„Daleko,
coraz bliżej”
Alex
Schulman
Jedni
wspominają dzieciństwo z łezką w oku, uśmiechając się do wspomnień, inni ze
łzami w oczach i smutkiem. Niby niewielka różnica, lecz tak naprawdę jest ona
ogromna, pełna niewypowiedzianych słów, niezrozumienia, dawnych ran i blizn,
które wciąż przypinają, że wcale o nich nie zapomniano. Upływ czasu wcale nie
łagodzi dawnych dramatów, wprost przeciwnie, niekiedy jeszcze zaostrza to, co
zostało zapamiętane i stare urazy znowu dają o sobie znać jeszcze dotkliwiej.
Ostatniego
życzenia lub prośby trudno nie spełnić nawet jeśli ma się małą ochotę na to.
Benjamin, Pierre i Nils jednak czynią zadość temu, czego pragnęła ich matka. W
końcu rozsypanie jej prochów w miejscu, które doskonale znają nie jest niczym
niezwykłym. Tyle, że już dawno każdy z nich podąża swoją drogą, nic w tym
dziwnego, są przecież dorośli i każdy ma swoje życie. Tyle, że jest to skutek przeszłości,
bolesnej, pełnej ciemnych plam ukrytych pod uśmiechami i dziecięcymi pragnieniami
bycia kochanym. Teraz znowu muszą odwiedzić miejsce gdzie tak wiele wydarzyło
się, czy są na to gotowi? O tym nie myślą, skupiają się na powodzie ich
spotkania, ale nie tak łatwo poradzić sobie z tłumionymi przez lata emocjami,
chociaż wydawało się, że są one pod kontrolą. Ale nic bardziej mylnego, to
miejsce wydobywa na wierzch wszystko to, co zostało pogrzebane. Czy będą z sobą
szczerzy i stawią czoła prawdzie, od jakiej uciekali przez lata?
Śmierć
jest nieodwracalna i przynosi z sobą czasem wyzwolenie, ale również sprawia, że
to, co wydawało się przeszłością nagle wraca. Alex Schulman oddał w ręce
czytelników książkę, w której już na samym wstępie czytelnik dostaje
ostrzeżenie, że jej ciężar gatunkowy będzie tylko rósł z każdą przeczytaną
stroną. Intymny dramat rozpisany na kolejne rozdziały pokazuje rozpad rodziny
lub raczej jej rozkład, to, co z niej zostaje przeplata się z retrospekcjami
tego, co było źródłem rozpadu rodzinnych więzów. „Daleko, coraz bliżej” krok po
kroku odsłania kolejne warstwy dramatu, który miał swój początek o wiele
wcześniej niż dał symptomy, czy już wtedy było za późno by zapobiec jego
kulminacji? Tego nie wiemy, lecz z pozycji obserwatorów czytający mogą dostrzec
więcej, zwłaszcza coraz wyraźniejsze symptomy narastających problemów, chociaż
jakiś rodzaj nostalgicznej sielanki wciąż trwa. Jednak zachodzą zmiany, coraz
bardziej zauważalne i dotkliwsze, widzą je i doświadczają bohaterowie, jeszcze
nie wiedzą jak odbiją się na nich, nawet
jako dorosłym ludziom trudno im będzie nazwać to, czego doświadczyli. Co takiego
wydarzyło, że rodzina rozpadła się? Z daleka prawie niezauważalne rysy jakimi
była obojętność, milczenie zamiast wyrażenia bólu w jakikolwiek sposób, ciche obwinianie
się oraz poczucie winy, które zostało zrzucone na niewinnych, wszystko to
przerodziło się w pęknięcia, jakie wydają się nieodwracalne. Czy dzieciństwo
może być aż tak istotne w już dorosłym życiu? Czy da się naprawić to, co
zostało zaniedbane? W „Daleko, coraz bliżej” prawie nie ma bezpośrednich oskarżeń,
ich rolę spełniają urywki we wspomnieniach, gorzkie detale pośród wydawałoby
się pozytywnych zapamiętanych fragmentów przeszłości. Powieść Alexa Schulmana
to mistrzowsko naszkicowany rodzinny portret w jakim ból i osamotnienie nie
jest ukrywane, lecz również nie podkreślane, one są po prostu częścią
codzienności. Czy to, co wydaje się ostateczne i zakończeniem nie może być również
nowym początkiem?
Książkę przeczytałam dzięki