środa, 15 czerwca 2016

Za zakrętem

"Hotel Bankrut"
Magdalena Żelazowska


Kryzys jest źródłem dla wielu zjawisk i wydarzeń, niestety znaczenie ma w większości przypadków negatywne. Od niego wiele się zaczyna i na nim równie dużo kończy, bywa świetną wymówką, wydaje się być wszechobecnym i zbyt często nadużywanym. Niekiedy jest niezauważany przez człowieka aż do momentu kiedy styka się on z nim osobiście, wtedy z czegoś odległego staje się czymś aż nazbyt bliskim. Czy da kryzys oswoić? A może ma ludzką twarz?

Każdy ma marzenia, czasem są one prozaiczne lub za takie są brane przez innych, zdarzają się i te większego kalibru, wzbudzające jednocześnie podziw i niedowierzanie, jednym udaje się od razu je zrealizować, drudzy jeszcze ich nie zdobyli. Czworo ludzi znajduje się właśnie na życiowym zakręcie, przed nimi lub za nimi jest coś czego pragną lub pragnęli, teraz właśnie są w momencie kiedy muszą stawić czoła niezbyt przyjaznej rzeczywistości. Łucja ma jeszcze kilka życiowych celów, kiedyś odkładała na później ich osiągnięcie, teraz jednak zamierza zrobić wszystko by w końcu stały się faktem. Wbrew temu co podobno wskazuje jej metryka jest przecież w sile wieku, no przynajmniej wciąż daje radę. Weronika miała jasno wytyczoną ścieżkę, dokładnie określoną kolejnymi etapami kariery, jednego tylko na niej nie zaznaczyła - zwolnienia z pracy. Czy nie zauważyła znaków ostrzegawczych? W końcu kryzys rozpanoszył się wszędzie, dlaczego więc miałby ją pominąć inie dać prztyczka w nos? Kinga jest pełna nadziei, wie, że młodym ludziom nie jest lekko, takich jak ona jest wielu, ale ma nadzieję, iż Łódź będzie dla niej ziemią obiecaną. Leon to prawdziwy znawca ludzkich charakterów, chociaż swoją biegłość w tej dziedzinie opłacił bolesnymi doświadczeniami. Nie zna Weroniki, Kingi i Łucji, łączy ich jedynie lub aż wspólne lokum. Z konieczności rozpoczynają egzystencję pod wspólnym dachem, wcale nie wymarzonym, lecz w tej chwili nie mają zbyt dużego wyboru. Niestety pieniądz oraz zasady ekonomii rządzą światem i bezlitosne są dla każdego. Czy tę czwórkę łączy coś oprócz fatalnej sytuacji życiowej? A może wcale nie jest tak źle jak niektórzy sądzą? W końcu jeżeli każde z nich nie ma nic to jest to dobry moment by zakończyć jeden rozdział i rozpocząć nowy, chociaż ten krok wymaga ogromnej odwagi.

Kryzys straszy, kryzys jest doskonałą wymówką, kryzys to ... przełom, po jakim nic nigdy nie będzie takie samo, ale czy nowe musi być gorsze od tego co było? Weronika zdobywała, pięła się w górę i ... poznała życie od strony, której nie miała w planach i teraz stoi przed wielką niewiadomą. Kinga wprost przeciwnie wie co chce osiągnąć, jednak wydaje się, iż marzyła o czymś co ją przerosło, lecz ktoś sądzi inaczej. Łucja i Leon zbyt długo byli bierni, ale w końcu i oni stawiają czoła rzeczywistości. Co mogą osiągnąć w pojedynkę, a na ile ich stać jeżeli zagrają razem w życiowej ruletce?

"(...)
- Pomagaliśmy sobie. Słyszał pan kiedyś o czymś takim?
- Nie przypominam sobie.
- Kiedyś, dawno temu, ludzie tak robili."*


Celne spostrzeżenia, ostra riposta na wyścig szczurów i złamanie tabu o ludziach sukcesu, to wszystko podparte obrazem polskiego społeczeństwa, o czym mówię? O "Hotelu Bankrut", książce mającej bardzo adekwatny tytuł do treści, ale i zaskakującej niejednokrotnie. Momentami gorzka historia odmitologizowuje propagandę sukcesu i jednocześnie obnaża kilka z oblicz kryzysu. Magdalena Żelazowska nie piętnuje, nie oskarża, nie wyśmiewa, nie wytyka niczego i nikogo, ale przedstawia swoich bohaterów takimi jakimi są, ich obraz jest do bólu prawdziwy, nie ocieplany na siłę, po prostu oddany rzetelnie, momentami przypominający paradokument. Czytelnik strona za stroną poznaje postacie, otoczenie w jakim funkcjonują oraz interakcje społeczno-rodzinne w jakich uczestniczą, świadomie bądź z przyzwyczajenia. Nie jest to obraz jaki ktokolwiek chciałby poznać osobiście, lecz będąc obserwatorem mamy możliwość dostrzeżenia niuansów, niedostrzeganych przez bohaterów, ale również przez nas samych- jeśli chodzi o naszą codzienność. "Hotel Bankrut" to nie bajka oderwana od realnego świata, lecz fabularna opowieść o współczesnym świecie dalekim od hollywoodzkiej baśni z reklamy, w której autorka nie mydli oczu czytelników tylko otwiera je nam na niewygodną prawdę.


* cytat z książki "Hotel Bankrut", Magdalena Żelazowska





      Dziękuję za możliwość 
       przeczytania książki   
          Księgarniom MATRAS :)
 
 





niedziela, 12 czerwca 2016

Gap year

"Sabat czterdziestek"
Anna Kleiber


Czasami trzeba sobie zrobić sobie w życiu przerwę, nie na kilka godzin lub dni, ale "ciut" dłuższą. Kiedy codzienność daje się we znaki i to tak mocno, że jakiekolwiek półśrodki w postaci urlopu lub krótkiej ucieczki od tego co człowiekowi dopiekło są niewystarczające, należy przedsięwziąć odpowiednie środki bez względu na opinie i dobre rady. Każdy ma prawo do mniejszej lub większej dawki szaleństwa w momencie kiedy ma dosyć pewnych spraw, a przede wszystkim osób i zamierza zmienić więcej niż co nie co w swej egzystencji.

