Strony

niedziela, 5 lipca 2020

Nieznajomi

„Lev” Shot Callers#1
Belle Aurora

Pierwsze spotkanie niekiedy decyduje o wszystkim, bo rozpoczyna coś nowego lub nie pozwala na napisanie go. Co decyduje, że dajemy komuś szansę i nie oceniamy go w prostych kategoriach? Czasem chwila, dostrzeżenie w nim człowieka, kogoś kogo nikt inny nie widzi. Prosty ruch jak podanie ręki może zmienić wiele, tylko lub aż tyle …

Ten wieczór był tym, który zmienił w egzystencji Miny bardzo dużo, a raczej Lev zrobił to, nie tak po prostu, ale z konkretnego powodu. Nie zadawał pytań, po prostu pomógł, zauważył ją i nie zignorował jak reszta. Dał coś czego nie oczekiwała, lecz potrzebowała, może nawet uratował jej życie. Czego początkiem będzie tak zawarta znajomość? Na pewno nie tego, co z sobą przyniosła, wybór jaki dokonała dziewczyna wcale nie był oczywisty, tak samo jak i kolejne. Ona także dostrzegła coś w tym mężczyźnie, czego większość nie widziała. Tych dwoje spotkało w dość niezwykłych okolicznościach, a to, co stało się ich udziałem również nie było tak proste jak mogłoby się wydawać. Lev skrywa niejedną tajemnicę, chociaż zawsze mówi prawdę, Mina nawet nie zdaje sobie sprawy, że posiada jakieś sekrety, jednak czy są one ważne kiedy do głosu dochodzą uczucia? Wcale nie tak oczywiste, zwłaszcza jeśli chodzi o Lva, mężczyzny, jaki zbyt często jest osądzany zbyt powierzchownie i źle rozumiany. Czy Mina jest tą, która zobaczy w nim tego, kim jest naprawdę?

Na pewnych książkach powinny być ostrzeżenia typu nie rozpoczynaj lektury popołudniem albo wieczorem, bo na pewno nie odłożysz jej zanim nie skończysz jej czytać, a poranek wcale nie jest tak daleko jak się wydaje. Najnowsza książka Belle Aurory właśnie należy do tego gatunku, lecz w przypadku dobrych historii i tak nie powstrzyma to czytelnika, w końcu czym jest kilka godzin w przypadku dobrych lektur? „Lev” jest pierwszą częścią nowej serii Shot Callers, a dla mnie premierowym spotkaniem z pisarką, udanym i zapowiadającym, że jeszcze wiele emocji przede mną i innymi czytelnikami. Jednak wcześniej czeka na nas opowieść w jakiej nie ma prostej definicji uczuć pomiędzy dwojgiem ludzi, tak samo jak i prostych więzi rodzinnych. Czytający otrzymują książkę w jakiej miłość okazuje się przybierać wiele twarzy, czasem wymaga cierpliwości i przede wszystkim spojrzenia na drugiego człowieka od strony jego przeszłości, skrytej głęboko w jego sercu i umyśle. Pisarka splotła z sobą dwa niecodzienne życiorysy, w jakich jasne chwile łączą się z tymi o wiele mroczniejszymi, a walka o siebie toczy się od lat. Na tym nie koniec, ale dopiero początek niezwykłej relacji, w jakiej jest miejsce na danie szansy w chwili kiedy nikt inny by jej nie dał, dostrzeżenie zagubionego człowieka, jaki nie prosi o pomoc, bo już przyzwyczaił się, ze może liczyć jedynie na siebie oraz uczucia, przychodzącego wbrew rozsądkowi i ratującego dwojga outsiderów. Belle Aurora przygotowała dla czytelników powieść, w której bohaterowie zaczynają nowy rozdział życia dzięki temu, że zauważyli po prostu drugą osobę, nie zignorowali ją. „Lev” ma w sobie to, co każdy bestseller czyli nietuzinkowe postacie, fabułę w jakiej trzeba spodziewać się prawie wszystkiego, ale przede wszystkim „coś”, sprawiające, iż niecierpliwie-cierpliwie pochłaniamy kolejne strony i rozdziały, a końcówka jedynie zaostrza apetyt na kolejne tomy.






 Za możliwość 

przeczytania książki

dziękuję: