wtorek, 29 września 2020

Tylko lub aż tyle

 Przedpremierowo

 

„Nie pozwól światłu zgasnąć”

Ewa Pirce

 

Talent nadaje intensywniejszych barw życiu, wyznacza czasem jego rytm, daje spełnienie i stawia wyzwania. Bywa i tak, że przynosi z sobą zgoła coś odwrotnego, mrok, gniew oraz izolację. Sukces wtedy ma gorzki smak i kojarzy się bardziej z klęską niż zwycięstwem. Jednak coś daje siłę by podążać ścieżką wyznaczoną przez dar, który jest błogosławieństwem i przekleństwem w jednym …


Światełko w tunelu niekiedy jest zbyt nikłe by  można je dostrzec, nie czuje się jego ciepła, aż do momentu kiedy spotyka się kogoś, kto cegła po cegle burzy mur i w końcu to pierwsze dostaje możliwość by zauważyć. Dla Willow i Nevena muzyka to coś więcej niż zapis nutowy i gra, ona dopiero odkrywa jej moc, natomiast on poznał ją od podszewki. Uczennica i mistrz? Nie, ich relacja jest bardziej skomplikowana, tak samo zresztą jak i oni. To, co stoi u zarania ich znajomości nie zapowiadało tego, co wydarzyło się dalej. Willow wprowadza swoją obecnością zamieszanie w egzystencję Nevena, która do tej pory miała ciasne ramy, więcej była klatką, do jakiej musiał się przyzwyczaić. Ale teraz coś zmieniło się? Co? Pojawiły się uczucia, nie tylko tak dobrze znany gniew i ból, lecz zupełnie odwrotnego. Czy on jest gotowy by podążyć za kimś, kto jest równocześnie tak do niego podobny i jednocześnie tak inny od wszystkich poznanych do tej pory ludzi?

 

Dwoje ludzi, którym życiu nadaje pasja i talent jest doskonałym punktem wyjścia dla książki, a jeśli do tego dodać mroczny cień dostrzegalny w przeszłości, pomimo ich  młodego wieku, to przepis na dobrą lekturą mamy gotowy. Wiele jeszcze zależy od autora, ale w przypadku Ewy Pirce można być pewnym, że emocje przełożone na słowa nie stracą nic na swej mocy, nawet więcej pokażą rzeczywiste oblicze w pełni. „Nie pozwól światłu zgasnąć” od samego początku ma w sobie silny wątek uczuciowy, nie tak oczywisty jak mogłoby się wydawać, i sygnalizujący, że niejedną tajemnicę będzie skrywał sobie. Zresztą czy może być inaczej jeśli, nie tylko podskórnie, czytelnicy czują, że w tej konkretnej opowieści one są kluczem do tego kim są bohaterowie i co sprawiło, że są właśnie tacy, a nie inni. Kartka za kartką kolejne detale uzupełniają portret dwojga młodych ludzi, wydających się na pierwszy rzut oka całkowicie różnymi, jedynie połączonych miłością do muzyki, lecz to pozory, pod którymi kryje się pasja, ciemna strona tego, co było ich udziałem oraz blizny jakie po tym pozostały w nich. Ewa Pirce wirtuozersko operuje uczuciami, oddając ich głębię, wielowarstwowość oraz przede wszystkim ich ciężar, będący niekiedy nieznośnym lub wprost przeciwnie kotwicą, pozwalającą zatrzymać się na dłużej przy kimś, kto staje się portem i ostoją w morzu raniących wspomnień. W „Nie pozwól światłu zgasnąć” nie da się nie zauważyć kontrastów, dostrzegalne są one na każdym kroku, wprowadzają dynamikę, zaznaczają swoją obecność w buzujących emocjach, dają o sobie znać w kolejnych wirażach tej pełnej pasji opowieści. Muzyka, intrygujący postacie, które kawałek po kawałku odkrywają przed czytelnikami i samymi sobą czego pragną oraz mrok i światło walczące o dusze i umysły tworzą wątki historii, w jakiej wiele pytań czeka na odpowiedź. Pierwsza część jest wstępem pobudzającym czytelniczy apetyt na więcej, dużo więcej, gdyż ten konkretny tytuł jeszcze nie wyczerpał swego potencjału, lecz dał przedsmak tego, co jeszcze ma w zanadrzu.

 

 

PREMIERA

30 września 

 


Za możliwość
 
przeczytania książki

dziękuję