Miał być gap year, dla niektórych krytykantów więcej niż lekko spóźniony, lecz gdy czterdziestka wskakuje na kark, a za sobą widać ogon w postaci dość burzliwego życiowego okresu, takie opinie ma się gdzieś i tyle. Nim się rozpocznie czas wolności i poznawania na nowo siebie Ewa odwiedza miejsce, gdzie jako młode i beztroskie dziewczę spędzała wakacje. Towarzyszy swojej przyjaciółce Kamie w tej po trosze sentymentalnej podróży i służy wsparciem przy okazji załatwiania spraw spadkowych. Zadole ma być jedynie króciutkim wstępem do wspólnej podróży po świecie - tym dalekim i pełnym wrażeń. W końcu jeżeli chce się mieć na starość odpowiednie wspomnienia trzeba zadbać o ich źródło. Małą niedogodność w postaci zadolskiej schedy jakoś da się przeżyć, przecież to tylko kilka dni z ponad trzystu. Niestety od początku pojawiają się przeszkody - najpierw w postaci trzeciej towarzyszki niegdysiejszych zabaw, która chyba posiadła jakąś tajemną wiedzę dotyczącą utrzymania wiecznej młodości. Jak by tego było mało u boku ma zabójczo przystojnego faceta, po prostu niesprawiedliwość losu i tyle. Na tym nie koniec trudności na drodze w daleki świat, ponieważ rankiem zostaje odkryte zniknięcie ostatnio przybyłej. Nie dość, że wieczorem była w centrum zainteresowania to jeszcze w kolejnym dniu również się w nim znajduje, zresztą nie jedynie ona. Ewa wraz z Kamą może i zbytnio nie pałały sympatią do Malwiny, ale nie oznacza to, że będą siedzieć z założonymi rękami. Nie takie przeszkody pokonywały, muszą jedynie znaleźć zgubę czyli tę trzecią i dojść do porozumienia w sprawie spuścizny po dziadku Walerym. A wtedy szeroki świat stanie otworem i wymarzoną przerwę będzie można rozpocząć. By to ostatnie mogło wreszcie urzeczywistnić się trzeba przedsięwziąć pewne kroki czyli prywatne dochodzenie dwóch zdeterminowanych czterdziestek. Efekty widoczne są dość szybko i wszystko zmierzałoby ku odpowiedniemu zakończeniu, a w tym przypadku początkowi, gdyby przeznaczenie nie miałoby innego planu dla przyjaciółek.

Co jeszcze może spotkać człowieka w Zadolu? Na pewno nie tego czego się spodziewał, niespodzianka czeka nie tylko Ewę, no i jeszcze na jaw wychodzi tajemnica sprzed lat. Na marzenia jednak należy uważać ponieważ czasem spełniają się w dość nieoczekiwany sposób.

Komedia z wątkiem sensacyjnym sprawdza się jako sposób na relaks, pomaga kiedy za oknem jest za zimno, na plaży również jest mile widziana, a na poprawę humoru jest wprost idealna. "Sabat czterdziestek" ma w sobie wszystkie te elementy, które sprawiają, że podczas czytania uśmiech gości prawie ciągle, a kryminalna intryga ciekawi. Anna Kleiber napisała książkę, dającą okazję na odpoczynek od codzienności i spędzenie mile czasu z niebanalnymi postaciami. Zderzenie planów i marzeń z rzeczywistością oraz nostalgicznymi wspomnieniami to pomysł na interesującą historię oraz źródło na wiele perypetii, co bohaterki wykorzystują nie raz. Na ich przykładzie czytelnicy pozna co może się przydarzyć kiedy chce uciec od swego dotychczasowego życia tak przed czterdziestką jak i gdy już jej oddech człowiek poczuje.

 
Książkę przeczytałam 
  dzięki uprzejmości  

czwartek, 9 czerwca 2016

Rozjaśnić cień

"Żeby miłość miała twoje oczy"
Diego Galdino


Włoski temperament raczej nie idzie w parze z potrzebą samotności. Czasem te dwa tak sprzeczne elementy spotykają się pod jednym dachem i od pierwszego momentu zaczyna iskrzyć. Pierwsze, drugie, a nawet kolejne spojrzenia mogą być mylące, ponieważ stworzona iluzja jest tak dobra, że nikt nie dostrzega człowieka kryjącego się za nią. Pojawiające się rysy brane są najczęściej za coś zupełnie odwrotnego, nim prawda ujrzy światło dzienne maska może zranić dotkliwie. Niekiedy jest dana szansa by pogodzić to co wydaje się tak różne.

Zapalczywość nie jest dominującą cechą Sofii, ale są chwile gdy zwyciężają emocje. Właśnie one biorą górę podczas pierwszego spotkania z Tyronem. Nie są one pozytywne i w ogóle nie przystają do powitania gościa, lecz słowa zostały wypowiedziane przez obie strony, zresztą cofnąć nikt ich nie zamierza. Wbrew pozorom tych dwoje nie kończy swej znajomości na tym etapie, wprost przeciwnie, Cetona to nie Nowy Jork, gdzie da się unikać drugiego człowieka długo i skutecznie. Pełne uroku miasteczko i jego okolice są dla każdego malarza marzeniem, a Tyrone Lane nie jest wyjątkiem. Trudno pogodzić pragnienie jak najlepszego oddania zapierających dech w piersiach toskańskich pejzaży z potrzebą przebywania jak najdalej od ludzi. Zwycięża sztuka, a samotność traci na uroku, zwłaszcza gdy obok jest piękna Sofia, nie pozwalająca o sobie zapomnieć. Zresztą i artysta-odludek dość często gości w rozmyślaniach młodej kobiety. Wzajemne kontakty ocieplają się, zaczyna kiełkować nadzieja na coś więcej niż tylko przelotną znajomość, chociaż czy jest ona obopólna? Lane nosi w sobie cień, który w szczęśliwych momentach widoczny jest bardziej niż w kiedykolwiek indziej. Sofia próbuje go rozjaśnić, chociaż raz za razem ponosi porażkę. Jak długo można mierzyć się z czymś niewiadomym, ale mającym ogromny wpływ na Tyrone`a?

Miłość to dawanie i branie, czasem jednak krucha równowaga zostaje zburzona. Wiarę w wspólną przyszłość zastępuje bolesna samotność i poczucie niewypowiedzianej straty. Czy da się naprawić coś co może w ogóle nie zaistniało? Tyrone ma niewidoczne rany, przypominające o tym co już nie wróci, a szansa na ich zabliźnienie była tak blisko ...

Miłość to słowo zawierające w sobie tysiące innych, towarzyszy mu wiele emocji, tych spod znaku szczęścia, ale i takich naznaczonych złamanym sercem i łzami. Niejeden autor poległ na jej opisywaniu, ponieważ by oddać je w pełni czasem nie trzeba monumentalnych strof, lecz należy pamiętać, że nawet kiedy  wydaje się lekkie, łatwe oraz przyjemne ma i oblicze poważniejsze, często skrywane. Diego Galdino po raz kolejny w prosty sposób opisał skomplikowany charakter miłości, oddając wszelkie niuanse kod momentu narodzin aż po chwile gdy nosi już szlachetną patynę dojrzałości. Tłem dla tej niezwykłej panoramy uczuć jest miasteczko Cetona, które przez wieki były niemym obserwatorem namiętnych wyznań, smutku rysującego się na ludzkich twarzach, beztroskiego uśmiechu i rodzinnych perypetii. "Żeby miłość miała twoje oczy" to niezwykła historia dwojga ludzi i ich związku, oddana delikatnie, ale i z pasją. Autor słowami, jak najlepszymi pędzlami, odmalowuje szeroką palet wrażeń. Wraz z bohaterami poznajemy barwę zauroczenia, kolor rozkwitu uczuć,odcień złamanego serca, tonację nadziei oraz szczęścia. W opowieści tej nie zabrakło również humoru i południowego temperamentu, znanego czytelnikom z wcześniejszych książek Diego Galdino. Podczas lektury najnowszej śmiech i smutek przeplatają się z refleksjami nad tym jak przeszłość wpływa na teraźniejszość oraz co dla człowieka znaczy rodzina.






   Za możliwość przeczytania książki 
             dziękuję wyd. Rebis


wtorek, 7 czerwca 2016

Siła melodii

"Igrając z ogniem"
Tess Gerritsen


Zło ma wiele twarzy, czasem nosi maskę dla niepoznaki, mamiąc nią tych, którzy wbrew zdrowemu rozsądkowi wierzą, że każdy człowiek ma w sobie dobro. Kiedy w końcu widocznym staje się prawdziwe oblicze jest już za późno na ucieczkę, pozostaje tylko gorzki żal za utraconymi złudzeniami i przyszłość naznaczona ludzką niegodziwością.

Magię muzyki docenia wielu, ale tylko nieliczni dostrzegają jej duszę. Julia Ansdell jest utalentowaną skrzypaczką, nawet więcej jest wirtuozem strun, bardzo ceni przekaz melodii jaka powstaje z pomocą jej rąk i nut. Przypadkowo trafia na utwór nieznanego kompozytora, oczarowuje ją on od pierwszego spojrzenia na pożółkł karty. W starym rękopisie jest coś co nie pozwala zapomnieć o melodycznym zapisie, kuszącym by zagrać go i zagłębić się w nim. Pierwsza próba jednak przynosi ze sobą oprócz zachwytu niepokój. Piękno wydobywających się dźwięków zostaje zakłócone zachowaniem kilkuletniej Lily. Spokojne do tej pory dziecko zmienia się w ułamku sekundy, chociaż może to jedynie zadziałała wyobraźnia i podejrzenia są niesłuszne? Julii trudno zrozumieć w to co miało miejsce, jej córeczka do tej pory nie wyróżniała się wśród swoich rówieśników negatywnymi cechami , nikt poza nimi nie był wtedy w domu i trudno ich bliskim dać wiarę w to co się stało. Czyżby wyolbrzymiała to zdarzenie? Druga próba zagrania starego walca kończy się przerażająco, tym razem skrzypaczka ma pewność, że coś złego dzieje się z dziewczynką, a na tym nie koniec niebezpiecznych sytuacji. Co kryje się w melodii, iż przy jej słuchaniu spokojna Lily zmienia się nie do poznania? Zaniepokojeni rodzice szukają odpowiedzi i pomocy, chociaż ich przypuszczenia są dość niezwykłe. Jeszcze jeden kierunek w tym niecodziennym dochodzeniu wydaje się prawdopodobny, chociaż dla Julii jest on bardzo bolesny. Przeszłość to niejedna zagadka, niektóre z nich zawierają prawdę, jakiej poznanie nie przynosi ulgi, lecz wręcz przeciwnie - staje się ona źródłem nowych znaków zapytania i otwiera stare rany.

"Incednio" jest czymś więcej niż utworem muzycznym, brak słów by go opisać, ale czy ma w sobie siłę wpływającą na ludzkie zachowania? Wydaje się to niemożliwe, każdy kto usłyszy tę kompozycję nie odmówi jej wirtuozerii, jednak przecież to nic więcej niż zagrane nuty. Mimo wszystkiego Julia czuje, że to dzieło ma w sobie coś więcej niż tylko niezapomnianą linię melodyczną. Kiedyś ktoś włożył w nią o wiele więcej niż tylko swe serce i nieprzeciętny talent, teraz nikt nie zdaje sobie sprawy gdzie tkwią jej korzenie.

Tess Gerritsen pisze w mistrzowski sposób, jej książki przyciągają uwagę i zaskakują rozwojem fabuły. Nie inaczej jest i w przypadku "Igrając z ogniem", w której czytelnicy spotkają wątki spod znaku thrillera, tajemnice oraz historyczny motyw dotykający Drugiej Wojny Światowej. Autorka łącząc fikcję, detale mistyczne oraz fakty stworzyła opowieść obfitującą w niespodzianki i nieoczekiwane rozwiązania losów postaci. Przeplatająca się przeszłość z czasami współczesnymi nie daje odpowiedzi na rodzące się pytania, ale podsyca dodatkowo ciekawość co do poprowadzenia akcji i zakończenia. Autorka położyła duży nacisk na oddanie realiów okresu nazizmu we Włoszech, porusza sprawy znane, lecz przedstawiając je z punktu widzenia jednostki odkrywa w nich emocje, jakie często schodzą na dalszy plan w obliczu tragedii milionów. Aspekt ten nie wysuwa się na pierwszy plan, jest dopełnieniem całości, w niezwykły sposób stając się intrygującym łącznikiem pomiędzy bohaterami. "Igrając z ogniem" to lektura z dużą dawką dramatycznych zwrotów fabuły i wyjątkowym zakończeniem. Tess Gerritsen oddała hołd zapomnianym ofiarom jednocześnie dając czytelnikom niezapomnianą książkę, w której zło pokazuje swoją siłę, ale przeciwstawione jest dobru i przeznaczeniu.







            
          Za możliwość przeczytania książki 


    Dziękuję 


     wyd. Albatros



niedziela, 5 czerwca 2016

Wyspa iluzji

"Wyspa strachu"
Hakan Ostlundh


Metropolie oferują wiele korzyści, ale również posiadają dosyć dokuczliwe minusy, z dala od nich te drugie nie występują lub są o wiele mniej odczuwane. Małe miasta oferują spokój, możliwość bliższego kontaktu z bliskimi i przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa. W otoczeniu ludzi, których zna się lub przynajmniej kojarzy z widzenia, człowiek nie musi obawiać, że zagrożenie czyha tuż za progiem. Jednak czasem rzeczywistość daje o sobie znać i przypomina, iż zło wcale nie jest domeną tylko wielkich miast.

Wakacyjny relaks, morze, plaża i turyści, Gotlandia wydaje się oazą spokoju, w jakim dostępu nie mają sprawy spędzające sen z powiek policjantom z Sztokholmu. Przynajmniej tak powinno być, ale dwa ostatnie zgłoszenia nie pozwalają Fredrikowi Bromanowi na beztroskie spędzanie czasu z rodziną. Zaszlachtowane brutalnie zwierzę i morderstwo okazują się mieć zbyt wiele punktów zbieżnych by uznać to za przypadek. Takie sytuacje wzbudzają zawsze niepokój, a w miejscu gdzie ludzie oczekują odprężenia i spokoju nie pozostają bez echa. Nie gdzieś tam, ale raczej o wiele bliżej niż ktokolwiek przypuszcza czai się zagrożenie. Policjant wraz ze swoimi współpracownikami zdaje sobie sprawę, iż liczy się czas, ponieważ okoliczności wskazują, że zbrodniarz mógł nie powiedzieć jeszcze ostatniego słowa. Skąpe ślady nie pozwalają na szybkie postępy w dochodzeniu, czego oczekują wszyscy dookoła, atmosfera zagrożenia na nikogo nie wpływa dobrze, nikt nie chce odczuwać lęku i rozglądać się z obawą wokoło. Kim jest ten kto zasiał lęk na Gotlandii? Być może jeden z dość nielicznych tropów pozwoli na krok do przodu, Broman wie, iż liczy się każdy detal, w tym przypadku w szczególności. Nieliczne dowody w połączeniu z uporem w końcu dają efekty, chociaż nie do końca są one takie jak spodziewał się inspektor.

W najgorszym scenariuszu nikt nie zakłada, iż trzeba będzie spojrzeć w oczy złu i podjąć decyzję rzucając na szalę życie. Miało być zupełnie inaczej, niestety okazało się, że chwila nieuwagi kosztuje bardzo dużo. Wystarczy chwila by zburzyć już i tak nadwątlone poczucie bezpieczeństwa, moment ten pozostaje w pamięci na zawsze i nic nie jest w stanie go wymazać całkowicie.

Spokój, zwyczajne życie, bezpieczne sąsiedztwo i ... zbrodnia, ta ostatnia nie pasuje do miejsca, które jedynie w sezonie letnim przeżywa wzrost mieszkańców,a przez resztę roku pozwala na niczym niezmąconą egzystencję. Jednak morderstwo jest faktem i nic tego nie zmieni, raz wzbudzony lęk pozostaje na długo. "Wyspa strachu" to dobrze skonstruowany kryminał w jakim początkowo nie dostrzega się niczego zbrodniczego, raczej przeważa urok miejsc oddalonych od wielkomiejskiego hałasu, chociaż cień zbliżającego się końca tej idylli jest zauważalne. Na pytanie co zburzy ten wakacyjny obraz odpowiedź przychodzi bardzo szybko, wprawdzie jest ona połowiczna, lecz dość rychło zostaje uzupełniona rysując kształty kryminalnej zagadce. Hakan Ostlundh nie poszedł w swojej książce w kierunku dochodzenia gdzie rozwiązanie znajduje się laboratorium i technologia odgrywa jedną z głównych ról. Zamiast tego jest opisana praca policji - niekiedy żmudna i frustrująca gdy brak szybkich efektów podjętych działań, a przestępca wciąż pozostaje na wolności. Jednak strona za stroną czytelnik przekonuje się, że nie ma zbrodni doskonałej i nawet nic nie znaczące początkowo ślady zaczynają układać się we wzór, który w połączeniu z intuicją w końcu pozwalają na odkrycie tożsamości mordercy. "Wyspa strachu" to solidna porcja kryminału, gdzie do samego finału trzeba być uważnym, gdyż w nich także autor sceny ukrył jeszcze jeszcze niespodziankę.


Za możliwość przeczytania książki 

dziękuję wydawnictwu:
 
 
 
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo jaguar

piątek, 3 czerwca 2016

Porcja lektur :)


Czerwiec oficjalnie już zawitał, wyższe temperatury także, 
czas więc również na kolejną porcję lektur. 
Każda książka to osobna opowieść, 
warta poznania i zagłębienia się w nią.
Czasem przynosi uśmiech, a czasem oczy wilgotnieją, 
bywa, że pozostaje w pamięci na zawsze
i wracamy do niej nieraz.

Jak będzie  tym razem?
Przekonam się już niebawem :)







  Kate Morton "Dom nad jeziorem", wyd. Albatros

Hakan Ostlundh "Wyspa strachu", wyd. Jaguar


Tess Gerritsen "Igrając z ogniem", wyd. Albatros


Anna Kleiber "Sabat czterdziestek", wyd. BIS


Augusta Docher "Habbatum. Wędrowcy", wyd. BIS


Diego Galdino "Żeby miłość miała twoje oczy", wyd. Rebis


Hanna Cygler "Przekład dowolny", wyd. Rebis

środa, 1 czerwca 2016

Ślepa Temida

"Rewizja"
Remigiusz Mróz


Prawda to za mało, zresztą ma ona różne oblicza i niejedno dno. Niekiedy trzeba sięgnąć głębiej by poznać jej prawdziwą twarz ukrytą pod maską pozorów. Nie zawsze udaje się odkryć kłamstwo, bywa i tak, że fikcja wcale nie jest aż tak daleka od faktów, a te łudząco podobne są do stworzonej iluzji. Zresztą tylko idealiści wierzą, że prawda wyzwala, chociaż czy tak jest w realnym świecie?

"Sprzeniewierzyła się korporacyjnym zasadom, ale przynajmniej zachowała czyste sumienie. Było warto."*

Nie wychylanie się z konwencjonalnych ram raczej nie leży w naturze Joanny Chyłki, jednak w jej interesie byłoby niekiedy stosowne. Niestety prawniczka niejednokrotnie udowodniła, że instynkt samozachowawczym ma w zaniku, nie inaczej jest i w przypadku ostatniej sprawy, jakiej podjęła się. Na pierwszy rzut oka wydawała się prosta, na drugi komplikacje wysunęły się na prowadzenie, a na trzeci i kolejny brak słów na opisanie bagna, w którym znalazła się wraz ze swoim klientem. Kto jak kto, ale Chyłka nawet gdy stoi nad przepaścią jest przeciwnikiem groźnym, z jakim każdy powinien się liczyć. Nim dojdzie do pojedynku na sali sądowej trzeba przyjrzeć się temu co już media skutecznie nagłośniły, rozdmuchać nie musiały, bo w tym przypadku prawda jest wystarczająca by wzbudzić ciekawość na dłuzej. Pierwsze zebrane informacje nie napawają optymizmem, lecz z tym uczuciem i tak rzadko kiedy po drodze pani mecenas. Jedyne co pozostaje to zaufanie intuicji, często stępionej trunkami, oraz doświadczeniu nie raz już pozwalającemu wyjść z patowych sytuacji. Tym razem Joanna jest sama przeciwko ludziom, z którymi nie tak dawno stała po tej samej stronie barykady. Widmo porażki widoczne jest dla wszystkich, chociaż ktoś pamięta jeszcze o lepszych dniach czarnej owcy i wspomnienia te każą mu podjąć pewne kroki. Chyłka jako obrończyni nie zamierza poddać się negatywnym wizjom, a jej amatorskie dochodzenie przynosi dość nieoczekiwane efekty. Jeżeli dodać do tego osławiony upór w osiąganiu wyznaczonych celów to niektórzy powinni zacząć rewidować swoje plany. Nie mając aż tak wiele do stracenia nie idzie się na kompromisy, szczególnie gdy można zagrać na nosie wieszczącym upadek.

Czasem kwestia niewinności nie rozstrzyga się w sądzie, wystarczy bycie "innym" by wyrok został wydany nim w ogóle nazwisko podejrzanego zostanie wyczytane z wokandy. Prawda nie stoi na wygranej pozycji w starciu z ludzką ambicją i nieujawnionymi motywami kierującymi człowiekiem. Czy bezkompromisowej obrończyni uda się odkryć kto jest mordercą? Może w tym przypadku Temida pozostanie ślepa? W końcu kto chciałby zrobić sobie wroga z korporacyjnego molocha? Może jedynie kobieta mająca za nic poprawność w jakiejkolwiek formie i umiejąca dostrzec to czego inni obawiają się.

Określenie "Rewizji" kryminałem to stanowczo zbyt ograniczające, gdyż Remigiusz Mróz w kolejnej historii o niepokornej prawniczce nie ogranicza się jedynie do suspensu. Nie brakuje w książce celnych obserwacji naszej rzeczywistości, ciętego humoru oraz przede wszystkim odsłaniania tego co najczęściej starannie chowane jest za ogólnie pojętą poprawnością polityczną i społeczną. Fabuła rozpoczyna się od przysłowiowego wysokiego c i do ostatniej strony utrzymuje tę tonację. Autor nie używa eufemizmów czy też przenośni, w jego opowieści czytelnik jest widzem z pierwszego rzędu, mającym możliwość dostrzeżenia najmniejszego nawet detalu w mistrzowskim portrecie pojedynku jednostki z korporacją. Joanna Chyłka jako główna bohaterka lub raczej antybohaterka ma w sobie cechy postaci z kryminału noir, ale wychodzi poza jej ramy, łamiąc tabu i roznosząc w pył obraz prawnika. Buntowniczka, poraniona, lecz nie odpuszczająca aż do osiągnięcia celu, czasem niewartego wysiłku, zawsze walcząca do upadłego, posiadająca niewiarygodną intuicję i tupet, cyniczna, wierna swoim zasadom wbrew wszystkim i wszystkiemu, jedyna w swoim rodzaju, taki zestaw cech raczej nie powinien budzić sympatii, ale w tym konkretnym przypadku jest inaczej. Pozostająca w opozycji do tego co uważane jest za normę idealnie komponuje się z nieidealnym światem w jakim przyszło jej egzystować i podążać drogą, którą w dużej mierze sama wybiera. "Rewizja" jednak to nie teatr jednego aktora, pozostali bohaterowie chociaż pozostają lekko w cieniu Chyłki nie giną w nim, pokazują, że trzeba liczyć się tym co mają do powiedzenia, ponieważ szczegóły leżą u podstaw tej historii. Remigiusz Mróz zabiera czytelników na salę sądową i do miejsc, gdzie wejść jest łatwo, ale z wyjściem mogą być już problemy, wraz z postaciami czytający oglądają świat z najwyższych pięter luksusowych biurowców i stojąc gdzieś w wrocławskim zaułku. Podczas lektury "grozi" tylko jedno - zrewidowanie poglądów na otaczającą nas rzeczywistość.


* Cytat - "Rewizja" Remigiusz Mróz, wyd. Czwarta Strona

 
      Dziękuję za możliwość 
       przeczytania książki   
          Księgarniom MATRAS :)
 
 

 
      Dziękuję za możliwość 
       przeczytania książki   
          Księgarniom MATRAS :)
 
 

niedziela, 29 maja 2016

Znamię przeszłości

"Piętno von Becków"
Joanna Jax


Miłość przychodzi bez pytania, czasem w najmniej odpowiedniej chwili, kiedy człowiek nie jest na nią przygotowany. Życie i tak już skomplikowane gmatwa się jeszcze bardziej, w emocjonalnym chaosie trudno odróżnić prawdę od kłamstwa, a zło od dobra. Niestety nie każdy błąd da się naprawić, niektóre przez lata przypominają o sobie, próby zapomnienia o nich nic nie dają. Przyszłość okazuje się pokłosiem tego co było, ale zawsze jest nadzieja, że kolejne pokolenie da radę udźwignąć ciężar piętna poprzednich generacji.

Tajemnice rodzinne nie są niczym dziwnym dla Julii Kunis, nieraz dawały już o sobie znać i to w niezbyt przyjemny sposób. Jednak młoda kobieta nie zamierza siedzieć z założonymi rękoma i czekać czy jeszcze "coś" z przeszłości da o sobie znać. To co już wie o swojej rodzinie nie pozwala na spokojny sen, jedynym rozwiązaniem jakie przychodzi jej do głowy jest poznanie historii swoich przodków. Gdzieś tam kryją się odpowiedzi na pytania, zbyt wiele już doświadczyła ona i bliscy by nie podjąć się tego zadania. Zdaje sobie sprawę, że być może odkryte fakty okażą się kolejnym ciosem, ale dalsze życie w niepewności byłoby jeszcze większym koszmarem niż ten już doświadczony. Historią rodu von Becków interesuje się więcej osób, mających własne powody ku temu. Dawid Halpern i Tom Anders nie są amatorami, prawdziwe motywy skrywają przed innymi, Marta Landowska nawet nie przypuszcza, iż propozycja Julii aż tak wpłynie na nią. Okazuje się, iż wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat są wciąż aktualne, a oni są ogniwami łańcucha zrodzonego z miłości, nienawiści, chciwości i przede wszystkim niewyobrażalnego zła. Upływ lat nie zaleczył ran, wprost przeciwnie, człowiek nie jest w stanie zapomnieć o tym co go napiętnowało i naznacza kolejne pokolenia. Sekrety von Becków stygmatyzują od dekad, najbardziej raniąc niewinnych, ale są i tacy, którzy widzą w nich korzyści dla siebie. Julia odkrywa wiele, nawet zbyt dużo, pewnym osobom nie podobają się informacje jakie zdobyła, Kunis weszła na bardzo niebezpieczny teren. Dawid wie o zagrożeniu, lecz czy Tom i Julia zdają sobie sprawę z powagi sytuacji?

Kiedyś okazuje się nadzwyczaj aktualne, zwłaszcza w odniesieniu do kilkorga ludzi, jacy chcąc poznać przeszłość muszą zmierzyć się z dramatycznymi faktami, ogromnym bólem i uczuciami, które zaistniały wbrew rozsądkowi i w najmniej sprzyjających okolicznościach. Dawnych błędów nie powinno się powtarzać, ale czy wszystkie były nimi faktycznie? Może już czas by zrzucić brzemię dawnych grzechów i wybrać ścieżkę prowadzącą do szczęścia?

Kolejne pokolenie von Becków fascynuje równie mocno jak ich poprzednicy, a może nawet mocniej. Okazuje się, że przeszłość to wcale nie zamknięty rozdział, emocje sprzed dekad nie opadły, wprost przeciwnie upływ czasu tylko je wzmocnił. Nienawiść i miłość stapiają się nierozerwalnie ze sobą porywając ze sobą bohaterów i czytelników w podróż w głąb ludzkich serc i umysłów, czas nie wymazał doznanych krzywd, być może nadszedł moment na wybaczenie? "Piętno von Becków" to niezapomniana opowieść o ludzkich losach jak z antycznej tragedii splecionych z równie dramatycznymi chwilami w historii, pełna autentyzmu, uczuć i skrywanych tajemnic. Joanna Jax wie jak sprawić by nie można było się oderwać od książki, a kiedy zostanie ostatnia strona zostanie już przeczytana jest się pewnym, iż jeszcze niejednokrotnie będzie się wracało do niej. Przeszłość z teraźniejszością wiążą nierozerwalnie więzy i to wiele bardziej skomplikowane niż do tej pory przypuszczano. Autorka odkrywa przed czytelnikami kolejne tajemnice, a tych postacie "Piętna von Becków" mają jeszcze co najmniej kilka w zanadrzu. Fikcja literacka i prawda dziejowa tworzą kombinację w jakiej czytelnik odnajduje ogromną dawkę emocji, zagadki oraz przede wszystkim bohaterów, nie papierowych, lecz wielowymiarowych, rzeczywistych i przede wszystkim ludzkich - błądzących, kochających, chociaż nie zawsze obdarzanych miłością i szukających wciąż odpowiedzi na pytanie czy to co było wciąż powinno być aktualne?




Za możliwość przeczytania książki 
Dziękuję  wyd. Videograf





piątek, 27 maja 2016

Przedpremierowo: "Assa"

 PRZEDPREMIEROWO

"Assa"
Andrzej Kowalski


Dzieła sztuki są świadectwem talentu człowieka, cieszą ludzkie oko, są powodem do dumy dla ich posiadaczy, przypominają o ważnych momentach. Jednak to co wyjątkowe zbyt często przyciąga do siebie tych, którzy widzą w nim dwie rzeczy: wartość pieniężną i pragnienie kogoś, kto chce go dostać w swoje ręce bez względu na koszty. Ile zaginionych obrazów, rzeźb i innych eksponatów muzeów bądź pozostających w prywatnych zbiorach zaginęło w ten sposób? Ta liczba nigdy do końca nie będzie znana, czasem udaje się odzyskać coś co uważano za utracone bezpowrotnie. Niestety ma to miejsce zbyt rzadko.

Artystą być nigdy nie było zbyt łatwo, sukces nie jest dany wielu i czasem talent nie wystarczy by zaistnieć w dość hermetycznym środowisku. Daniel Asman nie narzeka na swoją egzystencję, wie doskonale, że jego obrazy są dobre, ale codzienność to coś więcej niż jedynie sztuka. Praca w Art Company pozwala mu na wygodne życie, a jednocześnie na robienie tego co sprawia mu przyjemność - malowanie. Może i większość płócien spod jego pędzla nie będzie pretendowało do miana dzieł, lecz nie ma czego się wstydzić. Ostatnie zlecenie jest dość niecodzienne, lecz nie aż tak by się nad nim dłużej zastanawiać. Daniel tak jak zawsze daje z siebie wszystko by jego szef oraz klient byli zadowoleni, chociaż coś nie daje mu spokoju. Niedługo potem jego żona zaczyna dochodzenie w sprawie śmierci emerytki z Rumii, te dwie sprawy nie łączy nic poza osobami małżonków i niezbyt fortunnego momentu w ich małżeństwie. Spokój jednak nie jest danym tym dwojgu, obowiązki zawodowe wchodzą głęboko w życie osobiste Maleny i Daniela. On ma swoje problemy, z którymi próbuje poradzić sobie na swój sposób, ona musi zmierzyć się z czymś czego w ogóle nie brała pod uwagę. No i wciąż toczy się śledztwo przynoszące dość nieoczekiwane wyniki i to dla obojga. Okazuje się, że to co wydawało się oczywiste wcale takim nie jest. Jedno z nich dostrzega w zgromadzonych dowodach pewien szczegół, okazujący się mieć większe znaczenie niż wszyscy sądzą. Natomiast uwagę drugiego zaprząta inny element rzucający na śmierć starszej kobiety całkiem nowe światło.

Pamięć ludzka to coś więcej niż kilka szuflad ze wspomnieniami, niekiedy skrywa bolesną prawdę, stającą się źródłem motywów ludzkich działań. Czasem chowa głęboko to co dotkliwie zraniło człowieka by mógł rozpocząć wszystko od nowa. Los jednak nie zapomina o nikim i niczym, dając szansę na odkrycie dawnych tajemnic i faktów, pozwalających na dotarcie do sedna przeszłości i zbudowania na jej gruzach przyszłości.

Świat sztuki pod wierzchnią warstwa piękna, niekiedy blichtru, skrywa wiele tajemnic i mroczną stronę, którą z rzadko tylko opinia publiczna dostrzec jest w stanie. Andrzej Kowalski umiejętnie połączył artystyczne środowisko z wątkiem sensacyjnym i obyczajowym oraz wplótł w historyczne tło w fikcję. Dzięki tym zabiegom powstała fabuła intrygująca z szybkim tempem akcji, zagadkami dotyczącymi tego co już miało miejsce jak i teraźniejszych wydarzeń. Na tym jednak nie koniec, ponieważ "Assa" to nie jedynie kryminał, ale także pełna emocji historia kilkorga osób związanych ze sobą skomplikowanym węzłem uczuć oraz niełatwą przeszłością. Autor stopniuje sekrety, powoli odkrywając przed czytelnikami intrygę i kulisy jej powstania. Pomiędzy sensacją i obyczajową stroną książki kryje się jeszcze podróż w czasie do przełomowych momentów z życia postaci, jakie zadecydowały o tym kim są lub stali się. Prowadzone dochodzenie, prywatne sprawy, porachunki, dramaty sprzed lat i ich konsekwencje, każdy z tych elementów to część "Assy", opowieści wielowątkowej, gdzie każdy detal ma znaczenie, a prawda i kłamstwo nie stanowią swego przeciwieństwa, lecz tworzą większą całość, zwaną życiem.


Za możliwość przeczytania książki 
Dziękuję
wyd. NOVAE RES





Więcej informacji o nowościach wydawnictwa i nie tylko tutaj

czwartek, 26 maja 2016

Konkurs - ogłoszenie wyników








Nadszedł czas na ogłoszenie wyników :)



Zwyciężczynią została:

Dominika Czytelniczkaa



Gratuluję :)

 
 
 
 
Z okazji
Dnia Matki
składam życzenia

poniedziałek, 23 maja 2016

Przewrotność uczuć.

"Euforia"
Lili King


Cywilizacja brzmi dumnie, a jej zachodnia wersja wydaje się wciąż najlepszą z opcji wyboru dla każdego i pod każdą szerokością geograficzną. Szczycimy się jej osiągnięciami i historią sięgającą tysięcy lat. Porównujemy się od wieków z innymi i rzadko kiedy oni dorastają do osiągnięć naszych przodków oraz nas samych. W historii nie brak górnolotnych słów opisujących kulturą w jakiej żyjemy od pokoleń oraz jednoczesnego braku poszanowania dla obcych zdobyczy cywilizacyjnych. Jednak gdy się przyjrzeć bliżej nam samym obraz ten bywa całkowicie odmienny od tego jak my go postrzegamy.

Świat maleje z każdym rokiem, miesiącem, dniem, szczególnie odczuwa to Nell Stone. Odkryć nieznane, przedstawić całkowicie nową teorię, zaskoczyć gremia naukowe i nie tylko, prawie każdy naukowiec ma takie marzenia, więc jej nie powinny dziwić nikogo. Jednak nie jest łatwo znaleźć swoją carte blanche na mapie na jakiej już tak wiele zaznaczono czyli odkryto. Do tego dochodzi konkurencja i to w osobie najbliższej osoby oraz dzika natura nie ułatwiająca badań. Nowa Gwinea nie jest łatwym miejscem do egzystencji, lecz podobnie jak wielu przed nią Nell zamierza pokonać trudności by zabłysnąć swymi naukowymi osiągnięciami w uniwersyteckim środowisku. Ale życie to nie jedynie praca, poza nią jest jeszcze małżeństwo, przyjaźń, miłość i namiętność. Rzeczywistość zaskakuje efektami dokonanych wyborów, które okazują się mieć czasem gorzki smak i nie są takimi jakimi oczekiwano. Z dala od cywilizacji, żyjąc jednocześnie w grupie, ale odczuwając samotność, łatwo ulec pragnieniu poczucia bliskości drugiego człowieka. Od tego jest się już o krok od pójścia na kompromis, lecz czy to właściwa droga?

Bankson podziwia Nell, dostrzega w niej genialny umysł i nieprzeciętną kobietę, docenia ją, ale zdaje sobie sprawę, że powinien zachować dystans wobec niej. Fen jest w zupełnie innej sytuacji, jakby w ogóle nie dostrzegał tego co inni widzą od razu. Tych troje stara się zachować pozory - nie dla otoczenia, ale wobec siebie samych. Jak długo mogą oszukiwać się? Czy można łudzić się i nie ranić się jednocześnie? Gdzie przebiega cienka granica pomiędzy rezygnacją, a kompromisem oraz przyjaźnią i miłością?

Trójkąty uczuciowe dają chwile szczęście, wiele wspomnień oraz niezabliźniającą się ranę gdy już staną się przeszłością. Jeżeli dodać do tego egzotyczne tło, odosobnienie oraz badawczą naturę osób, które go współtworzą to rodzi się historia, która niesie z sobą nie tylko ładunek emocji, ale przede wszystkim burząca zastane status quo i skłaniająca do refleksji nad prawdziwą naturą człowieka oaz jego pierwotnymi pragnieniami. "Euforia" Lili King jest trudna do zaklasyfikowania gatunkowo, zawiera bowiem wątki biograficzne, ale stanowią one punkt wyjścia dla fikcyjnego rozwoju wydarzeń, skomplikowana gra uczuć skonfrontowana jest z szeroko pojętym tabu, a dodatkowym motywem są prowadzone badania naukowe, w jakich czytelnik nieraz może dostrzec dwuznaczność zdobytych wyników. Opowieść o Nell, Fenie i Banksonie składa się z wielu warstw, warto zwrócić na jej rozpoczęcie i porównać z zakończeniem. Podczas lektury nasuwają się także analogie związane z ogólnie pojętą kulturą zachodu oraz zwyczajami badanych przez bohaterów plemion, zresztą na tym nie koniec, ponieważ i w mikroskali zachowań postaci również dostrzega się paralelę. Lili King ma wyjątkowy talent do obrazowania słowami emocjonalnej spirali rządzącej bohaterami, skrywającymi swoje namiętności pod płaszczem wykształcenia, pochodzenia i powszechnie pojętego dorobku kulturowego. Odcięcie od cywilizacji jest początkiem zrywania masek, odkrywania prawdziwych twarzy i przede wszystkim poznawania siebie samego jako istoty ludzkiej.




   Za możliwość przeczytania książki 
             dziękuję wyd. Rebis


sobota, 21 maja 2016

Potomkowie Drakuli

"Podróż do Transylwanii"
Czingiz Abdułłajew


Legendy mają to do siebie, że upływ czasu im nie szkodzi, wprost przeciwnie, chociaż najczęściej prawdy w nich ubywa wraz z rosnącą sławą. Nie zawsze mit odgrywa rolę główną, niekiedy skupia na sobie uwagę by ukryć coś co nie powinno wyjść na jaw. Jednak niektórym udaje się przejrzeć tę grę i od tego momentu zaczynają szukać powodów jej prowadzenia.

Historia lubi toczyć się kołem, Drongo właśnie przekonuje się o tym w Bukareszcie. Przeszłość dosięga go dość niespodziewanie, jakby od niej się nie odżegnywał i tak zawsze musi się z nią zmierzyć. Jako osoba znana ze swego ogromnego doświadczenia w walce z przestępczością tym razem ma odegrać rolę eksperta w tym temacie podczas międzynarodowej konferencji. Wydaje się, że te kilka dni spędzonych w Rumunii upłynie pod znakiem spokoju i merytorycznych debat, a już na pewno jakichkolwiek niespodzianek. Opowieść o Vladzie Palowniku nie napawa go lękiem, wie doskonale, iż żywi ludzie są niebezpieczniejsi od mitycznego wampira. Niestety nie da się uciec od krwawego symbolu, okazuje się, iż dla pewnych osób nadal jest on ważny. Drongo nie zamierza przejmować się wampirycznym motywem, ważniejsza jest teraźniejszość i zagrożenia jakie niesie. Świat wcale nie jest tak bezpiecznym miejscem jakim może wydawać się i o tym przekonują się uczestnicy konferencji. Anonimowe pogróżki jedni biorą poważnie, inni nie przejmują się nimi zupełnie, w końcu w gronie specjalistów od przestępczości nic nie powinno nikomu grozić. Gospodarzom zależy by pokazać się od jak najlepszej strony i jedynie wciąż przytaczana legenda Drakuli grozi śmiercią w wyniku znudzenia. Niestety morderstwo okazuje się być jak najbardziej rzeczywiste i w tym kontekście wcześniejsze groźby nabierają realnego znaczenia. Drongo nie zamierza wprost wtrącać się w śledztwo, lecz następne zabójstwo zmusza go do działania. Czyżby sprawca krył się w szanowanym gronie specjalistów i naukowców? Rumuńska policja ma swoich podejrzanych, a opinie obcokrajowców nie są zbyt przychylnie brane pod uwagę. Na tym zresztą nie koniec kłopotów, szczególnie przekonuje się o tym Drongo, po raz kolejny znajdujący się wbrew sobie w centrum wydarzeń. Czy tym razem prawda zatriumfuje? Co kryje się za zabójstwami i dlaczego właśnie te osoby wybrał morderca?

Podobno najciemniej jest pod latarnią, ale doświadczony śledczy bierze pod uwagę o wiele więcej aspektów niż tylko te najbardziej oczywiste. Gdzieś pomiędzy zeznaniami, zabezpieczonymi śladami i poszlakami kryje się prawda, która rzadko kiedy bywa prosta.

Azerbejdżański kryminał może początkowo wydawać się dość egzotyczny, w końcu raczej przyzwyczajeni jesteśmy do angielskich mistrzów sensacji oraz amerykańskich  opowieści z suspensem. Jednak Czingiz Abdułłajew wraz ze stworzonym przez siebie bohaterem są interesującą konkurencją w tym gatunku. Intryga kryminalna w "Podróży do Transylwanii" mocno osadzona jest we współczesnej geopolityce, po trosze książka ta może być zaliczona również do rodzaju political-fiction. Przy czym to ostatnie okazuje się nad wyraz trafne i dalekowzroczne oraz umiejętnie wplecione w fabułę. Tytułowy region Rumunii wydaje się wskazywać kierunek w jakim potoczy się akcja, lecz autor ma ciekawszy pomysł na rozwinięcie wątków i nie raz podsuwa swoim czytelnikom pewne tropy by w odpowiednim momencie zaskoczyć ich całkowicie przebiegiem opisywanej historii. Główny bohater ma za sobą interesującą przeszłość, bywa bezkompromisowy, wyróżnia się w tłumie i w drodze do odkrycie prawda nie stosuje półśrodków. Drongo to ktoś więcej niż tylko detektyw, z pewną legendarnym detektywem łączy go na pewno niespotykany talent śledczy, ale nie jest kalką jakichkolwiek literackich postaci. "Podróż do Transylwanii" dla wielbicieli kryminałów z szerszym drugim planem będzie ciekawą wycieczką wgłąb Europy i jej kulturowo-politycznej mozaiki przy okazji intrygującego śledztwa.





   Za możliwość przeczytania książki 
             dziękuję wyd. Rebis






czwartek, 19 maja 2016

A może by tak konkurs?



Mama - słowo zawierające w sobie ogromną liczbę innych wyrazów i nieskończenie wiele emocji. Postać jej obecna jest wszędzie, a w literaturze zajmuje niepoślednie miejsce. Pisarze nieraz uczynili z niej główną bohaterkę, a nawet gdy gra rolę drugoplanową wzbogaca fabułę niepomiernie. Poeci stworzyli o i dla Matek setki wersów oraz tysiące strof i wciąż niezmiennie fascynuje ona lirycznych twórców. Po prostu jest symbolem ponadczasowym i jednocześnie stanowiącym niewyczerpane źródło natchnienia. Kiedy rozpatrujemy osobę Mamy jako bohaterki literackiej w pierwszej kolejności nie przychodzą na myśl książki z kategorii horroru, w końcu jakby nie było zło raczej nie jest kojarzone z jej naturą. Jednak opinię taką łatwo zrewidować kiedy przegląda się, nawet pobieżnie, opowieści grozy. Okazuje się, że szybko dostrzegamy matczyny cień w historiach spod znaku demonów i mroku.

