć tak aby  zaserwować, w oczywistych ramach, fabułę ciekawą i intrygującą co do tego jakie perypetie czekają na niesfornych bohaterów. Co do tego ostatniego można być pewnym, iż nuda raczej nie grozi, za to pościgi, gorące uczucie oraz wojenka damsko-męska jak najbardziej. Pisarka połączyła część obyczajową z spektakularnymi scenami sensacyjnymi oraz nie zapomniała o tym, by postacie miały swoje cechy charakterystyczne. „Idealny detektyw” to dobry pomysł na czytelniczą zabawę, podczas której można zrelaksować się, pośmiać i przede wszystkim dać się pochłonąć przygodom przyjaciółek o ich obrońców.

 

 

 

 

Za możliwość przeczytania 

książki

dziękuję: