wtorek, 12 lipca 2011

Adiutant diabła

„Adiutant diabła. Jochen Peiper Dowódca Wojsk Pancernych”

Moje zainteresowania historią zawdzięczam dziadkowi i programowi "Sensacje XX w.". Mania telewizyjna i książki uzupełniały moją hobbystyczną wiedzę, czasem odkurzając wiadomości czasem coś do niej dorzucając. Nie ograniczyłam się tylko do XX w., za to zgłębiałam ogólnie pojęte czasy starożytne, potem kolejny przeskok do renesansu i średniowiecza. Ale temat II wojny światowej powracał co jakiś czas, ostatnio coraz częściej mam możliwość czytania interesujących tekstów dotyczących właśnie tamtego okresu. Taką właśnie lekturą jest tytuł "Adiutant diabła. Jochen Peiper Dowódca Wojsk Pancernych" i chociaż w pierwszym momencie można stwierdzić, że to tylko pozycja wyłącznie dla hobbystów to w trakcie czytania okazuje się napisana językiem przystępnym i zawiera ciekawą opowieść nie tylko z punktu widzenia działań wojennych. Dodatkowo czytelnik ma możliwość skonfrontowania przytoczonych faktów z wypowiedziami autentycznych uczestników wydarzeń, tak z niemieckiej jak i aliantów strony.

Autor, jako zawodowy żołnierz, poświęcił wiele czasu na zgromadzenie wiadomości dotyczących nie tylko głównego bohatera, ale również otoczenia w jakim działał. Wiele miejsca poświęcił zagadnieniom strategicznym, lecz nawet dla czytelników nie "obytych" z takim tematem zrozumienie poruszanych kwestii nie sprawia trudności ponieważ całość przekazano zrozumiałym słownictwem. Książka kolejno opisuje kilka dni bitwy o Ardeny, chociaż może wydawać się, że ilość dat i wojskowych szczegółów jest zbyt liczna, to w miarę czytania przekonać się można, iż informacje układają się w pasjonującą historię i to przedstawioną nie tylko od strony dowódcy niemieckiego, lecz również strony amerykańskiej. Uzupełnieniem są mapy działań bitewnych, pozwalających na prześledzenie toku poszczególnych potyczek. Co warto podkreślić, Michael Reynolds. pisząc umiał odnaleźć złoty środek pomiędzy "zasypaniem" odbiorcy datami historycznymi, detalami militarnymi i biograficznymi elementami. Zainteresowani technicznymi aspektami, czyli użytymi pojazdami, rodzajem broni oraz typem oddziałów także nie będą rozczarowani, gdyż dokładnie wyjaśniono zagadnienia z nimi związane. Od podania specyfikacji czołgów, transporterów opancerzonych czy modelu dział przeciwlotniczych aż po informacje jakimi pojazdami przewożono żołnierzy. Jeżeli do tego dodać, że te wiadomości są skonfrontowane z alianckimi sprzętem, to czytający otrzymuje bardzo dokładne kompendium wiedzy w tym obszarze.

"Adiutant diabła" to nie tylko obraz bitewny, lecz przede wszystkim portret Jochena Peipera, to jego osoba jest osią książki. Jako jeden z dowódców Leibstandarte był wykonawcą i inicjatorem najważniejszych kierunków nazistowskiego reżimu, nie tylko z obszaru militarnego. Dokładny opis wydarzeń wraz z przytoczeniem wypowiedzi żołnierzy obu stron pozwala wyrobić sobie czytelnikowi własną opinię. Przedstawiono dokładnie sylwetkę człowieka, który przez kilkanaście lat był w najbliższym otoczeniu Hitlera jako wierny wyznawca zbrodniczej ideologii. Sądzony za zbrodnie wojenne został skazany na karę śmierci, zamienionej na karę więzienia. Taki obrót sprawy wyniknął nie tylko z powodu źle przeprowadzonego przewodu sądowego, ale również z przyczyn politycznych. Po kilkunastu latach odbył się kolejny proces, ale i on nie zakończył się wyrokiem skazującym.

Praca Michaela Reynoldsa to nie monumentalny fresk historyczny i nie biografia, lecz rzetelny szkic o jednym z najbliższych ludzi ze świty Adolfa Hitlera. Szczególny nacisk położył autor na działania wojenne z ostatnich miesięcy II wojny światowej, które zaważyły w dużym stopniu na późniejszym życiu Jochena Peipera, lecz również były konsekwencją jego przeszłości. Okres ten stanowił punkt zwrotny w jego karierze wojskowej. Dla mnie „Adiutant diabła” był poszerzeniem wiadomości, dla pasjonatów będzie z pewnością lekturą uzupełniającą, a dla pozostałych czytelników doskonała opowieść gdzie i wątek sensacyjny się znajdzie.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukateria i Instytutowi Wydawniczemu Erica


10 komentarzy:

  1. Lektura chyba jednak nie dla mnie, ale pasjonatom historii może się spodobać:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że nie tylko dla pasjonatów ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja raczej nie sięgnę po tę książkę. Aktualnie szukam czegoś lekkiego i przyjemnego :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na najbliższe dni wolę takie lektury, lekkość mnie dołuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciężkie lektury nie muszą być złe. Oto dobry przykład ;-D
    Ciekawa i barwna recenzja i zgadzam się, że autor musiał się wiele naszukać się takich informacji...

    OdpowiedzUsuń
  6. "Waga" lektury to subiektywne poczucie ;) A ta do wagi extra ciężkiej nie należy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ech gdybym miał tyle chęci do czytania co mam do tego niechęci to pewnie i bym tę książkę przeczytał... ale może na starość... gdy komputery będą dla mnie za szybkie a filmy za oczywiste to kto wie kto wie :D

    OdpowiedzUsuń
  8. W tej ksiązce nawet zdjęcia są ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. coś dla Artura... gdyby lubił literki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie przeczytam... Nie dla mnie...

    OdpowiedzUsuń