Nowość:
„Możesz uciekać”
Rebecca Zanetti
Przed kim trzeba strzec się? Zło zbyt często ma
znajomą twarz, ale też potrafi się doskonale kamuflować. Czasem nie daje
żadnego znaku, mijamy codzienne potwora, a widzimy jedynie doskonałą maskę, po
prostu człowieka, jednego z wielu. Jednak on nie jest jeszcze jedną osobą
spotkaną przypadkowo bądź też nie. On ma plan i cel, jedno jest przemyślane, a
drugie konkretne, jeśli dojdzie do skutku zostanie nazwane zbrodnią…
Zbrodnia doskonała, bo nikt o niej nie wie? Do momentu, gdy przypadkowo zostają odnalezione zwłoki kilku ofiar. Dla agentki Lauren Snow szybko staje się jasne, że w pobliżu jej rodzinnej miejscowości grasuje seryjny morderca. Pogoda i miejsca gdzie zostały porzucone ofiary nie ułatwiają dochodzenia, a dodatkowo jest to sprawa kilku służb. Na styku wielu interesów niekiedy to, co najważniejsze zepchnięte jest na dalszy plan, bo walka o władzę pochłania czas. Jednak dla Laurel najważniejsi są zmarli, żywi, których może ochronić oraz oczywiście sprawca. W tym dochodzeniu nie ma niczego oczywistego, zabójca jest więcej niż krok przed śledczymi, natomiast krąg podejrzanych poszerza się, pytanie czy wytypowano właściwych ludzi? Uczucia zdają się zaciemniać obraz sytuacji i prowadzić do niewłaściwych wniosków, ale intuicja podpowiada coś, co logika dopiero składa w całość. Mordercza rozgrywka kosztuje życie niewinnych, czas nie stoi po stronie agentki Snow, lecz ten kto ją nie doceni przekona się jaką siłę ona posiada i jak trudno ją przechytrzyć!
Macie takie lektury, które już na początku
wywołują uśmiech jak u Jokera i zacieralibyście rączki, ale właśnie trzymacie
książkę? Właśnie „Możesz uciekać” jest taką pozycją. Czytacie prolog i już
wiecie, że trzeba przygotować sobie na wyciągnięcie ręki herbatę lub kawę,
zapewnić sobie wygodne siedzisko, a potem zaczynacie czytać i już nie
przerywacie, bo pierwszy rozdział Was już upewnia na sto procent, iż nie
oderwiecie się. Dlaczego ta historia tak wciąga? Mistrzowskie, słowo wcale nie
na wyrost, połączenie kryminalnej zagadki, napięcia i oczekiwania na to, kiedy
zbrodniarz znowu da znać o sobie, a nastąpi to oczywiście w momencie najmniej
spodziewanym. Dodajmy do tego surową naturę, niewielkie miasto prawie u stóp
gór, zimową aurę – taką z prawdziwego zdarzenia czyli z mrozem, śniegiem, a
nawet śnieżycami. Drugi plan mamy, klimat również jest odczuwalny, pozostaje
więc oś akcji i tutaj niespodzianka, gdyż okazuje się, że śledztwo ma nie tylko
tych zwyczajowych dobrych oraz złych stróżów prawa, ale i zbiegają się interesy
kilku służb dochodzeniowych, więc wiemy czym to pachnie. No i przechodzimy do
sedna czyli bohaterów, jednych poznajemy od razu, tożsamość innych dopiero
odkrywamy po czasie, ale tutaj uwaga: pozory mogą mylić, a emocje stawiają pod
znakiem zapytania to, co mówi rozum. Tu nie ma nieistotnych postaci, wszystkie
informacje mogą się przydać, lecz także potrafią zmylić. Czerń i biel wcale
takie nie muszą być, jedynie czerwień krwi jest zawsze realna. Rebecca Zanotti
prowadzi z czytelnikami wirtuozerską grę w odkrywanie prawdy, ta wcale nie jest
prosta, ma kilka zaułków, mrocznych i kryjących niespodzianki. No i kilka słów
o finale, ten zasługuje na kilka osobnych słów, zostawia po sobie nowe pytania
i obietnicę, że to jeszcze nie koniec…
Za możliwość przeczytania książki