Jak to więc jest z Matkami w opowieściach z dreszczykiem? Odpowiedź jednocześnie jest prosta i skomplikowana. Prosta gdyż są obrończyniami albo stoją po stronie zła, natomiast skomplikowana, bo ciemna strona nosi bowiem zbyt często maskę i bywa zwodniczo niewinna. Do jakiej kategorii należałoby zaliczyć matkę tytułowej "Carrie"? Kobieta nie budzi pozytywnych uczuć i chociaż nie jest postacią pierwszoplanową to czy bez jej udziału fabuła rozwinęłaby się w tak złowieszczym kierunku? A co z Wendy Torrance z "Lśnienia"? Brakiem odwagi nie grzeszy, wprost przeciwnie, w przysłowiowej godzinie próby pokazuje do czego jest zdolna. Pamiętacie ciotkę Ruth z "Dziewczyny z sąsiedztwa"? Mroczne szaleństwo nie wszyscy dostrzegają, czyżby tak dobrze zostało zakamuflowane? Bohaterkę z "Kobiety w czerni" również warta wspomnieć, jej charakter nie tak łatwo określić. Przykłady można mnożyć i każdy będzie intrygujący, budzący lęk lub skłaniający do refleksji, ale nim zagłębimy się w lekturę jeszcze jedna postać przychodzi mi na myśl - legendarna Lilith - demon, wampirzyca, anioł i ... matka.


W związku ze zbliżającym się Dniem Matki zapraszam do wzięcia udziału w konkursie. 
Zadaniem konkursowym jest udzielenie odpowiedzi 
(w komentarzu do tego postu) na pytanie:

          „Jaką postać literacką przypomina Twoja mama?”



Czas trwania konkursu: 
rozpoczęcie: 19 maja 2016 roku o godzinie 14:00,
zakończenie: 25 maja 2016 roku o godzinie 20:00.



Nagrodami w konkursie są kupony rabatowe 33% 
do wykorzystania w księgarni internetowej 
na daną kategorię książkową (czyli w kategorii horror)
w dniach od 30.05 do 5.06.2016 roku.



Szczegóły regulaminu konkursowego dostępne są tutaj 




poniedziałek, 16 maja 2016

Lato miłości

"Lato nad jeziorem"
Erica James


Los wydaje się nam czasem zbyt okrutny, jedną ręką obdarzając nas hojnie by nieoczekiwanie drugą odebrać to co nas tak cieszyło. Niekiedy szczęście wydaje się nieosiągalne, a marzenia o nim ranią i przypominają o bólu, którego źródłem jest wcześniejsze rozczarowanie. Czy należy dać się ponieść chwili i zaufać komuś, kto nie tak dawno wkroczył w nasze życie i to dość gwałtownie?

Floriana zbytnio nie bierze do swego serca tego co mówią inni o niej, a przynajmniej sprawia takie wrażenie. Oryginalna, radosna, żywiołowa i przede wszystkim spontaniczna, codziennie, nie bacząc na pogodę, oprowadza turystów jako przewodniczka po akademickim Oxfordzie. W tym zawodzie sprawdza się jak mało kto, zawsze intrygując swoich podopiecznych. Najbliżsi mają na ten temat odmienne zdanie, ale dziewczyna jest zadowolona z siebie i swoich osiągnięć. Pewno popołudnie, które rozpoczęło się dość feralnie, okazuje się mieć interesujący ciąg dalszy. Esme i Adam stanęli na drodze Floriany zupełnie przypadkowo i pomogli jej całkowicie bezinteresownie. Ta trójka wcześniej nigdy się nie spotkała, lecz być może minęła się gdzieś w wąskich, oxfordzkich, uliczkach. Połączył ich zbieg okoliczności, taki jaki zdarza się często, lecz rzadko ma swój ciąg dalszy, jednak tym razem przygodna znajomość przerodziła się w coś więcej. Esme nie przypuszczała, że jeszcze się z kimkolwiek zaprzyjaźni, była zadowolona ze swego życia i już nie liczyła na jakiekolwiek zmiany w swoim życiu. Ale Adam i Floriana okazali się wspaniałym urozmaiceniem w spokojnej egzystencji i przypomnieli, iż jeszcze wiele przed nią, zresztą przed nimi także. Wspólnie spędzane chwile sprzyjają rozmowom, przy ciepłej herbacie i aromatycznej kawie jakoś łatwiej powiedzieć to co skrywa się przed wszystkim, a nawet sobą samym. Okazuje się, że łączy ich o wiele więcej niż sądzili, cała trójka poznała smak miłości i gorycz jej straty. Esme wie, iż dla niej jest już za późno, ale być może dla Floriany jeszcze nie, no i jest jeszcze Adam. Niekiedy trzeba kogoś popchnąć w odpowiednim kierunku tak by odkrył co jest ważne, a co trzeba pożegnać.

Kiedyś nad brzegiem jeziora Como dziewczyna poznała smak pierwszego uczucia, teraz nadarza się okazja by odświeżyć wspomnienia i pomóc młodej kobiecie w uporaniu się z plątaniną emocji. Tego co było nie da się już zmienić, pozostały wspomnienia, ale teraźniejszość daje możliwość powrotu do dawnych i szczęśliwych chwil oraz odkrycia, że jeszcze nie wszystko stracone.

O miłości mówi się dużo, czasem poważnie, a czasem z humorem, "Lato nad jeziorem" ma ją jako motyw główny, lecz podczas lektury okazuje się, że Erica James nie tylko o nie pisze. Książka ta jest wspaniała opowieścią także o przyjaźni i więzach rodzinnych. Przeszłość jest tłem dla mających miejsce obecnie wydarzeń. Autorka nakreśliła historię swoich bohaterów bardzo obrazowo, czytelnika przenosi pomiędzy Wielką Brytanią i Włochami nie tylko geograficznie, ale także metaforycznie. Postacie okazują się mieć w zanadrzu tajemnice jakie nadają ton fabule i są punktem wyjścia dla rozwoju poszczególnych wątków. Niektóre sceny nawiązują wprost do "Pokoju z widokiem", inne podchwytują jego subtelną atmosferę, ale nie jest to kopia, a jedynie delikatne odniesienie komponujące się z jedną z postaci. Pozostali bohaterowie nie pozostają w cieniu, wprost przeciwnie są równie ważni i chociaż ich wątki są jak najbardziej współczesne okazują się mieć wiele wspólnego z tym co wydarzyło się kiedyś.

"Lato nad jeziorem" to historia gdzie radość przeplata się ze smutniejszymi akcentami, a przeszłość z teraźniejszością, natomiast miłość namalowana jest przy użyciu całej palety emocji i dzięki przyjaźni ma szansę by rozkwitnąć z pączka w dojrzały kwiat.



Za możliwość przeczytania książki 

dziękuję wydawnictwu:
 
 
 
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo jaguar